Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
piątek, 18 maja 2012
Życie umysłowe Kraju 2012

Teorie naukowe śmigają w gmlistym helowym powietrzu, eksplodując coraz większymi bombami. I coraz lepiej przybliżają się do Prawdy, która jest od lat oczywista w Salonie24 (znanym też pod popularną ksywką Narodowa Kuźnia Myśli). Dobrze zbliżał się do Iluminacji Antoni Macierewicz (nota 8), przebił go Grzegorz Szuladziński (nota 9), ale pełne trafienie (nota 10, dyplom pamiątkowy i niekończące się brawa) należą się Rafałowi Gawrońskiemu. Otóż prawda jest taka: rytualne picie krwi jest w dalszym ciągu codziennym zajęciem wiadomo kogo i jest związane ze specjalnym rytuałem pentagramu. Niestety do wiadomo kogo doszlusował kardynał Nycz i w Sejmie dokonał tego rytuału w końcu zeszłego roku, w dniu prawie narodzin pana naszego, a zabito na wypicie krwi pięciu polskich żołnierzy z Afganistanu. I oczywiście od razu widać jedność metod i celów z brutalnym zabójstwem zgromadzych przed dwoma laty w samolocie, czyli jak można liczyć na przyjęcie przez polskie sądy prawdy skoro sam Nycz jest wiadomo kim. Ale może to nie jest takie dziwne, bo wiadomo kto, ten co był papieżem, też był wiadomo kim.

I to są najświeższe wiadomości z naszej myślącej ojczyzny, dla której nie ma ratunku, bo choć dzielni związkowcy zaganiają posłów do Sejmu, to sami widzimy co się w tym Sejmie dzieje.

Czy ktoś tu uważa, że Polak potrafi i to przebić? Stay tuned.

00:20, andsol-br
Link Komentarze (6) »
czwartek, 17 maja 2012
A więc jestem autystą

Ana Beatriz Barbosa Silva to słynna psychiatra brazylijska, autorka serii książek do odbioru powszechnego i do sprzedaży w supermarketach, wtajemniczająca lud w sekrety psychopatów i nerwicowców, bulimii i anoreksji, strachu i zastraszania. Dobra jest w tym métier, skoro sprzedała już ponad 800 tysięcy egzemplarzy. I właśnie wywiadami dla pism kobiecych promuje swoją następną książkę (koprodukcji z jej kolegami), którą zaleje kraj w przyszłym miesiącu. Tym razem o autyzmie.

Nawiązałem wzrokowy kontakt z jednym z tych wywiadów w sytuacji typu „poczekalnia u dentysty” i trochę mną popodrzucało, bo sugerowała ujawnianie tam różnych nowości naukowych, o których czytam od dobrych 20 lat, a jestem bardzo uczulony na przeróżne techniki przywłaszczania sobie autorstwa odkryć i teorii. Niech tam jej, ważne, by wiedziano co i jak, bo nadal powszechne jest „leczenie” autyzmu krzykiem i przymusem, więc może ta książka pomniejszy zakres barbarzyństwa w tej dziedzinie. Przecież każdy płodny dorosły może zostać rodzicem autystycznego dziecka, wiedza o autyzmie powinna być ważną częścią szkolnego wyposażenia mentalnego.

Autorka rozróżnia różne stopnie autyzmu, mówi, że często pewna doza introwertyzmu może wskazywać na skłonności autystyczne i że ludzie mogą nie zdawać sobie sprawy, że w pewnej mierze są autystami. I przytacza anegdotę, która skłania mnie do wstąpienia do klubu autystów. Opowiada bowiem ona, że są osoby, które

mają duże trudności w nawiązywaniu relacji i odczytywaniu intencji innych osób. Cierpią przez całe życie i nie rozumieją czemu nie są akceptowani. Mam kolegę, psychiatrę, który nawiązywał romans z naszą wspólną znajomą. Pewnego dnia poszła do niego do domu i powiedziała: „Jestem tak zmęczona, chcę zamknąć oczy i zasnąć”. On przygotował dla niej herbatę, położył się koło niej i zasnął. A to po prostu była jej gierka! Następnego dnia kobieta spytała: „czy wczoraj nie miałeś ochoty na mnie?” On odpowiedział, że tak, ale ponieważ ona chciała spać to uszanował jej chęć. Od razu pomyślałam, że ten kolega ma ślad autyzmu. To są osoby inteligentne, skoncentrowane na swoich działaniach i są dobre w tym. Ale odbierają rzeczy dosłownie, nie docierają do nich ukryte intencje. I nie potrafią kłamać.

Kłamać jak raz potrafię, choć bez maestrii, i żadna koleżanka z pracy nie pojawiła się u mnie powiadamiając, że chce spać, ale obawiam się, że nie mam w sobie dostatecznie wiele byczości, by wziąć się za uwodzenie kobiety po jej wyznaniu, że nie jest w najlepszym fizycznym stanie. Ot, typowy objaw autyzmu.

02:15, andsol-br
Link Komentarze (8) »
środa, 16 maja 2012
Ratunek dla Europy

1. Przekopujemy wirtualnie za pomocą map Google'a Przesmyk Nadziei:


2. Odholowujemy wirtualnie Starogrecką Wyspę do Afryki, gdzie w miłym klimacie będzie mogła wiecznie pławić się w cieple wspomnień o swojej wielkości. Oczywiście zachowamy we wdzięcznej pamięci ich przepisy na sałatki z oliwkami oraz algorytm Euklidesa.

3. Powiadamiamy Italię o technicznej możliwości wykopania wirtualnego przesmyku od Genui do Wenecji i odholowania ich staroci do rozdysponowania między Libię i Abisynię – jeśli nie przestaną się wygłupiać z filmami nudnymi jak włoska polityka i polityką nudną jak włoskie filmy.

4. Przywracamy Turcji Heraklita z Efezu i Talesa z Miletu.

5. Przyjmujemy Turcję do Unii Noweuropejskiej.

6. Dla zachowania równowagi religijnej i wyrównania krzywd historycznych przyjmujemy do Unii najstarsze królestwa chrześcijańskie na świecie – Armenię i Gruzję.

7. Dobrosąsiedzkie stosunki ze światem arabskim wymagają oddania im władzy w dawnych kalifatach półwyspu Iberyjskiego, z wyłączeniem Katalonii, bo oni nas najmniej w Hiszpanii irytują.

7. Po dokonaniu tych technicznych poprawek stwierdzamy, że Warszawa znajduje się w centrum Nowoeuropy, przemianowujemy ją na Czwartą Jerozolimę, wprowadzamy konstytucję Czwartej Rp wyznaniowej i oddajemy całą władzę w ręce kleru. Podziwiająca to Stareuropa pada na kolana i nie podnosi się więcej a my im pokazujemy. I ustalamy tradycję, że papieże są naprzemiennie z Poznania i z Krakowa, a przewodniczący Kongregacji do Spraw Wiary z Kielec.

8. O, to jest to.

01:45, andsol-br
Link Komentarze (3) »
wtorek, 15 maja 2012
Zoologiczny bezsens

Od odesłania do odesłania i okazuje się, że to nie godny uwagi Hodding Carter II, a żyjący o wiek wcześniej (też godny uwagi) Henry Ward Beecher wrzucił tę frazę: „There are only two lasting bequests we can hope to give our children. One of these is roots, the other, wings.”

Tylko dwie trwałe rzeczy możemy dać w spadku dzieciom. Jedna to korzenie. Druga to skrzydła.

02:21, andsol-br
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 maja 2012
Stałość uczuć

I malutki urywek z książki, o której mówiłem wczoraj. Zofia Chądzyńska pisała to koło roku 1995. Opowiada jak wyjazd do Wiednia na leczenie zbiegł się z innym wydarzeniem, słynnym z historii światowej. Rok 1938. Natychmiast wróciła do Polski.

Gdy się obudziłam, była Częstochowa. Wsiadali jacyś ludzie. Tobołki. Gazety. Po dłuższej chwili usłyszałam. „O, miały szczęście Austriaki. Już tam Hitler zrobi za nich porządki z Żydkami”. Nie było wątpliwości, znalazłam się w Ojczyźnie. Pamiętam, co powiedziałam:

– Nie martwcie się, panowie, zrobi i za nas.

– Co pani? Defetystka się znalazła. My to nie Austriaki ani nie Pepiki, my to my.

I dziś miałoby się ochotę powtórzyć: Oj, my to niestety wciąż my.

00:52, andsol-br
Link Komentarze (13) »
niedziela, 13 maja 2012
Niesamowite spotkanie

Droga Przyjaciółko!

Tak, sprawiłaś mi wielką przyjemność tą niegrubą książeczką, ale do razu odczuwam niestosowność słowa przyjemność. „Nie wszystko o moim życiu” boli przy czytaniu. Mówisz „Czyta się to jak powieść przygodową, prawda?” – tak, to prawda, ale jednocześnie jest tak potężna doza tragizmu, że nie pozwala zwracać większej uwagi na warstwę literacką. Wydobywanie się z Pawiaka, wyciąganie uwikłanego w konspirację brata z więzienia Gestapo za pomocą niemieckiego wywiadu wojskowego, ucieczka z peerelowskiej pozycji dyplomatycznej we Francji, ciężka praca w Argentynie i to ciągle w cieniu nieuleczalnej choroby męża... Gdy czytam takie relacje, własne życie wydaje się usłane różami.

I ta jej niesamowita pracowitość. Nie wiem co mnie w niej bardziej zdumiewa: ta pracowitość czy znaki Przeznaczenia kierujące jej krokami przez cały czas (w tych skromnych 150 stronach jest więcej prawdziwie mistycznych zdarzeń niż w całych tomach nawiedzanych przez NMP duchownych, a przecież daleko jej było do instytucjonalnych religii).

Urodzona 100 lat temu... Polskie Radio wystawiło na jej urodziny jej nagrania, bardzo dla mnie cenne. Dowiedziałem się mnóstwa rzeczy o Ricie Gombrowicz. I o niej samej.

Wiem, że ludzie nie są wieczni. Że była schorowana. Ale jaka to szkoda, że jej nie ma.

01:27, andsol-br
Link Komentarze (7) »
sobota, 12 maja 2012
Medal Fieldsa, którego nie było

Dwa tygodnie temu przytoczyłem tu jedną historyjkę z książki Vladimira Arnolda. Książka jest mieszanką, są tam sprawy ważne i nieistotne, błyskotliwe obserwacje i niewielkiej jakości anegdoty powtarzane za kimś, ot, pot pourri z różnymi zapachami. Nie należy jej kojarzyć z tokiem myśli Hugona Steinhausa we „Wspomnieniach i zapiskach”, lepsze skojarzenie to ze Stanisławem Mrożkiem, bo Arnold też miał po poważnym wypadku potrzebę odtworzenia swej pamięci – książka jest skomponowana z listów i tekstów pisanych w owym okresie.

Mniej wartościowe urywki nie odrzucają, o ile czytelnik nie ma nabożnego stosunku do autora, ze skłonnością do obalania pomników przy pierwszych rozczarowaniach. Natomiast dużej klasy niespodzianek jest sporo i wspomnę tu dziś tylko jedną z nich, a ma ona dla mnie bardzo gorzki smak.

Po zamknięciu towarzystwa kulturalnego zwanego CCCP Arnold zaczął spędzać czas pół na pół, w Rosji i we Francji i miał pierwszorzędne kontakty z czołówką światowej matematyki. Był tak w komitecie przyznającym medale Fieldsa jak w grupie, która wybierała członków owego komitetu. Jeden z owych kontaktów opowiedział mu jak to pewnego roku komitet postanowił jemu właśnie przyznać tę nagrodę, ale radziecki reprezentant oświadczył, że jeśli medal zostanie przyznany Arnoldowi, Związek Radziecki wycofa się z Międzynarodowej Unii Matematycznej. Komitet poddał się temu szantażowi.

Rozumieć, rozumiem. To chyba był okres gdy zaczęto na bieżąco wydawać w Stanach tłumaczenie w całości paru ważnych rosyjskich i ukraińskich pism matematycznych, gdy dość łatwo dopuszczano zachodnich matematyków do uczestnictwa w rosyjskich seminariach i konferencjach, a w tle było też uregulowanie kwestii rosyjskich wydań zachodniej literatury naukowej. To znaczy, płacenie za nie przez Związek Radziecki. Ale zawsze wyobrażałem sobie, że taka jest różnica między nagrodą Nobla a medalem Fieldsa, że choć pieniędzy mało, to tylko względy merytoryczne odgrywają rolę.

Skończył się okres i tej naiwnej wiary. Sprzedali się Rosjanom, czemu nie mieliby teraz służyć Chińczykom czy komukolwiek...

20:17, andsol-br
Link Komentarze (4) »
czwartek, 10 maja 2012
Słownikowe radości

Epitafium, rz. Napis na nagrobku, dowodzący, że zalety osiągnięte poprzez śmierć posiadają retroaktywny efekt.

Koperta, rz. Trumna dokumentu; pochwa rachunku; łuska przekazu pieniężnego; nocna suknia miłosnego listu.

Niestrawność, rz. Choroba, którą pacjent i jego przyjaciele często biorą za głębokie religijne przekonanie i chęć zbawienia ludzkości.

Ocean, rz. Zbiornik wodny zajmujący dwie trzecie świata stworzonego dla człowieka – który nie ma skrzeli.

Odległość, rz. Jedyna rzecz, której bogaci życzą biednym, by mieli jej wiele i na zawsze.

Plebiscyt, rz. Powszechne głosowanie dla potwierdzenia woli rządzącego.

Potop, rz. Godny uwagi pierwszy eksperyment ze chrztem, który zmył grzechy (i grzeszników) tego świata.

Proces, rz. Formalne dochodzenie, mające wykazać i zapisać w dokumentach niewinność sędziów, adwokatów i przysięgłych.

Skrzypce, rz. Instrument do łaskotania ludzkiego ucha przez pocieranie końskiego ogona o kocie jelito.

Zniesławiać, cz. Kłamać o kimś. Mówić prawdę o kimś.

I tyle na dzisiaj ze „Słownika diabła” (Ambrose Bierce).

00:47, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 maja 2012
Pozwólcie dzieciątkom wejść w matmę

Jeśli wstępu nie będzie, oglądanie wpisu zbyt szybko się skończy, wierszówki ani prozówki nie otrzymam i ogólne ramion wzruszenie nastąpi. A ja chcę umysłu, a nie ramion reakcji.

Więc w pierwszych słowach mego wstępu pozdrawiam i witam (i nikt mi za to słówko awantury nie zrobi) a w drugich słowach przyznaję, że tym razem nic tu mojego oryginalnego nie ma. Ani pomysłu, ani układu, ani nawet twierdzenie nie jest moje, bo jest Ptolemeusza, a on żył niewiadomo kiedy ale podobno 100 lat po Chrystusie – a że nikt nie wie na pewno czy Chrystus żył naprawdę, to taka informacja niewiele wyjaśnia. I nie chodzi o żadnego z egipskich Ptolemeusza, którzy żyli parę wieków przed Chrystusem (tak, tym samym), ale o Klaudka, Greka z Egiptu, który miał jeden słaby pomysł ze Słońcem ganiającym dookoła Ziemi, ale bądźmy wielkoduszni i pamiętajmy, że używał współrzędnych dla opisu położenia gwiazd (czyli to jednak nie Kartezjusz współrzędne wymyślił, co w niejednej szkole może zdziwić matematołków) i że ma na swoim koncie twierdzenie sinusów oraz to twierdzenie, o którym chcę tu rysować. Oraz opowiedzieć.

Ale jeśli nie ma tu niczego ode mnie to po co ględzę, zamiast odesłać do jakiegoś podręcznika geometrii? A, bo nie zawsze chodzi o to, o czym się mówi. Na przykład, gdy ktoś obwieszcza, że będzie mówił o ojczyźnie, honorze i rodzinie, to na sto procent chodzi o coś zupełnie innego. I moim tajnym zamysłem jest pokazać jak moim zdaniem warto prowadzić wywód matematyczny w rysunkach, nawet gdy jest okropnie prosty i zmieści się w 1 (słownie: jednym) rysunku. Czyli to jest taki pokaz gotowania, w którym nie chodzi o tę jajecznicę na szczypiorku, tylko o organizację danych, porządek w kuchni i brak rozpraszających uwagę a nieużywanych utensylii marki SpokoKoko. Więc proszę zwrócić uwagę, że zwracam uwagę tylko na to, na co warto. A reszta won. Przynajmniej czasowo.

Rzecz dotyczy czteroboku wpisanego w okrąg, bo chcemy znać kąty a w tej sytuacji wiemy, że wszystkie kąty z wierzchołkiem na okręgu powyżej cięciwy i oparte na niej, są sobie równe. Majuskuły (to stare słowo na tzw. „duże litery”) oznaczają długości odcinków, ale jeśli zrozumiesz, że to są odcinki, to witaj w obyczajowym matematycznym bałaganie i nie przejmuj się. Odpowiednie minuskuły to kąty stojące naprzeciwko tych odcinków (traktowanych jako cięciwy).

Twierdzenie. Długości boków oraz przekątnych wiąże ta zależność:

AC+BD=MN

A oto dowód.

Każdy z kątów a,b,c,d pojawia się dwa razy (są dwa wierzchołki naprzeciwko każdego z boków); zaznaczmy je wszystkie, tak jak poniżej to robię dla kąta a:

Oto wynik

Na przekątnej N zaznaczam punkt, który utworzy jeszcze jeden kąt c, opierający się tym razem o bok A.

Ten punkt rozdziela przekątną N na dwa odcinki X,Y, więc mamy N=X+Y.

Wykorzystujemy podobieństwo trójkątów z kątami a e c (to znaczy: korzystamy z twierdzenia Talesa).

A teraz, w podobny sposób wykorzystujemy podobieństwo trójkątów mających kąty a i b+c. Dwie linie rachunków kończą dowód.

16:56, andsol-br
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 maja 2012
Oto pierwszy na świecie blog

podający na użytek zainteresowanych, dzieci i dorosłych, wszystkie litery polskiego alfabetu:

a ą b c ć d e ę f g
h i j k l ł m n ń o
ó p q r s ś t u v w
x y z ź ż

Ponieważ minęło ponad 70 lat od chwili zgonu ich twórcy, a nie zawierają one ligatur, palcowania ani wskazówek interpretacyjnych, czytelnik może używać ich do woli, przekazywać, rozdawać, gubić i nadużywać. Niemniej jednak etykieta literowa, zwana też ortografią, obowiązuje przy zestawianiu ich w słowa i zdania.

Wesołej zabawy!

02:42, andsol-br
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 07 maja 2012
Klasówki i won za Don

W ogródku za domkiem w dzielnicy Biskupin, na ulicy W., w mieście także zaczynającym i kończącym się na tę literę , siedziała młoda polonistka Ewa i klasówki poprawiała. A z drugiego ogródka, symbolicznym płocikiem oddzielonym, Janek, dwunastoletni syn sąsiada, przyjrzał się uważnie i zapytał uprzejmie: „a co pani robi?” „Klasówki z polskiego poprawiam”, wyznała nauczycielka. „Aha. A czy mogę pani pomóc?” A że przy ogródkowym stoliczku miejsca było dosyć, a pomysł był zabawny, zgodziła się nauczycielka, a chłopak, przekroczywszy płotek niepłotek, przysiadł się przy stoliku i poprawiał. I robił to tak dobrze i inteligentnie, że nauczycielka zdumiona była, bo poprawiać poprawek nie potrzebowała, a uwagi chłopca były tak wnikliwe, że niejedna polonistka wśród jej koleżanek by ich nie poczyniła.

Ta nauczycielka to moja młodsza siostra (przed ukończeniem drugiego wydziału, na innym kontynencie i w innej specjalności), a chłopak to Jan Hartman, syn mojego profesora uniwersyteckiego, Stanisława Hartmana i mojej pani asystent, Krystyny Hartman, która wówczas już adiunktem była. Janek na swojej dwunastoletniej wiedzy nie poprzestał, po stosownych szkołach uniwersytecką filozofię ukończył, doktoratem dopełnił i został jednym z najwybitniejszych w Kraju specjalistów w kwestiach z bioetyką związanych. A oprócz pracy na UJ jako profesor doktor habilitowany, blogerem jest także i w tej roli ciekawe korespondencje otrzymuje. Niektóre z nich od ludzi z kłopotami dającymi się ogólnie opisać jako „niepanowanie nad formą i treścią wypowiedzi po polsku”, co łamanym językiem i wrzącym mózgiem doradzają mu douczenie się polskiego, najlepiej po uprzednim wyjeździe na Madagaskar czy w inne miejsce służące Żydom.

I dziwne jest to rozsyłanie po świecie naszego intelektualisty, rdzennego wrocławianina, bowiem nawet jako studenci, a potem jako młodsi koledzy prof. dr Stanisława Hartmana wiedzieliśmy, że był z ewangelicko-reformowanego kościoła i że gdy Gestapo uznało jego niemieckie nazwisko za podejrzane, nieprzekonane brakiem obrzezania osadziło go na Pawiaku i przez 6 tygodni sprawdzało jego dokumenty i pochodzenie. I Stanisław Hartman wyszedł z Pawiaka.

Ale przysłowiowa niemiecka dokładność to nic w porównaniu z dociekliwością i z furią polskich antysemitów, zrodzoną z ducha katolickiej Inkwizycji, gdzie po 170 latach dociekano żydowskich przodków. Stanisław Hartman nie znał kultury żydowskiej, języka żydowskiego, był polskim matematykiem cytującym z pamięci długie teksty z polskiej literatury. Po utraceniu pracy w roku 1968 być może zainteresował się ludem, do którego przypisała go komuna, ogólniejszych niż norymberskie ustaw używająca, by niewygodnych Polaków do wygodnych grup etnicznych wrzucić. Syn postanowił być także Żydem.

Nieprawdziwi Polacy powiedzą, że hasa luzem po Polsce zdziczały antysemityzm, przeganiający w czujności rasowej czołówkę Gestapo. Ale prawda jest inna:

po złamaniu Prawdziwego Kościoła przez Vaticanum II oraz po tym jak ten JPII dał tajny znak, Żydzi po 120 latach i 5 pokoleniach pokazują swoją prawdziwą twarz. I jest ich już 6 milionów, bo nasze prababcie ulegały ich czarowi w chwilach gdy pradziadkowie o wolność walczyli.

Ciekawe czy katoliccy autorzy wspomnianej korespondencji blogowej, broniący Polski przed niekatolickim profesorem Janem Hartmanem nie boją się, że gdy zastukają do Wrót Nieba, wyjdzie zza nich klucznik, Żyd św. Piotr i im nakładzie po mordach.

00:10, andsol-br
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 maja 2012
Wybierz sobie Zespół

To jest wolny i demokratyczny kraj. Każdy może wstąpić do takiego Zespołu, który wydaje mu się sensowniejszy. Zasadnicze postanowienia, w dwóch ideologicznych wariantach (lecz nie dających tego samego, co na końcu się okaże) są takie:

1.a. Celem powołania Zespołu jest przeciwdziałanie ateizacji Polski, przeciwdziałanie wykluczania z życia publicznego religii i szerzenie wartości chrześcijańskich i obrony mediów katolickich w tym katolickiej Telewizji Trwam.

1.b. Zespół będzie opierał się klerykalizacji Polski, powielaniu mitu o obecnych prześladowaniach religii katolickiej w Kraju oraz przedstawianiu działań politycznych agentów niepolskich władz jako aktywności religijnej.

2.a. Do zadań zespołu należy w szczególności promowanie katolickich wartości moralnych, przeciwdziałanie wprowadzania prawodawstwa sprzecznego z katolicką nauką społeczną, pielęgnowanie wartości i tradycji, propagowanie i ochrona kulturalnej spuścizny cywilizacji chrześcijańskiej.

2.b. Zespół będzie chronił postanowień Konstytucji we wszystkich jej artykułach, a więc i tego, który orzeka, że „stosunki między państwem a kościołami [...] są kształtowane na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie”. Dla Zespołu ważną jest autonomia instytucji naukowych wszelkich dziedzin, niepodlegających naciskom grup dbających o partykularne interesy. Zespół będzie z dumą i stanowczością bronił kulturalnej spuścizny europejskiej, szczycącej się zdobyczami okresu Oświecenia, które dziś są atakowane przez najróżniejsze przesądy i barbarzyńskie zakusy.

Różnica między dwoma Zespołami jest ta, że członkowie wariantu a. będą otrzymywali parlamentarne apanaże.

03:03, andsol-br
Link Komentarze (1) »
sobota, 05 maja 2012
Międzyludzkie związki teorio-liczbowe

Zmarły w zeszłym roku Jonas Kubilius, były rektor wileńskiego uniwersytetu i członek Seimasu, czyli litewskiego Sejmu, jest rzetelnie opisany w Wikipedii. Teoria liczb i prawdopodobieństwo, ceniona monografia, dydaktyk sporej klasy, zorganizował Olimpiady matematyczne na Litwie... Ale zawsze coś tam da sie dorzucić, bo Wikipedia nie wie albo nie chce wiedzieć.

Wielkim człowiekiem radzieckiej teorii liczb był akademik Iwan Matwiejewicz Winogradow. Oprócz genialnych pomysłów matematycznych miał też zdecydowane poglądy o tym kto powinien robić matematyczne kariery w CCCP, a raczej kto ich robić nie powinien. I dał do zrozumienia, że doktorem habilitowanym (czyli doktorem nauk) w Ojczyźnie Rad i Narodów ten Żyd nie zostanie. A gdy go dyskretnie oświecono, że Kubilius to rdzenne litewskie, a nie żydowskie nazwisko, szczerze się ucieszył i wkrótce egzaminy doktorskie złożone zostały. And so it goes, jak mawiał pewien niemiecki Amerykanin.

05:51, andsol-br
Link Komentarze (4) »
środa, 02 maja 2012
Zachęta kinowa

Chcę zachęcić do obejrzenia filmu i nie wiem jak. Nie mogę powiedzieć, że na końcu Dobro zwycięża, bo to nie jest prawda. Ono nie zwycięża, bo nie walczy, bo niby z kim? Do walki trzeba Zła, a w historii są tylko dobrzy ludzie. I nic się nie dzieje, żadnych scen z walką, po prostu bawią się z dzieckiem.

„To takie tanie” mówimy o prostych emocjach. No, tani film, nie ma kostiumów z epoki, bo epoka to teraz. Film jest z roku 2009. I nie ma szybkich samochodów, choć jest włoski, ale Włosi wcale nie mówią tam dużo czy głośno.

Herkules pojawia się dość szybko na scenie i dostaje po mordzie. A główna aktorka, owszem, ściąga ubranie. La Pivellina.

04:36, andsol-br
Link Komentarze (2) »
wtorek, 01 maja 2012
Niech się święci hipokryzja 1 maja

Jakie tam „Święto Pracy”? Albo „Święto Robotników” albo (od biedy) „Święto Pracowników”. Od biedy, bo w usługach jest się dziś zwykłym robolem, poganianym i lekceważonym, ale pochodzenie i sens święta to robotnicy, ci, których zza biurka nadal nie zauważa się i 45 lat komunistycznego magla niewiele zmieniło w mentalności. Ciągle ta nadęta pseudoszlachecka Polska od śpiewania hymnów religijnych i pogardy dla roboty i robotnika.

Mam w dupie święto pracy, moje wyrazy szacunku dla tych, co harują na codzień, by z trudem dotrzeć do połowy zarobków różnych biurw czy do 5% zarobków sławetnych dyrektorów łaskawie rozwijających nam przemysł i handel.

15:47, andsol-br
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 130
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31