Króciutka nota na Dzień Niepodległości 4 lipca 2010

Crash Geopolitical Primer not for publication

Nie jesteśmy ludzie głupie
Politykę mamy w nosie…”


Słuszna ta pieśń ludowa pomija istotę rzeczy: polityka nie ma nas w nosie, ponieważ my jesteśmy przedmiotem jej działania. Stąd czkawka prezydenta USA odbija się nam echem po wsiach i miasteczkach, a kac towarzysza cara Rosji kołacze się w naszych głowach.

Politykę miejcie w nosie – to dostaniecie po nosie.

Geopolityka zajmuje się zmiennymi układami sił na niezmiennej przestrzeni


To określenie funkcji pochodzi z Polski. Nie jest łatwo przenieść się do Australii z dnia na dzień jednemu człowiekowi, rodzinie jeszcze trudniej. A trzydziestu kilku milionom Polaków? Z tego względu choćby, ludzie myślą, czują, działają wedle swej geografii.

Czy chcesz, czy nie chcesz, jesteś wśród takiego narodu, na takich oto górkach, dołkach, piaskach, i z takimi oto sąsiadami. Jak każde zwierzę – jesteśmy geopoliticus.


Zarys geopolityki Polski


Sam fakt istnienia kulturowego narodu świadczy, że praktykuje skutecznie zbiorowe działania geopolityczne. Nieskuteczne narody znikają. Toż i Galowie mieli zacnego komunika – a gdzie oni teraz?


Mieszkamy na nizinach głównie, na ciągu wielkich nizin europejskich, szlaku logistyki wojskowej. Mamy dzisiaj, po przesiedleniu części narodu na zachód, dwa małe luksusy: morze od północy i góry od południa. To stosunkowo łatwo obronić i stamtąd też mamy spokój.


Przeciąg mamy wschód-zachód. To wymaga krótkich wyjaśnień.


Rosja – dystans i chłód


Geopolityka Rosji polega na maksymalnym oddaleniu zagrożenia od centrali. Stąd ciągła ekspansja we wszystkich kierunkach. Rosja leży – do Uralu – na tymże co Polska szlaku logistycznym, na wschód od Uralu leży inny szlak wojskowy. Ale Ural jest zaporą logistyczną, za niego można w ostateczności się przerzucić (przy założeniu spokoju od Chin) – co uczyniła Rosja choćby w czasie inwazji niemieckiej podczas II Wojny Światowej.

Brak naturalnych ostoi powoduje nerwowość i imperialność Rosji. Ich silnym atutem jest surowość klimatu, która pomogła niejednokrotnie przy inwazjach północnym szlakiem. Nie pomaga wiele przy inwazjach szlakiem południowym. Stąd też Rosja nie przeniosła się w żyzną dolinę Fergana, ale ułożyła swą infrastrukturę na zimnej i przewiewnej nizinie centralnej.


Niemcy – infrastruktura i organizacja


Od zachodu na ciągu nizin europejskich zagospodarowały się narody germańskie. Będąc na tym samym szlaku co Polacy, swój sposób na życie wypracowali w zwartej organizacji życia społecznego i przedsiębiorczości.

Niemcy dbają o własną infrastrukturę. Ich polityka nie jest nerwowa, działają długofalowo, zwarta tkanka społeczna jest bardzo silna. Ekspansja ma charakter kolonialny: rabunek w celu wzmocnienia wewnętrznej kultury materialnej.


Polska – piersi właśnie


Narody, które wytworzyły osobną kulturę pomiędzy niemal literalnie młotem (tłuczkiem zagonów od wschodu) i kowadłem (stabilną bazą od zachodu), musiały sobie radzić nieźle, skoro przetrwały. Na budowanie potężnej infrastruktury niewiele było czasu między zawieruchami, które ścierały to co się zbudowało. Pozostała ekspansja, oparta na mobilnej sile. Geopolityka Polaków opiera się o piersi rycerskie i o zaplecze kultury rodowej, najbardziej namacalnej części zbiorowej kultury niematerialnej, duchowej – w sensie ducha narodowego. Krótko pisząc: geopolityka polska to piersi mężów broniących ostoi i piersi niewiast karmiących następnych bojowników. Ekspansja polega na obronie przyczółków. Kultura ma charakter poligonowy.


Rzut piórem na lata przeszłe


Nie ma chwili folgi, nie ma spokoju pod oliwkami, natura nie zna próżni, słabsi muszą zginąć.


Spojrzymy tylko na lata niedawne, których owoce mamy wciąż na stole i jeść je musimy, skąd i nasza dieta i apetyty na nich się zakładają.


Polskie rycerstwo, które miało obowiązki, zostało zdegenerowane do szlachty, która miała już tylko przywileje. Rezultat był oczywisty – Polska zniknęła.

Zadyma napoleońska poruszyła narody Europy. Niemcy rozdrobnieni, nie potrafili stworzyć spójnej polityki. Napoleon przepędził Rosjan z ich ostoi, ale po staremu nadział się na zimę, a to nie była plucha korsykańska.


Niektórzy Polacy próbowali stworzyć państwowość (wciąż jeszcze nieumarłą), ale mężowie nie dali rady. Wiele nacji nie podniosłoby się z takiego upadku, narodowość polska jednak trwała na zapleczu, przeniosły ją kobiety w rodzinach. Przeniósł ją lud, ta część społeczeństwa zorganizowanego, której mężowie mieli żywić tkankę , nie jej bronić …


Polski nie było. Rosja się stabilizowała i wewnętrznie słabła. Prusy się wzmacniały i wypatrywały zdobyczy. Buchnęły na tłustą Francję, przetrzepały Francuzów na sucho, zgarnęły 5 miliardów franków w złocie i już spokojnie zaczęły budować Rzeszę. Rosja – w cichym pakcie przeciw Francuzom – zaczęła się robić nerwowa. Ostatni przejazd Napoleona po nizinie był wprawdzie kosztowny, ale bezskuteczny, natomiast zorganizowana Rzesza żelaznego kanclerza wyglądała niebezpiecznie. Tym razem Rosja wystąpiła przeciwko Niemcom – byli za blisko i za silni. I Wojna Światowa skończyła się przetrzepaniem Niemców, ale słaba Rosja musiała się zrestrukturyzować. Nastąpiła zmiana warty i powstał Kraj Rad.

Ta słabość niby-zwycięskiej Rosji i porażka CiK armii była momentalnie wykorzystana przez Polaków, mężów wychowanych w domowych pieleszach i czekających na swój czas. Powstała Polska, słaba państwowość, ale chwilowo między równie słabymi sąsiadami.


Była tedy chwila folgi od Septentrionów. Atoli krótko, szybko restrukturyzowana armia rosyjska chciała wrócić na swe rubieże, by wzmocnić przyczółki od zachodu. I tu ukazała się nagle światu potęga kultury duchowej, moc chat, dworków, domów, kobiet polskich „od Chicago do Tobolska”. Nieistniejąca Polska wystawiła tylu mężów, że po staremu zabezpieczyła ostoję.


Niemcy, których alianci nie pozbawili infrastruktury, otrząsnęli się szybko. Siła ich rosła, ofiary pachniały słabością, rabunek był nieunikniony. Rosja była wciąż słaba, nie mogła stworzyć infrastruktury, pomysły organizacyjne były nieskuteczne. Potrzebowała wojny dla zrestrukturyzowania gospodarki. Polska, dziedziczna ofiara poligonu, zaczynała być zamożna. Rosja wróciła do układu z 1870 roku. Skok na Polskę przeraził inne potencjalne ofiary apetytów Rosji i Niemiec. Zaczęła się zadyma II Wojny Światowej.


Globalizm zatargu porwał ludzi do tego stopnia, że zwycięska oś postanowiła zrobić skok na Amerykę, duszącą się w kryzysie gospodarczym spowodowanym kiepską samoorganizacją niekontrolowanego rynku. Otóż organizacja jest w pewnym sensie sztuczna, bowiem zależy od sztuki ludzi, natomiast potencjał – uwalniany przez organizację – jest obiektywny. A potencjał miały USA ogromny, który nagle został aktywowany przez kopa z zewnątrz. Wynik był szybki i drastyczny. Ameryka sama się przeorganizowała, wzmocniła gospodarki aliantów, dozbroiła ich armie, po czym przetrzepała osi skórę..


Atoli zanim co, Rosja dostała nieźle po głowie, znów jej się obce tanki przejechały po centrali. Mimo tego, dzięki nieroztropnej pazerności Niemców, sprytnie wylądowała po zwycięskiej stronie. Na koniec dostała dużo, więcej niż wywalczyła. Ameryka wróciła do własnej ostoi, Polska, przeniesiona na zachód na dawne ziemie niemieckie, stała się lennem rosyjskim. Tak jak poprzednio, Polska – z braku mężów – została w domach i na wsiach. Żywa, jako potencjał, lecz niematerialna.


Niemcy drżały. Po raz pierwszy nie tylko dostały potężne lanie, ale i poważnie rozważano kompletne zniszczenie ich infrastruktury, rozbicie ich jedynej bazy. Cóż było robić? Żeby coś utrzymać i móc się odtworzyć, Niemcy zaryzykowały nową kombinację: z Francją przeciw Rosji. Pomysł polegał na stworzeniu Unii, która dałaby wystarczające rynki zbytu dla Niemiec i pozwoliła odbudować poprzedni potencjał. Ceną było odrzucenie zaborczości militarnej. Została ona zastąpiona inwazją ekonomiczną. Niemcy stworzyły system Unii Europejskiej, z uzależnioną Francją, szybko opanowując podstawowe rynki Europy.


Rosja nie dawała sobie rady. Ameryka buszowała po peryferiach, szukając słabych punktów, Chiny się zbroiły, świat arabski wrzał, a gospodarka coraz słabsza. Zbliżała się kolejna restrukturyzacja rosyjskiego systemu państwowego. Zabawa w lennej Polsce z kontrolą ruchów wolnościowych lat 1980-tych skończyła się utratą sterowalności i koniecznością rozwiązania siłowego. Dobiło to gospodarkę w lennie, a słaba gospodarka samej centrali nie mogła jej wspomóc. Zaczął się kontrolowany demontaż RWPG. Lenna Rosji – w tym Polska – poczuły osłabioną kontrolę z centrali, i za jej przyzwoleniem zaczęły wytwarzać osobne, ale wciąż kontrolowane, organizmy państwowe. Nastał czas lokalnych oligarchii, często niepoddających się bezpośrednim wpływom Rosji.


Niemcy nie zapominały o korzyściach z dawnego aliansu z Rosją. Unia Europejska dawała stabilny popyt, ale wzrost był ograniczony. Słabnąca Rosja, próbująca dogonić Amerykę w globalnych wpływach, traciła uchwyt na skrajach imperium. Zawarto przymierze – Rosja oddała część Niemiec za pomoc gospodarczą i znaczne kontrybucje. Niemcy się wzmacniały, Rosja – przeciwnie. Formalnie Rosja wycofywała się z kontroli państw lennych. Pozostawała kontrola gospodarcza, w którą – z braku silnej organizacji centralnej – wchodziły rosyjskie i lokalne oligarchie. W tym samym czasie, rosyjski rynek, trudny i nieprzyjazny dla zachodnich przedsiębiorstw, był coraz łaskawszy dla niemieckiego przemysłu.


Polska zaczęła wracać do państwowości na fali zawieruchy – tym razem gospodarczej. Po staremu, „z podziemia”, z chat i domów, wyszli mężowie, tym razem do bojów ekonomicznych i polityki wewnętrznej we wciąż wasalnym systemie. Z natury rzeczy pojawiły się też kobiety, na froncie gospodarczym bowiem w latach 1990-tych nie strzelano wiele. Natomiast nie zmieniła się zgoła geografia, a alians rosyjsko-niemiecki trzymał Polskę w mocnym uścisku. Powstała nowa opcja geopolityki: silny sojusznik zewnętrzny. Europa, w ramionach niemieckiej UE, nie mogła być sojusznikiem przeciwko Niemcom. Pozostała Ameryka i NATO. Polska, przy słabym sprzeciwie Rosji i Niemiec, wchodzi pod parasol NATO, dziurawy wprawdzie, ale jakby szprychami opierający się o Bug i Odrę.


Słaba Rosja 1995 roku byłaby szansą dla Polski roku 1920, z mężami zorganizowanymi w silnej armii. Kilka luźnych stosunkowo lat u schyłku wieku XX-ego pozwoliło na wejście w słabe alianse (NATO), zrestrukturyzowanie system i wzmocnienie gospodarki (prywatyzacja), ale także wzmocniło niepomiernie wpływy oligarchii, zwłaszcza rosyjskiej, w tym czasie mającej bardzo silną pozycję w rozkładającej się Rosji.


Było i się skończyło.


Wiek XXI to koniec „chwili folgi”. Kontrola Rosji wraca do centralnego rządu, oligarchia zostaje podporządkowana, wraca geopolityka Kraju Rad. Coraz silniejsza państwowość rosyjska odzyskuje utracone przyczółki. Druga połowa pierwszej dekady XXI wieku to sukces geopolityki imperialnej Rosji. Południe zostaje uzależnione (Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, wreszcie Kirgizja), Kaukaz, po ostrej pacyfikacji, siedzi cicho, Gruzja oddaje jedną trzecią kraju, Ukraina wchodzi pod wpływy Rosji. Niemcy, w ścisłym aliansie z Rosją, wzajemnie uzależnione ekonomicznie (energia, przemysł), przygotowują następną odsłonę. Ameryka, zaplątana w konflikty po świecie szerokim, wycofuje się z sojuszu. Polska zostaje sama na poligonie. Nie ma mężów do obrony, nie ma silnego kolegi – można ją bić bezkarnie. A w naturze nie ma taryfy ulgowej, „można” to znaczy „trzeba”. Zachowania inne występują w ludzkiej wyobraźni, w praktyce historycznej rzadko zdarza się poniechanie okazji do rabunku.


Polska, w międzyczasie połączona z Unią Europejską, ma pewną niezależność, ale jej polityka jest pod ścisłą kontrolą sąsiadów: Niemców – poprzez struktury UE i Rosji – bezpośrednio poprzez oligarchię. Wszelkie próby wzmocnienia państwowości suwerennej są tłumione. Przede wszystkim przez Rosję, która ma znacznie skuteczniejsze narzędzia. Próby stępienia tych narzędzi przez rząd Olszewskiego czy prezydenta Kaczyńskiego kończyły się zdecydowaną interwencją rosyjską: usunięciem rządu i usunięciem prezydenta.


Rok 2010 przyniósł zdecydowany skręt w polityce polskich sąsiadów. Z jednej strony państwo rosyjskie bardzo wzmocniło swoją pozycję terytorialną, uporządkowało wiele swych interesów w byłych republikach, usunęło bardzo drastycznie, ale skutecznie, polską próbę wzmocnienia interesów narodowych. Z drugiej strony Niemcy dostały potężny bodziec do przedefiniowania swej polityki. Unia Europejska, organizm naczyń połączonych gospodarek narodów Europy pod kontrolą gospodarki niemieckiej, miała przynosić korzyści. Atoli eksport towarów to nie eksport organizacji i porządku gospodarczego. Zawalanie się kolejnych gospodarek śródziemnomorskich zaczęło grozić podstawom systemu niemieckiego. Okazało się nagle, że zamiast brać, Niemcy muszą dokładać. Znacznie korzystniejszy jest układ z Rosją, potężnym rynkiem, tanią siłą roboczą, a z równie mocnymi powiązaniami przemysłowymi.


W czerwcu 2010 roku Niemcy przystąpiły do realizacji nowej polityki. Naczelnym problemem pozostają interesy Francji i Polski. Spotkanie 23 czerwca 2010 roku pomiędzy Niemcami i Rosją z udziałem Francji i Polski zaczyna nową odsłonę aliansu rosyjsko-niemieckiego. Polska z góry zgodziła się na koncesje Unii, i w konsekwencji osłabienie NATO, wobec Rosji. Ciąg dalszy nastąpi.


Wybijanie się na suwerenność

Jest to naturalna tendencja społeczności wyodrębnionych kulturowo. Polska ma bardzo długi rejestr upadków i konsekwentnych a skutecznych mobilizacji narodowych.


Jakie są widoki na Polskę w 2010 roku?


Rosja realizuje swoje plany geopolityczne nie tylko poprzez naciski ekonomiczne i terroryzm państwowy – oba narzędzia bardzo skuteczne, ale często niewystarczające, a poza tym drogie. Są technologie tańsze, bardzo popularne w Środkowej Europie, stosowane długofalowo wszędzie tam, gdzie Rosja chce zabezpieczyć swoje interesy. Są to: „kampanie oczarowania” oraz stymulacja społecznego fermentu poprzez organizacje pozarządowe.


Kampania oczarowania działa bezpośrednio na tkankę społeczną, wprowadza zamieszanie „od środka”, tzn. w domach, w pieleszach ostoi. Doskonale można ją było zaobserwować po 10 kwietnia 2010 roku. Taktyka ta polega na łagodnej perswazji, podważaniu wszelkiego anty-rosyjskiego działania i przedstawianiu go jako niewłaściwych i nieroztropnych fobii, „wyjaśnianiu” prawdziwych przyjaznych intencji rosyjskich. Współczesny język polski znalazł precyzyjne określenie tej taktyki: „ściemnianie”, gdyż w samej rzeczy istotą tej taktyki jest przeciwieństwo wyjaśniania. Zwalczanie antyrosyjskich sentymentów odbywa się poprzez inwestowanie w strategiczny przemysł i poprzez media. Tworzy się wizerunek „dobrego sąsiada”.


Organizacje pozarządowe (NGO) – to technologia bardzo znana, polega na finansowaniu rozmaitych fundacji, stowarzyszeń, ruchów społecznych i na konsekwentnym sterowaniu aktywnością jej członków. Krytyczne dla powodzenia tej technologii jest utrzymywanie masy członkowskiej w pełnej nieświadomości źródeł finansowania i celów działalności.


W takim tyglu warzą się interesy silnych sąsiadów i narodowe polskie w czas wyborów prezydenckich 4 lipca 2010 roku. Interesy sąsiedzkie są promowane w kampanii Komorowskiego, interesy polskie – w kampanii Kaczyńskiego. Wynik, nawet zmanipulowany, określi stopień wpływów nacisków rosyjskich i niemieckich na tkankę narodową. Mieszkańcy miast zwykle łatwiej ulegają naciskom, mieszkańcy wsi trudniej. Socjologicznie jest to oczywiste, gdyż chłop ma mniej czasu na zajmowanie się sprawami niezwiązanymi bezpośrednio ze swoją działalnością. Inteligencja miejska, na odwrót, poświęca wiele czasu na odbiór przekazów medialnych.


Jest tu jeszcze jeden mały aspekt, anegdotyczny. Kolokwialnie brzmi on tak:


Chłopu trudno jest wcisnąć ewidentny kit. Jeśli brat polazł nieproszony na wesele do sąsiadów, z którymi walczymy o miedzę przez pokolenia, i po weselu leży za stodołą z bronami w plecach, to chłop jakoś nie wierzy sąsiadom, zaklinającym się, że brat się nadział w czasie tańca. Chłop, który w takie coś wierzy, nazywa się głupkiem wsiowym.


A z takich się na wsi śmieją. Więc emigrują do miast ….


Dopotąd była analiza rzeczowa. No to ku pokrzepieniu serc jeszcze cytat, zamiast glosy. Wielu bowiem z was pyta się mnie i własnego sumienia, co będzie dalej po wyborach i niejeden myśli: co tu nas jeszcze czeka? Ile bitew, ile klęsk, o które wojując z sąsiadami, nietrudno… ile łez? Ile krwi wylanej? Ile ciężkich parkosyzmów?... I niejeden wątpi, i niejeden przeciw miłosierdziu bożemu bluźni …


Słuchajcie, bo tego z lada gęby nie usłyszycie, bo nie każdy umie patrzyć generalnie.


Otóż tę bitwę walną albo przegramy, albo wygramy … (milczałbyś, panie Michale, i uczył się!)

Suponując, że tę bitwę przegramy, wiecie co dalej będzie?... Otóż ja mówię wam, że nic nie będzie…

I ja wam powiadam tak: Wiecie, co nieprzyjaciół onych wandalskich czeka? – zguba; wiecie, co nas czeka? – zwycięstwo! Pobiją nas jeszcze sto razy … dobrze … ale my pobijemy sto pierwszy i będzie koniec.


Powrót do wpisu na blogu