Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
czwartek, 04 sierpnia 2016
Przenosiny

Wszystkich moich czytelników zapraszam do odwiedzania Migotania słów w ich nowym lokalu, na Wordpressie.

Pierwszy, dzisiejszy (4 sierpnia 2016) wpis już tam stoi. Tu pozostaną efekty mojej prawie dziesięcioletniej działalności blogowej na Bloksie. Czasami była łatwiejsza, czasami mniej, ale mniej ważne niż kłopoty administracyjne były wizyty moich bardzo cennych komentatorów. Mam nadzieję, że zechcą być ze mną i w nowym miejscu.

Administracji Bloksa dziękuję za dotychczasową gościnę i zasyłam pozdrowienia.

06:15, andsol-br
Link Komentarze (19) »
środa, 03 sierpnia 2016
Paskudna niespodzianka

Z ostatniej chwili.

Przy próbie komentowania na własnym blogu – a parę chwil później przy podobnej próbie dodania komentarza na blogu Kota Behemotha – otrzymałem taki komunikat wygenerowany przez automat made in Blox:


Poprosiłem administrację Bloksa o pomoc, ale w przeszłości z tą pomocą to już różnie bywało (tak, wiem, to byli różni ludzie zatrudnieni na tym samym stanowisku). I to jest ta dodatkowa kropla miodu w czarze goryczy (jak mawia tzw. „Prezes”), bo już od dawna smuci mnie, że trzy osoby, z trzech krajów (a żaden z nich nie jest Kazachstanem słynnym ze swoich swobodnie prowadzących się serwerów) nie mogą ze swoich uniwersyteckich kont dodawać komentarzy do mnie. I chyba w tej sytuacji staje się jasne czemu, mimo zbliżającej się dziesiątej rocznicy mego blogowania tutaj, z dużą i wdzięczną uwagą przeczytam wszelkie sugestie na temat zmiany platformy blogowej. A potrzebuję tylko tego, by móc tam pisać z ogonkami (wolę latin-2), wstawiać obrazki i nie mieć obowiązku reklamowania czegoś odmiennego od produktów umysłów znajomych i mojego.

And so it goes.

PS. Kolejna brednia:

PS. A teraz, dla odmiany, inna:


Że też im się to nie nudzi.

15:53, andsol-br
Link Komentarze (11) »
wtorek, 02 sierpnia 2016
Żyć zgodnie z zasadami

W domu leksykografa na obiad podają najpierw deser, potem sznycel, a na koniec zupę.

04:39, andsol-br
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 01 sierpnia 2016
We are not amused

Urywek o czarnych modnych kostiumach poprzedza informacja, że nie tylko nieświnie nie siadały w kinie, ale też jadąc tramwajem ludzie nie płacili, oddając innym użyty bilet – „drobna rzecz, a uciecha wielka, że nie przysparzamy dochodu okupantowi”. Do tego dochodzi poczucie honoru: „Porządna warszawianka kroczyła ulicą dumnie, na żadnego Niemca nawet nie spojrzawszy”. Potem następuje opis patriotycznej mody, że fryzura nie w niemieckim stylu, kostiumy na czarno, na głowach zrobione z szalików kapturki, no i – proszę, proszę! – „biegały więc po ulicach wyrośnięte Czerwone Kapturki, każda dźwigała koszyczek, a nierzadko pod szmuglowaną słoniną, książkami lub innym prowiantem, leżały granaty, rewolwery i bibuła”.

Scenariusz z Hollywood czy z Bollywood?

Nie, wspomnienia Hanny Zborowskiej. Autorka spisywała je w latach 70-tych i dopiero w XXI wieku postanowiła wydać je jako książkę. Tytuł jej to „Humor w genach” – i jak widać z powyższych cytatów, humor wygląda na mimowolny.

Dla wyjaśnienia: nie widzę niczego niestosownego jeśli bohater podziemia okupacyjnego opisze w swych wspomnieniach ile wódki wypił i ile godzin grał w pokera (choć oglądanie głupich filmów okupanta ześwinia mniej niż chlanie). Albo gdy człowiek z Résistence na paru stronach cieszy się, że pod nosem okupanta zdołał wyhodować najprawdziwszy camembert. Życie i już. I wierzę, że wiele nastolatek nie patrzyło na Niemców, ale ewentualny brak kontaktów z pewnością nie wynikał z odrzucającej ich powierzchowności (ich ubiór i poza sławna była w całej Europie i natychmiastowa brutalność ujawniała się raczej przy napotykanych Żydach), tylko z postawy okupanta, który ze zgrozą myślał o Rassenschande, pohańbieniu rasy. Ale mimo kłopotów z przełożonymi jakoś ją hańbił i jak podają szacunki autorki niedawno wydanej książki „Pokochałam wroga”, dzieci z takich niemiecko-polskich związków pojawiło się około 20 tys. (przypuszczalnie dziesięć razy mniej niż „owoców łona” Francuzek), a jak wiadomo, nie każdy związek owocuje. Więc może nie masowe, ale też nierzadkie zjawisko i po co tu opowiadać patriotyczne bajdy?

Co do niewzbogacania okupanta przez unikanie płacenia za bilet: Warszawa pod okupacją, już po likwidacji getta, mieściła ponad milion Polaków, i z czegoś oni żyli. Pracowali. Dla kogo, dla rządu londyńskiego? Ech, te humorystyczne geny.

Ale wdaję się w sprawę tych wspomnień z powodu rewolwerów i granatów pod słoniną.

Zdaje się gry i rekonstrukcje historyczne są w modzie, proponuję więc kandydatom na bohaterów zrobić ładnie wyglądającą atrapę rewolweru, wsadzić ją do koszyka i przespacerować się po Marszałkowskiej. Starannie wypatrując umundurowanych panów. Naszych, macierewiczowych. Kto po drodze nie zesra się ze strachu, zasługuje na Mały Order Białego Orła Odwagi. Ale po tej przygodzie będzie nieco sceptyczniej podchodził do opowieści o granatach w koszykach Czerwonych Kapturków.

Co oznacza owe niedbale wciśnięte bezmyślne zdanie w rzekomo humorystycznej opowieści o dziewczynce, która chciała mieć za okupacji zgrabny czarny kostiumik?

Ano bardzo prostą rzecz: już od lat jest rynkowe zamówienie na gry i rozrywki o małych, średnich i dużych powstańcach, ubranych jeszcze schludniej niż Niemcy i zawsze przenoszących swe ukryte materiały w koszykach, zaglądanie do których okupantom przecież nie przeszłoby przez głowę.

Nie irytujmy się więc, głos ludu głosem Boga. I jak lud sobie zażyczy, wkrótce na rynku pojawią się gry „ratuj 1000 Żydów” z prawem dla wygrywających do wirtualnego lasu w Yad Vashem.

01:10, andsol-br
Link Komentarze (11) »
niedziela, 31 lipca 2016
Mogło być inaczej

My Arabowie, szczególnie ci, którzy są wykształceni, widzimy z najgłębszą sympatią ruch syjonistyczny. Składamy serdeczne życzenia Żydom wracającym do domu. Działamy razem dla odnowionego i poprawionego Bliskiego Wschodu i obie nasze akcje uzupełniają się wzajemnie. Są to działania narodowe a nie imperialistyczne. W Syrii jest miejsce dla ich obu. W istocie, myślę, że żadne z nich bez drugiego nie może odnieść sukcesu.

Tak pisał emir Fajsal do Feliksa Frankfurtera 3 marca 1919 roku, dwa miesiące po podpisaniu umowy z Chaimem Weizmannem o osadnictwie Żydów w Palestynie. Za dwa lata miał zostać królem Iraku, przesunięty tam przez Brytyjczyków. A adresat miał stać się jednym z najsławniejszych prawników w Stanach Zjednoczonych, przeciwstawiając się histerii antykomunistycznej i wyzyskowi robotników.

Natomiast Bliski Wschód szedł swoją drogą.To znaczy taką, na którą go wepchnęli Francuzi i Brytyjczycy.

06:48, andsol-br
Link Komentarze (15) »
sobota, 30 lipca 2016
Nie do wiary

00:55, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 lipca 2016
Komu ile winy

Słowo się wczoraj rzekło i obrzydliwa kobyła u płota wykręca łeb i zachęca machaniem ogona. Cóż, jedźmy z tą próbą zrozumienia czemu dziś, 70 lat po kieleckim pogromie, tak trudno rozłożyć winy między sowietów, ubecję, motłoch i KRK.

1. Motłoch.

Pogrom wywołał skandal międzynarodowy, którego echa rozbrzmiewały przez wiele lat – i nie mogło być inaczej, skoro z jego przyczyny około stu tysięcy ocalonych z Zagłady i mieszkających w Polsce postanowiło ją jak najszybciej opuścić. Świat poznał dzięki nim szczegóły - ale wygaszanie wiedzy o nich było częścią nieoficjalnej ideologii władz komunistycznych. Dopiero w 50 rocznicę wydarzeń ówczesny minister MSZ Dariusz Rosati mógł oświadczyć, że „Polska przeprosiła za powojenną masakrę Żydów” a w 60 rocznicę Jan Tomasz Gross mógł wygłosić wykład podający takie szczegóły wydarzeń jak rozgrywki między MO i UB czy detale o wywożeniu Żydów za miasto, by tam ich obrabować i zabić. Przez cały okres PRL na temacie leżała przykrywka, a pod nią zarazki antysemityzmu rozwijały się nie gorzej niż za Rp II pod wpływem głośnych przemów endeckich. Jeśli poprawne jest oszacowanie Witolda Kuli, że jedna czwarta miasta miała udział w pogromie, a nie nastąpiło żadne katharsis, stan umysłów tysięcy ludzi dziś może być tak okropny jak wtedy, w roku 1946.

2. KRK.

Antysemityzm u Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego nie był tej samej odmiany. Proces Bejlisa mógł nie zmienić przekonań pierwszego z nich, bo był on w 1913 roku dorosłym człowiekiem i wydaje się możliwe, że przedtem w istocie wierzył w krew dolewaną do macy przez morderców Jezusa i łatwiej mu było odrzucić wyrok rosyjskiego sądu – wiadomo, Żydzi przekupili. Ale drugi z nich był dzieckiem i tylko kompletny kretyn mógł wierzyć potem w takie brednie. Jak widać w książce „Kłamstwo krwi” Jolanty Żyndul, epidemia oskarżeń o rytualne mordy przetoczyła się przez ziemie Królestwa Polskiego do czasu wyroku uniewinniającego Bejlisa i zamarła, więc każdy człowiek, ksiądz czy nie, z mózgiem większym od orzeszka, musiał rozumieć niedorzeczność takich oskarżeń. I w monografii Ronalda Modrasa „Kościół Katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933 – 1939” w cytowanych wypowiedziach księży uderza fakt, że ataki ich nie są kierowane przeciw mordercom Boga i porywaczom chrześcijańskich dzieci, ale przeciw grupie mającej niszczyć wartości moralne i materialne ludu polskiego. A to jest bardzo duża i ważna różnica. I chyba dość łatwo zrozumiała: po paru setkach lat, gdy patriotyzm KRK był bardzo podejrzanej jakości, od początku RP II zbawieniem hierarchów (czyli możliwością zachowania swoich wpływów i majętności) była demonstracja patriotyzmu większego niż u wszystkich polskich królów razem wziętych.

Dlatego dwuznaczność pozycji hierarchów i atak na jednoznaczne poglądy biskupa Kubiny warto widzieć jako zagrywkę polityczną. Kościół z ludem, a przeciw komunistom. Trzeba przyznać, że zręcznie grając KRK wygrał w 1950 porozumienie z rządem i miał się tak dobrze przez prawie cały okres PRL jak nigdzie w świecie opanowanym przez komunistów – a że częścią ceny były przeformułowana nieco dawna wrogość względem Żydów, nie tworzyło dla tej organizacji poważniejszych moralnych dylematów.

Ale dylemat jawi się teraz: uznać dawną winę, część odpowiedzialności za falę mordowania Żydów w Polsce już po wojnie – czy nadal odgrywać rolę strony zawsze uczciwej a często prześladowanej? To jest rozziew leżący u podstaw konfliktu księdza Lemańskiego i biskupa Hosera. I tylko u jednej ze stron jest szansa na KRK godny szacunku.

3. Ubecja.

Przy zmianie systemu politycznego ciągłość instytucji definiujących państwo nie obliguje nowych władz do korzenia się za dawne przewiny. Do spłacania długów i odczuwania odpowiedzialności za konsekwencje dawnych aktów – tak, ale przejęcie władzy nie jest przejęciem moralności czy braku moralności dawnych ekip; przystępując do spowiedzi nowa władza nie ma potrzeby wyznawać dawne grzechy. Ale gdy następuje zawłaszczenie wszelkich danych dawnych służb przymusu (tzw. „służb bezpieczeństwa”) z zagwarantowaniem sobie ich pełnego i wyłącznego używania, tworzy się ciągłość systemową. Utworzony w roku 1998 IPN nie miał i nie ma jednoznacznego charakteru (wkrótce w jednym wpisów blogowych opowiem o jego rozdwojeniu jaźni widocznym w traktowaniu historii jednego z uniwersytetów) i duża część uczciwych badań (np. w kwestii Jedwabnego) została dokonana dzięki jego pracownikom, materiałom i metodologii, ale jeśli przed kilkunastu laty, już w XXI wieku, IPN wśród paru innych absurdów rozważał hipotezę, że ani prowokacji prowadzącej do pogromu kieleckiego, ani też samego pogromu nie było, a wszystko „zostało sfingowane w celu kompromitacji Polaków za granicą”, to władze dyrygujące ruchami IPN-u muszą przyznać, że są naturalną kontynuacją instytucji, której dokumenty IPN posiada – i jasne jest, że przez gardła spadkobierców ubecji prawda o wczesnej ubecji nie przejdzie.

4. Sowieci.

Najbardziej imponującą cechą polskiej polityki kierowanej ku Rosji jest jej tradycyjny idiotyzm. To też będzie (czy też „może być”) tematem jakiegoś przyszłego wpisu, teraz zatrzymam się tylko na paru elementach z niedawnej przeszłości. A mówiąc o nich mam za oczywiste, że klasy rządzące tam są niezbyt odmienne od naszych czy tureckich czy angielskich – więc nawet jeśli mają olbrzymie przewiny na swoim koncie, gdyby można było, wywaliły by to z siebie, żeby łatwiej oddychać i mieć lepsze warunki działania na przyszłość. To wymaga wiele dobrej woli – ale dobra wola może się pojawić tylko i wyłącznie gdy jest wiara w tę dobrą wolę i z drugiej strony. Gorbaczow nie musiał przyznać się do wiedzy o winie Rosji w zbrodni katyńskiej, mógł grać durnia tak jak jego poprzednicy. Jego następcy utrzymali ten ton i zanosiło się, że lepsze czasy nadchodzą. Ale osławiony ze zdolności dyplomatycznych Donald Tusk tak nastawał na upokorzenie Putina i to w czasie jego wizyty w Polsce, że usłyszał to, czego nie chciał, choć jest to zupełną prawdą: że Polska odgrywała pomocniczą rolę w rozrywaniu Czechosłowacji na kawałki i że w tych warunkach ZSRR miał zasadne obawy co do przyszłych polskich działań antyradzieckich. No i dobre klimaty odpłynęły w niebyt na długie lata.

I dlatego nie ma co prosić Rosjan, by pokazali w swoich archiwach co ich agenci wyrabiali w Kielcach w 1946 roku. W tej chwili wiedzą już aż za dobrze, że wyjaśnianie historii nie jest dla Polaków oczyszczaniem atmosfery ale zbieraniem amunicji na kolejną salwę przy absurdalnych wyskokach.

Podsumowanie. Żadna ze stron nie jest zainteresowana mówieniem prawdy.

05:48, andsol-br
Link Komentarze (8) »
czwartek, 28 lipca 2016
Hucpa

Powie ktoś, że w trudnych czasach, gdy z wielu stron donoszą o zamachach bombowych, szczęśliwy to kraj, w którym jedyne bomby to te odszukiwane łatwo ćwiczeniowo-balonowe oraz bombowe wypowiedzi dla prasy. Może to i prawda, ale niepokoi jakość ostatniej bomby, którą wrzuciła pewna paniusia stwierdzeniem, że przypisywanie Polakom pogromu kieleckiego z 1946 roku to „żydowska hucpa” skierowana przeciwko „niewinnemu miastu” i o tym jak zakończyć „żydowski motyw do szantażowania Polski”.

Znana od dawna linia rozumienia historii: ponieważ komunizm to żydowski wynalazek, wiadomo kto sterował sowietami a skoro to właśnie sowieci zabijali Żydów w Kielcach, mamy jeszcze jeden przykład Żydów samych siebie mordujących. Leczyć tego się nie da, ale jeśli znamy przypadki wnuków zbrodniarzy hitlerowskich, którzy są przyzwoitymi ludźmi, może i tu za dwa pokolenia będzie jakaś poprawa. Czasami trzeba po prostu odczekać. Ciekawy tylko w tej aferze jest fakt, że ta osoba była już przewodniczącą Klubu Inteligencji Katolickiej w Kielcach. Smutne, że słynny KIK mógł zejść nie na psy, a na pchły, ale utrzymanie jakości idei w czasie nigdy nie jest łatwe – jakże pięknie zaczynał się komunizm w XIX wieku, albo Solidarność 36 lat temu.

Zdecydowanie odrzucę tu pojawiające się czasami wyjaśnienie o genetycznym antysemityzmie Polaków; nawet jeśli takich wyskoków jest sporo, ciągle mamy tu poziom kultury, nie biologii. Zachęcam do pomyślenia o Australii, nędznie im się zaczęło, ale dziś to jedno z przyzwoitszych na świecie społeczeństw. Więc i my mamy szanse.

Warto tylko zastanowić się nad powodami tego, że 70 lat po pogromie może nawracać obwinianie zań jednej z czterech grup: jakichś "sowietów", polskiej ubecji, polskiego motłochu, polskiego Kościoła.

Mam za dość przekonujące, że wszystkie cztery są w istocie winne, ale refleksja nad trudnościami wyjścia ze strefy cienia i kłamstwa wymaga trochę więcej linii niż ja chciałbym dziś tu napisać, a wracający z urlopu czytelnik przeczytać. Więc zostawię te geopolityczne rozważania w spokoju do jutra i zajmę się czymś przyjemniejszym, a w tej materii prawie wszystko inne jest przyjemniejsze.

05:30, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 lipca 2016
Ks. Przysłów 13:24

No i proszę, to nie żadne nowinki, już dawno temu ten pan mówił, że uczenie się nie powinno polegać na zapamiętywaniu tego, co jest w książce napisane, a na krytycznym czytaniu tekstu. I że rozwiązanie wszelkich problemów społecznych jest bardzo proste: „wszystkie dzieci, do których uśmiechamy się i które przytulamy, nauczą się kochać. I jeśli te cnoty rozniesiemy po całym świecie, nie trzeba będzie nic więcej robić”.

A mówił tak z grubsza 2350 lat temu (więc proste rachunki sugerują, że nie mógł być chrześcijaninem), żył w Chinach i nazywał się Mencius.

A liczby podane w tytule to nie popołudniowa pora zapisu, ale nie każdy katolik miał już Stary Testament w ręce, więc skąd ma to wiedzieć?

03:28, andsol-br
Link Komentarze (2) »
sobota, 23 lipca 2016
BG opowiada i to dużo

Umieszczone na mojej witrynie 4 tomy wspomnień Bolesława Gleichgewichta potrzebują zachęt, bo dziś w świecie Internetu jest taki tłok, że nie ma wartości, która nie potrzebuje zachęty i przyciąga samą swoją wartością. Ludzie, którzy wdali się w tę lekturę z reguły czytali wszystko, do jego ostatniej relacji (którą zawiesił na opisie swoich lat studenckich w Odessie), a spisywanie wspomnień przerwał, gdy znikła komuna i jako człowiek zaufania ścisłej czołówki Solidarności został powołany do innych działań.

Choć jest niezrównanym gawędziarzem i pamięć do dziś (skończył 97 lat) nadal ma wyśmienitą, o tym nowszym świecie opowiada dużo rzadziej. Gdy trzy lata temu nagrywałem narrację o jego losach po studiach i czasami opowieść docierała do nowszych czasów, parę razy prosił o wyłączenie mikrofonu i ze smutkiem spełniałem jego prośbę.

Ale jest relacja, która choć nadal rozważnie wybiórcza, pokrywa też okres jego działań w Solidarności – a także dużo bardziej szczegółowo naświetla jego życie rodzinne w Warszawie sprzed 1939 roku. Są to nagrania sporządzone w roku 1997 dla fundacji Spielberga (Fundacja Zapisu Historii Ocalonych z Shoah), które po przetworzeniu na format avi zamieściłem jako 6 filmów (części 1 – 4 trwają poniżej pół godziny każda, części 5 i 6 są prawie godzinne). Mogłem to uczynić dzięki pomocy człowieka z dużą ilością dobrej woli, który udostępnił mi na ten cel 3 GB na serwerze.

Nie każdą gadającą głowę można znieść słuchając przez prawie cztery godziny. Ale gdy ma coś do powiedzenia i umie to przekazać... Kto spróbuje, szybko zrozumie czemu jako wykładowca uniwersytecki przykuwał uwagę przez całosemestralne wykłady, które zostawały w pamięci na długi czas.

Wywiad nagrywano na szpulkowych kasetach i każda z nich zaczyna się kilkusekundowym milczeniem, co nie boli ale trochę irytuje. Jeśli znajdę trochę wolnego czasu, przestudiuję manpages paru programów linuksowych i nauczę się wycinać te kawałki, ale to jest intencja, a nie obietnica.

04:02, andsol-br
Link Komentarze (5) »
piątek, 22 lipca 2016
Sukces z jednym ale

Przyniesione do domu z uczelni przez syna. Historia gościa, który wymyślił sposób na napisanie pracy magisterskiej. Bierze się coś sprzed kilkunastu lat z Sieci, zmienia tytuł i autora i powinno się udać.

Zachwycony promotor przyjął bez poprawek. Wyznaczono obronę publiczną. Pochwały się sypią, do wystąpienia ostatniego członka komisji, który mówi: „myślę, że praca jest doskonała, ale nie wypada mi jej chwalić, bo to ja ją kiedyś napisałem”.

01:32, andsol-br
Link Komentarze (14) »
czwartek, 21 lipca 2016
SDM 2016

Kosztuje, ale nie ma różańca bez kolczańców.

18:52, andsol-br
Link Komentarze (4) »
wtorek, 19 lipca 2016
Sprawiedliwość i prawo na świecie

Woman Wrongfully Convicted Of Murder Set Free After 17 Years In Prison

Innocent 60-year-old man free after 30 years in prison. He was wrongfully convicted of a crime in 1982

Wrongfully convicted Detroit teen finally released after eight years in prison

Wrongly convicted 100 year old female prisoner freed from Bangladesh jail

Pociesza człowieka, że te tysiące policjantów, wojskowych, sędziów, nauczycieli, studentów i innych zbrodniarzy właśnie wyławianych w pracy i w domu w Turcji będą skazani bez błędów proceduralnych czy w dochodzeniach policyjnych, bowiem nie będzie żadnych dochodzeń czy procesów .

19:46, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 18 lipca 2016
Powtórka sztuki, ale nie komedia

Już raz w historii lud stanął zdecydowanie po stronie rządu i nie kłopocząc się przesadnie sądami i procesami, wyrżnął wszystkich zdrajców i przeciwników (czyli też zdrajców), łącznie z ich dziećmi i żonami. A resztka Ormian poszła w rozsypkę.

Tym razem nie ma co nawet myśleć o sądach, bo to sędziowie okazali się zdrajcami i przeciwnikami; ciekawe jest tylko czy ich żony i dzieci padną ofiarami słusznego gniewu ludu.

03:16, andsol-br
Link Komentarze (9) »
niedziela, 17 lipca 2016
Krótka szychta w kopalni słów

Do nieumiejętności zrozumienia o co chodzi ze „sprawiedliwością” przyznałem się na blogu w zeszłym roku, tym razem wpadłem na pomysł innego podejścia do tego terminu: od strony etymologii.

Bo co do użyteczności, to z daleka widać, że jest, wystarczy pomyśleć o wyjaśnieniu pojawiającym się w Słowniku wileńskim z 1861 roku: szubienica, miejsce sprawiedliwej kary złoczyńców.

I dopiero tu spadłem w głębszy wymiar smutku. Nie tylko bowiem słowo okazuje się zatrutym prezentem Czechów, może jeszcze gorszym dla nacji niż Dobrawka i jej wiano, ale w dodatku najwyraźniej w każdym języku znaczy to, czego ów język sobie zażyczy. Przecież z daleka widać i słychać, że angielskie justice i hiszpańskie equidad odnoszą się do nieco oddalonych spraw.

Oczywiście te uwagi nie mają żadnego związku z politycznym ugrupowaniem zwanym „Prawo i Szubienica”.

02:16, andsol-br
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 181






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.