Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
środa, 15 czerwca 2016
W ślad za Kulmową

Skarga katalizatora

Miejsce w związku obiecano;
związek jest, a mnie odlano.


Szybka jest jazda konna,
ale wygodniejsza słonna.


Szerokie horyzonty królików
skoków w bok nie ułatwiają,
bo nieufne króliczyce
zawsze na oku ich mają.


Był kowalem swego losu: na loterii w zoo
los mu padł na konia, podkuwał wesoo.
A jego siostra ponura:
wylosowała kangura.

00:18, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 czerwca 2016
Wspominki z historii (w obrazkach)

To 13ta dywizja SS prosząca Pana Boga o pomoc przy wyrzynaniu Żydów oraz komunistów.


ONR zastanawia się czy nie przemyśleć uprzedzenia do muzułmanów. Bo skoro też byli przeciw komunie...

A zdjęcie jest stąd.

00:10, andsol-br
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 czerwca 2016
Katolickie źródła sowieckich norm

Jak dowodzą rozliczne dokumenty sądowe, we wszystkich rozprawach kryminalnych główną formą świadectwa były doniesienia naocznych świadków oraz opinia publiczna; oskarżenie we Włoszech stawało się oparte na famie (dobrej czy złej sławie) i powszechnym wzburzeniu. Władze miejskie nagradzały donoszących na sąsiadów przydzielając im część nałożonych grzywn. Bractwa i gildie wymagały, by ich członkowie nadzorowały zachowania i wygląd ich towarzyszy i by informowali o każdym przekroczeniu. Werbowano obywateli, by szpiegowali sąsiadów; nawet na łonie rodziny nie można było liczyć na intymność: Bernardino z Sieny wzywał matki by śledziły córki: „obserwuj je bezustannie! Miej ją na oku gdy jest z bratem, śledź ją gdy jest ze szwagrem i z kuzynem; ścigaj ją wzrokiem z każdym z krewnych, których masz; nie spuszczaj jej z oczu nawet z twoim ojcem”.

To katolicki święty, człowiek XV wieku, czyli prawie że człowiek Renesansu.

Cytat wyjęty z Dark Mirror Sary Lipton, książki opublikowanej w 2014 roku.

20:07, andsol-br
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 czerwca 2016
Żydów nie ma, ale my ich wymyślimy

Z książki słynnego chirurga Janusza Bardacha Surviving Freedom: After the Gulag, która ukazała się dopiero w 2003, rok po jego śmierci. Żył we Włodzimierzu Wołyńskim, a trzy lata, o których mowa, liczą się od 1935, od zgonu Piłsudskiego.

In only three years Polish anti-Semitism mutated from prejudice to humiliation to assault. The town became divided. Friends drifted apart. (W ciągu zaledwie trzech lat polski antysemityzm przeobraził się z przesądu, poprzez upokorzenia, do napaści. Miasto stało się rozwarstwione. Przyjaźnie rozpadały się).

Zobaczymy jaką będzie Polska w 2019 roku. Zegar już tyka.

01:54, andsol-br
Link Komentarze (6) »
czwartek, 09 czerwca 2016
Genialnie proste

Czytałem, że miał to powiedzieć Leonardo da Vinci: w bloku marmuru jest każda rzeźba. Na przykład, żeby wyrzeźbić konia trzeba stamtąd wydłubać wszystko, co nie jest koniem.

00:23, andsol-br
Link Komentarze (5) »
środa, 08 czerwca 2016
Niestety, klops

Można mieć wielkie nadzieje i marzenia na przykład w fizyce czy chemii, ale w psychiatrii jest trudniej. Już dawno uznano, że nie ma szansy na pełne wyleczenie zespołu Tourette'a czy zespołu Korsakowa, a ostatnio przyznaje się, że nauka nigdy nie zrozumie zespołu Macierewicza.

00:31, andsol-br
Link Komentarze (1) »
wtorek, 07 czerwca 2016
Kto by miał czas na beletrystykę

Hilary Mantel żyła w Arabii Saudyjskiej w mieście Dżudda. Nie, to nie romantyczna osada pod palmami, to ponad trzymilionowe miasto. Gdy pisała Eight Months on Ghazzah Street, wiedziała o czym mówi. I po zakończeniu lektury nie opuszczała mnie refleksja, że gdyby Bush senior, a po nim Clinton przeczytali tę książkę ze zrozumieniem, nie doszło by w Stanach do 9/11 i uniknięto by tragedii pt. „wojna z terrorem” dzięki zupełnie innej polityce w stosunku do Arabii Saudyjskiej.

Odnalazłem tę moją myśl wyrażoną o wiele bardziej literacko: zmarły przed trzema laty rosyjski reżyser Aleksei German (Mój przyjaciel Iwan Łapszyn + Chrustaliow, maszinu!) tak powiedział w pewnym wywiadzie z 1999 roku:

Artysta jest kanarkiem z szybu w kopalni. Gdyby Breżniew czytał Rudyarda Kiplinga, nigdy by się nie wpakował do Afganistanu.

02:27, andsol-br
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 czerwca 2016
Znany temat: oni sami winni

Zasłużona postać, Leszek Pietrzak. Doktor historii z KUL-u, były pracownik IPN, wynalazca długiej serii zakazanych historii (najkrótsze streszczenie: przed Rp IV wszystko było konspiracją), rzekomo wykładowca akademicki (nazwa uczelni nieznana), z nadania Jarosława Kaczyńskiego w 2007 roku członek Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych, interlokutor sławnej dziennikarki Doroty Kani. Dziś zabłysnął pożyteczną tezą: to Żydzi w czasie wojny kolaborowali z Niemcami. Nie Polacy, a Żydzi. No i dlatego tylu ich umarło.

Sensacyjne doniesienia zaczynają się od obrony Polaków przez wizjami Kosińskiego i Wilkomirskiego. Najwyraźniej ten historyk nigdy nie czytał eseju Marii Janion o literaturze Jerzego Kosińskiego „Sam w ciemni”, ani nie słyszał o tym, że już od 18 lat wiadomo, że Łotysz Binjamin Wilkomirski to Szwajcar Bruno Dössekker, ale będzie odbrązowiał naszą czystą historię w najprostszy i skuteczny sposób: pokaże, że to Żydzi Żydom zgotowali ten los. Używając jasnych zwrotów w rodzaju: „żydowski entuzjazm dla okupantów we wrześniu 1939 r.”.

Od dawien dawna kursują w Sieci wieści od wtajemniczonych, że Jarosław Kaczyński nie jest antysemitą, a nawet ma jednego przyjaciela Żyda.

Tego, co razem z nim był internowany. I co przedtem podsadzał go do skoku przez płot do stoczni.

20:46, andsol-br
Link Komentarze (10) »
Grzech pierworodny

Ciekawy ten pierwszy numer GW (z 8 maja 1989 roku), który świątecznie 4 czerwca wyciągnęła z otchłani jej redakcja. Rzuca się w oczy doniesienie zatytułowane „Prymas Polski rozmawia z Wałęsą o wyborach”. Więc już wtedy w obrazku odradzającej się Polski kler na pierwszym planie widział – no, co wtedy było najważniejsze w Kraju? – macice swoich niewolnic:


A zapewnienia, że to nie może być przedmiotem gry politycznej? Pójdzie taki jeden do kolegi księdza, wyspowiada się, odmówi trzy zdrowaśki i Bóg mu łgarstwa wybaczy.

00:03, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
sobota, 04 czerwca 2016
Matko Polko, ceń, co twoje!

Możesz się zejść z cudzym mężem, ale rozejść – tylko z własnym!

00:03, andsol-br
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 czerwca 2016
Afrykańska inwazja

Jak ostrzegają nasze światłe źródła (od niezbyt bywałego w świecie Jarosława Kaczyńskiego do publicystów całkiem umysłowo nieruchawej Frondy) śmiertelne ryzyko dla naszej chrześcijańskiej (i to dobrego sortu, bo katolickiej) cywilizacji polega na tym, że zwalą się na nasz kraj hordy ciemnoskórych muzułmanów mających straszne bakterie w jelitach, chcąc budować meczety, gwałcić nasze siostry i córki oraz brutalnie eliminować naszą zacną i wykształconą siłę roboczą, a ichnia odznacza się lenistwem i niesolidnością i uwielbia zasiłki. I podobno ten proces już jest bardzo zaawansowany w UE, a gdzieniegdzie są już nawet ustanowione strefy szariatu, prześladujące wierzących tuż przed wejściem do kościołów. Ze smutkiem muszę przyznać, że coś w tym jest, inwazja afrykańska na kulturę Europy jest rzeczywista, ale szczegóły tego obrazka nie zgadzają się z rzeczywistością.

Pewien schemat inwazji, gdzie ani genitalia ani cierpienie chrześcijan nie odgrywają żadnej roli, był opisany w wydanej dwa lata temu w Portugalii książce z tytułem, który Polacy zrozumieją bez słownika: Os donos angolanos de Portugal. Napisali ją panowie Jorge Costa, Francisco Louçã i Joção Teixeira Lopes.

Tytuł zaskakujący, prawda? Portugalia zdominowana przez Angolę? Jak to możliwe, by biedniejsi byli właścicielami bogatszych? Przecież portugalski PKB na głowę obywatela jest czterokrotnie wyższy niż angolijski!

No tak, ale Angola ma około 27 milionów ludzi, a Portugalia – 10 milionów. Więc angolijski PKB z 124 miliardami dolarów (ropa naftowa; diamenty też tu pomagają) jest porównywalny z 230 miliardami dolarów portugalskiego PKB. A gdy przed paru laty kryzys dotknął Europę a ceny ropy stały wysoko, to Angola wspierała swego dawnego kolonialnego ciemięzcę miliardowymi pożyczkami. Poza tym w Angoli decyzje są bardziej skoncentrowane, podobno w kilkuosobowej grupce, więc w tym typie demokracji łatwiej jest podejmować globalne decyzje ekonomiczne.

Zaznaczę od razu, że nie ma mowy o obcości religijnej. Angola to kraj w 94% chrześcijański (co pół na pół przypada katolikom i protestantom). Ale nie wpadajmy też w przesadę wierząc w krążące po świecie w roku 2013 sensacyjne doniesienia o zakazie islamu na terytorium Angoli (miał to był pierwszy kraj na świecie podejmujący taką decyzję) – wystarczy zastanowić się nad tym, że krążąca wówczas fotografia z rzekomo zburzonego w październiku 2012 roku meczetu pojawiła się uprzednio, 23 stycznia 2008 roku, jako dokumentacja meczetu zburzonego w Izraelu. Więc lepiej wierzyć strzałce czasu niż agencjom arabskim.

A o co chodzi z tą dominacją finansową w Portugalii? Ten obrazek opisuje ekonomiczne zależności: u góry widzimy miliardera portugalskiego, a ta pani po środku jest nie tylko miliarderką angolijską (najbogatsza kobieta w Afryce) ale też (ot, czysta koincydencja) córką pana José Eduardo dos Santos, katolika, prezydenta Angoli od 1979 roku:


(Obrazek jest wyjęty stąd).

Inna postać zamieszana w ekonomię portugalską to generał Bento Kangamba, i podobnie jak obie poprzednio wymienione osoby, ma zasoby rzędu 4 miliardów dolarów. Pieniądze z Angoli docierają do UE dzięki specyficznym prawom związanym z historią Portugalii i – jak to ujmują autorzy – teraz angolijscy miliarderzy zamieniają rozwiniętą zachodnią demokrację w strefę panowania afrykańskich autokratów.

Przed zgłoszeniem protestów, że potężne demokracje nigdy nie ugną się przed jakimiś sztuczkami ciemnych sił afrykańskich, dobrze jest mieć na uwadze cztery elementy: nikt Europy nie musi uczyć machlojek (czy pamiętamy jeszcze sposoby na dowodzenie, że samochody VW są czyste i sprawne?); gdy coś siedzi w jednym z krajów UE to jest już w Europie, czyli w systemie naczyń połączonych; afrykańskie sztuczki plemienne mogą być bardzo wygodne i pożyteczne dla wielu plemion zachodniej cywilizacji, choć w niej noszą nazwę „korporacji”; gdy różni rewolucjoniści w różnych krajach zdobywali władzę, wcale nie musieli stać na każdym skrzyżowaniu w każdym mieście. Klasycznie docierało się do radia, poczty, arsenału, stacji kolejowej i jeszcze paru ważniejszych punktów, a reszta była już – jakby to powiedział matematyk – „zdobyta przez indukcję”.

Oczywiście nie będzie gwałcenia europejskich blondynek. Proszę przypomnieć sobie jak rosyjscy oligarchowie kupowali je na pęczki, ku pełnemu zadowoleniu obu zainteresowanych stron.

01:27, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 czerwca 2016
Niełatwo jest być Ujgurem

Gdy człowiek jest bardzo zajęty dużym nepotyzmem małego człowieka w średniej wielkości kraju, może łatwo stracić z oczu regiony gdzie dzieją się lub mogą się dziać naprawdę wielkie sprawy. Dziś chodzi mi o kraj gdzie rządzi nie tyle sułtan, co Nursułtan Nazarbajew. Jeśli dociągnie w 2041 setki i roku to wtedy zaliczy pół wieku u rządu, co jest godnym szacunku osiągnięciem demokratycznym. Mówimy, rzecz jasna, o Kazachstanie. To z pewnością nie jest prosta sprawa gdy ma się 1700 km granicy z Chinami. Ale ma z Chinami dobre a czasami nawet bardzo dobre relacje, bo bardzo wcześnie zapewnił wielkiego sąsiada, że ani mu w głowie popieranie jakichkolwiek wewnętrznych nieporządków związanych z Ujgurami.

Trzeba specyficznego typu demokracji, by szef państwa mającego 60% muzułmanów mógł coś takiego zdecydować i pozostać nie tylko przy władzy, ale i przy życiu. Ale on ją ma. Tę demokrację.

Jednak bywają trudne momenty. Jest w Chinach Autonomiczna Kazachska Prefektura miasta Ili i administrujący nią gubernator pobliskiej kazachskiej prowincji przy jeziorze Alakol wydał zgodę w 2004 na wydzierżawienie na 10 lat 7.000 hektarów chińskim rolnikom na zasiewy soi i rzepaku. I zaczęły się tam przez to protesty. Dla Chin protesty to codzienna sprawa, jest ich ok. 70 tys. rocznie, ale to obsadzanie rdzennymi Chińczykami ziemi w autonomicznym obszarze to sprawa delikatna. Znamy, znamy, wóz Drzymały.

Ale Chiny potrzebują terenów na uprawy i w 2009 poprosiły Kazachstan o wydzierżawienie miliona hektarów na ten sam cel. Nie wiem jak Nazarbajew to rozwiązał, ale jeśli dwa lata potem dostał w wyborach 95,55% głosów, to chyba zgodnie z wolą ludu.

Milion hektarów. 10 tys. km². Niby pół polskiego województwa. To są problemy.

A co z Ujgurami? No, te 11 milionów ludzi ma przechlapane. Więc u nas niech się Ślązacy nie skarżą.

A czytam o tym w rozdziale Kazakhstan's Border Relations with China, który napisał pan Stephen Blank i który jest zamieszczony w pracy zbiorowej Beijin's Power and China's Borders. Twenty Neighbors in Asia wydanej w 2013 roku.

04:23, andsol-br
Link Komentarze (1) »
wtorek, 31 maja 2016
Właściwi ludzie przy właściwych pomnikach

Nareszcie Wojsko Polskie znalazło swoje prawdziwe powołanie na wiek XXI. PO zostawiło je w stanie ruiny, więc nie nadaje się do walki z Rosją czy Mołdawią, ale może chronić figury Chrystusa, a tych będzie u nas coraz więcej.

Oczywiście nie ma mowy o wchłonięciu Wojska Polskiego przez KRK ani o podporządkowanie MON-u episkopatowi (choć rozważane są projekty przyznania wszystkim arcybiskupom tytułu generała dywizji, a kardynałom – generała broni), bowiem zadania obu formacji pozostaną odmienne, KRK będzie chroniło Chrystusa, a WP – pomniki Chrystusa oraz przeróżnych świętych. Ochroną pomników Matki Boskiej, Królowej Polski, zajmie się Biuro Ochrony Rządu.

Przesterowanie funkcji WP jest nad wyraz ważne w okresie, gdy rozpętały się w Kraju ataki terrorystyczne i pojawiają się uzasadnione podejrzenia, że KOD zamierza wysadzać w powietrze sakralne obiekty, szczególnie na Ostrowie Tumskim w Poznaniu i Świętej Willi na warszawskim Żoliborzu.

17:00, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 29 maja 2016
Pieskiem w basenie pełnym władzy

„Za moich czasów” sztampowy temat polonistów (używany nawet do dręczenia maturzystów) wyrażał się słowami trudna droga Radka do wiedzy. Chyba jest nadal w użyciu, bo wiele jego opisów jest w Sieci. Nie miałem z nim nigdy kontaktu, bo nie miałem nawet w rękach „Syzyfowych prac”; nie chwalę się i nie oceniam, po prostu stwierdzam, że tak szkolne lektury jak i moje wybory książkowe były obszerne, ale prawie rozłączne. Ale powiedzonko wszyscy koledzy znali, podobnie jak i wariat czy sportowiec używane gdy się widziało kogoś biegnącego po ulicy. Ot, odłamki pewnej kultury środowiska.

Gdy kolega powiedział o P. z jego klasy, że zamierza on zostać kiedyś premierem Polski (nie pierwszym sekretarzem partii, nie prezydentem, ale właśnie premierem) nieuchronne było opisanie tego zbitką trudna droga Radka do władzy. I to było niczym wzruszenie ramion, że komuś się chce robić z siebie takiego bałwana.

Nie miałem wiedzy o ścieżkach na szczyty – ani w komunizmie, ani na Zachodzie, choć dziś nie widzę większego sensu utrzymywania takiego podziału – ale z pewnością rozumiałem, że droga do wiedzy rozwidla się na każdym kroku i zawsze może prowadzić do satysfakcji i korzyści (własnych i społecznych), a droga do władzy wręcz odwrotnie, jest coraz węższa i stresująca. Zabawne, że ongiś stawiano w ciągu prawie ewolucyjnym nazwiska Marks – Engels – Lenin – Stalin i brakowało refleksji, że to ścieżka degeneracji, od myśliciela, poprzez działacza do fanatyka, aż do zwyrodnialca.

Chyba wszystkich prących do władzy, może już na poziomie powiatu, warto prewencyjnie poddawać przedłużonym badaniom psychiatrycznym. Człowiek, który zbyt łatwo zgadza się „dobrze, mogę zostać przewodniczącym” ma w sobie coś bardzo podejrzanego. Trzydniowy post na pustyni czy na szóstym poziomie kopalni byłby stosowniejszy.

Do tych refleksji prowadzi mnie znalezione w tym artykule z Guardiana zdanie, w którym Tony Blair jest podsumowany przez autora jego biografii Toma Bowersa: „Blair ciężko pracował, by zdobyć władzę ale gdy ją miał nie wiedział co z nią robić. Jego rząd nie miał ideologii”

Doprowadzenie do brytyjskiego udziału w napadzie na Irak miało (ma i mieć będzie) dużo straszniejsze konsekwencje dla świata niż wszelkie wygłupy trupy Kaczyńskiego, ale model chyba jest ten sam. Bowiem rozpasany nepotyzm i wystawianie Kraju na śmieszność i lekceważenie innych narodów to nieuchronne przypadłości gdy pomysł, lecz nie idea, opanowuje zdolnego ale poplątanego psychicznie człowieka a jego marzenia kiedyś się urzeczywistniają.

19:49, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 maja 2016
Znaczący brak

W polskiej wersji strony wikipedii dotyczącej Eliezera Wiesela nie ma żadnego odnośnika do kwestii, którą przy minimum spostrzegawczości można uznać za bardzo istotną nie tylko dla rumuńskiego rządu, a która w ten sposób jest opisana w wersji angielskiej:

He also led a commission organized by the Romanian government to research and write a report, released in 2004, on the true history of the Holocaust in Romania and the involvement of the Romanian wartime regime in atrocities against Jews and other groups, including the Roma. The Romanian government accepted the findings in the report and committed to implementing the commission's recommendations for educating the public on the history of the Holocaust in Romania.

Czyli:

Przewodniczył także komisji zorganizowanej przez rząd rumuński dla zbadania i przedstawienia w sprawozdaniu upowszechnionym w roku 2004 prawdziwej historii Zagłady w Rumunii oraz czynnego udziału rumuńskich rządów z okresu wojny w okrucieństwach skierowanych przeciwko Żydom i innym grupom, łącznie z Romami. Rząd rumuński zaakceptował ustalenia podane w sprawozdaniu i podjął się wprowadzenia w życie wskazań komisji co do publicznego krzewienia wiedzy o historii Zagłady w Rumunii.

01:43, andsol-br
Link Komentarze (2) »






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.