S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
RSS
wtorek, 09 lutego 2010
Pasja

Dzi¶ mia³o byæ co¶ zupe³nie innego. Ale czas i ja chodzili¶my bez wspólnych wskazówek i rozle¼li¶my siê. Dlatego poka¿ê co¶, co mam gotowe w komputerze. Mo¿e to znasz, ale jest tak dobre, ¿e da siê przeczytaæ wiele razy. Recenzja filmu. Nie, nie ogl±da³em go, bywaj± filmy, do których nawet tak wy¶mienita recenzja mnie nie zachêci. A wiêc po¿yczka: Umberto Eco, Rak, esej ze stron 306-309. Orygina³ opublikowany w „L'Espresso” w kwietniu 2004 roku.

Rêce precz od mojego syna!

A wiêc tak, obawiaj±c siê serii pytañ i chc±c za³atwiæ sprawê raz na zawsze, poszed³em obejrzeæ Pasjê Mela Gibsona. I to z wyprzedzeniem, w obcym kraju (gdzie przynajmniej ogl±dania filmu zakazano nieletnim), bo przecie¿ na ekranie i tak mówi± po aramejsku, tote¿ mo¿na zrozumieæ najwy¿ej Rzymian, którzy krzycz±: „I!”, ¿eby powiedzieæ „Spadaj!”

Muszê od razu wyznaæ, ¿e film, technicznie bardzo dobrze zrobiony, nie jest (o czym w ostatnich tygodniach czêsto i bezmy¶lnie dyskutowano) wyrazem antysemityzmu, czy te¿ chrze¶cijañskiego fundamentalizmu, obsesyjnie ow³adniêtego mistyk± krwawego po¶wiêcenia. To tylko zwyczajny splatter, film, który ma zrobiæ kasê, proponuj±c widzom tak du¿o krwi i przemocy, ¿e Pulp Fiction wydaje siê przy nim kreskówk± dla przedszkolaków.

Filmy rysunkowe w rodzaju Toma i Jerry'ego korzystaj± z wzorca opowiastki, której bohaterowie zostaj± rozsmarowani przez walec drogowy i przeniesieni na CD, wypadaj± z wie¿owca i rozbijaj± siê na drobne kawa³ki, zostaj± zmia¿d¿eni przez drzwi. Tyle ¿e tutaj p³ynie znacznie wiêcej krwi, ca³e hektolitry krwi, któr± wyra¼nie dowioz³y na plan cysterny, nape³nione dziêki staraniom wampirów z ca³ej Transylwanii.

To nie jest film religijny. Wizerunek Jezusa nie odbiega od obrazu wyniesionego z nauk do Pierwszej Komunii i karmi siê z góry przyjêtym za³o¿eniem, ¿e Chrystus by³ dobry. Jego stosunki z Bogiem Ojcem s± histeryczne i ca³kowicie ¶wieckie, równie dobrze mog³yby obrazowaæ stosunki Charliego Mansona z Szatanem, ale tutaj nawet Szatan przemyka siê chy³kiem, przebrany za ma³ego pedzia, a wobec tak wielkiego marnotrawienia czerwonych krwinek w koñcu on równie¿ czuje siê nieswojo. Z drugiej strony najmniej przekonuj±co wypada fina³owa scena zmartwychwstania, tak¿e rodem raczej z tablic anatomii ni¿ z dzie³a Summa theologica.

Ten film nie ma nic wspólnego z wysublimowan± pow¶ci±gliwo¶ci± Ewangelii, pokazuje wszystko to, co Ewangelie przemilczaj±, ¿eby pozwoliæ wiernym na bezg³o¶n± medytacjê nad najwiêkszym w historii ludzko¶ci po¶wiêceniem, a tam, gdzie Ewangelie ograniczaj± siê do powiedzenia, ¿e Jezus zosta³ poddany ch³o¶cie (po trzy s³owa u Mateusza, u Marka i u Jana, ani s³owa na ten temat u £ukasza), Gibson ka¿e go najpierw biczowaæ trzcinami, potem w ruch id± nabite ¿elaznymi kolcami rzemienie, wreszcie drewniane pa³ki, a¿ stan finalny budzi u publiczno¶ci skojarzenia z maksymalnie zbitym miêsem, które wygl±da jak niedosma¿ony hamburger.

Nienawi¶æ Gibsona do Nazareñczyka musi byæ niewyobra¿alna, kto wie, jakie dawne urazy wy³adowuje on na coraz bardziej skrwawionym ciele Jezusa, i ca³e szczê¶cie, ¿e filologia na to nie pozwala, inaczej nie omieszka³by mu pod³±czyæ do j±der elektrod i na dok³adkê zaaplikowa³by jeszcze lewatywê z ropy naftowej. W³a¶nie dziêki takim zabiegom powinno siê w mniemaniu niektórych odczuwaæ zdrowy dreszcz w obliczu Ocalenia. Mo¿e i tak.

Czy jest to film antysemicki? Je¿eli mia³ powstaæ splatter wed³ug receptury westernu, role musia³y byæ jednoznaczne: dobry wystêpuje tu przeciwko z³ym, a ¼li powinni byæ tak ¼li, ¿e bardziej ju¿ nie mo¿na. Ale je¿eli w rolach z³ych charakterów obsadzono tutaj kap³anów ze ¶wi±tyni, to jeszcze gorsi s± Rzymianie, typu Czarny Piotru¶, który z szyderczym ¶miechem przybija Myszkê Miki do krzes³a tortur.

Zapewne Gibson powinien by³ pomy¶leæ o tym, ¿e obsadzenie Rzymian w roli z³ych (zreszt± podsun±³ nam to ju¿ Asterix) nie grozi podpaleniem Kapitelu, podczas gdy w przypadku ¯ydów nale¿y zachowaæ wiêksz± ostro¿no¶æ. Ale od kogo¶, kto zamierza nakrêciæ splatter, nie mo¿na oczekiwaæ zbyt wiele. Ca³e szczê¶cie, ¿e zdjêty skrupu³ami, pokaza³ po trzech prawie dobrych ¯ydów i Rzymian, którym coraz to nasuwaj± siê w±tpliwo¶ci (patrz± na publiczno¶æ, jakby chcieli zapytaæ: „Czy my czasem nie popadamy w przesadê?”), ale nawet ich wahanie s³u¿y wy³±cznie spotêgowaniu wra¿enia, ¿e wszystko w tym filmie jest niezno¶ne, je¿eli ju¿ wcze¶niej nie dopad³y was md³o¶ci na widok tego, co wytryskuje spomiêdzy ¿eber.

Gibson w lot chwyta my¶l, ¿e Jezus musia³ cierpieæ, i podobnie jak Poe, który uwa¿a³, ¿e najbardziej wzruszaj±c± i romantyczn± scen± jest ¶mieræ piêknej kobiety, przeczuwa, ¿e najbardziej kasowy splatter powinien przepu¶ciæ Syna Bo¿ego przez maszynkê do miêsa. ¦wietnie mu to wychodzi, i muszê powiedzieæ, ¿e kiedy Jezus wreszcie kona i przestaje nas drêczyæ (lub epatowaæ) swoj± mêk±, i kiedy zrywa siê huragan, a ziemia dr¿y i rozrywa siê zas³ona ¦wi±tyni, ogarnia nas niejakie wzruszenie, poniewa¿ w tym momencie, choæby nawet w formie meteorologicznej, odczuwamy podmuch owej transcendencji, której filmowi tak nieszczê¶liwie brakuje.

Tak, i w³a¶nie wtedy daje siê s³yszeæ g³os Boga Ojca. Ale zdroworozs±dkowy widz (a równie¿, mam nadziejê, i wierny) zrozumie, ¿e Bóg Ojciec w³a¶nie w¶ciek³ siê na Mela Gibsona.

Glosa

Ten mój Zapisek na pude³ku od zapa³ek wywo³a³ na internetowej stronie tygodnika „L'Espresso” o¿ywion± dyskusjê. Jak by³o do przewidzenia, jedni byli za, drudzy przeciw. Ale w¶ród licznej rzeszy tych, którzy byli przeciw (pominê takich, którzy wrêcz oskar¿yli mnie o to, ¿e sta³em siê longa manus ¿ydowskiego lobby), wiêkszo¶æ by³a zdania, ¿e ironizujê na temat Mêki Chrystusa (tej historycznej), a nie na temat Pasji Gibsona.

To znaczy, ¿e nie potrafili dojrzeæ ró¿nicy miêdzy Chrystusem z filmu a Chrystusem z Ewangelii. Oni nie patrzyli na aktora, który wcieli³ siê w postaæ Jezusa, oni ujrzeli Jezusa z krwi i ko¶ci.

Uto¿samiæ wyobra¿enie z Rzecz± Sam± – to jedna ze wspó³czesnych form ba³wochwalstwa.

W ka¿dym razie winien jestem wdziêczno¶æ czytelnikowi, który napisa³: „Drogi Umberto, nigdy Ci nie wybaczê, ¿e opowiedzia³e¶ mi zakoñczenie filmu”.

03:06, andsol-br
Link Komentarze (3) »
poniedzia³ek, 08 lutego 2010
Poczdam (2)

Cykl urywków z Meeting at Potsdam (autorem jest Charles L.Mee) zacz±³em tutaj. Dzi¶ zamieszczam fragment rozdzia³u XIII zatytu³owanego Fantazje i koszmary.

Na konferencji w Teheranie, Roosevelt i Churchill zgodzili siê na przyznanie Rosji portu Köningsberg w Prusach Wschodnich, i w Poczdamie Stalin prosi³ o potwierdzenie tego porozumienia. Zgodnie z amerykañsk± relacj± z rozmów „Rosjanie narzekali, ¿e wszystkie porty ba³tyckie zamarza³y. Zamarza³y na d³u¿ej czy na krócej, ale zamarza³y. Rosjanie o¶wiadczali, ¿e potrzebowali przynajmniej jednego portu bez lodu, odebranego Niemcom”. Tak Truman jak i Churchill zgodzili siê natychmiast i w atmosferze wytchnienia i serdeczno¶ci, dnia 23 lipca potwierdzili umowê z Teheranu.

George Kennan, który nie by³ obecny w Poczdamie, by³ zaskoczony tym porozumieniem. W istocie, zauwa¿y³ Kennan, Rosja mia³a ju¿ trzy porty „w praktyce wolne od lodu”: Ventspils [Windawa], Liepaja [Lipawa] i Balitsky [?]. „Z drugiej strony, Königsberg le¿y 49 km od otwartego morza , na koñcu sztucznego kana³u, który zamarza przez wiele miesiêcy w roku i wymaga lodo³amaczy, by utrzymaæ go otwartym. Ponadto, Königsberg jest dostêpny tylko dla statków o ¶redniej wyporno¶ci, z zanurzeniem nie przekraczaj±cym 25 stóp. W obu aspektach jego jako¶æ nie ró¿ni siê wiele od Rygi, która ju¿ przypad³a Zwi±zkowi Radzieckiemu...”

Ale ¿aden z tych faktów nie przeszkadza³ Stalinowi i nikt nie zamierza³ sprzeciwiæ siê mu. Wrêcz odwrotnie, gdy Truman wróci³ do Stanów Zjednoczonych, cierpliwie wyja¶nia³ spo³eczeñstwu amerykañskiemu, ¿e uwa¿a³ za s³uszne zaspokojenie odwiecznej chêci Rosjan posiadania niezamarzaj±cego portu. Taka by³a w³adza Trzech Wielkich, ¿e nie tylko mogli zmieniaæ granice, tworzyæ sfery wp³ywów, sprawiæ, by miliony Niemców istnia³y lub znik³y – lecz tak¿e mogli rozpu¶ciæ lód w Köningbergu. Ta ich wspólna fantazja sta³a siê faktem w Radzieckiej Encyklopedii z 1953, która, odmiennie od uprzedniego wydania, opisywa³a Köningsberg jako „wolny od lodu”. Kennen doszed³ do oczywistego wniosku: „je¶li kto¶, po 1945, my¶la³, ¿e widzia³ lód na kanale w Köningsbergu, nie widzia³, nie. To by³o z³udzenie o¿ywiane anty-sowieckiemi przes±dami.”

Ma³y obrazek, st±d wyciêty, barwniejsz± uczyni tê historyjkê.

01:24, andsol-br
Link Komentarze (1) »
niedziela, 07 lutego 2010
Choremu otuchê nie¶æ

...potem z siostr± jego mówi³em – potem by³y przerwy kaszlu, potem moment nadszed³, ¿e nale¿a³o go spokojnym zostawiæ, wiêc ¿egna³em go, a on, ¶cisn±wszy miê za rêkê, odrzuci³ sobie w³osy z czo³a i rzek³: „...Wynoszê siê!...” – i pocz±³ kas³aæ, co ja, jako mówi³, us³yszawszy, a wiedz±c, i¿ nerwom jego dobrze siê robi³o silnie co¶ czasem przecz±c, u¿y³em onego sztucznego tonu i ca³uj±c go w ramiê rzek³em, jak siê mówi do osoby silnej i mêstwo maj±cej: „...Wynosisz siê tak co rok... a przecie¿, chwa³a Bogu, ogl±damy siê przy ¿yciu”.

A Chopin na to, koñcz±c przerwane mu kaszlem s³owa, rzek³: „Mówiê ci, ¿e wynoszê siê z mieszkania tego na plac Vendôme...”

Cyprian Kamil Norwid, Pisma wybrane, ¦wiat ksi±¿ki 2002, str.239.

Informacja o siostrze to bonus :) Jak widaæ – mia³.

00:01, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
sobota, 06 lutego 2010
Kulmowa - Ubóstwo

Obieca³em przypomnieæ te cykle Aporemów Joanny Kulmowej, których nie ma w Sieci i dzisiaj zamieszczam 5 miniaturek umieszczonych w rozdziale Ubóstwo.

Przypomnê te¿, ¿e Kulmowa pamiêtana jest w Kraju jako autorka dla dzieci. No to, maleñstwa, przykucnijcie przy blogu.

1
„Mowa jest srebrem –
milczenie z³otem.”
Czy trup ¿ebraka
milczy
w³a¶nie o tym?

2
Dno ubóstwa:
przenicowanie bóstwa.

3
Figaro zbija³ fortunê
dopóki
czesa³ pañskie peruki.
Lecz gdy na bieg historii wp³yn±³
odci±³ sobie niebacznie dochód
gilotyn±.

4
Tylko trzech mo¿nych by³o pomiêdzy tysiêczn± ho³ot± –
lecz Bóg uparcie pamiêta
mirrê
kadzid³o
z³oto...

5
Có¿ jada ko¶cielna myszka?
Ot – ogarek w±tlutki.
A przecie¿ chwali sobie wolno¶æ.
I brak trutki.

04:05, andsol-br
Link Komentarze (2) »
pi±tek, 05 lutego 2010
Poczdam (1)

Ca³e szczê¶cie, ¿e w szko³ach nauka historii to dzielni królowie, piêkne podboje i patriotyczny lud, bo przecie¿ s³ysz±c prawdê m³odzie¿ demoralizowa³aby siê okropnie szybko. Ale gdy charakter ju¿ jest ustalony i ma niewielk± szansê na wymianê, rosn±ca ciekawo¶æ faktów nie grozi moraln± katastrof±. Odwiedzaj±cym ten blog doros³ym osobom, przekonanych (jak ja), ¿e w kwestii danych grano z nimi przewa¿nie w bambuko, przekazujê zaczynaj±cy siê teraz cykl jednotematycznych wpisów, zawieraj±cych kêsy ksi±¿ki Spotkanie w Poczdamie (Meeting at Potsdam). Wkrótce po pierwszym wydaniu w 1975 roku by³a to „Ksi±¿ka miesi±ca”, ale miesi±c min±³ i po tylu latach ma sens przypomnieæ j±. Autor, Charles L. Mee, ma teraz prawie 72 dwa lata i wikipedia opowie jak je u¿ywa³. Tu istotne jest, ¿e jako do¶wiadczony autor teatralnych sztuk wiedzia³, ¿e odbiorcy nie nale¿y nudziæ, co odró¿nia go od wiêkszo¶ci osób dokumentuj±cych niedawn± przesz³o¶æ.

Przedstawiane urywki pojawi± siê w sekwencji logicznej, lecz nie tematycznej czy chronologicznej. Logik± wyboru rz±dzi upa³. Gdy jest ponad 30°C, sk³onny jestem wybieraæ kawa³ki krótsze. Ach, t³umaczenie (azali¿ pierwsza próba przek³adu na polski?) jest obijalne, bo niebezpo¶rednie z orygina³u. Ponadto zak³adam, ¿e kto tu siê pojawia nie potrzebuje wyja¶nieñ dotycz±cych trzech jedno¶ci tego dramatu.

Dzisiejszy urywek (a mam 33°C) wyjêty jest z rozdzia³u XVII. Nowa ekipa brytyjska (Labour Party wygra³a wybory i Churchill nie spotka siê ju¿ z jak¿e lubionym przezeñ Joe) pojawia siê na scenie i poznawszy szybko Stalina noc± pojawia siê w „Bia³ym Domku” na towarzyskie spotkanie z Trumanem. Bohaterem epizodu jest Ernest Bevin, nowy brytyjski minister Spraw Zewnêtrznych. Natomiast admira³ William D. Leahy, cz³onek delegacji USA, wybór w pewnej mierze zawdziêcza swoim zaletom: „by³ przewidywalny [...] i nieodmiennie lojalny swemu szefowi”.

W pewnym momencie w ci±gu rozmowy Bevin zbli¿y³ siê do mapy na ¶cianie gabinetu Trumana, by zilustrowaæ co¶, co mówi³ o Polsce. Gdy Anglicy poszli sobie Leahy powiedzia³ Trumanowi, ¿e jedyne, co „wyk³ad Bevina przy mapie” pokaza³, to ¿e Bevin niewiele wiedzia³ o Polsce. Leahy zapamiêta³, ¿e prezydent zgodzi³ siê z tym.

02:59, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 lutego 2010
Zatka³o mnie

Publicysta Matthew M. Anger zmarnowa³ u mnie kredyt, którym obdarzam nieznanych mi autorów, gdy ³upn±³ tak± bredniê na temat papieskich postaw dotycz±cych „rytualnych mordów”:

Ostatni przypadek, gdy który¶ papie¿ odrzuca³ takie gwa³towne plotki, nast±pi³ gdy ¦w. Pius X interweniowa³ w obronie rosyjskiego ¯yda, Mendela Bejlisa, któremu wytoczono proces w 1913 roku za „mord rytualny”, jawnie absurdalne oskar¿enie bez dowodów. Pod naciskiem Watykanu, car Miko³aj go uwolni³.

Nawet gdybym nie pisa³ o procesie Bejlisa przed dwoma laty oraz nigdy o sprawie nie s³ysza³, i tak groteskowo wygl±da³aby mi informacja o Watykanie wywieraj±cym naciski na cara, i o carze uwalniaj±cym podejrzanego ¯yda. A gdyby cz³owiek ów przynajmniej do Wikipedii zajrza³, doszed³by do wniosku, ¿e to Czarna Sotnia a nie Watykan przyczyni³a siê do uwolnienia oskar¿onego (na ³awie, w¶ród 12 przysiêg³ych, wszystkich chrze¶cijan, 7 by³o z tej anty¿ydowskiej organizacji).

Pó¼niej rozbawi³ mnie on gdy w jakim¶ artykule opar³ siê na danych „polskiego historyka, prof. Macieja Giertycha”. Oczywi¶cie nie wspomnia³, ¿e to historyk smokologii.

Ale tym razem przebi³ to wszystko... Zastanawia ciê czemu wracam do tekstów tak kompromituj±co nierzetelnego cz³owieka? Przyczyna prosta, wda³em siê w lektury dotycz±ce Piusa XII i to nie moja wina, ¿e co czytam kogo¶ go broni±cego to napotykam my¶licieli tej jako¶ci. Ostatnio napotkana próbka jest u nas nawet w formie ksi±¿kowej, w pracy zbiorowej Ukrzy¿owany zgorszeniem dla ¿ydów z 2002 (wydawnictwo skromnie zwie siê Te Deum). Kto¶ to wystawi³ w Sieci i mo¿esz sprawdziæ czy passus ten dzia³a na ciebie tak jak na mnie. Tak czy inaczej, ostrzeg³em. A teraz cytujê:

Je¿eli konkretni katolicy, w³±czaj±c w to duchownych, byli obojêtni albo nawet wspierali nazistowski eksperyment, ich moralne zaniedbania nie s± bezprecedensowe. Z drugiej jednak strony, b³êdy te nie stanowi± wiêkszego oskar¿enia dla naszej Wiary ni¿ tchórzostwo nowoczesnych "katolików", którzy ignoruj± lub nawet wspieraj± tzw. regulacjê poczêæ, która poch³onê³a wiêcej ofiar, ni¿ hitleryzm i stalinizm razem wziête.

03:24, andsol-br
Link Komentarze (6) »
¶roda, 03 lutego 2010
Jak zostaæ cenionym przez historiê politykiem

¦cie¿ka by³a ju¿ nieco przetarta, ale zaros³a w ci±gu d³ugiego okresu chwastami i Kraj znowu przedziera siê przez nie, krocz±c ku prawdziwemu kapitalizmowi. Mo¿na optymistycznie stwierdziæ, ¿e ju¿ dotarli¶my tam, gdzie Europa by³a przed stu laty. Dlatego szukaj±cy drogowskazu z napisem „ad astra” m³ody polityk móg³by zainteresowaæ siê tym, co my¶la³ Clement Attlee; ten cz³owiek jest nieodmiennie sytuowany w badaniach opinii publicznej w¶ród najlepszych brytyjskich premierów XX wieku.

Otó¿ w swej ksi±¿ce z 1920 roku Dzia³acz spo³eczny Attlee napisa³:

W cywilizowanej spo³eczno¶ci, choæby sk³ada³a siê z licz±cych na siebie jednostek, zawsze znajd± siê osoby nie potrafi±ce w pewnych okresach swego ¿ycia zadbaæ o siebie – i problem tego, co ma siê z nimi staæ mo¿e byæ rozwi±zany na trzy sposoby. Mog± byæ pozostawione sobie, mog± otrzymaæ od zorganizowanej spo³eczno¶ci opiekê jako swoje prawo, oraz mog± oczekiwaæ dobrej woli jednostek tej spo³eczno¶ci. Pierwsze jest nie do przyjêcia, a co do trzeciego: dobroczynno¶æ mo¿liwa jest bez utraty godno¶ci tylko miêdzy równymi. Zapewnione prawnie ¶wiadczenia, takie jak renty w posuniêtym wieku, nie przynosz± tyle goryczy co dotacje przyznawane biednemu przez bogatego, zale¿ne od pogl±dów dawcy o charakterze odbiorcy i mog±ce skoñczyæ siê wedle jego widzimisiê.

Argumentacja k³adzie nacisk na kwestiê godno¶ci, a nie kosztów. Czy nie daj Bo¿e Panie/Panowie maj± k³opoty ze zrozumieniem tego tekstu?

PS. Z ostatniej chwili: w³a¶nie czytam w nowym wpisie Je¿a Wêgierskiego o niepokoj±cych tendencjach idealizowania dyktatury Kádára. Cytuje on pewne zjawiska, które maj± z tym zwi±zek, w¶ród nich to: „W ca³ej EU tutaj jest najni¿sza gotowo¶æ pomagania s³abszym (starszym, chorym, uchod¼com, itd.)”

02:58, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 lutego 2010
S³ów tyle ile trzeba

Zwi±zki sztuki i rzeczywisto¶ci zale¿± nie tylko od spo³eczeñstwa ale i od okresu. Rabindranath Tagore mia³ w niskim powa¿aniu który¶ utwór muzykalny baroku, bo imitowa³ ¶piew skowronka. Mo¿e mia³o to dlañ estetykê jelenia na rykowisku. Ca³y ¶wiat Islamu jest pe³en wyrafinowanych wzorów geometrycznych, a odrzuca przedstawianie ludzkich twarzy. Ale w Europie nie zawsze s³ownictwo przypominaj±ce realn± ludzk± mowê by³o dopuszczalne w formach literackich. Zabawne, ¿e m³odopolskiej literaturze odbi³a szajba i u¿ywa³a udziwacznionego jêzyka o sk³adni bizantyjskiej.

Te zjawiska s± z pewno¶ci± badane w niejednej pracy doktorskiej, wiêc wystarczy tu tylko wspomnieæ, ¿e istniej±. I ¿e bywaj± okresy „parcia na rzeczywisto¶æ”, gdy arty¶ci staraj± siê w³±czyæ ca³e jej gotowe bloki do swoich tworów, nierzadko ograniczaj±c do niezbêdnego minimum w³asny dostrzegalny wk³ad. Muzyka konkretna, obrazy z collage, formy literackie lepi±ce teksty gazet i dokumentów.

By³ cz³owiek, który zdo³a³ skomponowaæ ca³e dzie³o ze zdañ doskonale na¶laduj±cych wiadomo¶ci prasowe. Nie by³a to zaledwie gra s³ów, bo doniesienia o zgonach, skandalach, spiêciach spo³ecznych malowa³y wizerunek epoki tak nieprzychylny, ¿e móg³ zast±piæ okrzyk oburzenia kogo¶ ¿±daj±cego zmiany systemu. Wydaje siê, ¿e rozwija³ styl pisz±c dla swych kolegów memoranda i raporty gdy pracowa³ w Ministerstwie Wojny w latach 1881-1894.

Félix Fénéon by³ zwolennikiem anarchizmu ale nie bra³ udzia³u w zamachach i gdy kiedy¶ zosta³ aresztowany, policja nie zdo³a³a obwiniæ go za ¿adne dzia³ania. Choæ typ francuskiej demokracji z koñca XIX wieku nie przystaje do naszych pojêæ o wolno¶ciach osobistych, to jednak posiadanie pogl±dów nie by³o karalne.

Swoje miniaturki drukowa³ w 1906 roku w gazecie Le Matin. Mia³y od 100 do 135 znaków graficznych. Wystarcza³y, by Guillaume Apollinaire orzek³, ¿e ju¿ przed futurystami Fénéon „wyzwoli³ s³owo”. Ale choæ by³ krytykiem, wydawc±, przyjacielem wielu s³ynnych artystów, nie chcia³ byæ publikowany. Powiedzia³ kiedy¶, ¿e jego aspiracj± jest milczenie. Chyba ma to zwi±zek z jego wcze¶niejsz± kpin±: „jestem jak te ma³py, co milcz± ze strachu, ¿e Murzyni przymusz± je do pracy”.

Jego towarzyszka zachowa³a wycinki prasowe, sta³y siê one podstaw± ksi±¿ki Les Nouvelles en trois lignes wydanej w 1948 roku. Potem odszukano w prasie inne jego pere³ki i kolejne wydania ros³y rozmiarami i wp³ywami. Jeden z krytyków nazwa³ je „skondensowan± Komedi± ludzk±”.

W 2007 pojawi³o siê w Stanach t³umaczenie Novels in Three Lines (Powie¶ci w trzech liniach) i Félix Fénéon zaistnia³ w ¶wiecie.

Oto parê próbek.

W sporze politycznym dziennikarz, pan Bégouen i pose³, pan Bepmale, wyzwali siê od „z³odzieja” i „k³amcy”. Dosz³o do pojednania.

„Je¶li mój kandydat przegra, zabijê siê”, o¶wiadczy³ pan Bellavoine z Fresquienne w Seine-Inférieure. Zabi³ siê.

By³ to ju¿ dworzec w Vélizy, ale poci±g jeszcze siê toczy³. Niecierpliwa pani Gieger po³ama³a nogi.

Bóg nie dba ju¿ o pijaków: Kersilie, z Saint-Germain, który wzi±³ okno za drzwi, jest martwy.

Pomoc kuchenna z Nancy, Vital Frérotte, która w³a¶nie wróci³a z Lourdes uleczona z gru¼licy, zmar³a w niedzielê przez pomy³kê.

Siedemdziesiêcioletni ¿ebrak Verniot, z Clichy, umar³ z g³odu. W swoim sienniku ukrywa³ 2000 franków. Ale nie nale¿y uogólniaæ.

Miêdzy Vautour, Lenoir oraz Atanisem w kawiarni na Rue Fontaine dosz³o do wymiany paru kul w kwestii tycz±cej ich ¿on, które nie by³y obecne.

Zbyt wiele osób og³asza „obetnê ci uszy”. Vasson, z Issy, nie powiedzia³ s³owa Biluetowi, ale obci±³ krótko i g³adko.

Odpalona przez jej piêcioletniego syna, raca ¶wietlna wybuch³a pod spódnic± pani Roger, z Clichy. Szkody by³y znaczne.

Córy Brestu sprzedawa³y iluzje, tak¿e pod postaci± opium. U wielu policja znalaz³a pastê i fajki.

„Och, wykrzykn±³ przebieg³y cz³ek spo¿ywaj±cy ostrygi, per³a!” Siedz±cy obok biesiadnik kupi³ j± za 100 franków. Cena: pó³tora franka na bazarze w Maisons-Laffitte.

Lekarz przeprowadzaj±cy autopsjê tajemniczo zmar³ej panny Cuzin z Marsylii og³osi³ wyniki: samobójstwo przez uduszenie.

„Macie, nie bêdê wam wiêcej przeszkadza³” powiedzia³ pan Sormet z Vincennes swojej ¿onie i jej kochankowi i wypali³ sobie w ³eb.

Scheid, z Dunkierki, strzeli³ trzy razy do swojej ¿ony. Poniewa¿ za ka¿dym razem spud³owa³, wycelowa³ w te¶ciow±. Strza³ by³ udany.

W Oyonnax panna Cottet, 18, spali³a kwasem twarz pana Besnard, 25. Mi³o¶æ, oczywi¶cie.

03:55, andsol-br
Link Komentarze (7) »
poniedzia³ek, 01 lutego 2010
Mikrotony

Powiedzmy, ¿e 12 pó³tonów to mi ma³o. Gdzie szukaæ wiêkszej obfito¶ci d¼wiêków?

Z przyczyn uczuciowych zacznê od tego pomys³u klawiatury:


bo autor to Polak. I z Wroc³awia. I matematyk. To szkic z artyku³u Jana Mycielskiego Keyboards for pure music, opublikowanego w J.Acoust. Soc.Am 63(6), June 1978. Pierwsza wersja posz³a do redakcji w 1972. Jak to trwa... Wtedy by³ ju¿ w Boulder, Colorado. I niestety zosta³o na pomy¶le. O ile wiem nie u¿yto tego do skonstruowania realnego instrumentu.

Dopisek: ca³y artyku³ Jana Mycielskiego w postaci „technical report” jest dostêpny jako CU-CS-109-77.pdf. Wielkie dziêki, Jurku, za odszukanie tej linki.

Wiêc przejd¼my do gitary, która mog³aby zak³opotaæ niejednego gitarzystê:


– to po¿yczka z artyku³u, w którym mo¿na te¿ znale¼æ d¼wiêki po³o¿one na kó³ku, a tak¿e linki do artyku³ów o muzyce mikrotonalnej. Inny instrument pana J.Dudon to chandravina, za chwilê bêdzie mo¿na go us³yszeæ razem z semantic Daniélou – zdjêcie tej ostatniej klawiatury te¿ jest zamieszczone we wspomnianym artykule.



Je¶li nie masz do¶æ ogl±dania niecodziennych klawiatur, to tu jest ich nieco. A je¶li chcesz wiêcej ballad celtyckich udaj±cych muzykê Indii (oraz na odwrót), to zerknij tutaj. Ale¿ oczywi¶cie, to ten sam Alain Daniélou, o którym w³a¶nie pisa³em. Tancerz, my¶liciel, muzyk, organizator, teoretyk muzyki, twórca instrumentu, pisarz. I to wszystko w ci±gu jednego jedynego ¿ycia.

00:09, andsol-br
Link Komentarze (1) »
niedziela, 31 stycznia 2010
BMR

Tony Blair nie przeprasza lecz atakuje. Trudno by³o wierzyæ w³asnym uszom ale transmisja z BBC by³a dobrej jako¶ci. Ten sam be³kot co przed laty, o broniach masowego ra¿enia, tylko ¿e teraz wpl±tywanie w to Iranu.

Je¶li rzeczywisto¶æ docieraj±ca doñ przez lata na tak odpowiedzialnym stanowisku nie pomog³a mu staæ siê uczciwym i powa¿nym cz³owiekiem, nic go teraz takim nie uczyni. Czyli parê spisanych tu uwag nie jest dla niego ale dla ludzi, na których wp³ywaj± zdjêcia dobrze ubranych ludzi i energiczny g³os. Rzeczy, które piszê, s± doskonale znane, chodzi o ich przypomnienie.

1. Irak i terrorystyczne organizacje. Po osi±gniêciu pe³ni w³adzy ¿adna dyktatura nie wchodzi w spó³ki z nieobliczalnymi idealistami i fantastami. Nie ma potrzeby. Zysk ¿aden, ryzyko wielkie. Hussajn kontrolowa³ poprzez BAAS co chcia³ w Iraku kontrolowaæ, a jego apetyty zewnêtrzne nie by³y podsycane przez brodatych Azjatów a wrêcz odwrotnie.

Sytuacja ta by³a rozgrywana tyle razy w ró¿nych miejscach, ¿e chyba ucz± tego na wstêpnych kursach instytutów politycznych. Je¶li jaka¶ fakcja ma powi±zania z bandziorami (uzbrojonymi idealistami, je¶li wolisz) to dlatego, ¿e nie dominuje w krajowej polityce i stara siê ich wykorzystaæ do swoich, nie dla ichnich celów. Owszem, obecnie w Iranie nie ma ani demokracji ani zdecydowanej dyktatury. 100 lat ba³agani±cych tam w wewnêtrznych sprawach Rosjan, Brytyjczyków i Amerykanów uniemo¿liwi³o doprowadzenie kraju o skomplikowanych stosunkach etnicznych i religijnych do jakiego¶ stabilnego stanu.

2. Zagro¿enie Izraela przez irañsk± broñ atomow±. Je¶li spodziewaæ siê powtórki znanych historycznych schematów, to Iran zrzuci bomby atomowe na dwa irackie miasta o wiêkszo¶ci szyickiej po to, ¿eby Izrael siê wystraszy³.

3. Historia u¿ycia BMR w XX wieku. Proszê zajrzeæ na zestawienie konfliktów opisanych tutaj, chodzi o lata 1915-1988. U¿ywaj±ce broni chemicznych kraje to (alfabetycznie) Francja, Irak, Japonia, Niemcy, UK, USA, W³ochy. Wiêkszo¶æ z nich nie le¿y w Azji.

4. Ryzyko dla ¶wiata zachodniego. Praktyka (po WWII, z odliczeniem wojen kolonialnych czy d±¿±cych do utrzymania nieutrzymywalnych zgni³ych dyktatur) wskazuje, ¿e najwiêkszym ryzykiem w kwestii bezpieczeñstwa jest Exocet. Proszê zobaczyæ tutaj nazwy 29 krajów aktualnie posiadaj±cych tê broñ.

Nawiasem, ogl±daj±c w kanale AXN film Helikopter w ogniu (Black Hawk Down) z 2001, bêd±cy do¶æ uczciwym opowiadaniem o zaj¶ciach w Mogadiszu z 1993 roku, moi synowie spytali mnie: „sk±d ci Somalijczycy mieli takie wyrafinowane bronie?” Sporz±dzi³em listê krajów rado¶nie sprzedaj±cych co maj± czy co produkuj± w kwestii uzbrojenia, ale u¶wiadomi³em sobie, ¿e nie potrafi³bym zrobiæ listy licz±cych siê krajów, które takimi handlami siê nie zajmuj±. Czy kto¶ potrafi utworzyæ tak± listê?

5. Sumienie ¶wiata. Jakikolwiek wyrok w Hadze w procesie Radovana Karadzica mia³by du¿o wiêksz± warto¶æ argumentu politycznego gdyby toczy³ siê równolegle do procesu Tony Blaira w sprawie jego wspó³odpowiedzialno¶ci za ¶mieræ ponad 100 tysiêcy Irakijczyków.

03:45, andsol-br
Link Komentarze (2) »
sobota, 30 stycznia 2010
Okiem ofiary

W czasie jednej z wizyt tutaj drakaina zastanawia³a siê co móg³ sobie my¶leæ syn Abrahama gdy ju¿ siê dowiedzia³, ¿e tatu¶ go nie pokroi na kawa³ki. Dziwne, ale znalaz³em czê¶ciow± odpowied¼. Nie u Izaaka, rzecz jasna, bo nie wiemy nic o dziele „Ja, syn po¶wiêcony”, ale Alain Daniélou pisa³, i to sporo. Przewa¿nie o Wschodzie i erotyzmie, ale te¿ o swojej zdumiewaj±cej rodzinie, w The way to the labyrinth: memories of East and West (ksi±¿ka ta jest w google books). Zacytowane urywki s± ze stron 15 – 17. Alain mówi o swojej matce.

Kiedy¶ s³ysza³em jak mówi³a – s±dzê, ¿e cytowa³a matkê ¦w. Augustyna – „Wola³abym ujrzeæ mego syna martwym ni¿ pope³niaj±cym ¶miertelny grzech”. Moja matka wyg³osi³a te nieszczêsne s³owa z wielk± powag±, wykazuj±c niewiarogodny brak intuicji psychologicznej. Bóg jawi³ siê jakim¶ ojczymem i kochankiem, którego kaprysy matka by³a sk³onna zaspokoiæ choæby i po¶wiêcaj±c w³asnego syna. Tyle razy czyta³a ¯ywoty ¦wiêtych, ¿e nader teatralne i melodramatyczne cechy takiego stwierdzenia nie k³opota³y jej. Gdyby ten Bóg za¿±da³ od niej, by mi, jak Izaakowi, poder¿niêto gard³o, czy by to wykona³a? Czy mo¿e k³ama³a, by lepiej kontrolowaæ swych synów? Jakby nie chcia³o siê na to spojrzeæ, zdecydowanie wygl±da³a na niebezpieczn±.
[...]
Poniewa¿ jako dziecko mia³em gru¼licê, cierpia³em na gwa³towne spazmy p³uc, bronchity i zapalenia op³ucnej. Za ka¿dym razem, gdy to nastêpowa³o, oczekiwano, ¿e umrê. Gdy mia³em oko³o dziesiêciu lat mia³em szczególnie ostry atak. Po poddaniu mnie torturom baniek i gor±cych ok³adów, dobry doktor Tolmer czu³ siê w obowi±zku powiedzieæ matce, ¿e nie by³o ¿adnej nadziei. Matka przysz³a do mego pokoju ze ³zami w oczach i czule ¶ciska³a jej biedne umieraj±ce dziecko du¿o d³u¿ej ni¿ zazwyczaj. Potem posz³a do klasztornej kaplicy, która przylega³a do domu. Po pewnym czasie wróci³a do mego pokoju, spokojna, czu³a, z nik³ym u¶miechem na twarzy. Z nag³a nawiedzi³o mnie odczucie, ¿e ta wzorowa matka z³o¿y³a Bogu ofiarê ze swego najbardziej mi³owanego z posiadanych obiektów, z w³asnego syna. Wype³ni³o mnie to takim gniewem, ¿e ku ogólnemu zdumieniu szybko wydobrza³em. Ale co¶ siê zmieni³o. Wznios³e po¶wiêcenie ¶wiêtej postaci zosta³o udaremnione przez zas³uguj±ce na potêpienie dziecko. Uwa¿nie szuka³em objawów jej z³ego humoru. Mo¿e tylko wyobrazi³em sobie to wszystko. Nigdy nikomu o tym nie mówi³em, ale my¶la³em o tym przez d³ugi czas.

My¶lê, ¿e wielce dopomog³em studiuj±cym z niezawodnej sciaga.pl, która domaga siê:

Rozwiñ biblijn± opowie¶æ o próbie Abrahama. Opisz uczucia Abrahama i Izaaka oraz krajobrazy i opisy przedmiotów.

03:47, andsol-br
Link Komentarze (13) »
pi±tek, 29 stycznia 2010
Czytaj±c Plutarcha

Plutarch? Tak, by³ taki. Kiedy¶ go musiano czytaæ. ¯ywoty s³ynnych mê¿ów. Mo¿e i do teraz czytaæ musz± na historii i filozofii. Ale kto go czyta z dobrej i nieprzymuszonej woli? Chyba nie matematycy.

I dlatego tak d³ugo potrwa³o, nim u niego dostrze¿ono liczby Schrödera. Jak one wesz³y do IX tomu Moralii Plutarcha je¶li Friedrich Schröder je wymy¶li³ w 1870 roku? Zapewne pope³ni³ plagiat z wyprzedzeniem 18 wieków. Ale zauwa¿ono to ca³kiem niedawno.

Co licz± liczby Schrödera, ³atwo je znajdziesz w Wikipedii (np. w angielskiej: Schröder numbers), ale geometryczne skojarzenia i warianty to nowinki z ostatniego wieku. Oryginalnie chodzi³o o to: masz ci±g n znaków, na ile sposobów mo¿esz tam nawstawiaæ pary nawiasów? I okaza³o siê, ¿e kto umie liczyæ liczby Catalana (mo¿e na pocz±tek we¼ trójk±t Pascala) to radzi sobie i z liczbami Schrödera.

A Plutarch tak pisa³:

Chrysyppus mówi, ¿e ilo¶æ z³o¿onych zdañ, które mog± byæ utworzone jedynie z dziesiêciu prostych stwierdzeñ przekracza milion. Hipparch zaprzeczy³ temu pokazuj±c, ¿e z³o¿onych zdañ twierdz±cych jest 103.049, a zaprzeczaj±cych 310.952.

Sam wymiar tych liczb (pamiêtasz, ¿e Grekom notacja dziesiêtna liczb ani siê nie ¶ni³a?) zaskakuje. Ale najwiêksze zaskoczenie pojawi³o siê w 1994 roku gdy maj±cy wówczas 45 lat student matematyki David Hough (zabra³ siê za matematykê dwa lata wcze¶niej) odkry³, ¿e pierwsza z liczb podanych przez Plutarcha to s(10), dziesi±ta liczba Schrödera. Czyli Hipparch jako¶ wymy¶li³ sposób uporz±dkowania zgrupowañ 10 zdañ (bez zmian kolejno¶ci), czyli ustawiania miêdzy nimi „nawiasów” i jako¶ doliczy³ siê ile tego by³o.

Pisa³ o tym w 1997 roku w American Math. Monthly Richard P.Stanley (104, str.344-350).

Co do drugiej liczby, najsensowniejsza wysuniêta hipoteza to ta, ¿e Hipparch pomyli³ siê o 2, bowiem suma s(10) i s(11) to podwojenie liczby 310.954. Sk±d tu bierze siê s(11), czyli jedena¶cie symboli zamiast dziesiêciu? Zapewne chodzi³o o dodatkowe s³owo „nie”, zaprzeczenie. A dlaczego to mia³a byæ ¶rednia z tych dwóch liczb? Ha, bywaj± takie rzeczy, ¿e cz³owiek nie bardzo wie jak siê za to zabraæ. Ale Alexandre Borovik w artykule Coxeter Theory: The Cognitive Aspects pokazuje co¶, co mo¿e i jest prawd±.

No, to¶my sobie poczytali Plutarcha.

03:01, andsol-br
Link Komentarze (5) »
czwartek, 28 stycznia 2010
Liczbowe gry w Wariatkowie

Ostatnio przy drodze prowadz±cej do ¶wiêto¶ci Piusa XII wyrasta coraz wiêcej zdumiewaj±cych liczb odnosz±cych siê do olbrzymich t³umów ¯ydów, uratowanych przez Watykan w ogólno¶ci a Piusa XII w szczególno¶ci.

Tak napisa³em w moim wpisie przed miesi±cem i obieca³em zaj±æ siê uwa¿nie tymi danymi. Có¿, s³owo siê rzek³o... ale gdy obiecywa³em nawet nie wyobra¿a³em sobie jak bêdzie pachnia³a ta koby³ka.

Prawdê mówi±c, temat jest jak bambus, ci±gniesz takie k³±cze i odkrywasz, ¿e to ca³y las, korzeniami oplataj±cy olbrzymi teren. Rozs±dnie bêdzie roz³o¿yæ sobie pracê na etapy a dzi¶ zaj±æ siê tylko jednym jedynym ale bardzo jasnym przyk³adem. Artyku³ w GW z 4 marca 2009 rzecze

300 stron dokumentów, o których informuje fundacja "Pave the way", odnalaz³ w tajnych archiwach Watykanu niemiecki historyk Michael Hesemann. Wskazuj± one na to, ¿e Pius XII przyczyni³ siê do uratowania 80 tysiêcy wêgierskich ¯ydów, przekonuj±c rz±d w Budapeszcie by odst±pi³ od ich deportacji. Dziêki papie¿owi 12 tysiêcy ¯ydów mieszkaj±cych w innych krajach Europy uzyska³o wizy do Dominikany. [...] Przekona³ te¿ rz±d Brazylii do przyjêcia 3 tysiêcy ¯ydów i pomóg³ w wystawieniu im fa³szywych aktów chrztu by mogli zostaæ uznani za "aryjczyków".

Odmienianie minionego ¶wiata traktuj±c go niczym opowiadanie s-f bardzo podnosi temperaturê fraz cisn±cych siê na my¶l, ale nie odda³bym tym nikomu dobrej przys³ugi. Muszê opowiadaæ (a najlepiej: cytowaæ) jak najspokojniej, wierz±c, ¿e czytelnik, jak sama nazwa wskazuje, potrafi czytaæ.

Zacznê od przyczyniania siê w kwestii ¯ydów wêgierskich. Zwrot ten nie opisuje dzia³añ, wiêc nieco specyficznych informacji o tej sprawie zaczerpnê z tego opracowania (Alija, Julian Grzesik str.16-17):

Niemcy respektowali suwerenno¶æ Wêgier do marca 1944 r., na skutek czego, kraj ten stanowi³ dla ¯ydów bezpieczn± wysepkê na morzu Zag³ady. Sytuacja uleg³a jednak radykalnej zmianie, gdy w marcu 1944 roku zjawia siê na Wêgrzech Eichmann ze swym dziesiêcioosobowym zespo³em, by na miejscu nadzorowaæ ostateczne rozwi±zanie. [...] Hitlerowcy [...] czynili konsekwentne przygotowania do ostatecznego Rozwi±zania, czyli deportacji 600 000 ¯ydów mieszkaj±cych w owym czasie na Wêgrzech. W akcji ratowania ¯ydów wêgierskich, zaanga¿owa³y siê ambasady pañstw neutralnych, jak Szwajcarii, Hiszpanii, Portugalii i Szwecji. Udziela³y one paszportów, przyznawa³y obywatelstwa, zapewnia³y pobyt i pracê w swych krajach. Szczególn± aktywno¶æ w tym wzglêdzie przejawia³ sekretarz ambasady szwedzkiej Raul Wallenberg. Dziêki tym zabiegom uda³o siê ulokowaæ w obozie pod Budapesztem - pod ochron± pañstw neutralnych - 33 000 ¯ydów z paszportami zagranicznymi. [...] Obóz w O¶wiêcimiu zosta³ specjalnie przygotowany na przyjêcie ¯ydów wêgierskich. W tym celu podci±gniêto tory kolejowe pod samo krematorium. Ca³y okres deportacji ¯ydów wêgierskich trwa³ nie d³u¿ej ni¿ dwa miesi±ce. [...] Dziesi±tki tysiêcy ¯ydów wêgierskich pad³o ofiar± spontanicznych pogromów, bowiem w getcie budapeszteñskim znajdowa³o siê wówczas oko³o 160 000 ¯ydów. Dziêki syjonistom ¶wiat dowiedzia³ siê o dokonywanych na Wêgrzech deportacjach. Posypa³a siê lawina protestów ze strony pañstw neutralnych oraz Watykanu. Nuncjusz papieski nie omieszka³ przy tym wyja¶niæ, ¿e protest Watykanu nie zrodzi³ siê z „fa³szywie rozumianego wspó³czucia”. Dostarczono aliantom listê 70 osób, g³ównie odpowiedzialnych za te zbrodnie. Lista ta zosta³a publicznie og³oszona, przy czym zapowiedziano surowe ukaranie tych osobników. Ponadto Roosevelt wystosowa³ ultimatum, w którym zagrozi³, ¿e „los Wêgier bêdzie inny ni¿ wszystkich krajów cywilizowanych (...) o ile deportacje nie zostan± przerwane”. Na potwierdzenie tej pogró¿ki, 2 lipca 1944r. dokonano silnego bombardowania Budapesztu. Pod tak± presj± Wêgrzy podjêli decyzjê przerwania deportacji.

Z kolei, 12 tysiêcy ¯ydów i Dominikana. Wizy dosta³o 5 tysiêcy, wjecha³o tam 645 osób. Sprawa jest d³u¿sza i ciekawa. I nie ma zwi±zku z Piusem XII, lecz z Rooseveltem, wiêc mo¿e poczekaæ na na osobny wpis. Proszê jeszcze nie klikaæ na tê linkê, bo wpis zmaterializuje siê w lutym.

Teraz Brazylia. „Przekona³ te¿ rz±d Brazylii do przyjêcia 3 tysiêcy ¯ydów i pomóg³ w wystawieniu im fa³szywych aktów chrztu by mogli zostaæ uznani za "aryjczyków"”.

Niedawno pisa³em o ksi±¿ce Avrahama Milgrama „¯ydzi z Watykanu”


T³umaczmy podtytu³: „Próba ratowania katolików – nie-aryjskich – przed Niemcami w Brazylii poprzez Watykan”. Ocalono zaledwie 959 osób. Liczbê 3 tysiêcy zasugerowali w 1939 roku Brazylijczycy. Apel do Piusa XII wys³ali (niezale¿nie od siebie) kardyna³ z Monachium Faulhaber i biskup z Osnabrücku Berning, szukaj±cy od 1938 roku jakiego¶ ratunku dla katolików ¿ydowskiego pochodzenia. Biskup Berning pisa³ do papie¿a prosz±c, by uzyska³ u brazylijskiego dyktatora 3 tysi±ce wiz

[...] nicht den ohnehin in Palestina und USA so stark bevorzugten mosaichen Juden sondern den so sehr benachteiligten christlichen Nichtariern zukommen zu lassen, die in Deutschland durch die Kirche erreicht und auf ihre Würdigkeit leicht geprüft werden könnten.

[...] nie dla ¯ydów wiary moj¿eszowej, którzy tak silnie s± preferowani w Palestynie i USA, lecz by pozwoliæ odszukaæ dyskryminowanych nie-aryjskich chrze¶cijan, których w Niemczech mo¿na przez Ko¶ció³ napotkaæ i bez trudu dowie¶æ czy na to zas³uguj±.

Kryterium praktyczne: ¶wiadectwo chrztu sprzed 1935 roku – oraz bardzo wysoka op³ata celna, który to wymóg wykluczy³ chrze¶cijan nie-aryjskich a biednych. Ale o tym innym razem. Co do chrztu, w pierwszej grupie 200 osób mia³o byæ paru ochrzczonych w Belgii ¶wie¿ej daty, wiêc strona brazylijska za¿±da³a

che gli ebrei ai quali se accorda l'ingresso in Brasile debbono essere battezzati da qualche anno almeno

by ¯ydzi, którym przyzwala siê na wjazd do Brazylii byli ochrzczeni przed przynajmniej paru laty

a ambasada brazylijska w Watykanie poinformowa³a (co zanotowa³ dostojnik watykañski), ¿e

Il Brasile non fa questione di razza, ma di religione.

Dla Brazylii nie ma znaczenia rasa, lecz religia.

Kto tu pisa³ o „fa³szywych aktach chrztu” wyra¼nie nie mia³ pojêcia o czym mówi³.

Ca³a ta rozmowa w gruncie rzeczy jest niepotrzebna, bo prawdê mówi±c po pierwszym zdaniu

300 stron dokumentów, o których informuje fundacja "Pave the way", odnalaz³ w tajnych archiwach Watykanu niemiecki historyk Michael Hesemann.

mo¿na by³o... ach, obieca³em zachowywaæ siê spokojnie. Wyja¶niê wiêc tylko, ¿e nie ma potrzeby czekaæ na publiczne ujawnienie owych „dokumentów odnalezionych w Watykanie”, obiecane przez historyka na rok 2013, bo wystarczy przyjrzeæ siê fundacji „Torujmy drogê”. Jej twórca, Gary Krupp, uwielbia JPII i ma ku temu powody, to nie lada sztuka dla ¯yda zostaæ uszlachconym w Watykanie. Tylko 7 ¯ydom to siê uda³o. Z liczbami czêsto bywa na bakier, nie zastanawia siê jakim cudem móg³ papie¿ ukryæ „przed nazistami jednego tylko dnia 7000 ¯ydów” – chodzi oczywi¶cie o moment gdy Niemcy, po wyabdykowaniu Mussoliniego, weszli do Rzymu. Przedtem ¯ydzi ¿yli tam spokojnie, W³osi ich nie tykali. Niemcy wys³ali na ¶mieræ ponad tysi±c ich. S± dowody, ¿e irlandzki ksi±dz Hugh O'Flaherty uratowa³ wielu (wraz z alianckimi ¿o³nierzami 4000 osób). No to ¼le siê to sumuje, bo w Rzymie ¿y³o wówczas ko³o 7 tysiêcy ¯ydów.

Mniejsza o to. On jest ideologiem. Cz³owiekiem od faktów jest jego historyk, Michael Hesemann. I tu jest p³ytko pogrzebany strasznie ¶mierdz±cy pies.

Pan ten ma w swoim dorobku wiele ksi±¿ek, o wielu wa¿nych sprawach. O pierwszym papie¿u (zdumiewaj±ce odkrycie grobu pod bazylik± ¦w. Piotra), o Tajemnicy Fatimy, o krêgach zbo¿owych, o tajnej historii UFO, o odkryciu ¦wiêtego Kielicha – no i tu nale¿y wliczyæ jego odkrycie, ¿e Pius XII uratowa³ 850 tysiêcy ¯ydów i od pocz±tku popiera³ syjonizm. Ach, nie od rzeczy jest wspomnieæ, ¿e arcybiskup Dziwisz bardzo go ceni.

Ciekaw jestem czy dziennikarz GW, który postanowi³ oprzeæ swe doniesienie na tak godnym zaufania ¼ródle, by³ na haju czy po prostu po trzech setkach.

05:27, andsol-br
Link Komentarze (10) »
¶roda, 27 stycznia 2010
O fanklubach pierwiastków

Czy znasz rozwa¿ania, w których staranna analiza wielu dokumentów z Sieci pozwala na naukowe wyci±gniêcie wniosków o spo³eczeñstwie? Ciesz siê, tu niczego takiego nie bêdzie, bo zastanawiaj±c siê nad jednym jedynym wpisem Romana J. wyci±gnê nienaukowe wnioski i jest spora szansa, ¿e siê ze mn± zgodzisz mimo braku przypisów i socjologicznych analiz.

Chodzi mi o to, ¿e jego wpis sprzed 32 miesiêcy Jak Obliczyæ Pierwiastek Si³± Woli i O³ówkiem mia³ parê tysiêcy czytelników.

Oj, trzeba szybko wyja¶niæ sk±d mam tak± szpiegowsk± wiedzê o czytelnikach jego blogu. A zamie¶ci³em tam komentarz i ilo¶æ wizyt, które przysporzy³o to memu blogowi pozwala mi na takie supozycje.

No i w czym rzecz? Ano, Roman, technicznie wykszta³cony, mia³ na studiach sproro nieelementarnej matematyki, ale nie jest matematykiem. Przygotowuj±c ów wpis dzia³a³ jako amator, którego pewne zjawisko matematyczne zaciekawi³o i chcia³ przekazaæ innym swój moment fascynacji. I zdo³a³ to uczyniæ.

W jego wpisie nie ma obietnic, ¿e opanowanie przedstawionego tam algorytmu przyniesie podwy¿kê pensji, lepsze naszkicowanie trajektorii budowanej w domu rakiety czy ogólny rozwój mentalny, przynosz±cy harmoniê w rodzinie. Po prostu opowiedzia³ o czym¶, co mia³ za ciekawe zjawisko. A jego czytelnicy z pewno¶ci± nie kierowali siê wzglêdami u¿ytkowymi, bo szybciej wyci±galiby pierwiastek otwieraj±c swoje kalkulatorki i wype³niaj±c taki przepis na niemy¶lenie: „liczba klik pierwiastek klik”.

Przed laty, gdy mo¿na by³o klikaæ siê tylko w czo³o, bo kalkulatory nie istnia³y, owa technika by³a przymusowa i dzieci cierpia³y przez ni±. Nie ma danych porównuj±cych ilo¶æ ofiar kokluszu i wyci±gania pierwiastka w owych czasach, ale nie wykluczam, ¿e by³y przypadki samobójstw. Podrêczniki z ow± technik± gruntownie szlag trafi³ i sztuka wyci±gania pierwiastka si³± woli ujawni³a swoj± zasadnicz± cechê: jest Sztuk±.

Kto wie, mo¿e eliminacja 90% zawarto¶ci programów szkolnych matematyki przynios³aby renesans zainteresowania Sztuk± Zale¿no¶ci i Regularno¶ci w Pozornie Chaotocznym ¦wiecie. A blogi propaguj±ce niebanalne wzory wypar³yby nudn± i sprowadzaln± do 15 zasadniczych schematów pornografiê. Oczywi¶cie, przy wprowadzeniu pewnych obostrzeñ we wstêpie do Blogów Matematycznych – pamiêtasz historiê jak to Tom Sawyer musia³ pomalowaæ p³ot dla cioci?

Mo¿e zastanawiasz siê co mi znienacka odbi³o w ¶rodku lata, by przypominaæ wpis o tym algorytmie. Có¿, mamy w Brazylii bardzo deszczowy styczeñ. Czy to ma zwi±zek z pierwiastkami? Kto wie... A poza tym przeczyta³em niedawno artyku³ o staro¿ytnym pomy¶le, który autor nazywa „greck± drabin±”. Dziwna drabina gdzie co drugi szczebel prowadzi do góry, a pozosta³e – na dó³. Ale niech mu bêdzie. Ta drabina, czyli sposób obliczania √2, to klasyk, nawet u B. Russella w jego historii filozofii siedzi.

Oto ten pomys³: zacznij od pary liczb (1,1). Rób z niej nastêpn± (a potem kolejn± itd) u¿ywaj±c zasady

parê (a b) zast±p par± (a+b 2a+b) .

Kolejne ilorazy b/a bêd± tworzy³y przybli¿enia liczby √2.

Nie powiem tu nic o zwi±zku tych przybli¿eñ z „ci±g³ymi u³amkami” i konsekwencjami zapisania prostego wyra¿enia x²=2 najpierw w postaci (x-1)(x+1)=1, potem jako x=1+(1+x)-1, a potem zwariowanego pomys³u wstawiana iksa skomplikowanego w miejscu iksa prostego. Nie powiem, bo to jest dobrze opisane w wielu miejscach, a chyba wiesz, ¿e unikam t³umu. Ale powiem, ¿e ten artyku³, który wspomnia³em, to zapis wyk³adu Roberta J. Wisnera z zesz³ego roku i ¿e w pokazuje on tam czemu (b/a)² jest coraz bli¿sze liczby 2 – to tak proste, ¿e rzuciwszy tam okiem to zrozumiesz – ale najciekawsze jest, ¿e wpad³ na pomys³ lekkiej modyfikacji tej drabiny.

Przedtem powiem, ¿e móg³ to wymy¶liæ m³ody czy stary, zawodowiec czy laik, ssak czy p³az, takie to proste. Jak raz wymy¶li³ zawodowiec, bo Wisner by³ profesorem matematyki na uniwersytecie w Nowym Meksyku, niem³ody, bo ma teraz ko³o 85 lat a wydaje siê, ¿e pomys³ mu wpad³ do g³owy gdzie¶ 10 lat temu (wiêc i wtedy nie by³ m³ody), ale ka¿dy móg³ to zrobiæ. Mo¿e nie ka¿dy móg³ sprawdziæ poprawno¶æ pomys³u, ale ka¿dy móg³ z tym eksperymentowaæ (to jest wytworny synonim czasownika „bawiæ siê”).

Pomys³ polega na tym, ¿eby liczbê 2 zast±piæ wiêksz± liczb± naturaln± k. To znaczy, znowu zacznij od pary (1 1). A potem

parê (a b) zast±p par± (a+b ka+b) .

Kolejne ilorazy b/a bêd± tworzy³y przybli¿enia liczby √k.

Oj, dla du¿ych k zadanie nie jest dla mê¿czyzn, bo wymaga sporo cierpliwo¶ci. Ci±g ilorazów przybli¿a siê powolutku do √k...

05:00, andsol-br
Link Komentarze (9) »
wtorek, 26 stycznia 2010
¦piewaj±ca ryba

Trochê fa³szuje.

01:33, andsol-br
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91
| < Luty 2010 > |
Pn Wt ¦r Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Zak³adki:
ARCHIWUM czyli
Bie¿±ce lektury
Kiplingowe koty
Na temat
O Kraju
Pogodnie
Popieramoralnie
Przyjazne
Rozsiani
Ró¿ne
Stanê³y
¦wiat
Tyle lektur
Tyle przyrody
Tyle sztuki
Vis in verba
W³asne


To jest zaproszenie do grupy sympatyków w MyBloglog!