S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Postawy badawcze, a nie ideologiczne

Pisze Morris Kline w pi±tym rozdziale ksi±¿ki-eseju z 1985 roku Mathematics and the Search for Knowledge, ¿e w przyjêtej przez arystotelejczyków teorii przyczyn

[...] ostateczna czy teologiczna przyczyna by³a najwa¿niejsza, bo to ona nadawa³a sensu ca³ej dzia³alno¶ci. I gdzie by³o miejsce matematyki w tym schemacie? Poniewa¿ dla Greków matematyka by³a przede wszystkim geometri±, a geometria zajmowa³a siê figurami, matematyki u¿ywano g³ównie dla opisu (podrzêdnej) przyczyny formalnej, czyli w roli do¶æ ograniczonej. [...] w okolicach roku 1600 znaczenie matematyki w studiowaniu natury bez w±tpienia by³o g³êboko wpojone u europejskich uczonych. Najsilniejszym dowodem na to przekonanie by³a sk³onno¶æ Kopernika i Keplera do wprowadzenia przewrotu w astronomii, mechanice i w dokrynach religijnych z powodu teorii, która w ich okresie mia³a jedynie matematyczne zalety.

Czemu rozpoczêta w XVII wieku dzia³alno¶æ naukowa okaza³a siê tak skuteczna? Czy tacy my¶liciele jak Kartezjusz, Galileusz, Newton, Huygens i Leibniz mieli potê¿niejsze umys³y ni¿ uczeni we wcze¶niejszych cywilizacjach? W±tpliwe. Czy sz³o o poszerzone zastosowanie obserwacji, do¶wiadczenia i indukcji, do kórych nak³aniali Roger Bacon i Francis Bacon? Wydaje sie, ¿e nie. Skierowanie siê ku obserwacjom i do¶wiadczeniom mog³o byæ inowacj± w Odrodzeniu, ale by³o metod± znan± ju¿ w¶ród greckich uczonych. Ani te¿ samo u¿ycie matematyki w naukowych badaniach nie wyja¶nia zdumiewaj±cych osi±gniêæ wspó³czesnej nauki, bowiem choæ uczeni XVII wieku wiedzieli, ¿e ich celem by³o uchwycenie matematycznych powi±zañ miêdzy ró¿nymi zjawiskami, poszukiwanie takich zwi±zków w naturze nie by³o dla nauki niczym nowym.

Zdumiewaj±ce sukcesy nowoczesnej nauki i olbrzymi impuls dla stworzenia nowej matematyki opartej na nauce wieków siedemnastego i pó¼niejszych nie pojawi³yby siê dziêki kroczeniu ¶cie¿k± utart± w przesz³o¶ci. Rzecz w tym, ¿e sam charakter dzia³alno¶ci naukowej zosta³ w XVII wieku przetworzony i przeformu³owany przez Kartezjusza i Galileusza. Dokonali oni wyboru pojêæ, których nauka mia³a u¿ywaæ, przedefiniowali cele dzia³añ badaczy i odmienili sam± metodologiê nauki. Ich przeformu³owanie nie tylko przyda³o nauce niespotykanej uprzednio si³y ale tak¿e nierozwi±zalnie po³±czy³o j± z matematyk±. W istocie, ich plan zredukowa³ w praktyce teoriê naukow± do matematyki. [...] Kartezjusz jasno wyra¿a³ sw± wiarê, ¿e matematyka by³a esencj± nauki. Napisa³, ¿e „w Fizyce ani dopuszcza ani liczy na pojawienie siê zasad innych ni¿ te, które s± w w Geometrii lub w abstrakcyjnej Matematyce, bowiem w ten sposów mo¿na wyja¶niæ wszelkie zjawiska natury i mo¿na zademonstrowaæ czê¶æ ich dzia³añ”. Obiektywny ¶wiat to przestrzeñ, która okrzep³a czy te¿ wcielenie geometrii i dlatego jego w³asno¶ci powinno daæ siê wywie¶æ z zasad geometrii. [...] Tak wiêc dla Kartezjusza by³y dwa ¶wiaty: jeden potê¿nej matematycznej maszyny istniej±cej w ¶wiecie i drugi – ¶wiat my¶l±cych umys³ów. [...] Musia³ jeszcze znale¼æ proste, jasne i odró¿nialne prawdy, które odgrywa³yby tê sam± rolê w jego filozofii, któr± w samej matematyce gra³y aksjomaty. . Wynik jego poszukiwañ jest s³awny. Z jedynego pewnego ¼ród³a nienaruszonego w±tpliwo¶ciami – z jego w³asnej ¶wiadomo¶ci – wydoby³ tworzywo do budowy swej filozofii: (a) my¶lê, wiêc jestem; (b) ka¿de zjawisko musi mieæ przyczynê; (c) efekt nie mo¿e byæ wiêkszy ni¿ przyczyna; (d) pojêcia doskona³o¶ci, przestrzeni, czasu i ruchu s± wrodzone umys³om. [...]

Nowy, ¶mia³y plan, przed³o¿ony przez Galileusza i rozwijany przez jego nastêpców polega³ na otrzymaniu ilo¶ciowych opisów zjawisk naukowych niezale¿nie od jakichkolwiek fizycznych wyja¶nieñ. [...] Galileusz podkre¶la³, ¿e dla dotarcia do w³a¶ciwych i podstawowych zasad nale¿y zwracaæ uwagê na to co mówi natura, a nie na to, co woli umys³. Otwarcie krytykowa³ uczonych i filozofów, którzy przyjmowali prawa dlatego, ¿e zgadza³y siê z tym co mieli za konieczne w dzia³aniu natury; ale ona nie utworzy³a najpierw ludzkich umys³ów, by potem stworzyæ ¶wiat tak, by by³ do przyjêcia dla ludzkiego intelektu.

Cieszy mnie ta lektura (a warta jest uwagi w ca³o¶ci, nie tylko w moim ekonomicznym podaniu), bo uk³ada sensownie elementy wa¿ne dla widzenia tak O¶wiecenia jak i dzisiejszej nauki. Tak wiele opowiada siê o racjonalizmie tych uczonych i o ich walkach z Ko¶cio³em, ¿e mo¿e byæ trudnym dla zrozumienia choæby to, co cytowa³em kiedy¶ z Kartezjusza w kwestii relacji Boga i matematyki. Tutaj sprawa stoi du¿o solidniej: owa racjonalno¶æ w ¿adnym dostrzegalnym fizycznie i cytowalnym wyra¿eniu nie by³a konfliktem z Bogiem i religi± (k³opoty obu panów z klerem to inna bajka i wcale nie s± tam niewinnymi i prze¶ladowanymi nies³usznie dziewicami), to chodzi³o o pewne ¶mia³e metodologiczne postawy, które wcale nie zapowiada³y potencja³u laickiego, który rozwój nauki ujawni³.

Wa¿ne te¿ w wywodach Kline'a jest wyra¼ne powiedzenie, ¿e ¿aden z nich nie by³ tak genialnym matematykiem, jak to dzi¶ wpiera siê w dzieci w szko³ach. Obaj mieli wiele potkniêæ, ujawnili wiele ograniczeñ – i wcale nie pomniejsza to ich genialno¶ci. Porówna³bym to z histori± Bronis³awa Malinowskiego: jego rozliczne zachowania nie przynios³yby dzisiejszemu badaczowi chwa³y, ale nie zmienia to faktu, ¿e to w³a¶nie on przyniós³ zupe³ni± odmianê paradygmatu, tworz±c wspó³czesn± antropologiê.

Ostatnia refleksja. Rodacy mog± masowo wzi±æ siê za jêzyki ale czy to zrobi±? A jest ca³a biblioteka wa¿nych, m±drych dzie³ z XX wieku, nigdy nie spolszczonych. I nieuchronnie ma to odbicie na ¿yciu intelektualnym Kraju.

Trzeba bêdzie zacz±æ robiæ listê wa¿nych dzie³, sprawdzaæ ich copyrighty, a potem my¶leæ, czy d³ugo¶æ listy obezw³adnia czy te¿ mo¿e znajd± siê kompetentni i ¶wiadomi znaczenia zadania t³umacze z paru jêzyków.

pi±tek, 30 grudnia 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/12/30 15:17:08
Ja bym jeszcze zapyta³, czy znajd± siê wydawcy. Bo zawodowy t³umacz z czego¶ musi ¿yæ, wiêc niechêtnie w³o¿y kupê roboty w co¶, co trafi do szuflady, a w najlepszym wypadku do internetu, ale za friko. A obecna praktyka wydawnicza w Polsce jako¶ci wcale nie stawia na pierwszym miejscu...
-
2011/12/30 18:06:26
Coraz bardziej jestem przekonany, ¿e nie - i ¿e trzeba szukaæ ludzi, wokó³ których bêdzie zawi±zywaæ siê bêd± ¶rodowiska dbaj±ce o kulturê narodow±, zupe³nie niezale¿ne od komercjalnego i politycznego obiegu.

Rozumiem, ¿e to by by³ bardzo cz±stkowy problem, bo z tego, co widzê na blogu Doroty Szwarcman, w kwestii ratowania kultury muzycznej trzeba walczyæ (nara¿aj±c w³asny zarobek i pozycje) z niekompetentnymi politykami - i oczywi¶cie nie inaczej jest w innych dzia³ach kultury, w których du¿e pieni±dze s± konieczno¶ci± dla istnienia. Jak dotychczas nie da siê robiæ koncertów i budynków w pdf-ach. Ale ratowanie kultury tekstowej jest do zrobienia - i mo¿e byæ dobrym pocz±tkiem - elementem odnawiaj±cym nadziejê i chêci.
-
2011/12/30 22:12:56
Fakt, ¿e dystrybucja s³owa pisanego jest w tej chwili mo¿liwa za ma³e pieni±dze. Ale i tu jako¶æ jednak wymaga p³acenia autorom - literatom, dziennikarzom, t³umaczom, itd - i redaktorom (a korektorzy te¿ by siê przydali). A odbiorcy przyzwyczaili siê, ¿e wszystko ma byæ w necie za darmo. Z tego trzeba by jako¶ wybrn±æ.
Oczywi¶cie na s³owie sprawa siê nie koñczy, w innych dziedzinach forsy potrzeba wiele wiêcej. I ja te¿ nie od dzi¶ szczekam, ¿e konieczne jest jakie¶ lobby kulturalne i solidarno¶æ ¶rodowisk twórczych, a nie skrobanie rzepek po k±tach, ka¿dy w swoim.
-
2011/12/31 23:18:44
"jako¶æ jednak wymaga p³acenia autorom"

A niby - zapytam z g³upia frant - dlaczego?

Bardzo, bardzo proszê o rozwiniêcie tej interesuj±cej my¶li. I je¶li mo¿na o odpowied¼ na powy¿sze pytanie.
-
2012/01/01 05:32:51
G³upia sprawa. Jak siê autorom nie p³aci albo poni¿ej kreski p³aci, to na d³u¿sz± metê jako¶æ cierpi... sk±d mnie siê to wziê³o?. A, ju¿ wiem. Z praktyki. Co widzê, to widzê, tak widzê i juszz.
Reszta niestety nie dzi¶. Wypi³e¶ - nie jed¼! ;).
-
2012/01/01 12:01:55
<b>Bobik>/b>
Jako¶æ cierpi, gdy siê nie p³aci. No tak. To ja dalej bêdê pyta³ przewrotnie, ale nie bezinteresownie:
1. Kto p³aci³ takiemu Cervantesowi na przyk³ad. Kto p³aci³ Kafce? Kto zap³aci³ Homerowi? Mnóstwo nazwisk mogê odnale¼æ w przypadku których nie sposób dostrzec wymienionego zwi±zku, tak ¿e nasuwa siê podejrzenie, ¿e zwi±zek p³acenia z jako¶ci± literatury jest mo¿e mo¿liwy, ale niekonieczny i u podstaw jako¶ci le¿a³o jednak co¶ innego ni¿ sakiewka wydawcy. 2. Czy gdyby (dajmy na to) Joannie Chmielewskiej zap³aciæ wiêcej, to sta³a by siê Beckettem? A (dalmy na to) taki Camus , gdyby mu przepo³owiono honorarium pogorszy³ by siê o po³owê?
3. Co zrobiæ z ró¿nymi Gogolami i Jaros³awami Haskami, którym nikt nie zap³aci³ za to co obecnie czytamy z zachwytem? Nic nie warte?

Wiem, wiem, g³upie pytania i z punktu widzenia autora subwersyjne - ale co pocz±æ. S±.
-
2012/01/01 18:28:28
Subwersja. U¿yteczny gad¿et tu.
-
2012/01/02 01:03:10
Okej, teraz ju¿ mogê wyja¶niaæ, co mia³em na my¶li z tym, ¿e jako¶æ wymaga forsy.
To, ¿e sta³e d±¿enie do obni¿ania kosztów powoduje np. zatrudnianie fatalnych, ale tanich i szybkich t³umaczy. To, ¿e pracê trac± do¶wiadczeni i dobrzy dziennikarze, bo taniej wzi±æ do pisania studentów (praktyka ponoæ powszechna np. w GW). To, ¿e gdyby Beckett przyszed³ do wydawnictwa, us³ysza³by "noo, wie pan, Chmielewska to pan nie jest. Zarobiæ siê na panu nie da, wiêc dziêkujemy, nie wydamy". I tak dalej.
Czasy mamy dzisiejsze, czyli ma³o kto ¿yje (choæby skromnie) z odziedziczonego maj±tku, albo z ³aski Medyceusza czy innego Engelsa. Jak kto¶ po¶wiêca ca³y czas pisaniu, to musi mieæ za dochody z tego pisania kupiæ papu, wynaj±æ mieszkanie, zap³aciæ ubezpieczenie zdrowotne, emerytalne, itd. I nie daj Panie B., ¿eby pisa³ co¶ ambitnego, ale z niewielkim potencja³em handlowym. Na ¿adnego mecenasa nie bêdzie móg³ liczyæ, bo mecenat prywatny w zasadzie nie istnieje, a z pañstwowym te¿ jest cieniutko i coraz cieniej.
S³owo pisane dobrej jako¶ci (i nie my¶lê tu nawet o arcydzie³ach, ale o tzw. szerokiej bazie) zaczyna zanikaæ, bo przestaje siê w nie inwestowaæ. Barach³o jest tañsze, a czêsto te¿ generuje wiêksze zyski. No wiêc je¿eli nawet gdzie¶ tam jaki¶ Cervantes sobie co¶ po godzinach ¶ciboli, to i tak nigdzie tego nie wydrukuje. Bo trzeba by mu zap³aciæ bez gwarancji, ¿e siê na tym zarobi. A komu siê op³aca dok³adaæ do jako¶ci?
-
2012/01/02 17:19:27
bobik: pewnie ¿e tak.
Moje pytania wziê³y siê z przekory i refleksji, ¿e w przypadku zwi±zku pieni±dz-kultura, ³atwo o uwierzenie w przes±d, którego istot± jest równanie "wiêcej szmalu = wy¿sza jako¶æ". Tak nie jest. Jako¶æ jest pochodn± wielu, wielu czynników. Finanse s± istotne, bo ich brak, b±d¼ niedostatek, oznacza niedobre oszczêdno¶ci i upadek wydawniczych standartów wszêdzie tam, gdzie jest to interes. Czyli prawie wszêdzie.

Tak ¿e umówmy siê mo¿e, ¿e pompowanie pieni±dza jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczaj±cym. By ta jako¶æ by³a. Mo¿na te¿ wsadziæ du¿o pieni±dza w trywialn± szmirê. Bo siê dobrze sprzedaje.
-
2012/01/02 20:01:59
andsol: "Ostatnia refleksja. Rodacy mog± masowo wzi±æ siê za jêzyki ale czy to zrobi±? A jest ca³a biblioteka wa¿nych, m±drych dzie³ z XX wieku, nigdy nie spolszczonych. I nieuchronnie ma to odbicie na ¿yciu intelektualnym Kraju"

Andsolu, obawiam sie ze mylisz przyczyne ze skutkami. Moje dwie ostatnie wizyty w Empiku, w Warszawie. Wizyta pierwsza. Sliczna Panienka w Informacji rozmawia z druga Sliczna Panienka. Z rozmowy wynika ze to studentki, Dobrze. Przyszlosc narodu. Po 10 minutach spostzregaja mnie. Pytam sie: "Czy macie Trylogie Sienkiewicza?" Panienka klepie dlugo w komputer i oyta: "Czy jest pan pewien ze tytul jest dobry? Tajiej ksiazki W OGOLE nie ma, prosze pana"

Druga wizyta. Pytam: "Czy macie cos Lema?" Panienka po dlugim klepaniu: "Czy to pisarz?"

Niestety, nastapilo zjawisko krore elity kulturalne, te jeszcze nei wymarle, okreslaja mianem "schamienia kulturalnego". Mlodz nie bedzie sie brala zastudiowanie Newtona, bo pierwsze pytanie to "co ja bede z tego mial" a drugie "czy na tym moza zarobic i ile". No i poza tym, najomosc matematyki wzrod spoleczenstwa konczy sie gdzies w polowie tabliczki mnozenia
-
2012/01/02 20:57:27
Jak juz mowa o ksiazkach i historii, to chcialem zareklamowac ksiazke ktora znalazlem pod choinka. To "Principia" Newtona. Oczywiscie, tej ksiazki nie tzreba reklamowac; mam ja od dawna w co najmniej dwoch wersjch. Niestety, proby czytania skonczyly sie niczym - notacja Newtona tak rozni sie od wspolczesnej ze trzeba pracowicie odcyfrowywac co Newton mial na mysli, i jak sie nie robi tego dla chleba, to po prostu nie starcza czasu i cierpliwosci. Wiec wystarczy swiadomosc ze Newton "wielkim uczonym byl". Ale dlaczego - to malo kto mzoe powiedziec.

Ta ksiazka ktora znalazkem pod choinka to inne Principia. To "Newton's Principia for the Common Reader". Autor: S. Chandrasekhar. Ten sam ktory dostal Nobla za prace w dziedzinei ewolucji gwiazd i teoretyk czarnych dziur. To jego imieniem nazwano rentgenowski teleskop satelitarny Chandra X Ray Observatory.

Otoz, Autor przelozyl wywody Newtona na jezyk wspolczesnej matematyki. Wiec duzo latwiej mozna pzresledzic tok rozumowania Newtona, bez wdawanai sie w zawilosci notacyjne. No i wszystko napisane wspolczesnym jezykiem i wspolczesnym stylem. Oczywiscie "common reader" to troche powiedzonko na wyrost - ow "common reader" musi znac matematyke i to dosyc dobrze. Ale dzieki Autorowi Newton stal sie czytalny.

Niestety, cena jest zaporowa; osoba krora kupila mi ksiazke kupila uzywany egzemplarz. Ale zawsze pozostaje biblioteka

Jeszcze jedna dostalem, ale napisze potem
-
2012/01/03 00:52:52
Telemachu, mo¿emy siê umówiæ, bo ¿adnych punktów spornych w tej chwili nie widzê. Oczywi¶cie, ¿e mo¿na pompowaæ w kulturê g³upio i nieefektywnie, co siê zreszt± czêsto istotnie dzieje. Ale ja zacz±³em po prostu od innego koñca, ¿e to z pró¿nego i Salomon... ;)