Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
RSS
poniedziałek, 13 lutego 2012
Rodzinne sprawy

Nie ma to jak zacząć tydzień kulturalnie i światowo – wszystkim przyjemnie się zrobi i przyklasną, żem jak ten pan od Puszkina, uczion i oczień mił. Nu, wot i pojechali, do potwornej kobyły, ale skoro nabyłem, to czytać muszę, a skoro czytam, to nikomu nie podaruję i pod nos podsunę. Hugo Grocjusz, De Jure Belli ac Pacis, czyli Prawo wojny i pokoju z 1625 roku. Piąty rozdział w pierwszym tomiszczu chyba wszystkich zauroczy.

1. O prawie rodziców dzieci tyczącym
Nie tylko do rzeczy, ale i do osób nabywa się prawo. Może być nabyte początkowo przez zrodzenie, przez ugodę lub z przyczyny występku. Przez zrodzenie, jest nabyte prawo rodziców do dzieci. Mówię o obojgu, o ojcu i o matce, ale jeśli między sobą te dwie władze nie są zgodne, racja ojca przeważa, z powodu wyższości płci.

I odnośnik właściwy jest tu, do Seneki, który w „Kontrowersjach” przedkładał, że główna rola jest ojca, a wtórna matki. I potem idą różne inne cytaty, z przeróżnych Ojców Kościoła (tego cywilizowanego, naszego).

2. O prawie sprzedawania dzieci
Choć władza ojcowska tak związana jest z osobą i z rolą ojca, że nie może od niego być oddzielona i przekazana innemu, niemniej jednak, przy braku przeszkód ze strony prawa cywilnego, ojciec może dziecko swoje w zastaw oddać, a gdy jest konieczność, nawet go sprzedać, jeśli nie miałby innej możliwości utrzymywania go. Jest to stare prawo tebańskie, jak się wydaje, przekazane innym ludom. Dotarło ono tam od Fenicjan, a do nich od Hebrajczyków. Apoloniusz powiadamia nas, w liście do Domicjana, że to prawo obowiązywało już między Frygami. W istocie, natura zakłada przydanie prawa czynienia wszystkiego bez czego nie otrzyma się tego, co ona sama nakazuje.

Drodzy Panowie, Tebanie, Frygowie oraz Pitekantropusy są po naszej stronie i jeśli natura przypili a na ćwiartkę zbraknie, nie wahajcie się, etiamsi daremus Deum non esse, mamy tu poparcie Ojca Prawa Międzynarodowego.

I nie irytujcie ducha jego, bo jeszcze wróci i nas sprzeda.

05:02, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lutego 2012
Rączki albo nie

Poprzedni wpis z zabawami wokół zapisywania działań rachunku zdań warto dopełnić uwagą o ciekawym pomyśle Jana Łukasiewicza.

Nie chodzi tu o jego słynną notację beznawiasową („Polish notation”, cały naród przy jej okazji został nieco sławny) ale o inną, bezargumentową! Uczono jej we Wrocławiu, kto chciał to ją znał, ale nigdy nie widziałem jej w piśmie. Dziwne.

Przed pokazaniem jej chcę przypomnieć jak można tematem dręczyć – to jest wyjęte z Wittgensteina Tractatus logico-philosophicus i w przykładowy sposów autor upupia listą wszystkich możliwych funkcji logicznych z dwoma zmiennymi, a każda z tych zmiennych ma tylko dwie możliwości, nazywane tam F,P (fałsz, prawda). A czwórka literek w nawiasie opowiada co się dzieje gdy właśnie takie wartości dostaje się dla kolejnych par: PP, FP, PF, FF.


Pomysł Łukasiewicza nie ma zastosowania do niczego, oprócz ułatwienia w myśleniu o tych funkcjach, uzmysłowiania sobie, że jest ich właśnie 16 i są wszystkie z jednej, bardzo ściśle związanej grupki. Polega na tym, że z zaznaczonego kółka odchodzą (lub nie odchodzą) ku czterem możliwym parom argumentów logicznych rączki w kierunkach wskazujących kiedy ta operacja jest prawdziwa.


Na szkicu widać rączki dla alternatywy, implikacji i koniunkcji, a rączki dla wszyskich innych operacji, tudzież opisanie ich w języku tych trzech oraz negacji każdy może zrobić sobie sam. Tak, tichy ma rację, że robienie tego z użyciem wyłącznie kreski Sheffera byłoby nieco bolesne – ale jak są ludzie, którzy lubią końcówki szachowe to czemu kreska Sheffera nie miałaby mieć swoich wielbicieli?

00:57, andsol-br
Link Komentarze (8) »
piątek, 10 lutego 2012
Kreska Sheffera

Oryginalność, skrótowość, głębia… jakże cenimy te cechy u poetów, aforystów, humorystów – gdy mówią o kondycji ludzkiej czy o uczuciach. Uznanie dla tych cech pomniejsza się, a nawet zanika, gdy uczłowieczanie tematu jest trudniejsze czy nieistniejące. A przecież to są równie ważne błyski intelektu i tworzone przez równie cenne intelekty. Mniejsza dostępność pojęć, zapora niedokształcenia, sprawia, że wiele wspaniałych pomysłów, dużych i małych, żyje w jakiejś myślowej otchłani i twórcom – naukowcom, informatykom, administratorom – nie biją publicznie braw.

Myślę teraz o wymyślonej w 1913 roku kresce Sheffera – niby drobiazg, ale skoro sam Bertrand Russell zachwycił się nią, jest w niej jakiś niepośledni urok, mówiący komuś więcej niż ogary poszły w las. One wyszły i godnie zakończyły żywoty, a kreska Sheffera jest ulubionym elementem opisu obwodów scalonych. Co w niej takiego?

To jedna z wielu możliwych operacji zdaniowych, które zależą od dwóch zmiennych – takich jak równoważność, koniunkcja czy implikacja (jeśli kiedyś przemknęły ci przez ucho te słowa i chcesz je sobie przypomnieć, na końcu wpisu daję linki do opowieści w odcinkach o rachunku zdań, którą umieściłem tu przed paru laty). Z wyglądu nie łatwo domyślić się jej urody, dziwna ona jakoś, bo „kreska Sheffera od p i q” (co zapisuje się „p|q”) jest uznana za prawdziwą tylko gdy oba zdania p, q są fałszywe. Ale Sheffer zauważył, że z tej niepozornej operacji można odtworzyć wszystkie inne – te najistotniejsze w praktycznych użytkach i nauczane w szkole tak są odtwarzane:

¬ p  ~ p|p
p ⋀ q ~ (p|p)|(q|q)
p ⋁ q ~ (p|q)|(p|q)
p ⇒ q ~ ((p|p)|q)|((p|p)|q)

Jak to kiedyś mawiano w przyzwoitych instytucjach pedagogicznych: „sprawdź to sam!”


0 Sprzeczność, tautologia, negacja i identyczność
1 Motywacja i kropla historii
2 Równoważność
3 Alternatywa, koniunkcja, prawa De Morgana
4 Implikacja
5 Zaprzeczanie implikacji
6 Reductio ad absurdum
7 Łączność

18:00, andsol-br
Link Komentarze (13) »
środa, 08 lutego 2012
Wychowanie versus wykształcenie

Jak wiele jadłodalni rodzinnych, „Kącik Dziadka” łączy całkiem dobre jedzenie z rozpaczliwą dezorganizacją. Ani im w głowie postawić dwie osoby przy kasie gdy pierwsza najedzona fala chce odejść. Dla syna nie miało to znaczenia, oparł się o ścianę blisko wyjścia na wprost klimatyzacji i zdobywał punkty na komórce, a ja tkwiłem w kolejce. I nie tyle słuchałem co słyszałem jak za mną towarzystwo umilało sobie przepływ czasu.

Wreszcie nadeszła moja chwila pozbycia się paru punktów w banku. „Słyszałeś rozmowę tych ludzi za mną?” spytałem syna. Oczywiście był w pełni wyłączony, więc za karę zrelacjonowałem mu szczegółowo.

Zaczęło się od dźwięcznej pani, która nagrałaby wszystkie filmy z Nickelodeon i podobnych, bo wprawdzie wyrosła z nich, ale uważa, że są genialne i powinny być zachowane dla przyszłości. Na przykład jest tam scena gdzie pada odpowiedź „nie” i trzeba było powiedzieć jakie było pytanie. I bohater zrobił flashback do dzieciństwa i przypomniał sobie pytanie matki „chcesz oberwać?” Wtedy jeden z towarzyszących panów powiedział, że mu to przypomina i przypomniał w całości. A przypominało mu to „Autostopem przez Galaktykę” i opowiedział w zasadzie wszystko, aż do momentu, gdy maszyna powiedziała, że odpowiedź na Pytanie o Życie brzmi „41”. Ale ta pani nie zrozumiała nic.

Syn był nieco zgorszony. „Czy poprawiłeś go?”

„Nie, nikt mnie nie prosił o pomoc. Poza tym jak ona nie zrozumiała 41, to jeszcze bardziej by nie zrozumiała 42.”

„Może masz rację” orzekł syn, „ale przynajmniej znałaby poprawną odpowiedź.”

00:15, andsol-br
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 06 lutego 2012
Porada lekarska z masażem

Do wydanej w 2009 roku biografii „Koestler – literacka i polityczna odyseja dwudziestowiecznego sceptyka” Michael Scammell włączył parę artykułów publikowanych o Koestlerze od 1998 roku. Dał dzieło duże i rzetelne, przyznając się wielokrotnie, że mimo pytań zadanych licznym osobom, które mogłyby wiedzieć, wiele kwestii pozostaje niewyjaśnionych. Artur Koestler dokonał zręcznej sztuki ukrywając się i rozmywając ślady pisząc wiele o sobie, szczerze, ale nie w pełni, wybiórczo, tyle odkrywając co i zakrywając. Tak głośna postać, której głos podnosił się w każdej istotnej kwestii jego czasu, odszedł tak szokująco jak żył – i zanikają jego wpływy. Żyd oddany w pewnym okresie tworzeniu żydowskiej Palestyny – który przemilczał czego doznał z powodu antysemityzmu. Kolekcjoner przygód erotycznych i współautor podręczników seksu, nie potrafiący mówić o zawikłaniach seksualnych w swojej rodzinie. Dumny bard rodzinnej sagi – tający i przekręcający prawie wszystkie jej istotne elementy. Słynny z działań i zaangażowania politycznego, a marzący o odegraniu w nauce roli porównywalnej z Galileuszem. Bardzo trudny typ. Książka nie mogła być cienka.

Przygotowanie Scammella do pisania widać nawet w jednozdaniowych opisach, którymi opatrzył cytowaną bibliografię. Trzeba naprawdę dobrze wiedzieć o czym się pisze, by móc sobie pozwolić na takie uwagi: „Uboga jako biografia ale wyśmienita w kwestii syjonizmu Koestlera i jego postawy do żydowskiego pochodzenia”, „Powierzchowna i źle udokumentowana”, „Biografia Koestlera zrobiona nożyczkami i klejem dla francuskich czytelników”, „Artykuł rozdęty do wymiaru książki”. Ocen oddających autorom wiele walorów też jest sporo.

Zamiast streszczać, zacytuję. Coś mi mówi, że wystarczy to za zachętę.

Po stronie matki przodkowie Koestlera byli bogaci, sławni i z cennymi koneksjami. Adele dorastała w luksusie, „ładna, dowcipna, wśród zalotników” wydawało się, że miała cały Wiedeń u swych stóp. [...] kształcona w niemieckim, francuskim i angielskim, przez pewien czas chodziła do akademii sztuk pięknych i nierzadko spotykała się przy obiedzie z ciotką Eleonorą, imponującą damą, która prowadziła słynną szkołę średnią dla młodych dam, znaną powszechnie jako Jeiteleum. Postępowa kobieta z feministycznymi instynktami, Eleanore nakłoniła swą napiętą siostrzenicę do poradzenia się u wybitnego młodego żydowskiego lekarza o nazwisku Zygmund Freud w sprawie kłopoczącego ją stale tiku.

Adele nie odniosła dobrego wrażenia. „Freud masażował mi szyję i zadawał głupie pytania” skarżyła się Koestlerowi prawie pięćdziesiąt lat później. „Mówiłam ci, to był obrzydliwy typ”. Powiedziała Kurtowi Eisslerowi, sekretarzowi Archiwów Zygmunda Freuda, że poszła do Freuda niechętnie („uważano człowieka za pół szalonego jeśli szedł do dr Freuda”) i natychmiast znielubiła go, głównie z powodu jego czarnych bokobrodów. Powiedziała, że gdy masażował jej szyję, Freud zapytał czy miała ukochanego. Zszokowana, odmówiła odpowiedzi i oddaliła się tak szybko jak mogła. Zainteresowanie Freuda seksem było „dziwaczne i skandaliczne” i choć jej przyjaciółki nie mogły doczekać się relacji o tej wizycie, Adele twierdziła, że w jej otoczeniu nikt go nie traktował serio.

01:50, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2012
Znaczki (ale nie filatelistyka)

Do ogródka, w którym hoduję refleksje o związkach między treścią i formą, nowym i starym, technologią i tradycją i podobnymi okazami flory o wielorakich użytkach, mile wkomponowuje się uwaga wydziobana z klasycznej książki Floriana Cajori „A History of Mathematical Notations”, a wywodząca się z dzieła „Principles of the Algebra of Logic”, które napisał Alexander Macfarlane (1879). Wspomniana tam Barbara to jeden z klasycznych sylogizmów, a bez niej dziś matematycy mogą spędzać życie w pogodzie i urodzaju, bo wierzą w przechodniość inkluzji.

Przyczyną tego, że przez tak długi czas Logika Formalna nie potrafiła sobie radzić z subtelnością natury było nadmierne zwracanie uwagi na zapisy obrazowe. Nie można było rozwinąć arytmetyki przy użyciu rzymskiego zapisu liczb; ani też nie może się rozwinąć Logika Formalna gdy Barbara jest przedstawiana jako

czy choćby i prostszą kościstą notacją De Morgana. Nie da się przekształcać danych przedstawionych tak prymitywnie.


Drugą stronę monety stanowią oczywiście autorzy, którzy nie radząc sobie z używanymi notacjami wprowadzają rewolucyjnie odmienne oznaczenia w wierze, że takie zaklinanie rzeczywistości zupełnie ją przetwarza.

Umiejętność tworzenia i przedkładania nowej notacji, moderowana przez powściągliwość w używania tego talentu, jest równie cenna jak rzadka.

16:11, andsol-br
Link Komentarze (15) »
czwartek, 02 lutego 2012
Missowa opinia

Dzięki, Bralku, ale co mam niby ze sobą zrobić, przekształcić się na dentystę?

01:37, andsol-br
Link Komentarze (14) »
środa, 01 lutego 2012
Po burzy

21:26, andsol-br
Link Komentarze (7) »
Z realu w sieć, z sieci w real

Zabawa wydawała się policjantom przednia, krowa nie zaprotestuje a koledzy upamiętnią i będzie zrywanie boków ze śmiechu. Ale to był biały dzień i centrum miasta – i upamiętniających było więcej niż oni myśleli.


Wrzucono to do sieci od razu, w listopadzie. Krążyło, cieszyło, rozchodziło się z Floripy na całą Brazylię. Ale dawne życie plotek niepodobne jest do dzisiejszych uchwyceń momentu przez kamerę. Trudno odmachnąć ręką i zwalić na intrygi opozycji albo na przesadę w narracji świadków.

No i wczoraj wpadło to do gazet, do tv i wróciło do panów policjantów. Ale teraz jest im z tym nie tak śmiesznie.

04:01, andsol-br
Link Komentarze (5) »
wtorek, 31 stycznia 2012
A czy w Polsce to ujrzą?

...bowiem, jak wiadomo, co widzimy zależy od klikającej ręki. A te wodospady to jest naprawdę coś i z trudem wyduszę z siebie wyznanie: a po argentyńskiej stronie są jeszcze bardziej imponujące niż po brazylijskiej.


Nie pamiętam gdzie powtykałem moje zdjęcia z Foz do Iguaçu, więc podkradnę (bo mam pod ręką) coś, co Julek tam ustrzelił, na pewno to lepsze od moich.

03:36, andsol-br
Link Komentarze (17) »
sobota, 28 stycznia 2012
O chłystkach i prawodawcach

Wydaje się, że pan Marek Suski, poseł Rp, wyraża publicznie przekonania, że jego skórka ma w sobie coś lepszego. Jestem przekonany, że próba przetrzepania mu jej może trafić mu do głowy, z powodu bardzo niskiego jej usytuowania.

Ale to nie troska o głowę pana Suskiego skłania mnie do prośby: zajrzyj na tę petycję, może także zechcesz podpisać ją. Tu chodzi o rzekomą ogólną niemożebność, że niby kto jest wyżej i w towarzystwie wspólnej protekcji, to jakby nie szkodził Polsce, nic nie da się z tym zrobić.

Proponuję potraktować to jako elementarny sprawdzian czy jednak poważne zaszkodzenie interesowi Kraju może być ukarane zgodnie z prawem. Kto wie, może efekt tej akcji przyniesie nam trochę otuchy – a także pośle w świat wiadomość, że Polska nie jest dobrym miejscem na rasistowskie wybryki.

piątek, 27 stycznia 2012
Parę deko drożdży

O polityce krajowej wspominam niecodziennie i kpiąco, bo niestety na to zasługuje. Czasami zastanawia mnie dysonans między stanem rzeczy a wysoką jakością dyskusji różnych patriotów sprzed 100 czy 80 lat, zachowanych w książkach, które mam na półkach, ale zawsze kończy się to na poczuciu bezradności. Kot w wirówce nie ma wielu opcji. Szukam ratunku na małą, rodzinną skalę: bronię zdrowia fizycznego nie pijąc Coca-Coli i nie jedząc wytworów podobnych do BigMaców, bronię zdrowia psychicznego nie wierząc w rozsiewane w mediach idee prêt-à-porter. Na skalę publiczną działam jedynie jako fachowiec, który solidnością usług stara się zachowywać żywymi przekonania o wartości etyki w działaniach codziennych. Nie daję rad papieżom, prezydentom i CEO, bo poświęcam im tyle czasu co i oni mnie.

Afera z przepchaniem przez urzędy ustawodawcze polskiego akcesu do ACTA skłania mnie do wyrażenia publicznego paru efektów mego wishful thinking. Czasami nierealne idee stają się realnymi, bo realność jest pojęciem zmiennym – to moje usprawiedliwienie tego kroku.

Europarlamentarzyści przyznali, że podpisywali nie wiedząc co robią. Tyczy się co najmniej fuszerki. Ona nie powinna być wynagradzana. Uważam, że należy założyć stowarzyszenie OPSA, Ochrona Przed Skutkami ACTA, i prosić uprzejmnie ale systematycznie, aż do skutku, wszystkich tych panów, by podjęli jedną z dwóch akcji: albo publicznie przyznają, że świadomie i zgodnie ze swymi przekonaniami promowali ACTA (co trzeba będzie zawsze przypominać wyborcom) albo przyznają, że zbłaźnili się i otrzymane poselskie awantaże za dwa miesiące działalności (powiedzmy: ryczałtowo 12 tysięcy euro od osoby) przekazują na konto OPSA.

Oczywiście, OPSA natychmiast wdaje się w studia nad niwelowaniem przyszłych presji korporacji międzynarodowych chcących zdominować polskie prawo i zastraszyć polskich obywateli.

Potrzeba też jak najsprawniejszego bojkotu przy kolejnych wyborach parlamentarnych. Rozumiem, że nigdy nie będzie on pełny, przez co mało warci i mało głosowani kandydaci dotrą do ważnych stanowisk, ale czy obecnie wiele warci dotarli? Zbyt długo Kraj żyje z syndromem bliźniaków, przed którymi trzeba bronić się za każdą cenę, nawet za cenę kandydata przejawiającego bezdyskusyjny brak kręgosłupa, prawdomówności i projektów. Oczywiście, nie mam wątpliwości, że faszyzujące ugrupowanie panów Kaczyńskich było natychmiastowym zagrożeniem polskich instytucji publicznych, ale na długą metę cechy charakteryzujące rządy PO mogą przynieść skutki równie groźne; staje się oczywiste, że histeryczne krzyki PiS-u o antypolskim charakterze działań (oraz nieróbstwa) rządu pana Tuska mają oprócz histerii także rzeczowe składniki.

Sam pan Tusk bodajże oznajmił, że nie zamierza kontynuować obecności w rządzie – łatwo uwierzę, że chętnie przejdzie na ważne stanowisko w jakiejś wytwórni płyt – ale proszę zauważyć, że jego techniki eliminacji myślących ludzi ze swego otoczenia, choć mniej drastyczne niż u bezpośredniego konkurenta, nie różnią się od nich niczym istotnym. Przejście do pogardliwego traktowania zorganizowanego społeczeństwa to konsekwencja syndromu Ludwika XIV. Jego pozostanie w roli szarej eminencji byłoby prawie tak bolesne dla Kraju jak jego ujawniane ostatnio działania.

Trzeba będzie zacząć intensywnie myśleć o opcji tertium. Obecnie jedynie pan Palikot może tam zmierzać, lecz, powiem to wyraźnie, w groźnej sytuacji możliwość błazna bez poglądów już nie przeraża. On ma przynajmniej Wandę Nowicką, którą nie mogą pochwalić się inne ugrupowania.

15:11, andsol-br
Link Komentarze (22) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Na zbliżającą się rocznicę

W ścisłym gronie egipskiej generalicji nastroje przechodziły od podniecenia do przygnębienia. Chwilami wydawało się, że Stary wreszcie się przeżre i rozpadnie z hukiem jak purchawka, potem okazywało się, że ma lepszy podsłuch i podgląd niż sugerowali po cichu przyjaciele ze Stanów. Czekali i czekali, ale on miał się świetnie, a oni tak sobie.

Ale wiedza popłaca. Któryś z nich przeczytał o polskim Marcu 1968 i zaczęli obracać ideę w kółko. Dość szybko zrezygnowano z przekładu „Dziadów” na arabski, trzeba to było inaczej zacząć. Aż ktoś podłapał pomysł u syna. Twitter.

Słowo pchnięte w lud, wszystko szło jak w surfie na australijskich wczasach. Stary wpadł w pułapkę, trup też, to znaczy lud, z którego był trup, i po paru miesiącach był spokój.

Po roku widać, że można świętować od rana do wieczora. Stary wyrolowany, młodzi wrolowani, sojusznicy zneutralizowani, wrogowie zaniepokojeni. Da się na tym jechać cały wiek. Chwała i sława dla Moczara, tego wielkiego Polaka. Być może stanie dla niego pomnik pod piramidami, z kpiącą twarzą skierowaną w stronę Jerozolimy.

01:01, andsol-br
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Dwa miasta z przeszłości Wacka

Wacek Timoszyk mieszkał i pracował kiedyś w Nigerii w Zarii, więc w liście do niego napomknąłem o sytuacji w Kano. Tak mi odpisał.

Bywało goręcej. Roku Pańskiego 1981 jakaś sekta w tymże mieście chyba nieco narozrabiała. W każdym razie wysłano na nią czołgi. W przeciągu paru tygodni, jak doniósł New Nigerian, zabito 4300 sekciarzy, ale przedtem tenże dziennik wieścił, że sekciarzy było 15 tysięcy. Reszta być może się rozpierzchła, a być może pominięto ją w obliczeniach. Ponoć niektórych przywiązywano do pali wzdłuż drogi łączącej moją Zarię z Kano, polewano benzyną i podpalano. Sam tego jednak nie widziałem.

W tym samym czasie przyjeżdżali do mnie z Kano Polacy z dzieciątkami, by zdawały egzaminy. Musu nie było, mogli przyjeżdżać o dowolnej porze. Pytałem więc nieco zdziwiony jak się im tam żyje, a oni mi na to, że nieźle, trzeba tylko unikać pewnych miejsc. Z pewnością mówili prawdę. Zresztą i ja sam często ocierałem się o różne zamieszki, także te kończące się śmiertelnymi zajściami, a mimo tego rzadko czułem się przestraszony.

Wiec obecny stan rzeczy w Nigerii sam w sobie nie jest czymś nowym. Lat temu jakieś 10 przeczytałem w NYT, że kostnica w moim uniwersytecie przepełniła się i trupy leżą na podłogach, bo tyle dostarczyły ich ostatnie przepychanki. Rzecz tylko w tym, że w budowie tej kostnicy brał udział mój dobry znajomy, inżynier elektryk z Polski. Miał wtedy obsesję, którą nieustannie z wszystkimi się dzielił: „po diabła im kostnica na 400 trupów?!” A mówią, że ludzie tam niezbyt zapobiegliwi.

Jednakże inna jest sytuacja geopolityczna. Pozwolono na rozpad Sudanu, wiec mogą pozwolić na rozpad Nigerii. Może to być zresztą w interesie różnych krajów i biznesów. Biafrę poparła Francja, ale reszta dopomogła w jej pacyfikacji. Dzisiaj może być inaczej. Moim zdaniem obecna sytuacja jest nie do utrzymania, różne ludy tego kraju za bardzo się różnią i za bardzo nienawidzą. Młyny historii jednakże mielą powoli.

Odpisując skomentowałem beznamiętność opisu na granicy cynizmu – i spytałem czy mogę jego opis cytować, i to z podpisem. Oto jego odpowiedź.

Akurat cynizmu tutaj nie widze, chociaż beznamiętność zapewne tak. O Górze Śląskiej napisałbym nieco inaczej. Może dlatego w przypadku Góry Śląskiej byłbym mniej wiarygodny. W każdym razie, cokolwiek napisałem jest dla mnie rodzajem publicznej wiedzy, więc możesz cytować pod moim nazwiskiem. Mogę też odpowiedzieć, w miarę posiadanej wiedzy, na ewentualne pytania.

Tymczasem Góra Śląska (zwana oficjalnie po prostu Górą – tak chcieli mieszkańcy w referendum) żyje sobie spokojnie. Właśnie odremontowali część starych murów i odrestaurowali studnię z XIII wieku. W jaki sposób ci byli mieszkańcy białoruskiej Prużany dowiedzieli się o jej istnieniu? To dla mnie prawdziwa zagadka. A może to jedynie wytwór ich fantazji? W każdym razie błogosławione miasto, które ma takie problemy, nawet jeśli ktoś na tej studni nieco się obłowił.

01:08, andsol-br
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 stycznia 2012
Do młodych bezrobotnych

Słodko i zaszczytnie jest pleśnieć za ojczyznę.

13:56, andsol-br
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 125