Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
niedziela, 08 maja 2016
Prawda ale nie cała

Jeszcze w kolebce wasza pieśń zdradziecka
Na kształt gadziny owija pierś dziecka
I wlewa w duszę najsroższe trucizny.
Głupią chęć sławy i miłość ojczyzny.

Ale o watykańskiej religii poeta wolał nie wspominać.

01:13, andsol-br
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 maja 2016
Jak nie ma psa, poluje się z kotem

Dostałem zadanie: wynieść gerbery na słońce. Ale zdołałem jedynie wynieść je na chmury:


Przyjemnie jest także oglądnąć je z baaaardzo bliska:

18:54, andsol-br
Link Komentarze (3) »
piątek, 06 maja 2016
Przed meczem

Długo przed wyborami Sołtys mówił, że będzie równo i dobrze, ale tylko u nas, bo inne gminy dostaną zadyszki od zazdrości, i choć gmina jest w dołku to on ją wypucuje i odbetonuje. I kazał jeździć za Picusiem-Glancusiem do powiatu na Festiwal Uśmiechu. Mówił, że to pomoże. To my jechali i takie rzeczy tym lemingom gadali, że nikt się nie uśmiechnął i Picuś-Glancuś wygrał. Po prawdzie to teraz już mógłby przestać, bo Sołtysa ten jego uśmiech nieźle wkurza, i dlatego trzyma go na poddaszu i wpuszcza tam tylko leśne ruchadła.

I wzięliśmy się do wychodzenia z dołka. Wyciągnęliśmy z niego naszą drużynę piłkarską, która kiedyś, za Gierka, była trzecia w powiecie, wrzuciliśmy do niego araby i inne świnie i Sołtys wziął Antka na trenera. Bo on mówił, że wie jakie obce siły wepchnęły gminę do dołka i nikt mu tam plejstocenem mydlić oczu nie będzie.

Najpierw zmontował nową drużynę, niby jedenastka, ale jest siedemnastu, ale żeby nikt nie zauważył, wybrał samych kurdupli. Sołtys mówi, że dobrze robi. Potem jeszcze obgadał sprawę sędziów z panem Zbyszkiem, co kiedyś dostał za stodołą i teraz chodzi i patrzy komu by tak. I Antek mówi, że już jesteśmy zwarci i gotowi. I że nawet Mława nam nie podskoczy.

Na wszelki wypadek wrzucił do dołka wszystkie piłki, bo prawdziwy husarz czegoś takie się nie tknie. Ale arabów z dołka nie wypuścił, więc mamy na boisku 17 husarzy z dużymi skrzydłami, niektóre jeszcze z piórami od dinozaurów, i ćwiczą pieszo i na sucho, a wieczorem zalewają.

I zrobił redukcję etatów, wyrzucił masażystę i lekarza a przyjął dwóch księży, dziennego i nocnego, i jeszcze egzorcystę. I na fb napisał, że jak Mława chce, to niech tylko tu przyjdzie, to zobaczy.

Pierwszy mecz ma być z Kicinem i Józio z kolektury lotka zaczął przyjmować zakłady i kto obstawił, że nasi przegrają mniej niż 5:0 mógłby wygrać nawet milion. Najczęściej stawiali, że dostaniemy 17:0, ale pan Zbyszek go pognał habeaskorpusem, że to jest sianie defetyzmu i zdrada dla opcji niemieckiej. Więc coraz więcej ludzi mówi, że wygramy.

Bardzo możliwe, bo Sołtys już powiedział, że będziemy grali na naszych warunkach.

15:39, andsol-br
Link Komentarze (2) »
czwartek, 05 maja 2016
Czereśnia z tortu Kwitnącej Wiśni

Kiedy otwarto średnie szkoły dla dziewcząt, program przeładowany był zajęciami, na których uczono etykiety i poruszania się z wdziękiem. Jeśli chodzi o przedmioty rozwijające umysł, nie było porównania ze szkołami dla chłopców, a przełożony jednej ze szkół dla dziewcząt z wyższej klasy średniej potrzebę wprowadzenia nauki języków europejskich uzasadniał tym, że byłoby pożądane, by po wytarciu kurzu nie odstawiały książek męża na półkę do góry nogami.

Chyba nie zgadniesz jaki towar dziś reklamuję. Żadna tam modna nowinka. U nas książka została wydana w 1999 roku, w przekładzie dr Ewy Klekot (bardzo sobie go cenię, tak jak i wprowadzenie, które skłoniło mnie do czytania po naszemu, a nie w oryginale) a po angielsku ukazała się w roku 1946. I bardzo żałuję, że nie znałem tej fascynującej opowieści przed czytaniem paru innych książek o Japonii, bo więcej był rozumiał i mniej wydziwiał jacy to oni są.

Tytuł to Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej. Ruth Benedict była studentką Franza Boasa i koleżanką Margaret Mead. Pierwsza klasa antropologii USA. I książka (oraz wiele innych) była zamówieniem rządowym, by umożliwić zwycięzcom WWII przemyślenie „a co potem”. Tak, to była armia, której zadaniem było nie tylko zwyciężyć, ale potrafić zrozumieć przeciwnika. Na przykład te kursy językowe Berlitza, urządzane dla paru milionów rekrutów. Uczący się dziś języków na przeróżnych kursach nie zawsze zdają sobie sprawę, że jeśli dziś nie dręczy się studiującego wiecznym powtarzaniem „kreda leży przy tablicy” to właśnie dzięki owym kursom, które miały przynieść umiejętność podstawowej komunikacji nie w ciągu lat, ale paru tygodni.

Rozbawiła mnie tu myśl o różnicy między zwycięską armią USA a tymi armiami, które przetoczyły się przez nasz kraj. Czy ktoś potrafi sobie wyobrazić Niemców czy Rosjan, którzy uczyli się języka i kultury polskiej, by lepiej u nas rządzić? A tamta armia wiele zyskała na swoim podejściu – podobno ta książka sprawiła, że rząd USA odrzucił projekt pozbycia się japońskiego cesarza. Oj, mieliby długie i krwawe lata walk, które amerykańską armię musiały by zdemoralizować. Normalni ludzie nie uniosą ciężaru myśli o milionach samobójstw.

Co łatwiej bym zrozumiał, gdybym tę książkę znał wcześniej? Na przykład chęć wprowadzania u siebie zmian już w parę lat po tym, gdy eskadra komandora Perry'ego zmusiła Japonię do otworzenia się na świat. Skąd ta zdolność do rozesłania po świecie ekip, mających przynieść znajomość technologii, rozwiązań politycznych i kontaktów handlowych? Ach, więc dla nich to nie była pierwszyzna, bo już w VII wieku wzięli z Chin co chcieli (np, pismo), ale bardziej formy niż ducha. I czy nie jest inną kontynuacją to, że Tokio dziś wygląda jak polepszone USA, ale w środku jest jak najbardziej Japonią?

Albo te bulwersujące wieści o kobietach unikających małżeństwa i mężczyznach wolących ukochaną z tabletu od prawdziwej żony... Ale jeśli rodzina zawsze jest gęstą siecią uwikłań hierarchicznych i nawet siedząc na jej czubku ma się tyle władzy co i obowiązków, to rodzina jednoosobowa zaczyna ujawniać swój urok.

No tak, jeśli znasz już książkę, to wiesz, że moja zajawka jest nierzetelna. Przyciąga uwagę, ale trzeba uczciwie powiedzieć jakie są następne zdania autorki, bo dwa cytaty razem wzięte są z pewnością lepszą reklamą:

Niemniej, w porównaniu z większością krajów azjatyckich, japońskie kobiety cieszą się dużą swobodą i nie jest to tylko wpływ kultury zachodniej. Nigdy nie krępowano im stóp, jak Chinkom z warstw wyższych; Hinduski bez przerwy rozprawiają o Japonkach, które nie muszą się ukrywać i chodzą do sklepów, a także spacerują po ulicach. Japońskie żony robią zakupy i kontrolują rodzinny budżet. Jeżeli brakuje pieniędzy, to one muszą wybrać rzeczy, które trzeba zastawić w lombardzie. Kobieta sprawuje nadzór nad służbą, ma wiele do powiedzenia w sprawie małżeństw dzieci, a kiedy zostaje teściową, zwykle zaprowadza w domu twarde rządy, zupełnie jakby przez pół życia nie przypominała zmęczonego fiołka.

Ale jeśli wolisz opowieści z cyklu „Ruda na plaży w Norwegii” to nie przejmuj się moimi zachętami. Najważniejsze to być szczęśliwym. I nie nudzić.

Peace and love.

03:15, andsol-br
Link Komentarze (16) »
środa, 04 maja 2016
Jak stworzyć abstrakcję w 4 krokach

1. Patrzysz na drzewo i cieszy cię jego życie. Ale są i tacy, co wolą je martwe, i wtedy nazywają je drewnem. Portugalczycy też znali to zboczenie; a po portugalsku drzewo to árvore, natomiast drewno – madeira.

2. I takie było nastawienie tych Portugalczyków, którzy zaczęli w XV wieku kolonizować wulkaniczne wyspy Makaronezji. A gdy odkryli jak bardzo zadrzewiona jest ta, z 1000 km od Lizbony, na której założyli port, nazwali ją wyspą Madeira (my ją przemianowaliśmy na Madera; to „i” nas kłuło w język). A potem cięli i palili i cięli i palili.

3. Więc książę Dom Henrique, Żeglarz (co w życiu nażeglował się tylko do Ceuty, 20 km od Gibraltaru) przykazał na wypalonych terenach posadzić szczepy winne z Krety. I było im tam dobrze, a wyprodukowane tam wino nazwano tak jak i wyspę. A rozsławili je Anglicy. I Falstaff miał nawet sprzedać duszę za udko kurczaka z kielichem madery.

4. W czasie wojen napoleońskich Anglicy na dobre zajęli wyspę i zaczęli (no, ta sławna kuchnia angielska, tylko proszę się nie śmiać, przed wejściem do UE mieli pork pie, które nadawało się do jedzenia) dolewać wino do wszystkiego. Szczególnie do mięs. I do ciast. Ale najbardziej do mięs. I świat uznał, że sos madera jest dobry. Trudno było się spierać, mieli najsilniejszą na świecie flotę.

00:53, andsol-br
Link Komentarze (7) »
wtorek, 03 maja 2016
Epitafium nierozsądku

Pisał Horacy do Lolliusza:

hunc amor, ira quidem communiter urit utrumque.
Quidquid delirant reges, plectuntur Achiui.

co na polski przełożył Franciszek Ksawery Dmochowski:

W tym wre miłość, w obydwu gniewliwe zapędy,
A biedne ludy cierpią za swych królów błędy.

Kiedyś w szkołach uczono łaciny, ale czy pomagała ona w sztuce wyciągania wniosków?

00:05, andsol-br
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 maja 2016
Ani prawo, ani sądy to nie świętość

25 listopada w polskim Sejmie poseł Kornel Morawiecki mówił:

Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość. Nad prawem jest dobro narodu. Jeżeli prawo to dobro zaburza, to nie wolno nam uważać to za coś, czego nie możemy naruszyć, czego nie możemy zmienić. Prawo ma służyć nam. Prawo, które nie służy narodowi, jest bezprawiem.

Czytam, że „po wystąpieniu Morawiecki otrzymał owację na stojąco od posłów swojego ugrupowania oraz posłów PiS.”

A u Erika Larsona w „Ogrodzie bestii” czytam, że 13 lipca 1934 roku, w niecałe dwa tygodnie po nakazaniu wymordowania kilkuset osób (wielu z nich „przez pomyłkę” lub z powodu osobistych animozji, ale większość dla zdekapitowania formacji SA) w niemieckim Reichstagu kanclerz Adolf Hitler mówił:

Gdyby ktoś zapytał mnie, dlaczego nie skorzystaliśmy z normalnej drogi sądowej, odpowiedziałbym tak: w tamtej chwili byłem odpowiedzialny za cały naród niemiecki; a co za tym idzie, to ja sam przez te 24 godziny byłem Sądem Najwyższym Narodu Niemieckiego

Po tym autor dodaje, że słysząc to „publiczność zerwała się na równe nogi, wiwatując, salutując i klaszcząc.”

Oczywiście oba zjawiska nic ze sobą nie mają wspólnego.

Przynajmniej do momentu, począwszy od którego mogą zacząć coś mieć.

01:47, andsol-br
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 maja 2016
Jest czy nie ma go

Porównywanie PiS z nazizmem to obelga, nie diagnoza – apeluje Marek Beylin, po czym broni rządzącą formację przed zarzutem wprowadzania faszyzmu.

Ustalmy: nie ma mowy o nazizmie. Chodzi o faszyzm.

Przy próbie myślenia „faszyzm czy nie w Polsce 2016 n.e.” trzeba zacząć o pytania o który faszyzm chodzi. Bez powiedzenia tego jasno trąby PiSowe ogłoszą stan głębokiego oburzenia, bo PiS nie ma obozów koncentracyjnych, nie wyrzuca się Żydów z pracy i nikt nie każe parom mieszanym rozwodzić się. I łatwo się wybronią, mówiąc właśnie o obelgach, a to z powodu braku uwagi przy zestawianiu zjawisk.

Kraj jest od połowy roku pod próbą radykalnej zmiany charakteru wszystkich instytucji państwowych, poddania ich prymatowi nowego PZPR zależącego od fantazji jednego jedynego wodza. A poglądy wodza ujawniają wywiady – z wypowiedziami czasami umiarkowanymi, czasami wojowniczymi; czasami wykazującymi istnienie pojęć, a czasami pomieszanie pojęć. I ich ton zależy od tego czy są przed wyborami czy też po, na użytek wewnętrzny czy dla zagranicy, w obliczu KRK czy aktywu partyjnego.

Czy tę Polskę porównamy z początkiem faszyzmu włoskiego, Marszem na Rzym z 1922 roku? Sytuacje zupełnie nieprzystające do siebie. Kraj liczący koło 38 milionów ludzi kończy WWI tracąc w bitwach 600 tys. obywateli, głównie młodych mężczyzn – i dostając od wojny w spadku koło miliona rannych oraz potworną nędzę. Zmarnowane wszelkie gospodarcze wysiłki zjednoczenia podejmowane od czasu Garibaldiego.

A Niemcy z 1933 roku? Pamięć wojny nie zanika, ale ból jest teraz głównie ekonomiczny. Szermowanie symbolami przyciąga ideowo, ale oczekuje się przede wszystkim poprawy bytu. No i pogorszenia losu tych, którym miało być za dobrze. Tyle, że wtedy nie chodziło o mgliste koryto, a o inne dość mgliste pojęcie – Żyda. Grube tysiące osób miały się dowiadywać w następujących latach, że nie są – zgodnie z ich mniemaniem – niemieckimi patriotami – lecz obcym elementem, Żydami lub półŻydami lub ćwierćŻydami.

Tak, to zaczyna brzmieć podobnie. Stan pełnej ksenofobii jeszcze nie jest uzyskany, ale gdy przy nieistnieniu istotnych mniejszości narodowych dochodzi średnio do jednego nowego napadu dziennie na obywatela wyglądającego na obcego (a nie wlicza się tu okrutnego szkolnego mobbingu dotykającego setek dzieci – o tym zaczyna się mówić dopiero gdy dziecko popełnia samobójstwo, czy też o donosach, że widziano w supermarkecie pięciu ciemnoskórych) to nawet na Niemcy z 1933 roku byłby dobry początek. Nie ma jednego i zdecydowanego Juliusa Streichera, ale Jacek Kurski robi wiele, by móc się wybić na Narodową Brudną Mordę. Jeszcze do nikogo z opozycji się nie strzela, ale jakieś psychole domagają się już (i to bez sądu) kary śmierci dla Donalda Tuska.

No i ta fabryka przetwarzania bandziorów z czasu wojny na nowych świetych...

Walki o stanowiska bez posiadania cienia kompetencji? Łapownictwo? Zalew donosów w tajnej policji? Przecież to wszystko było, i to w nadmiarze, w początkach ery hitlerowskiej. I marzenia o nieskończonym panowaniu. I stałe bluzgi przeciw tym, co nie chcą przyjąć jedynej słusznej ideologii. I wpychanie gospodarki w potworną dziurę, z której będzie można wyjść tylko przez jakąś wojnę. Ale na kogo może nas poprowadzić generał Macierewicz, na Białoruś?

A może by tak na Kowno?

06:04, andsol-br
Link Komentarze (9) »
sobota, 30 kwietnia 2016
Kopidół Ojczyzny

Tyle starych pomysłów bolszewickich jest odtwarzanych przez PiS a o tym świetnym pomyśle zapomnieli. Przecież można zrobić trzech przewodniczących TK, dla PiS-u, dla opozycji i dla Prawdziwych Patriotów. Chruszczow to wymyślił, Dag Hammarskjöld nie podobał mu się, więc domagał się, by było trzech sekretarzy generalnych ONZ-u, po jednym od dbania o kraje „socjalistyczne”, kapitalistyczne i świeżo wyzwolone.

Wzywanie imienia Koryta nie cichnie, widziałem dziś wpis jakiegoś idioty, przez irytację słowami Normana Daviesa o Kaczyńskim („zachowuje się jak bolszewik i paranoiczny awanturnik”) twierdzącego, że Norman Davies tak mówi, bo jest odsunięty od Koryta. Chyba chodzi o ten Krzyż Kawalerski Polonia Restituta, który w 1984 roku wręczył mu prezydent Raczyński. No i o to, że jego książki są tłumaczone z angielskiego na kilkanaście języków.

Ja bym osłabił to wyrażenie, bo prawdziwy bolszewik wyciągał nagan i strzelał, a Kaczyński tylko machał pistoletem Tuskowi przed nosem. Kaczyński to bolszewiczątko, które cieszy się, że w piaskownicy wysiusiało napis „Kocham Wolskę” (no, prawie cały, Macierewicz, Ziobro i Pawłowicz też wyciągnęli siusiaki i dopomogli) i teraz każe wszystkim podziwiać swój piaskowy manifest. A że źle to pachnie, żąda, by z piaskownicy wyciągnięto jakieś zwłoki, za które da się powiesić Tuska.

Uparte to-to. Jak może tak tę Wolskę zasmradza. Kto wie czy nie uczyni dla niej więcej niż sam Feliks Dzierżyński.

15:00, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 kwietnia 2016
To Koryto nikogo już nie ześwini

Apel do Polaków Patriotów

Staranne przemyślenie półrocznych wezwań Zbawiciela Kraju, Jarosława Kaczyńskiego oraz jego wiernych współpracowników niedwuznacznie wskazuje, że winę za żałosny stan Kraju w ruinie ponoszą tysiące osobników, w tej chwili już odstawionych od Koryta.

Zdumiewa i smuci ujawniana liczba Koryt, łatwych do identyfikacji, bowiem listy odstawionych od Koryta są systematycznie publikowane w patriotycznej prasie, więc dzięki sprawdzeniu niedawnych stanowisk Komorowskiego, Kopacz, Lisa, Borusewicza i innych, lokalizacja Koryt jest łatwa.

Jest oczywiste, że Koryta wpływają na świadomość osób przebywających w ich bliskości i mogą zniszczyć czystość, szlachetność i altruizm nawet Najlepszych Polaków. Dlatego wzywam wszystkich ludzi dobrej woli do czynu.

Bombardujmy, równajmy z ziemią i palmy Koryta!!

Niestety wiele Koryt jest umieszczonych w centrum Warszawy i innych miast z ciągłą zabudową. W tych miejscach bombardowanie i palenie może doprowadzić do niezaplanowanych efektów, dlatego do likwidacji tych Koryt należy wezwać młodych Patriotów wyposażonych w bejsbolówki i wuwuzele. Niech padną Koryta jak mury Jerycha i niech zapanuje w Kraju Bezkorycie!

Pierwsze zgrupowanie będzie jak zawsze, w znanym miejscu na Krakowskim Przedmieściu.

17:41, andsol-br
Link Komentarze (4) »
środa, 27 kwietnia 2016
Numerologia literacka

Tytuł „Rozwiązła” powieściowego debiutu (z 2012 roku) Jarosława Kamińskiego może zgubić czytelnika, choć amatorzy łamigłówek domyślą się, że chodzi o „rozlazłą”. Autor nie wykorzystał pomysłu, który by był jednocześnie zachętą i streszczeniem, tytuł „68-69” by wyjaśnił, że chodzi o niedawną historię Polski oraz o seks.

Ujęcie roku 1968 jest nieco zagmatwane (co jest sztuką, skoro dane są na poziomie portalu sciaga.pl). Ale odniesienia do ars amandi są proste, bowiem patronuje im ks. Oko. Wprawdzie nie ma tu mechanizmów dwu- i czterosuwowych, ale jest wiedza, że jeśli jeden palec przynosi podniecenie, to dwa palce orgazm, a cztery – orgazm podwójny. Jest też przekonanie, które niesie nadzieję inteligentnym homoseksualistom i ich rodzinom: jeśli gej spotka inteligentną i cierpliwą kobietę, utraci zainteresowanie płcią własną, i intensywnie zajmie się cudzą.

Czytający te uwagi może zapytać mnie: „czemu czytałeś to do końca?” Odpowiedź jest stara i prosta: nadzieja umiera ostatnia. Ale po dojściu do str. 544 nawet nadzieja nie miała wyboru.

Głupia nadzieja. Zamiast książki mogła czytać dziesiątki entuzjastycznych recenzji.

17:21, andsol-br
Link Komentarze (4) »
wtorek, 26 kwietnia 2016
Chołd (yes, chołd) PiS-owi

Esej historyka Jerzego Łukaszewskiego o produkcji i użyciu wazeliny w Rp IV bis (z niewypłacalną puentą pochodzącą z KRLD) prowadzi do refleksji o kiczu jako motorze Dojnej Zmiany (© Andrzej Duda, prezydent Rp IV bis). Tę Zmianę coraz większa liczba ludzi opisuje jako odmianę faszyzmu, ale nie ma tu żadnej sprzeczności, bowiem estetyka faszyzmu to na ogół dobry kicz.

Zazwyczaj termin jest wiązany ze plastycznym przedstawieniem rzeczywistości, ale gdy jakiekolwiek sterowane przez władze publiczne poczynania domagają się nie tylko uznania ale i gorących uczuć, droga prowadzi przez kicz. Ma to być dla wszystkich (no, oprócz jakichś jajogłowych, cyklistów i innych degeneratów), eliminując niecną konkurencję, szybkie w produkcji, szokujące wymiarem (mały Jezus to dla małych narodów), z sensem bijącym w oczy i uszy, zamierzone na tysiąclecia.

Oczywiście każda tandeta jest nietrwała, więc kiczowate akty prawne wymagają nowelizacji przed pierwszą miesięcznicą, pokraczność języka przebija to, co słyszano kiedyś na zebraniach komórek PZPR, a rzeźby JP II i Prezydenta Tysiąclecia nabierają cech bliźniaczych. Tak, w opisie wrogów Ojczyzny jeszcze nie ma „zaplutych karłów reakcji”, ale to tylko kwestia czasu.

Niestety kicz zawłaszcza też życie umysłowe i argumenty w poważnych sprawach (teksańska masakra korników piłą mechaniczną, wiedza o dojeniu krów jako ministerialna kwalifikacja, pomieszanie roli policjanta, prokuratora i sędziego – a jak tak dalej pójdzie to i złodzieja) i nie zapowiada to szczęśliwego końca. Jest bowiem nieco przykładów społeczeństw, które szybko wydobywały się z biedy, zagrożenia kornikami i zapaści edukacyjnej, ale wychodzenie z kiczu to bardzo długotrwały i bolesny proces. I u nas wcale nie widać jego początku, wręcz odwrotnie, lada moment „patriotyczne” kino pokaże na co je stać, a nowo stworzone hymny żołnierzy wyklętych będą rozbrzmiewały w kościołach i na placach.

03:53, andsol-br
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Piórwa historii

Wczoraj prezydent podpisał w Warszawie akt ułaskawienia Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Do podpisu użył pióra wyrwanego z dudy najstarszego w Warszawie sępa. Pióro zostało natychmiast pobłogosławione i ozłocone.

Akt gorąco oklaskała zgromadzona w masowych grobach ludność białoruska.

Po akcie minister obrony mianował Łupaszkę pułkownikiem a siebie generałem.

17:57, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 kwietnia 2016
Husarka bez kunia


Warunki zresztą są jasne i te same co zawsze: nie oddamy ani broszki ani guzika.

A szwabom... to znaczy szablom odpieszemy to tso nasze. Panie Józiu, dolej pan.

Czarna rozpacz. Jakie jest zaklęcie na wyłączanie tych pajaców?

02:50, andsol-br
Link Komentarze (9) »
piątek, 22 kwietnia 2016
Spoiler, ale nie zupełnie

To jest historia seryjnego mordercy, który robi z ludzi niewolników; zazwyczaj wybiera Czarnych, i torturuje ich mówiąc kiedy zamierza ich zabić. Trzyma ich zakutych w kajdany do obiecanego dnia, bezustannie przypominając im o zbliżaniu się daty. Czasami zwodzi ich, że jeśli będą mieli szczęście, jeśli dostatecznie ich polubi, to może unikną śmierci ale to chyba wzmaga torturę, bo morderca w istocie wcale nie zamierza wypuścić ich. Wybiera on na ofiary typy zdegenerowane, po których mało kto będzie rozpaczał. Oczywiście tym mordercą z książki jest rząd stanowy.

To fragment jakiejś recenzji sprzed paru lat.

Dedykuję go wszystkim szlachetnym Prawym Polakom (nieuchronnie katolikom), którzy boleją nad chwilowym brakiem kary śmierci w Polsce.

04:29, andsol-br
Link Komentarze (2) »






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.