Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Pytanie Goldbacha, odpowiedź Chena

Hipoteza Goldbacha to jedna z najsłynniejszych matematycznych opowieści o łączeniu zainteresowań i wysiłków poprzez wieki, o zadaniu mającym naiwnie proste wysłowienie i nic więcej z prostoty nie mającego. Żeby zrozumieć owo wysłowienie, trzeba znać tylko dwa terminy dotyczące liczb naturalnych: liczba parzysta i liczba pierwsza. Czy każda liczba parzysta, począwszy od 4, jest sumą dwóch liczb pierwszych?

Problem znany, mniej znane jest częściowe rozwiązanie, choć podane było ponad 45 lat temu – a jeszcze mniej znane są okoliczności, w których zostało osiągnięte.

Przyjmij, proszę, definicję liczby półpierwszej – takiej liczby naturalnej, która jest iloczynem dwóch liczb pierwszych. Na przykład 6 albo 15 albo 91. Zabawna nazwa, bardziej zrozumiała by była „liczba dwupierwsza”.

Otóż twierdzenie Chena z 1966 roku mówi: Począwszy od pewnej dużej liczby naturalnej, każda z liczb parzystych rozkłada się na sumę dwóch liczb pierwszych albo sumę liczby pierwszej i półpierwszej.

A okoliczności... Poznałem je niedawno w książce ze Springera z 2002 roku, Number Theory for Computing, autor to Song Y. Yan. Mający w roku 1955 22letni Jing Run Chen wysłał szefowi pekińskiego Instytutu Matematyki, Loo Keng Hua pracę ulepszającą pewien wynik samego adresata. Ów niezwłocznie ściągnął młodego człowieka z dalekiej prowincji do stolicy, a ten równie szybko zajął się szeregiem trudnych problemów z teorii liczb. I pisze Yan, że Chen

nawet w czasie rewolucji kulturalnej (1966–1976), bardzo chaotycznego okresu w długiej chińskiej historii, nie przerwał swych matematycznych badań. W tym trudnym okresie pracował nad teorią liczb, szczególnie nad hipotezą Goldbacha, prawie bezustannie, dniem i nocą, w małym pokoiku (mającym koło 6 metrów kwadratowych); nie było w nim elektryczności (używał lampy naftowej, by oświetlić pokój w nocy), ani stołu ani krzeseł (czytał i pisał siadając przy łóżku, kładąc na kolanach talerz). Było tam tylko łóżko i jego liczne książki i manuskrypty. To w owym pokoiku stworzył pelen dowód słynnego dziś twierdzenia Chena.

Cenię prostotę, ale jej nadmiar ściska gardło.

sobota, 07 stycznia 2012, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Kot Mordechaj, 212-139-195-206.dynamic.dsl.as9105.com
2012/01/08 17:30:22
Mnie tez sciska. Choc nadmiaru prostoty nigdy specjalnie nie znosilem...
-
2012/01/09 21:13:11
Serdecznie witam po długiej nieobecności w tym miejscu. Dalej z sentymentu czytam wpisy na tym blogu (zwłaszcza te "matematyczne")a nie zabieram głosu w dyskusjach chyba z lenistwa... Wczoraj wieczorem przeczytałem nowy tekst i zdziwiłem się tym talerzem Chena bo miałem "w głowie" obraz Chena siedzącego na łóżku w małym pokoiku z deską na kolanach. Zajrzałem do wspomnianej książki Song Y. Yana i przeczytałem ponownie przypis dotyczący Chena. Znalazłem tam określenia "plate", które kiedyś, przy pierwszym czytaniu, zapamiętałem jako płyta a potem przekształciło mi się w jakąś deskę czy coś w tym rodzaju. Ciekawe czy rzeczywiście Chen używał talerza jako pulpitu i jakiegoś innego "plate"?
-
2012/01/09 23:13:03
Witaj. To słowo kosztowało mnie sporo poszukiwań i z przykrością stwierdziłem, że tacy niedokształceni, co chińskiego nie znają, są skazani na jeden jedyny dostępny opis, z tej własnej książki. Talerz czy płytka czy coś w formie tacy? W istocie nie wiem. Płytka geometrycznie by miała więcej sensu, ale z czego ta płytka? A jak widzisz to "he read and wrote by setting at the bed"? Może ktoś gdzieś poświęcił temu więcej niż 4 linijki?