|
Blog > Komentarze do wpisu
Ten Viviani to miał oko
Parę rozumowań geometrycznych włączyłbym do kanonu szkolnego nie dla ich
zastosowań czy wagi (może nie mają nic z tego) ale z sympatii do nich.
Dzieci często stają się geografami czy biologami dlatego, że lubili
nauczycielkę czy coś z jej prezentacji lekcyjnych. Nigdy nie wiadomo
co chwyci, ale ładne rzeczy mają większe szanse. Tak, to nie jest
sprawiedliwe, ale nie jestem rzecznikiem sprawiedliwości matematycznej a jej
estetyki.
Co w publicznej pamięci zostało po Vincenzo Vivianim? Jego świetne pomiary
prędkości dźwięku? To, że był asystentem Galileusza? Wśród matematyków
najlepiej zapamiętano zabawnie proste twierdzenie – trudno zgadnąć
czemu nie sformułowano go dwa milenia przed Vivianim: w trójkącie
równobocznym weź jakiś punkt wewnętrzny i idź najkrótszymi (prostopadłymi)
odcinkami do ścian. Suma trzech przechadzek to wysokość trójkąta.
Parę ładnych uzasadnień tego jest zupełnie młodych, z XX wieku, ale do bloga
wciska się pomysł, który przedstawił przed 6 laty Ken-Ichiroh Kawasaki (na
codzień pracuje z dużo bardziej wyrafinowanymi pomysłami, bez kohomologii
nie podchodź...)
Chodzi o to, że odcinki przeprowadzone przez wybrany punkt równolegle do
boków wykroją trzy trójkąciki równoboczne i ich wysokości to odległości od
boków.
Przy okazji, widzę, że mam zachowany w czeluściach i inny pomysł dowodu; technika, którą
lubię, bo używa konceptu symetrii. Odbija się jedną z odległości w stosownym
boku – i trzeba zauważyć, że tworzy się tam „na żółto” połowa
trójkąta równobocznego, więc pionowy segment mierzy tyle co i odległość od
wybranego punktu do boku.
Niestety nie zanotowałem skąd jest zapożyczony ten pomysł. Gdy to odkryję, dopiszę tu tę informację. piątek, 18 listopada 2011, andsol-br
TrackBack
|
|