|
Blog > Komentarze do wpisu
Wcielając się w Galileusza
Richard Hamming wygłosił odczyt o „Nierozsądnej skuteczności
matematyki” na konferencji matematycznej w Kalifornii w 1979 roku. Nieomal
natychmiast tekst został opublikowany w Amer. Math. Monthly (luty 1980) – jest dostępny w
formacie html
– i wierzę, że był jedną z najmądrzejszych wypowiedzi z XX wieku
dotyczącą matematyki. Jeśli chcesz, zaklasyfikuj artykuł do filozofii
matematyki. Ważne jest, że autor był tak praktykiem jak i
teoretykiem wielkiej klasy (Wikipedia ci o tym opowie). To nie
dowód wartości wypowiedzi, ale pomaga, by znaleźć motywację dla lektury
prawie 20stronicowego zapisu.
Przypuszczam, że urywek, który zacytuję, uznasz za „prosty” lub „łatwy” – ja też tak myślę. Z zazdrością, bo chciałbym mieć w swoim dorobku parę tego typu prostych opowieści.
Niedawno temu starałem się stanąć w miejscu Galileusza, by poczuć jak mógł
on odkryć prawo o spadających ciałach. Próbuję robić takie rzeczy, by
nauczyć się myśleć tak jak mistrzowie – celowo próbuję myśleć tak jak
być może oni to czynili.
No więc, Galileusz miał świetne wykształcenie i był mistrzem dysput
scholastycznych. Doskonale umiał argumentować o liczbie aniołów na główce
szpilki, umiał rozważyć każdą kwestię z obu stron. Był w tych sztukach dużo
lepiej szkolony niż dzisiaj ktokolwiek z nas. Wyobrażam sobie, że pewnego
dnia siedzi z lekką kulką w jednej ręce, a ciężką w drugiej i lekko je
podrzuca. I mówi do siebie unosząc je: „dla każdego jest jasne, że
ciężkie rzeczy spadają szybciej niż lekkie, zresztą Arystoteles tak mówi.
Ale co by było gdyby spadające ciało rozbiło się na dwa kawałki. Oczywiście
dwie części od razu zwolnią spadanie do swych stosownych prędkości. No, ale
jeśli by jedna z części dotknęła drugiej – czy stałyby się one znowu
jednym ciałem i razem przyspieszyły spadanie? A gdybym związał obie części
razem. Jak mocno musiałbym to zrobić, żeby to było jedno ciało? Sznurek?
Lina? Klej? Kiedy dwie części stają się jedną?”
Im dłużej myślał o tym – i im dłużej my myślimy o tym – tym bardziej bezsensowne wydaje się pytanie kiedy dwa ciała stają się jednym. Po prostu nie ma rozsądnej odpowiedzi na pytanie jak ciało wie o swojej wadze, czy składa się ono z jednej części, z dwóch czy z wielu. A że coś się dzieje ze spadającymi ciałami, jedyną możliwą rzeczą jest to, że wszystkie spadają z tą samą prędkością, chyba że spadanie zakłócają inne siły. Ciała nie mają wyboru. Możliwe, że potem zrobił jakieś doświadczenia, ale mocno podejrzewam, że to, co sobie wyobrażam, zdarzyło się w istocie. A później odkryłem, że Polya opisał podobną historię w pewnej książce. Galileusz nie odkrył swego prawa poprzez doświadczenia, ale dzięki zwykłemu myśleniu, scholastycznemu rozumowaniu. niedziela, 23 października 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/10/23 14:23:57
Co do teleskopu, to Galileusz był raczej najsławniejszym wśród pierwszych użytkowników. Nawiasem, nie tylko ten artykuł jest świetnie zrobiony w Galileo Project z Rice University.
Co do rozumowania scholastycznego, na jego najwartościowszych elementach (rozumowanie hipotetyczne, szacunek dla kontrargumentów, uznanie potrzeby "rozwiązania" sprzeczności - czyli odrzucenie wschodniej "dualności" prawdy) cała współczesna nauka stoi, więc nie było by szczęśliwe sugerowanie, że "niedościgłość" tych rozumowań oznacza złoty wiek myślenia w Średniowieczu, a teraz to mamy upadek (a może i cywilizację śmierci). Można zgodzić się natomiast, że te elementy dyskusji i wdrążania się w szczegóły, w sens słów, ustąpiły w dzisiejszej szkole miejsca nauczaniu o wynikach i metodach, bez większego uznania dla części konceptualnej ludzkiego myślenia, czyli wyeliminowano cenne elementy filozofii ze szkół, zastępując je niekiedy nauczaniem gotowych ideologii. 2011/10/23 15:05:24
"Galileusz nie odkrył swego prawa poprzez doświadczenia, ale dzięki zwykłemu myśleniu, scholastycznemu rozumowaniu"
Nie czuje sie przekonany. To czysta spekulacja. 2011/10/23 15:06:55
Jasne. "Fotografa przy tym nie było". Chodzi raczej o plausible reasoning.
2011/10/23 16:47:34
"Jadę samochodem po błocie z gazem wciśniętym do dechy. Samochód oblepia się błotem i jedzie wolniej. Część błota odpadło i jedzie szybciej. Skąd jednak silnik wie, że samochód jest cięższy? Jak mocno trzeba do samochodu przyczepić błoto, żeby samochód jechał wolniej? Przecież to bez sensu. Samochód jedzie tyle samo, tylko mnie się wydaje, że jedzie wolniej. Uff, dzięki ci scholastyko."
A Galileusz podobno robił doświadczenia. Podobno z wieżyc rzucał różne przedmioty i obserwował. A teraz robią z niego kretyna. Podobne rozumowanie w VII klasie usłyszałem na fizyce a propos Demokryta. Że wyobraził sobie, że gdyby dzielić jabłko na coraz mniejsze kawałki to ono by mu znikło i dlatego musi istnieć granica podziału - atom. I pani z fizyki chyba nie rozumiała, gdzie jest błąd w rozumowaniu. Mimo poprawności wyniku. 2011/10/23 17:12:45
Przepraszam, nie zrozumiałem. Kto i gdzie robi kretyna z Galileusza?
Ponadto, co oznacza "poprawność wyniku" Demokryta? Czy chcesz powiedzieć, że "atomy" to takie realne, statyczne byty, a nie modele opisu zjawisk? 2011/10/24 10:22:52
Jako że jestem empirystą, nie lubię wychwalania czystego, nieskażonego empirią racjonalizmu. Przykład z autem i błotem może nie jest najlepiej trafiony, ale nie potrzeba nawet uciekać się do porównania szybkości spadania ołowianego ciężarka i tego samego ołowianego ciężarka obciążonego dodatkowo spłacheciem jedwabiu ze sznureczkami.
Nie wiem, jak było z doświadczeniami Galileusza i wieżą w Pizie. Na pewno gdyby takie doświadczenia starannie przeprowadzić, możnaby się dowiedzieć różności znacznie wykraczających poza powyższe wnioski z czystego rozumowania. Na przykład okazałoby się, że rozumowanie dotyczy wyłącznie przedmiotów o tym samym kształcie i gęstości, bo kula z papieru będzie faktycznie spadała wolniej niż kula z ołowiu tej samej wielkości; co gorsza, kula z ołowiu, "obciążona" dodatkowo kulą z papieru, spadnie paradoksalnie wolniej, niż sama kula z ołowiu. A dwa przedmioty z tego samego materiału mogą, oczywiście, spadać z różną prędkością. Ba, owa prędkość zależy od wysokości npm. Scholastyczne rozumowanie Galileusza stanowi piękny i konieczny wstęp do dalszych badań: no dobrze, jeśli moje rozumowanie jest poprawne, to czemu empiria temu przeczy? Coś jest nie tak z tą empirią -- albo w rozumowaniu brakuje nam jakiegoś istotnego elementu. To może doprowadzić nas do odkrycia, że na spadające w powietrzu ciało działają dwie siły, z których jedna zależy od masy, a druga -- nie. Nieintuicyjne rozwiązanie bierze się z naszej zawężonej perspektywy -- codzienne obserwacje dotyczące ciężaru prowadzimy na pewnej wybranej klasie przedmiotów, których ciężar łatwo nam ocenić. W tej klasie rzadko zdarzają się trzytonowe worki ze sprasowanym pierzem, albo cieniusieńkie blaszki metalu o wadze główki od szpilki. Między tym, co potrafimy ująć w dwa palce, a tym, co potrafimy samowtór wrzucić na wóz ciężar koreluje z gęstością.
Gość: kwantowy, drp120.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/24 11:45:59
Nie pisałem o TELESKOPIE ,tylko o lunecie Galileusza [bo teleskopu on nie skonstruował].W okresie od lipca 1609 do marca 1610 roku Galileusz pracował nad budową lunety [ czyli układu soczewkowego] i metodą prób i błędów,empirycznie [był podobno świetnym eksperymentatorem] doszedł do układu dwóch soczewek dającego tak duże powiększenie kątowego obiektów na niebie ,że uzyskał pierwsze w dziejach obrazy księzyców Jowisza i opisał to w niewielkim raporcie pod tytułem: "Sidereus nuncius".
Dane bibliograficzne: Mario Glozzi,Storia della fisica,Torino,1995,s.73 2011/10/24 12:34:55
ztrewq: wolę widzieć ten urywek Hamminga jako potyczkę wewnętrzną w szkole spekulacji, a nie jako starcie między spekulacją a empirią. I chyba nie ma teorii, która na długo utrzyma tytuł "naukowej" bez potwierdzenia empirycznego.
Myślę, że Hamming uchwyciłby zjawisko jeszcze trafniej gdyby nie mówił o Galileuszu, a o Koperniku, bo tu jeszcze oczywistsze jest starcie modeli, z wygraną dla tego, który pokaże wyższą zawartość nieco mistycznego składnika "prostoty". Mistycznego, bo tu bardzo jesteśmy zależni od przyzwyczajeń, "prostota" rozwiązań raczej nie od razu przemawia do ludzi przyzwyczajonych, oswojonych z dawnym modelem. Jak u Galileusza wyglądała gra współzależności między pomysłami a doświadczeniami? Russell w monografii o filozofii zachodniej przez skrótowość nieco komplikuje rozumienie, mówiąc, że Galileusz badał trajektorię pocisku na zlecenie księcia Toskanii. Ale podjął swoje obowiązki w Toskanii w 1610, a uwagi o rzuconej kulce mającej paraboliczny tor podał w 1604; formułowanie prawa inercji wydaje się późniejsze, ale jakieś doświadczenia z rzucaniem kamieni podobno poświadcza Viviani, przed 1600. Więc nie jest dla mnie jasne kiedy zaczął przeciwstawiać się teoriom Arystotelesa - choć i tu nie był samotnym geniuszem, opory przeciw teorii ruchu po odcinkach prostej zaczynały być wtedy wyrażane przez paru myślicieli. Tak czy inaczej, łatwiej mi przyjąć, że wspina się z kamieniami na wieżę, by coś pokazać swoim studentom, gdy ma już dość jasny pomysł na owe "coś". kwantowy, a, to ja zamieszałem, bardzo przepraszam. 2011/10/25 17:08:59
Czy tak było, czy nie było, ale powinno było tak być. Albo podobnie.
Świetny link do Hamminga!! Widzę - o paradoksie - praktyczne użytki!!!!! 2011/10/26 03:02:10
Przy okazji, tichy, Hamming ma wiele swoich powiedzonek zapamiętanych w Sieci i na ogół są nie tylko błyskotliwe, ale i głębokie...
|
|
Scholastyczne rozumowanie było niezwykłym rozumowaniem.Niedościgłym po dziś dzień.
A czy Galileusz robił doświadczenia - diabli wiedzą,oddziel tutaj legendy od rzeczywistych wydarzeń.Lunetę zrobił,inne światy oglądał - to fakty.