Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Komu ile winy

Słowo się wczoraj rzekło i obrzydliwa kobyła u płota wykręca łeb i zachęca machaniem ogona. Cóż, jedźmy z tą próbą zrozumienia czemu dziś, 70 lat po kieleckim pogromie, tak trudno rozłożyć winy między sowietów, ubecję, motłoch i KRK.

1. Motłoch.

Pogrom wywołał skandal międzynarodowy, którego echa rozbrzmiewały przez wiele lat – i nie mogło być inaczej, skoro z jego przyczyny około stu tysięcy ocalonych z Zagłady i mieszkających w Polsce postanowiło ją jak najszybciej opuścić. Świat poznał dzięki nim szczegóły - ale wygaszanie wiedzy o nich było częścią nieoficjalnej ideologii władz komunistycznych. Dopiero w 50 rocznicę wydarzeń ówczesny minister MSZ Dariusz Rosati mógł oświadczyć, że „Polska przeprosiła za powojenną masakrę Żydów” a w 60 rocznicę Jan Tomasz Gross mógł wygłosić wykład podający takie szczegóły wydarzeń jak rozgrywki między MO i UB czy detale o wywożeniu Żydów za miasto, by tam ich obrabować i zabić. Przez cały okres PRL na temacie leżała przykrywka, a pod nią zarazki antysemityzmu rozwijały się nie gorzej niż za Rp II pod wpływem głośnych przemów endeckich. Jeśli poprawne jest oszacowanie Witolda Kuli, że jedna czwarta miasta miała udział w pogromie, a nie nastąpiło żadne katharsis, stan umysłów tysięcy ludzi dziś może być tak okropny jak wtedy, w roku 1946.

2. KRK.

Antysemityzm u Augusta Hlonda i Stefana Wyszyńskiego nie był tej samej odmiany. Proces Bejlisa mógł nie zmienić przekonań pierwszego z nich, bo był on w 1913 roku dorosłym człowiekiem i wydaje się możliwe, że przedtem w istocie wierzył w krew dolewaną do macy przez morderców Jezusa i łatwiej mu było odrzucić wyrok rosyjskiego sądu – wiadomo, Żydzi przekupili. Ale drugi z nich był dzieckiem i tylko kompletny kretyn mógł wierzyć potem w takie brednie. Jak widać w książce „Kłamstwo krwi” Jolanty Żyndul, epidemia oskarżeń o rytualne mordy przetoczyła się przez ziemie Królestwa Polskiego do czasu wyroku uniewinniającego Bejlisa i zamarła, więc każdy człowiek, ksiądz czy nie, z mózgiem większym od orzeszka, musiał rozumieć niedorzeczność takich oskarżeń. I w monografii Ronalda Modrasa „Kościół Katolicki i antysemityzm w Polsce w latach 1933 – 1939” w cytowanych wypowiedziach księży uderza fakt, że ataki ich nie są kierowane przeciw mordercom Boga i porywaczom chrześcijańskich dzieci, ale przeciw grupie mającej niszczyć wartości moralne i materialne ludu polskiego. A to jest bardzo duża i ważna różnica. I chyba dość łatwo zrozumiała: po paru setkach lat, gdy patriotyzm KRK był bardzo podejrzanej jakości, od początku RP II zbawieniem hierarchów (czyli możliwością zachowania swoich wpływów i majętności) była demonstracja patriotyzmu większego niż u wszystkich polskich królów razem wziętych.

Dlatego dwuznaczność pozycji hierarchów i atak na jednoznaczne poglądy biskupa Kubiny warto widzieć jako zagrywkę polityczną. Kościół z ludem, a przeciw komunistom. Trzeba przyznać, że zręcznie grając KRK wygrał w 1950 porozumienie z rządem i miał się tak dobrze przez prawie cały okres PRL jak nigdzie w świecie opanowanym przez komunistów – a że częścią ceny były przeformułowana nieco dawna wrogość względem Żydów, nie tworzyło dla tej organizacji poważniejszych moralnych dylematów.

Ale dylemat jawi się teraz: uznać dawną winę, część odpowiedzialności za falę mordowania Żydów w Polsce już po wojnie – czy nadal odgrywać rolę strony zawsze uczciwej a często prześladowanej? To jest rozziew leżący u podstaw konfliktu księdza Lemańskiego i biskupa Hosera. I tylko u jednej ze stron jest szansa na KRK godny szacunku.

3. Ubecja.

Przy zmianie systemu politycznego ciągłość instytucji definiujących państwo nie obliguje nowych władz do korzenia się za dawne przewiny. Do spłacania długów i odczuwania odpowiedzialności za konsekwencje dawnych aktów – tak, ale przejęcie władzy nie jest przejęciem moralności czy braku moralności dawnych ekip; przystępując do spowiedzi nowa władza nie ma potrzeby wyznawać dawne grzechy. Ale gdy następuje zawłaszczenie wszelkich danych dawnych służb przymusu (tzw. „służb bezpieczeństwa”) z zagwarantowaniem sobie ich pełnego i wyłącznego używania, tworzy się ciągłość systemową. Utworzony w roku 1998 IPN nie miał i nie ma jednoznacznego charakteru (wkrótce w jednym wpisów blogowych opowiem o jego rozdwojeniu jaźni widocznym w traktowaniu historii jednego z uniwersytetów) i duża część uczciwych badań (np. w kwestii Jedwabnego) została dokonana dzięki jego pracownikom, materiałom i metodologii, ale jeśli przed kilkunastu laty, już w XXI wieku, IPN wśród paru innych absurdów rozważał hipotezę, że ani prowokacji prowadzącej do pogromu kieleckiego, ani też samego pogromu nie było, a wszystko „zostało sfingowane w celu kompromitacji Polaków za granicą”, to władze dyrygujące ruchami IPN-u muszą przyznać, że są naturalną kontynuacją instytucji, której dokumenty IPN posiada – i jasne jest, że przez gardła spadkobierców ubecji prawda o wczesnej ubecji nie przejdzie.

4. Sowieci.

Najbardziej imponującą cechą polskiej polityki kierowanej ku Rosji jest jej tradycyjny idiotyzm. To też będzie (czy też „może być”) tematem jakiegoś przyszłego wpisu, teraz zatrzymam się tylko na paru elementach z niedawnej przeszłości. A mówiąc o nich mam za oczywiste, że klasy rządzące tam są niezbyt odmienne od naszych czy tureckich czy angielskich – więc nawet jeśli mają olbrzymie przewiny na swoim koncie, gdyby można było, wywaliły by to z siebie, żeby łatwiej oddychać i mieć lepsze warunki działania na przyszłość. To wymaga wiele dobrej woli – ale dobra wola może się pojawić tylko i wyłącznie gdy jest wiara w tę dobrą wolę i z drugiej strony. Gorbaczow nie musiał przyznać się do wiedzy o winie Rosji w zbrodni katyńskiej, mógł grać durnia tak jak jego poprzednicy. Jego następcy utrzymali ten ton i zanosiło się, że lepsze czasy nadchodzą. Ale osławiony ze zdolności dyplomatycznych Donald Tusk tak nastawał na upokorzenie Putina i to w czasie jego wizyty w Polsce, że usłyszał to, czego nie chciał, choć jest to zupełną prawdą: że Polska odgrywała pomocniczą rolę w rozrywaniu Czechosłowacji na kawałki i że w tych warunkach ZSRR miał zasadne obawy co do przyszłych polskich działań antyradzieckich. No i dobre klimaty odpłynęły w niebyt na długie lata.

I dlatego nie ma co prosić Rosjan, by pokazali w swoich archiwach co ich agenci wyrabiali w Kielcach w 1946 roku. W tej chwili wiedzą już aż za dobrze, że wyjaśnianie historii nie jest dla Polaków oczyszczaniem atmosfery ale zbieraniem amunicji na kolejną salwę przy absurdalnych wyskokach.

Podsumowanie. Żadna ze stron nie jest zainteresowana mówieniem prawdy.

piątek, 29 lipca 2016, andsol-br

Polecane wpisy

  • Przenosiny

    Wszystkich moich czytelników zapraszam do odwiedzaniaMigotania słów w ich nowym lokalu , naWordpressie.Pierwszy, dzisiejszy (4 sierpnia 2016) wpis już tam stoi

  • Paskudna niespodzianka

    Z ostatniej chwili.Przy próbie komentowania na własnym blogu – a parę chwilpóźniej przy podobnej próbie dodania komentarza na blogu Kota Behemotha–

  • Żyć zgodnie z zasadami

    W domu leksykografa na obiad podają najpierw deser, potem sznycel, a nakoniec zupę.

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/07/29 08:37:15
Stan umysłów motłochu jest taki sam albo i gorszy :( Potęgujący się strach przed innością generuje nienawiść, która z ust całkiem normalnych- zdawałoby się - ludzi wyrzuca steki bzdur o wymowie przerażającej, bo pod adresem Syryjczyków (i to tak właśnie uogólnionych, Syryjczyków w ogóle) zdarzyło mi się słyszeć hasła jako żywo przypominające mity i stereotypy o Żydach (dzieci porywane na macę, ukryte wszędzie bogactwa itd.)
Ale nam zapowiedziałeś kolejnych wpisów... Czekamy z niecierpliwością :)
-
2016/07/29 12:08:54
"Stan umysłów motłochu jest taki sam albo i gorszy"
Nigdy, doprawdy nigdy nie był inny. Tyle tylko, że osobnicza pamięć o zagładzie i o ostatniej globalnej jatce i tym co do niej doprowadziło zaczyna blednąć, zanikać. A kolektywna okazała się być związana z kulturą. Czyli zjawiskiem zanikającym, coraz bardziej marginalnym.
W związku z powyższym bariera wstydu zanika, poprzeczka obawy przed kompromitacją się obniża.

Ludzie mogą być wreszcie sobą. Nie krępuje ich już kaftan "lewackiej politycznej poprawności".
-
2016/07/30 08:49:26
"Ludzie mogą być wreszcie sobą."

Rzeczywiście, od jakiegoś czasu wydaje mi się, że nic nikomu nie wydaje się być "za dużo", "nie na miejscu", niewłaściwe, złe i niebezpieczne. Wstyd poszedł precz.
Dlatego wydaje mi się, że stoimy nad przepaścią i wkrótce zrobimy krok do przodu, że tak powiem. Ludzkość potrzebuje kolejnej globalnej katastrofy, żeby odświeżyć pamięć osobniczą. Bo odbudowanie pozycji kultury, która mogłaby wpłynąć na odświeżenie pamięci kolektywnej, jakoś wydaje mi się mało prawdopodobne.
-
2016/07/30 08:57:44
"Ludzie mogą być wreszcie sobą."

Od jakiegoś czasy wydaje mi się, że stoimy nad przepaścią i już jedną nogę mamy wyciągniętą w kroku naprzód. Ludzkość najwyraźniej potrzebuje odświeżenia pamięci osobniczej. Odbudowanie pozycji kultury, która mogłaby zadziałać na pamięć kolektywną, jakoś wydaje mi się być niemożliwe.
Poprzednio pamięć osobnicza wytrwała niespełna czterdzieści lat między jedną a drugą hekatombą. Teraz się poprawiliśmy, bo dajemy radę już z okładem siedemdziesiąt lat. Ale mnie się wydaje, że to wcale nie dlatego, że zmądrzeliśmy, tylko dlatego, że jest nas więcej tych, którzy mają toalety w domu, samochody i wakacje all inclusive w Turcji.
-
2016/07/31 10:36:44
Najprawdopodobniej pewne nieładne rzeczy wpisane są ewolucyjnie w nasz ludzki charakter. Strach przed ostracyzmem otoczenia trzyma prawdziwą naturę na wodzy, do czasu jak się okazuje.
Zawsze się zastanawiałem dlaczego w kanonie polskich lektur były "Lord Jim" lub "Przedwiośnie" a nie "Władca much".
Nie powinniśmy się wobec tych tragicznych pomyłek fałszywie skoncypowanej pedagogiki społecznej uskarżać na "stan umysłów motłochu".
Jest on adekwatny do wiedzy i doświadczenia.
-
2016/07/31 13:08:40
"Zawsze się zastanawiałem dlaczego w kanonie polskich lektur były "Lord Jim" lub "Przedwiośnie" a nie "Władca much"."

Ponieważ pedagogika społeczna oparła się na tezie, że jesteśmy zdolni tylko do czynów szlachetnych i pięknych. Gdybyśmy się znaleźli na bezludnej wyspie, stworzylibyśmy na niej raj na ziemi i niepotrzebne są nam opowieści o głupich gówniarzach, którzy się nawzajem zabijają, zamiast bawić się w Powstanie Warszawskie.
-
2016/07/31 14:16:40
"się nawzajem zabijają, zamiast bawić się w Powstanie Warszawskie."
Jesteś naprawdę przekonana, że różnica (po odarciu z patosu i mitologii) jest aż tak duża?
-
2016/07/31 23:46:09
Wcale nie jestem przekonana. Widzę elementy wspólne, bazowe, że tak powiem. Ale warunek (odarcie z mitologii i patosu) jest trudny do spełnienia tutaj. Nawet słowo "odarcie" sugeruje bolesność procesu, więc łatwo nie jest, jak wiesz.






PT KOMENTATORZY, wiedzcie: wyrzucam (prawie) wszystkie komentarze gdy link z ksywki prowadzi do działań komercjalnych. To jest blog psa ogrodnika: sam nie zarobię tu i innym nie pomogę.