Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Rzetelne gwarancje międzynarodowego bezpieczeństwa

[Lord Esher] był jednym z założycieli Komitetu Obrony Imperialnej, nieformalnej lecz potężnej organizacji utworzonej po zamęcie przyniesionym przez wojnę burską, by rozważać i prezentować wojskowe strategie Imperium Brytyjskiego.

W lutym 1912 roku komitet przeprowadzał posłuchania w kwestiach związanych z handlem w czasie wojny. Znaczna część niemieckiej marynarki handlowej była wówczas ubezpieczona przez londyńskiego Lloydsa i komitet oniemiał słysząc deklarację przewodniczącego Lloydsa, że w przypadku wojny, gdyby niemiecki statek został zatopiony przez brytyjską Marynarkę, Lloyds byłby zobowiązany moralnie – a zdaniem prawników także legalnie – do pokrycia strat. Możliwość tego, że w przypadku wojny między Wielką Brytanią a Niemcami brytyjskie towarzystwa ubezpieczeniowe byłyby zobowiązane wynagrodzić niemieckiemu cesarzowi utracony tonaż czyniła europejski konflikt trudnym nawet do wyobrażenia.

Liaquat Ahamed, Lords of Finance, Penguin Books 2009, str.21.

piątek, 04 listopada 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/11/04 08:07:26
Cóż, jeśli ktoś odrzucałby gwarancje kupieckie jako niestosowne, pozostają jeszcze więzy krwi. Jerzy V był kuzynem (po warszawsku: bratem stryjecznym[*]) Wilhelma II. No pokłócić się można, ale pobić? Wciągając w dodatku w tę bójkę całe podwórko...

[*] - Silnie kontestuję warszawski (czy tylko warszawski?) koncept braci i sióstr ciotecznych (stryjecznych). Tam, zdaje się, dla słowa kuzyn zarezerwowano znaczenie które gdzie indziej ma słowo "pociotek" (daleki krewny). Zawsze gdy słyszę o "braciach ciotecznych" postuluję istnienie "matki ciotecznej".
-
2011/11/04 11:18:30
Babilas ma rację. I nie tylko. Przez długi czas Wielka Brytania odrzucała pomysły na jakiekolwiek sojusze (z argumentem, że kraj demokratyczny nie może się wiązać, bo jeśli społeczeństwo zechce inaczej... -- zresztą, przypadek Belgii był szczęśliwym zbiegiem okoliczności, bo inaczej rząd nie wytłumaczyłby się z wsparcia Francji, będącej od kilku lat faktycznym sojusznikiem), a jeśli już, to najbliższym potencjalnym sojusznikiem były właśnie Niemcy. Zmieniła to polityka Wilhelma II (od pozbycia się Bismarcka począwszy). Ciekawe, że w znacznej mierze chodzi o temat bliski notki, bo o ambicje kolonialne Niemiec, oraz rozbudowę floty. Dotąd nie tylko brytyjski ubezpieczyciel stał na straży pomyślności niemieckich armatorów, ale także Royal Navy chroniła bezpieczeństwo i wolność handlu światowego (w tym niemieckiego). Wilhelm II chciał jednak (z podpuszczenia Tirpitza, w największym skrócie) nie tylko rozbudować własną flotę, ale wręcz rywalizować z Wielką Brytanią. W 1912 roku chyba było już po pierwszej fali lęków przed niemiecką inwazją... Wtedy właśnie relacje się psuły, choć do 1914 wciąż w ich zepsucie raczej nie wierzono.
-
Gość: haneczka, gtl234.internetdsl.tpnet.pl
2011/11/04 13:48:55
Andsolu, przepraszam że bez związku z wpisem. Czy rzeczywiście "to, co 50-100 lat temu było dla nas piekielnie trudne, dziś jest dziecinnie łatwe"? wyborcza.pl/1,75476,10587548,Matematyka_czyni_mistrza.html
-
Gość: haneczka, gtl234.internetdsl.tpnet.pl
2011/11/04 14:20:26
Hm, jednak jest związek ;-)
-
2011/11/04 17:18:28
haneczko, a ile miejsca mi dajesz na odpowiedź? Jeśli mało to tak: im barwniejsza papuga, tym szybciej ją kupią. Więc ją podkolorował trochę. Zamiast jest wstawmy bywa. Wyrzućmy dziecinnie, bo dziś dziecko wychodzi z łożyska z komputerkiem, więc trudno je porównać z dzieckiem dawnej produkcji. I dla nas to niby dla kogo? Jak student poszuka rozsądnych tekstów w Sieci (głównie po angielsku) wiele sobie uzmysłowi po paru rzutach oka. Ale jak ma wykładowcę dziobaka... Przy okazji, do Daniela czyli siostrzeńca, który też podrzucił mi tę linkę: pamiętasz jak pokazywałeś mi kiedyś jakieś serie drętwych zadań z teorii mnogości, którymi Cię faszerował Twój asystent? To były jakieś kopie kopii kopii, czyli z nim miałeś życie jak 100 lat temu...
-
2011/11/04 18:17:34
@ dziecko z łożyska - łożysko to interfejs płodu i matki, wychodzi po porodzie (ale dziecko z niego nie wychodzi).
-
2011/11/04 18:36:24
kwik: no, lapsnęło mi się. Mogę wymazać?
-
2011/11/04 18:54:06
Już sama chęć poprawy wystarczy.
-
Gość: staruszek, bgb95.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/04 22:45:33
Haneczka podała link do rozmowy z dwoma matematykami, z których starszego poznałem osobiście. Marek Kordos swego czasu zajmował się geometrią eliptyczną.
Egzemplarz jego pracy o tej geometrii mam w swej bibliotece.
Zagadka o lataniu z wiatrem i pod wiatr ma przytoczone wyjaśnienie osoby dalszej:

Pod wiatr samolot będzie leciał wolniej, a więc dłużej, a z wiatrem poleci szybciej, czyli krócej. Czyli przez większy odcinek czasu poleci wolniej. Dlatego średnio rzecz biorąc, będzie leciał wolniej niż w warunkach bezwietrznych.

Nie przekonało mnie to wyjaśnienie. Lot w obie strony przy bezwietrznej pogodzie też uważam za krótszy. Wykorzystałem do tego pojęcie średnicy zbioru płaskiego.

Zawracam Ci głowę Andrzeju dlatego, że moją trudność ze zrozumieniem i zaakceptowaniem zacytowanego wyjaśnienia zagadki wyartykułowałem sobie tak:
problem dwuwymiarowy zrzutowano na jeden wymiar - wyjaśnienie brzmi jak z izby średnich arytmetycznych, a ja szukałem w izbie średnich geometrycznych.

Jeśli uznasz mój kłopot za wart uwagi ...
-
2011/11/05 01:28:03
staruszku, nie robiłem rozbioru logicznego tego wywiadu, bo uwagę haneczki zatrzymała uwaga o niesłychanie się uproszczającej matematyce - i przystawanie przy innych detalach zasadnie by zostało uznane za ćwiczenie w czepialnictwie przysłówkowym. Ale jeśli wdajesz się jasno i jednoznacznie w temat, to czuj się wsparty przeze mnie. Bo już od początku nie rozumiem dziwnej otwierającej analogii o pędzeniu serpentyną - może tak coś zjadło cztery istotne akapity?

Sprawa "z wiatrem - pod wiatr" byłaby tak jak sobie autor życzy (coś takiego było tu kiedyś omawiane przy okazji futra) gdyby np. wiatr przyspieszał o 20% i opóźniał o 20% - ale prawa aerodynamiki wydają mi się bardziej skomplikowane dla samolotu niż dla obiektu w formie Zeppelina. Z kolei, historyjka o szalonych krawcach była kiedyś tutaj omawiana, okazało się, że przed Stanisławem Lemem był Tobias Danzig i tichy słusznie wyśmiał to powiedzonko.

Najgorsze dla mnie jest to, że historyjka o stolarzu i manipulacji deską zupełnie zaciemnia sprawę i na nieszczęście dorzuca sugestię, że zastosowania są taką "prawdziwą" matematyką. Wioskowy idiota świetnie mnożący i dzielący w pamięci mógłby kiedyś zostać nawet królewskim naczelnym rachmistrzem, ale matematyki by w tym było malutko, bo chodzi o refleksję nad faktami a nie o produkcję wyników.

No tak, po tylu uwagach trzeba robić setkę zastrzeżeń, że szacunek i sympatia dla tych panów, że z pewnością ich zasługi się wyjątkowe - ale ani słówka z wyżej napisanego odszczekiwać nie zamierzam.
-
2011/11/05 04:02:25
@ samolot - ja to sobie wyjaśniam bardzo prosto. Jeśli wiatr będzie szybszy od samolotu, to samolot próbując pod wiatr poleci do tyłu, jeśli obie prędkości będą jednakowe, będzie stał w miejscu, dopiero przy mniejszej prędkości wiatru samolot zacznie lecieć do przodu, tendencję łatwo uchwycić. Ale co taki eksperyment myślowy ma wspólnego z matematyką?
-
Gość: staruszek, dot148.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/11/05 09:39:04
Dziękuję. Nie wiedziałem o kogo się martwić. W Warszawie stało się słonecznie i cieplej.
A fragmencik budynku Akademii Sztabu Generalnego do którego obaj matematycy obecnie przychodzą do pracy widzę w oddali oderwawszy wzrok od klawiatury. Po generałach zostały solidne kraty z ASG wkomponowanym w pręty. Już jestem o siebie spokojny.
Wiatr znoszący samolot do tyłu ma dużą urodę!
-
Gość: haneczka, gtl234.internetdsl.tpnet.pl
2011/11/05 10:28:23
Jestem głęboko nieufna wobec stwierdzeń, że coś jest, a jeszcze bardziej, że stało się, dziecinnie proste.
-
2011/11/05 14:59:07
haneczka: spróbujmy oczyścić tę frazę z werniksu i zobaczyć co tam jest pod spodem. Sporo rewolucji w matematyce bierze się z radykalnej zmiany języka, ale proces tworzenia nowych konceptów do opisów znanych zjawisk nie ma tak rewolucyjnego rytmu. Coraz więcej osób czuje, że coś tu jest nie tak, coś trzeba zmienić, pojawiają się łaty i poprawki, aż wreszcie ktoś (a nierzadko: ktosie, oddalone w przestrzeni) przedstawiają odmienne ujęcie - i rzeczywiście linijka z końcówkami "łatwe - trudne" układa się w terenie w zupełnie inny sposób. Ale prawie zawsze wiąże się to z koniecznością nauczenia się nowego "języka" - i opanowanie go rzadko bywa "dziecinnie proste". Nie dla jego komplikacji, ale dla trudności wyzbycia się starych nawyków.

A "stare" ostro walczy, nawet po wielu latach. Mały, prosty przykład. Od prawie półtora wieku prosto i elegancko opisuje się twory geometryczne w języku "zbiorów". Okrąg to zbiór punktów płaszczyzny równooddalonych od wybranego uprzednio punktu. Ale co ja się nie nasłucham o "miejscu geometrycznym punktów" - język z początku XIX wieku nie chce iść w odstawkę i przemycają go do nowych tekstów autorzy podręczników rzekomo nowych.

kwik, tak, to jest urokliwe. Samolot stoi w miejscu i popiskuje rozeźlony, że wiatr mu przeszkadza lecieć do przodu.

Co takie rzeczy mają z matematyką? Może tak: jako eksperyment myślowy, jak to nazywasz, chyba w istocie niewiele, szczególnie w tym nie najzręczniej wybranym przykładzie. Ale intencja jest bardzo dobrze skierowana jeśli myśleć o wysłowieniu. Rutyna szkolna popycha uczniów ku włączaniu wysokoobrotowej huczącej szlifierki zanim jeszcze wiadomo czy trzeba tu cokolwiek szlifować - trening w opowiedzeniu "innymi słowami" o co chodzi w problemie nierzadko pokaże, że nawet jeśli matematyka, to nie rachunki sa najsprawniejsze w rozwiązaniu zadania. Typowe: zapytaj o cokolwiek z geometrii, uczeń zaczyna od narysowania dwóch przecinających się pod kątem prostym osi układu współrzędnych, jak gdyby był sprzedawcą w firmie Cartesian Coord. Inc.
-
2011/11/05 15:45:03
@ okrąg - to żeby mieć okrąg trzeba uprzednio mieć płaszczyznę i wybrać jakiś punkt? Biorę sprężysty drucik, łączę końce i też mam okrąg. Czy definiowanie okręgu przez sposób jego konstrukcji na płaszczyźnie nie podchodzi pod "najpierw włączamy szlifierkę"?
-
2011/11/05 17:19:56
ciekawe, doprawdy ciekawe te gwarancje, co i kto bedzie gwarantowal gdy Chiny wykupia dlugi
Europejczykow?
licze na to ze "moich" terenow zielonych nie zabiora - zycie bez brykania jest.........

zdarza sie
-
2011/11/05 17:35:37
kwik: no, od czegoś trzeba zacząć. I to istotna część myślenia matematycznego, by zdać sobie sprawę gdzie coś robimy. Na przykład jeśli wezmę te równoogległe punkty w odległości paru kilometrów począwszy od punktu u podnóża Gubałówki, to w kwestii mierzenia okrąg będzie bardzo odmienny od okręgów płaskich. Twój model okręgu z drucika- rozwińmy to, dolepiamy pergamin i odkrywamy, że jest takie miejsce na podłożenie palca, że krążek wiruje i nie spada - nazwałym matematyką eksperymentalną. Ale tu jest ciągle myślenie, a nie biurokratyczne stosowanie uświęconych algorytmów...

A sposoby definiowania przez konstrukcję są często używane - na przykład √2 przez przekątką kwadratu...

rysberlin: gdyby oni byli zwarci, spójni i gotowi, to bym zaczął się martwić. Ale póki co to mają wewnętrznych kłopotów ile tylko się mieści na ich sporawym terenie...
-
2011/11/05 18:25:56
Nieufność wobec zastanego języka, ciągłe wymyślanie nowego, dążenie do precyzji, jasności i elegancji wyrażania, przy jednoczesnym nieprzejmowaniu się, że nie wszyscy będą wiedzieli, o co chodzi... Kurczę, jak łatwo tę matematykę z poezją spiknąć. :-)
-
2011/11/06 14:22:15
A propos fragmentu z linku haneczki:

"Pytanie brzmi - czy jeśli będzie wiał silny wiatr południowy, a więc od Warszawy do Dęblina samolot będzie leciał pod wiatr, a z powrotem z wiatrem, to cała podróż będzie wolniejsza, szybsza czy taka sama jak w warunkach bezwietrznych?"

Więcej...

Niestety, profesorom się poepatowało. W pytaniu sugerują (złośliwie czy niedbale?) porównanie prędkości (niestety, fizyki już na matematykę nie wymagają, za moich czasów wymagali np. na egzaminie wstępnym). A gdy jest zmienna, jak porównywać? Średnią, odpowiadają.

Jaką średnią?

Arytmetyczną? Wtedy odpowiedż "TAKA SAMA" jest prawidłowa.

A może harmoniczną v, zdefiniowaną przez 1/v1+1/v2=2/v (gdzie 1 = dystans W-D)?

Wtedy "MNIEJSZA" dla v1=v-v0, v2=v+v0 (gdzie v0=1/(2x) ) jest odpowiedzią prawidłową. Natomiast uzasadnienie jej "średnio rzecz biorąc" jest porabane.

Oczywiście, gdy "podróż wolniejsza/szybsza" oznacza precyzyjnie, nie po chachmęcku - "zajmuje więcej/mniej czasu", wtedy to ostatnie jest poprawne.

Stąd, sądzę, że odpowiedź pani S. byla raczej probabilistyczna (dwie losowe odpowiedzi różne mają to samo prawdopodobieństwo co dwie takie same, 50-50)

PS. Zadanko: znajdź minimum 1/v1+...+1/vn przy założeniu v1+...+vn = const (zachowanie pędu). To samo, dla v1^2+...+vn^2 = const (zachowanie energii).

I co wyszło? Z/bez prędkościami ujemnymi...
-
2011/11/06 16:08:31
Bobiku, zastanawiałem się czy twórcze nastawienie nie jest jeszcze ogólniejszą, a pasującą tu kategorią, ale chyba to jest zbyt ogólne. Interesujące nas zjawiska wymagają pewnej refleksji systematyzującej, definiującej - a można w tworzeniu konfitur czy szydełkowaniu mieć wiele twórczej weny, ale stosowne kategorie określają nie twórcy, a krytycy tej sztuki...