Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
czwartek, 26 maja 2016
Jaki to piękny kraj!

Gdy piątek jest wciśnięty między koniec tygodnia (co mu się często zdarza) i jakieś czwartkowe święto, a to jest rzadsze, ale jutrzejsze Boże Ciało (Boże, co za makabryczna nazwa, ale po tutejszemu Corpus Christi też nie brzmi lepiej) lubi być w czwartki, to oczywiście oznajmiają, że taki piątek to dia facultativo czyli urzędy i podobne (a uniwersytet dziś to urząd) jak chcą to zawieszają działalność, i oczywiście chcą, ale kiedyś to odrobią (i oczywiście nigdy tego nie czynią). O, udało mi się załadować cztery pary nawiasów (ale jednopiętrowych), a raczej pięć.

I zapytałem Ninę (a ona pracuje w Montevideo) czy u nich też tak jest. A ona mówi, że rozdział Kościoła i państwa jest tam od lat 20tych zeszłego wieku i żadnego ciała z wolnym dniem nie ma, a nawet gdy w innych miejscach jest Wielki Tydzień (tutaj to jest Semana Santa, nieświęcący ludzie łagodnie wzruszają ramionami) tam to się nazywa Tydzień Turystyki.

Nie rozumiem jak polski episkopat dopuścił do tego. Trzeba było wysłać już dawno do Urugwaju, a nie do Brazylii, wielkie ekipy księży. Ewangelizować i to szybko.

A w dodatku, każdy ksiądz wysłany do Urugwaju to jeden ksiądz mniej w Kraju, czyli wszyscy by na tym skorzystali.

Tydzień turystyki... czy my się kiedyś tego doczekamy?

01:53, andsol-br
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 23 maja 2016
Wypadek, przypadek i wola boska

Przed siedmioma miesiącami w Brazylii, w miejscowości Mariana (stan Minas Gerais) pękły tamy zbiorników z błotem z odpadów kopalni rud żelaza. Zginęło 9 osób, ponad 500 straciło domy, a za zniszczenia środowiska przyniesione przez rzekę błota płynącą przez dwa stany w kierunku Atlantyku firma Samarco (posiadająca kopalnię i zbiornik) zapłaci rządom stanowym odszkodowanie przekraczające jeden miliard dolarów. Pełne koszty szkód, które obarczą społeczeństwo w ciągu następnych 15 lat są obliczane na 5 miliardów dolarów.

W większości doniesień prasowych używano terminu fatalidade. Słownik przekłada je na „nieszczęście, fatum, nieuchronność, przeznaczenie”.

Ciekawe obyczaje, gdy naturalnego pochodzenia katastrofy (trzęsienie ziemi, wybuch wulkanu, tsunami) niszczą miasta czy osiedla, rzekomi pośrednicy komunikacji z Bogiem tej czy owej religii szybko znajdują winnych: rozpustnicy, ateiści czy inni nieposłuszni boskim przykazaniom, którzy zmusili Boga do karania. Ale gdy ludzie doprowadzają do katastrof podobnego rzędu, mało kto chce mówić o winach. Los tak chciał. A gdy już w sądach jest mowa o odpowiedzialności, padają nazwy firm, spółek akcyjnych, przedsiębiorstw. Zwykłe nazwiska i imiona są przykryte grubymi warstwami papieru. Dane złodzieja roweru powtórzy prasa, ale nigdy i nigdzie nie widziałem nazwisk skrywanych przez nazwę „Samarco”.

Używany celowo czy nieświadomie, termin fatalidade pomaga w utrzymywaniu bezosobowości takich zdarzeń. O ile chodzi o przyczyny. Bo skutki... a kto by tam pamiętał nazwiska mało znanych ofiar.

Przypomniałem sobie zdarzenia z Mariany czytając w dzisiejszym wydaniu The New YorkTimes o staraniach rozlicznych organizacji, by w języku angielskim nie opisywać zderzeń samochodów słowem accident lecz crash. Nie „wypadek” a „zderzenie”. I w wielu miejscach już tam obowiązuje używanie słowa crash w dokumentach prawnych, oraz zalecają dziennikarzom unikanie „wypadku”, który niesie sugestię czegoś niezależnego od ludzkiej woli.

Tendencja do uniewinniania nieodpowiedzialnych czy niesprawnych kierowców jest widoczna w doniesieniach prasowych gdy na początek opisu jawi się „gęsta mgła” czy „odcinek ze złą widocznością”. Nie ma na świecie rejestru mgły tak gęstej, że wbiła się w maskę samochodu i zatrzymała go na środku szosy. I chyba wszystkie kursy prawa jazdy uczą, że należy prowadzić z szybkością, która gwarantuje możliwość pełnego zahamowania na widzialnym odcinku trasy (lub na połowie tego odcinka jeśli chodzi o odcinek z dwukierunkowym ruchem). I nie mówi się nawet o hordach bałwanów prowadzących po pijanemu, pod wpływem narkotyków, silnych lekarstw czy piszących sms-y przy kierownicy.

Gdyby to były rzadkie przypadki... ale w Polsce ciągle jest rocznie koło 3 tys. zabitych w zderzeniach samochodowych – czyli ludność małego miasteczka znika z Kraju, ale pojawia się większe miasto, mające ponad 20 tys. osób z poważnymi obrażeniami ciała, często z trwałym kalectwem, nie mówiąc już o traumach psychicznych.

Być może nie jest to najlepszy moment na mówienie o naprawianiu języka doniesień prasowych, bo gdy z największym wysiłkiem społeczeństwo zdoła naprawić atmosferę wokół jednego słowa, rząd z całym słownikiem narobi tyle Dobrych Zmian...

Niemniej jednak trzeba myśleć o odgłupianiu języka. Ma on dłuższe życie niż jakikolwiek rząd.

19:00, andsol-br
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 maja 2016
Rok 1913

103 lata temu prezydent USA Woodrow Wilson nie był zadowolony z biegu spraw w Meksyku. Nie uznając tamtejszego prezydenta, wygłosił słynną frazę „I am going to teach the South American republics to elect good men” (nauczę republiki Ameryki Południowej wybierać dobrych ludzi) i w następnym roku użył jakiegoś pretekstu, by siły zbrojne USA przyniosły tam stosowne zmiany.

Teraz przy pomocy partyjnych i biurokratycznych rozgrywek kradną Bernie Sandersowi nominację na kandydata demokratów i ów kraj będzie wybierał między dwoma kandydatami ludzi bogatych, strasznie bogatych i obłędnie bogatych. Pomysł Wilsona przetestowano (z wiadomymi skutkami) w przeróżnych krajach, nie tylko Ameryki Południowej. Więc ta fraza, gdyby mogła, schowałaby się do grobu, ale trudno jest pogrzebać wypowiedziane słowa.

Nawiasem, Meksyk nie leżał (i nadal nie leży) w Ameryce Południowej.

01:49, andsol-br
Link Komentarze (16) »
sobota, 21 maja 2016
A my?

Jak opowiada Colin Renfrew w książce Archaeology and Language, sir John Myres zadał pytanie: Who Were the Greeks i odpowiedział: they were ever in process of becoming (kim byli Grecy? Oni bezustannie stawali się).

Skoro europejskość dawnych Greków nie jest poddawana pod wątpliwość i płynność ich stawania się mogła być przyjęta przez uczonego bez ujmy dla badacza czy badanego obiektu, czy było by możliwe przyjęcie podobnej idei na temat Polaków? Bez żadnej urazy dla pomysłu zmiany bogów w roku 966 czy największego na świecie zwycięstwa w roku 1410.

Bo jeśli też stawaliśmy się to może i teraz ciągle się stajemy? I choć niekiedy stajemy się trochę mniej czy trochę bardziej znośni dla otoczenia, nie musi być to dziejową katastrofą. Ot, takie odpały przerośniętych dzieci; potem kto to zapamięta czy Kaczyński i Duda byli królami czy błaznami? Przecież już po dwóch stuleciach ludzie nie pamiętają, że to grupa katolickich dostojników kierowała Targowicą...

Przy okazji, Ernest Renan nie był archeologiem lecz historykiem, który prawie pół wieku wcześniej przed pytaniem Myresa zadał podobne: qu'est-ce qu'une nation? (czym jest naród?) i stwierdził: le consentement actuel, co zostało w zbiorowej pamięci w bardziej prowokującej formie „naród to codzienne referendum”. Ale bez trudu można zrozumieć i to, co czesko-amerykański politolog Karl Deutsch rzekł na ten temat: naród to grupa ludzi, których związały nieporozumienia o ich przeszłości i nienawiść ich sąsiadów.

Bracia Polacy, obstawiajmy, koło nadal się kręci.

05:03, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 maja 2016
Wywiad z Dilmą

Oto pierwszy wywiad dla anglojęzycznej prasy, którego udzieliła po zawieszeniu jej w funcji prezydenta Dilma Rousseff.

Dziennikarzem jest Glenn Greenwald, mówi dobrym portugalskim (z oczywistym anglosaskim akcentem, oni mają to chyba za punkt honoru, by tego się nie pozbywać) i nie jest napastliwy, ale jest zdecydowanie dociekliwy i nie robi wrażenia jej stronnika. Można wysłuchać wywiadu po portugalsku (mimika i głos Dilmy są tu ważne), ale jest transkrypcja angielska, by śledzić to czytając.

Jest także transkrypcja portugalska.

01:13, andsol-br
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 maja 2016
Portret klasy

Kasta euniuchów („dobrowęchów”, z greckiego "ευ”, eu – „dobry”) przez ćwierć wieku wspinała się na wszelkie znaczące pozycje na Dworze. Wprowadzona przez nich eumutacja ("dobra zmiana") odznacza się wydzielaniem zapachu podległości z domieszką podłości. Zazwyczaj czołowe euniuchy, czyli eumutanty, mają wyspecjalizowane nosy, wielkie gardła i małe uszy. Rozmnażanie się ich jest aseksualne, ale obfite i hałaśliwe. Porozumiewają się między sobą rechotem, a hasłem wprowadzającym do eustauracji (z wyśmienicie zaopatrzonymi korythami) jest „demokradnia!”. Znają się na stadninach, teatrach oraz macicach.

Euniuchy chronią się przed groźnymi bakteriami rozsiewanymi przez Rosjan, Niemców i sto kilkadziesiąt innych ludów, nienawidzą Szwecję za Częstochowę i za zony szariatu, a Watykan za Franciszka I.

Euniuchy nie są antysemitami ani rasistami, każdy z nich zna przynajmniej jednego dobrego Żyda i czarnego piłkarza. I gdy jakiś kibol go maltratuje, euniuchy bardzo mu współczują.

00:08, andsol-br
Link Komentarze (1) »
środa, 18 maja 2016
Mogło być tak, albo inaczej

Pisałem tu przed laty o świecie, w którym George Boole znalazł motywy dla wprowadzenia tego, co dziś nazywamy rachunkiem zdań (przypomnę tylko, że jego podstawowe dzieło opublikowane w roku 1854 miało tytuł An Investigation of the Laws of Thought on Which are Founded the Mathematical Theories of Logic and Probabilities – Badania prawidłowości myślenia, na których opierają się matematyczne teorie logiki i prawdopodobieństwa) i jak to bywa w takich zdarzeniach, sławimy jednego autora i jedną książkę, ale podściółka intelektulna jest różnorodna i bogata. I niedawno dowiedziałem się o jeszcze jednym głosie, który tworzył symfonię dźwiękową tego czasu, wspaniale współbrzmiącym z usiłowaniami Boole'a.

No i – że tak rzekę – puszka z pandorami otworzyła się gdy znalazłem we francuskiej Wikipedii ten opis dotyczący myśliciela i filantropa nazywającego się Joseph-Marie de Gérando:

Il se fait connaître en participant à un concours de l'Institut de France dont il remporte le premier prix grâce à un essai sur le sujet suivant : De l'influence des signes sur la génération des idées. Il y oppose les limites et les inexactitudes du langage naturel avec la rigueur formelle du langage mathématique, notamment algébrique.

I to tak z pół wieku przed publikacją Boole'a. No a stąd było już blisko do źródła z wieloma dopływami – i str. 137-138 mówią właśnie o de Gérando (to cała księga pod tytułem „The Quantifying Spirit in the 18th Century”). Więc wygląda na to, że logika matematyka nie miała wyboru i musiała być wymyślona. I padło na Boole'a ale mogła być stworzona 50 lat wcześniej.

Ale jak się patrzy na język polskiego Sejmu, można sobie wyobrazić, że wszystko to jest ciągle jeszcze do wymyślenia i ludzie nadal paplają się w języku pełnym emocji, za to mającym malutko logiki.

03:33, andsol-br
Link Komentarze (1) »
wtorek, 17 maja 2016
Nauka kwitnie na wiosnę

Badania naukowe dowiodły, że z czterech kubeczków z roztworem zawierającym homeopatyczne lekarstwa, dwie próbki pomogły ugasić pragnienie.

Audyt tuzina homeopatów potwierdził, że dowodzi to skuteczności.

Inaczej widzi to ZEZ (Zespół Egzorcystów Zaprzysiężonych), bo dwa dobrze działające kubki poddane były tygodniowym modłom i nawet homeopatia ich nie zepsuła.

Redakcja Tygodnika Naukowego uważa, że to dowodzi, że prawda leży po środku.

Prawda w istocie leży po środku i śmieje się do rozpuku.

03:11, andsol-br
Link Komentarze (6) »
niedziela, 15 maja 2016
Nadmiar

Naprzeciw biurka prezydenta miasta siedział – a raczej leżał rozwalony w fotelu – reporter „Nowinek Strzemówka” a jego mina pokazywała co myśli o Stefanie Dobroszu. Ale panował nad głosem i odzywał się jak gdyby szanował demokratycznie wybrane władze miasta.

– Panie prezydencie, co będzie z tymi krzyżami z ratusza?

– Chyba to samo co z innymi, gdy są powieszone, wiszą, a gdy postawione – stoją.

– Świetna odpowiedź, ale nasze miasto zostało już wyśmiane w artykule Jerzego Urbana w „Nie”...

– Niestety mam czas na czytanie tylko najistotniejszych dzienników, ale czym nasze miasto mogło mu podpaść?

– Myślę, że świetnie pan wie. Ta liczba krzyży w gabinetach ratusza, to jest coś unikalnego w całym kraju.

– Może za mało znam kraj, ale wyobrażam sobie, że jest wiele budynków...

– Proszę pana, trzy czy cztery a nawet siedem na gabinet? Kiedy objął pan tu władzę, był tylko jeden, tu, u pana!

– Tak, to chyba prawda. Gdy przyszedłem, był, więc go uszanowałem.

– I jak one się tak rozmnożyły?

– Panie Zagórski, czasami czytam pańskie artykuły i jeśli dobrze pamietam, deklaruje pan często swoją katolicką wiarę. Więc dziwnie dla mnie brzmi ten zwrot o „rozmnażaniu się krzyży”.

– A jak pan prezydent by określił to, co się dzieje od półtora roku?

– Polepszanie się relacji między obywatelami a władzami Strzemówka, nadzieje na ściągnięcie tu z Niemiec...

– Ja pytam o te krzyże.

– Ależ ja nic nie mam do powiedzenia o krzyżach. Ktoś je wiesza, więc wiszą.

– Czy słyszał pan, że policja wypytywała w okolicznych sklepach z dewocjonaliami czy ktoś zrobił zakup ponad setki krzyży?

– A to ciekawe, i co ustalili? I dlaczego tak ich krzyże zainteresowały?

– Przecież to oczywiste, ta inwazja krzyży na ratusz robi wrażenie, że ktoś robi kpiny z symboli wiary.

– Panie redaktorze, gdy będzie pan edytował relację z tej rozmowy, proszę bardzo wyraźnie zaznaczyć, że zwrotem „inwazja krzyży” posłużył się tylko i wyłącznie pan.

– Ale pan uchodzi za osobę o dużym, choć dziwnym poczuciu humoru...

– Nie wierzę, że w czasie pańskiej pracy i mojej pracy przyszedł pan tu, by rozmawiać o moim poczuciu humoru!

– A więc nie chce pan powiedzieć nam niczego o tym jak tu pojawiają się krzyże?

– Panie redaktorze, staram się unikać tematów, w których nic nie mam do powiedzenia.

Redaktor Zagórski podniósł się, podziękował za rozmowę i już przy drzwiach rzucił jakby od niechcenia:

– Mówiono w redakcji, że był w tym tygodniu w ratuszu nasz biskup...

– W istocie, rewizyta biskupa Rowińskiego sprawiła mi dużą satysfakcję i wykorzystaliśmy to, by omówić trasę procesji na Boże Ciało, skoro Aleja Jana Pawła jest chwilowo zamknięta z powodu wymiany kanalizacji, ale więcej szczegółów będzie mogło panu dać biuro naszej diecezji.

– Aha – powiedział wychodząc redaktor, ale brzmiało to jak „a opowiadaj swojej babci”. I już w otwartych drzwiach dorzucił: – a panowie z biskupem Rowińskim studiowali razem w Krakowie?

Prezydent uśmiechnął się ciepło:

– Z pewnością kiedyś będę się publicznie chwalił jakich przedstawicieli kleru miałem zaszczyt poznać w życiu, ale to nie będzie dzisiaj, zgoda? Do widzenia panu.

Gdy został sam, odetchnął z ulgą i poprosił panią Jadzię o kawę.

–Wiedziałam, że nie będzie pan chciał dwóch filiżanek – uśmiechnęła się z kpiącą miną.

– Ach, pani też nie przepada za naszym najlepszym reporterem?

O wizycie biskupa pomocniczego w ratuszu wiedziało wiele osób, choć pojawił się on bardzo wcześnie. Zamknął za sobą drzwi i gdy usłyszał pierwsze słowo Stefana „eminencjo” roześmiał się i poprosił „przestań”.

Lubili się gdy studiowali razem przez trzy lata anglistykę, ale gdy czasy nagle zmieniły się, prawie z miesiąca na miesiąc, Dobrosz zajął się polityką, a Rowiński zamienił UJ na seminarium duchowne. I po wielu latach spotkali się w Strzemówku, w zupełnie odmiennych rolach.

Jerzy westchnął i zaczął bez wstępów:

– Stefku, oświeć mnie, co tu się dzieje z tymi krzyżami.

– A uwierzysz mi jeśli ci powiem, że nie mam pojęcia?

– Uwierzyłbym, ale w ziemskich sprawach zawsze pozostaje cień wątpliwości. Ale rozumiesz, że diecezja jest zalewana doniesieniami o działaniach antychrysta?

– I tym antychrystem jestem ja?

– Takie chodzą plotki. Czym możesz mi tu pomóc?

– Chyba niczym. Wyobrażasz sobie czym diecezja by została zalana gdyby zdjął choć jeden z tych krzyży?

– I nie macie żadnej techniki kontrolnej?...

– Rozmawiało się o zainstalowaniu wewnątrz webkamer, ale wtedy strzelano by do mnie z trzech dział: za rozrzutność, za prześladowanie urzędników i za polowanie na symbole wiary.

– Ale bez wątpienia ktoś tu robi kpiny...

– Albo testuje mnie, bo cokolwiek bym zrobił, kogoś to oburzy. I ty mógłbyś to rozładować. Po prostu przychodzi biskup z misją oficjalną i z największym szacunkiem zdejmuje przynajmniej dwieście krzyży...

– Więc poczucie humoru nie opuszcza cię. I bez tego czytam na forach, że jestem biskomuchem...

– No to jest ciekawie, a będzie radośnie. Parę dni temu pojawiły się dwa krzyże w damskiej toalecie... Nie patrz tak, nie odwiedzam jeszcze damskich toalet, pani Jadzia mnie o tym poinformowała.

– I jak widzisz przyszłość tego? Bo ten typ rozgłosu wokół diecezji strzemowieckiej nie jest pożądany.

– Staram się nie widzieć, bo jak wiesz jestem umiarkowanie antyklerykalny, ale jedno poważnie mnie martwi. Nie, nie powiem ci co. Jak pamiętasz, never worry worry till worry worries you. A w dodatku moje podejrzenie nie było by ci w smak.

Siedząc teraz przy kawie Dobrosz zastanawiał się: „a może powinienem jednak powiedzieć Jurkowi – ale ten na pewno by nie uwierzył, że i ktoś inny mógł na to wpaść. I byłby zupełnie pewny, że to wszystko ja zaplanowałem”.

Dobrosza martwiła myśl, że ktoś zacznie zawieszać obręcze i ściany sal ratusza zamienią się w plansze gry w kółko i krzyżyk.

05:11, andsol-br
Link Komentarze (2) »
sobota, 14 maja 2016
Ktoś poszedł po rozum do głowy


i przestał zmuszać idących do wyrabiania dziwnych kątów.

05:02, andsol-br
Link Komentarze (6) »
piątek, 13 maja 2016
Dilma

Proces o dopuszczenie do głosowania w Câmara dos Deputados (Izbie Niższej Parlamentu), by odsunąć od władzy Dilmę, rozpoczął się gdy przewodniczący tej Izby, Eduardo Cunha zdecydował, by na listę procesów tam pilnie badanych włączyć jeden z systematycznie napływających wniosków to postulujących, a było już ich ponad 30. Do owego momentu wysyłał je do kosza, gdzie było ich właściwe miejsce, ale tym razem wściekł się, że Dilma odmówiła mu dalszego politycznego poparcia. Owszem, ze skoligowanej z PT partii, ale w sytuacji, gdy dowodów na jego przestępstwa był nadmiar, bronić go oznaczało akceptować, że podejrzenia ciążące nad nim są odsuwane w niebyt przez władzę wykonawczą, a jak dotychczas o tego typu nieprawości Dilmy nikt nigdy nie oskarżył. (Uliczne gadanie z demonstracji, że „kradnie i niszczy kraj” to taka brazylijska odmiana zarzutów o drugi sort, zdradę i stanie tam gdzie ZOMO). No i wszedł na wokandę proces przeciw Dilmie.

Temu obywatelowi niewiele pomógł, bo wyrok Sądu Najwyższego uchylił jego immunitet i odebrał prawa poselskie, czyli rozpraw za korupcję będzie oczekiwał jako zwykły obywatel, ale tak bardzo dziwnie się składa, że z jego pozycji usunięto go dopiero po przeprowadzeniu w Izbie Niższej głosowania czy kontynuować proces przeciw Dilmie. A wiceprezydent już zatroszczył się, by jego skoligowana partia wraz z wielu innymi partyjkami stały się strażnikami praworządności i uczciwości, co wymaga pilnego odsunięcia Dilmy. Mniejsza o ten drobiazg, że wśród 513 posłów 303 ma jakieś procesy na karku (zawieszone, no bo immunitet, przecież po to zakupili swoje posłowanie), ważne, że teraz dbają o uczciwość. Wstępnie powołana komisja z 65 posłów, która analizowała czy poddać rzecz pod ogólne głosowanie miała 37 osób z wiszącymi nad nimi oskarżeniami, w paru przypadkach kilkoma na łeb – i tu chodzi o poważne sumy przywłaszczone sobie czy o potężne łapówki.

Komisja przykazała głosować, Izba Niższa radośnie głosowała przeciw Dilmie (potrzebna była większość 2/3, osiągnięto ją bez trudu) i rzecz poszła do Senatu.

W Senacie jest 81 osób i nad 49 z nich wisi groźba procesów sądowych. Dochodzenia policyjne idą powoli, bo na przykład takiego prosi się o rozmowę, a on właśnie musiał lecieć do Paryża w sprawach dotyczących dobra kraju. Więc nie dziwota, że gdy Senat miał zdecydować zwykłą większością czy przyjmuje proces o pozbawienie Dilmy prezydentury, zdecydował, że tak.

Dlatego natychmiast Dilma została zawieszona jako prezydent, jej miejsce zajął wice, Michel Temer, oznajmił nominacje na ministrów i zaprzysiągł ten nowy rząd – i zaczął się okres 180 dni, w ciągu których Senat ma postanowić czy zarzuty przeciw Dilmie (natury wyłącznie formalnej, miała dysponować niewłaściwymi pieniędzmi w niewłaściwych momentach i doprowadzić gospodarkę Brazylii do zastoju, co będzie bardzo ciekawe w przeprowadzaniu dowodu, bo trzeba będzie wykazać, że to prezydent kieruje gospodarką) uzasadniają odebranie jej prezydentury. Ale ta decyzja wymaga większości 2/3 i wygląda na to, że jeśli sądy przyspieszą postępowanie przeciw paru osobom z kliki Temera albo z rządu Temera, to paru senatorów może dojść do wniosku, że nie przyjmują tego biletu do cyrku i Dilma może wrócić do swego urzędu.

Już pisałem jakiś czas temu, że to jest właściwy moment, by (jak kiedyś za czasów dyktatury) banki Wielkiego Brata zalały Brazylię pożyczkami, co sprawi wrażenie, że cudownie i natychmiast ekonomia się poprawia i to będzie ostatecznym dowodem, że Dilma była złym prezydentem. No ale czego ktoś by oczekiwał od banków, że będą myślały o tym czego potrzebują Brazylijczycy?

06:23, andsol-br
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 maja 2016
Czysta poezja

Któreś wybory. Lista kandydatów Solidarności, okręg nr x. pewna dzielnica, na jednej stronie ulotki organizatorzy przekonują, że „zadaliśmy im dziesiątki pytań, by ostatecznie wybrać tych, którzy powinni najlepiej gwarantować wypełnianie obowiązków Radnego”. A na drugiej stronie 7 nazwisk (mniejsza o nie) i krótkie wyjaśnienie każdego z kandydatów czemu chce się poświęcić dla ludu. Oto te zdania, po wyłuskaniu ich z cudzysłowów i po zamianie wytłuszczeń na kursywę:

Celem mojej działalności jest przywrócenie ludzkiej twarzy osiedlom mieszkaniowym.

Odpowiedzialność, roztropność, wiarygodność, pracowitość i troska o zdrowie mieszkańców cechować powinna nas już dzisiaj.

Chciałbym, by o kształcie miasta i rozwiązywaniu jego problemów decydował zdrowy rozsądek i fachowość.

Moim celem jest wprowadzenie fachowości i odpowiedzialności w administracji samorządowej oraz utworzenie Krakowskiego Banku Komunalnego.

Chciałbym w pierwszej kolejności zlikwidować monopole – zwłaszcza handlowe, jestem za pełną prywatyzacją handlu i usług.

Przemysł w Krakowie musi być czysty, oparty na nowoczesnych technologiach.

Być z ludźmi i dla ludzi.

01:52, andsol-br
Link Komentarze (4) »
środa, 11 maja 2016
Co mogło UB

Artykuł Pawła Smoleńskiego jest już prawie dorosły. Wkrótce skończy 18 lat. Ma tytuł „I ty zostaniesz konfidentem”, był opublikowany w Gazecie Wyborczej 14/11/1998. Ale nie jest traktowany poważnie i wygląda na to, że z czasem jeszcze mniej poważnie będą się do niego odnosić – o ile w ogóle nie zapomni się o nim i o całym problemie. Kiedyś go opluskwiono, no bo jak to można słuchać tego, co ubek mówi, ale gdy ktoś chciał wrócić do zastanawiania się nad tym co mówi, to ten fragment może być niezłą zachętą.

Teraz mówi się, że Buzek z Kwaśniewskim wprowadzą Polskę do NATO. Niech pan nie wierzy w te brednie. Do NATO wprowadziliśmy Polskę my. Panie Pawle, po co te zdziwione oczy? Czy to Buzek z Kwaśniewskim wywieźli amerykańską rezydenturę CIA z Iraku tuż przed wojną w Zatoce? Przecież to my, PRL-owscy ubecy. Będziemy w NATO, bo Amerykanie, a za nimi reszta sojuszników, docenili nasze kompetencje, nasz profesjonalizm. Amatorów im nie trzeba.

Mówi pan, że z tym NATO to przesadzam. Może. Ale czy myśli pan, że przesadzam również z naszym profesjonalizmem? Mogliśmy wywieźć Amerykanów z Iraku, więc, proszę mi wierzyć, nasze służby były w stanie robić też inne numery. Gdy myśli pan o operacji w Iraku, niech pan również pomyśli o teczkach.

00:18, andsol-br
Link Komentarze (6) »
wtorek, 10 maja 2016
A wydawało się blisko
04:10, andsol-br
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 09 maja 2016
Warto wierzyć

Mam optymizm za najdoskonalszą i najbardziej szczodrą formę inteligencji.

To Domenico de Masi we wstępie do „La Fantasia e la Concretezza”. Kiedyś już wspomniałem na blogu tę książkę. A skoro do niej wróciłem, to zacytuję i inny urywek. Może on wyjaśnić ludziom zdziwionym perypetiami Oscara Zariskiego czemu miała sens jego decyzja, by zostać Polakiem a nie Rosjaninem, i jako Polak studiować i pracować we Włoszech (co w końcu zawiodło go do USA). Otóż autor przypomina, że Edmund Landau w 1914 roku na obchodach trzydziestolecia Circolo matematico di Palermo wygłosił tę laudację:

Obchodzimy jubileusz towarzystwa, na które składają się tylko w niewielkiej części osoby mieszkające tu, ale które zjednoczyło prawie tysiąc matematyków z całego świata. [...] Jest ono jedyną stałą organizacją, którą mamy; dlatego uważamy Palermo za centrum matematycznego świata. Główną przyczyną tego jest pismo Rendiconti, które Circolo matematico wydaje; założył je i nim kieruje pan Giovan Guccia, oddał on tej pracy 30 lat. I obecnie Rendiconti jest najlepszym pismem [matematycznym] na świecie.

A sam Landau w 1920 roku przyczynił się do założenia Instytutu Matematycznego na Uniwersytecie w Hajfie Jerozolimie, i później pracował tam przez parę lat. I dziś instytuty izraelskie są w światowej czołówce matematycznej...

Mimo niedobrych chwil zachowujmy optymizm i wierzmy, że polska matematyka to nie tylko przeszłość ze Lwowa i z Warszawy i nie tylko setki polskich matematyków rozsianych po świecie. Wiem, że gdy dziś mówi się w Kraju o „profesorach” z nauk ścisłych, przychodzą na myśl jakieś dziwne dyspozycyjne typy od wielokrotnych wybuchów parówkowych, ale to chwilowa gorączka. Powybuchają sobie, powybuchają i miną, a nauka znowu przyciągnie młodych i ambitnych ludzi. I może nauczą się oni nie tylko przedmiotów fachowych ale także tego, że dobre zespoły są nie mniej wartościowe niż jakieś gwiazdy. Czego niezłym dowodem jest niedawny wynik drużyny piłkarskiej z Leicester.

00:11, andsol-br
Link Komentarze (3) »






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.