Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział Kościoła od Państwa
Ralph A. Raimi

Pan Raimi, Professor Emeritus z University of Rochester, NY, napisał ten tekst w 1991 roku i opublikował go rok później. Od lat zbierałem się z przełożeniem go na polski.

Mój ojciec, Jakub, przybył do tego kraju jako emigrant w 1923 roku. Przybyłby wcześniej, ale został powołany do służby w polskiej armii w 1919 roku i pod sztandarami marszałka Piłsudskiego walczył w wygranej przez Polskę wojnie przeciw Trockiemu i komunistom. W Ameryce połączył się z żoną i synem, którzy przybyli tu wcześniej. Osiadł w Detroit i otworzył sklep odzieżowy, spłodził jeszcze dwóch synów (tym w środku trójki byłem ja), powiodło mu się i był szczęśliwy. Zmarł latem ubiegłego roku mając 92 lata, w siedem lat po śmierci jego wiernej żony.

Walczenie za Polskę niezbyt cieszyło mego ojca, ponieważ jako Żyd w Nasielsku, podwarszawskim miasteczku, nie był tam naprawdę u siebie. Rozdział między Żydami i nie-Żydami w Polsce należącej do carskiej Rosji na wiele sposobów był ostrzejszy niż rozdział między Murzynami a białymi na Południu Stanów w okresie, powiedzmy, między latami 1890-1915. Wielką emigrację polskich (i innych) Żydów do Ameryki z owego czasu spowodował ciąg świeżej daty pogromów, morderczych ataków motłochu na Żydów, na ich dobra i ich domy. Szczególny strach opadał Żydów w okolicy Wielkanocy, gdy prowincjonalni księża często w kazaniach winili Żydów, a nawet szerzyli oszczerstwo, któremu polscy i rosyjscy chłopi powszechnie dawali wiarę, że Żydzi mordowali chrześcijańskie dzieci, by ich krwi używać do macy na Paschę.

Ale z upadkiem caratu i odzyskaniem przez Polskę niepodległości liczono na lepsze czasy, nawet dla Żydów. Z tą nadzieją mój emigrujący ojciec zostawił swoich rodziców w Rzeczypospolitej Polskiej, odrodzonej przy jego pomocy. W istocie, najgorsze wybryki polskiego antysemityzmu pomniejszyły się po wojnie, i w końcu – 20 lat później – to naziści, a nie Polacy, zamordowali tych z jego rodziny, którzy nie podążyli za nim do Ameryki.

Po śmierci ojca w zeszłym roku wziąłem jego niektóre osobiste dokumenty, a wśród nich znalazłem jego świadectwo naturalizacji, wydane przez Sąd Okręgowy Stanów Zjednoczonych dla Wschodniego Okręgu z Michigan. Jego zakończenie brzmi: „Poświadczając wyżej stwierdzone pieczęć rzeczonego sądu jest umieszczona w dniu dziewiątym lipca roku Pana Naszego tysiąc dziewięćset dwudziestego ósmego, a roku naszej Niepodległości sto pięćdziesiątym trzecim.”

„Rok Pański" 1928? Wiele zła uczyniono, w imię tego Pana, mojemu ojcu i jego rodzinie w Nasielsku. A także, anno Domini 1928 odpowiadał rokowi 5688 z hebrajskiego kalendarza, który nie liczy lat od Chrystusa,  a od stworzenia świata, dzieła wcześniejszego Pana.

Czy język Sądu Stanów Zjednoczonych dla Wschodniego Okręgu Michigan nie był nieco etnocentryczny? Niedelikatny? Czy mój ojciec nie czuł się pomniejszony tym datowaniem jego obywatelstwa wedle chrześcijańskiej tradycji, narzucającej od niechcenia, że „naszym” Panem był Jezus?

Muszę powiedzieć, że nie był. Nigdy nie przestawał błogosławić Stanów Zjednoczonych Ameryki, od dnia przybycia do dnia śmierci.

Kochał nawet policję, bo wiedział, że pałka nie była wymierzona w niego, ale w tych, którzy mogli zamierzać skrzywdzić go. Mówił mi, że w Nasielsku, widok policjanta skłoniłby go do przejścia na drugą stronę ulicy i odejścia na sporą odległość; lepiej nie zaryzykować. Ale tutaj, w Ameryce, czasami w środku nocy dzwonił do niego policjant mówiąc mu, że zostawił otwarte  drzwi w swoim sklepie. „Lepiej będzie, szanowny panie, jeśli przyjdzie pan tu i zamknie je pan na klucz” mógł mu powiedzieć policjant.

„Szanowny Panie”? To do Żyda? Ameryka była cudem.

Nigdy nie zapytałem ojca co myślał o rozdziale kościoła od państwa. Nie było tu problemu. Tu był ich rozdział; wiedział o tym i wiedział też, że wymagała tego Konstytucja. Każdy mógł należeć do kościoła, który sobie wybrał, albo nie należeć do żadnego, a także w szkole nikt nie miał pytać o religię jego dzieci.

Ale Boże Narodzenie było oficjalnym świętem; mogłem go zapytać – co o tym myślisz? W szkole śpiewaliśmy kolędy – a co o tym? Owszem, mogłem go zapytać, ale nigdy tego nie uczyniłem, bo nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że te zjawiska stanowiły „dominację religijną”. One były po prostu amerykańską tradycją. Byliśmy w kraju, który został założony przez chrześcijan, w kraju, którego Konstytucja zawdzięczała swą strukturę angielskim filozofom, z których wszyscy byli chrześcijanami; czemu echa tych źródeł nie miały pozostać w publicznych dokumentach? W końcu, jest różnica między chrześcijańskimi sentymentami a pogromem.

Mój ojciec wiedział o tym wszystkim. W Ameryce mówimy językiem, który wziął się z Anglii i kierujemy się prawami, które zrodziły się w Anglii. Nasze własne swobody, wywalczone „od” Anglii w roku 1776, miały przecież swoje źródło w Anglii; niczego podobnego do nich nie było w Rosji ani przed Rewolucją, ani po niej. Mój ojciec przybył tu w roku 1923; nadanie mu postaci Anno Domini 1923 nie czyniło go dla ojca rokiem mniej błogosławionym, ani nie ograniczało jego dobrodziejstw tylko do chrześcijan.

Niemniej jednak, cieszę się, że świadectwo naturalizacji zawiera również drugą, bardziej świecką datę, „w roku naszej Niepodległości sto pięćdziesiątym trzecim.”, bowiem mój ojciec (i ja) wiele zawdzięczaliśmy tym, którzy doprowadzili do naszej niepodległości, o czym przypomniały nam niedawne obchody dwustulecia Karty Praw. Lecz Ojcowie Założyciele, którzy ustalali Pierwszą Poprawką, że Kongres nie mógł ustanowić żadnych praw dopuszczających dominację jakiejś religii, nie mieli też intencji uczynienia religii czy jej łagodniejszego podźwięku z ceremonii publicznych, po prostu nielegalnymi. Wiedzieli równie dobrze jak i my, że rok 1776, choć przełomowy, nie był jeszcze Początkiem. Odmiennie od francuskich Jakobinów, którzy ogłosili datę swej nieszczęsnej rewolucji jako Rok 1, nasi amerykańscy przodkowie dostrzegali niebezpieczeństwo odrzucania wszelkiej tradycji, i mieli rację.

Amerykańscy Żydzi w 1791 roku mieli tyle wolności co chrześcijanie, i nadal ją mają, a ich wolność nie cierpi od okazyjnych chrześcijańskich odniesień, jak przy modlitwie podczas otwierania sesji Kongresu czy przy śpiewaniu kolęd w szkole. W końcu, to nie słowa, a złe zamiary tyranizują. Komunistyczna Rosja przez 70 lat uciskała wszystkie religie i w praktyce zabraniała wszystkich publicznych objawów religijności. 1917 był Rokiem 1 ich nowego porządku, niech będzie Lenin pochwalony! I czy dało to Żydom – lub komukolwiek innemu – wolność? Bezpieczeństwo? Poczucie, że byli u siebie?

Zamierzam oprawić świadectwa naturalizacji ojca i matki i zawiesić w moim gabinecie. Jestem dumny z tych dokumentów, a dokładniej, jestem wdzięczny za nie. Moi rodzice przybyli do Ameryki po to, bym ja był wolny. Będę je pokazywał moim gościom. Może niektórych z nich, przesączonych propagandą Amerykańskiej Unii Swobód Obywatelskich, przerazi niedopuszczalne chrześcijańskie odniesienie do „roku naszego Pana”, wydrukowane w samym dokumencie Federalnego Sądu Stanów Zjednoczonych.  Jeśli to zdarzy się, wyjaśnię:

„Cóż, mówią tu raczej nie o moim Panie, zgoda, ale tak mawiano w 1928 roku. Być może nadal to robią. Mojemu ojcu w niczym to nie przeszkadzało. «Dominacja religii»? Proszę mnie nie rozśmieszać.”

wtorek, 11 października 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/10/11 07:35:42
Bardzo piękne.

P.S. Kongles - Kongres.
-
2011/10/11 10:31:51
Korekta obywatelska - porobiły się powtórzenia:
"w swoim sklepie drzwi otwarte w jego sklepie"
"oprawić świadectwa naturalizacji ojca i matki oprawić"

Tekst ciekawy.
-
Gość: annen, 212.87.26.*
2011/10/11 11:11:07
Jak to dobrze, ze byl Zydem, a nie np. Czarnuchem...
-
2011/10/11 13:15:23
Podczas czytania tego tekstu cały czas z tyłu głowy pelętało mi się niemieckie słowo "jein". No bo tak - ocenianie z obecnej perspektywy obyczajów w roku 1928 jest oczywistym anachronizmem i tu nie ma o czy gadać. Czepianie się kulturowego przekazu wypływajcego z religijnych źródeł jest często zupełnie niepotrzebne. W Niemczech np. obserwuję, że Boże Narodzenie nie tylko nie jest świętem antagonizującym, ale wręcz coraz częściej w muzułmańskich rodzinach dzieci też dostają w tym czasie prezenty, żeby się nie czuły inne od rówieśników, a nawet choinki u wyznawców Allaha już widywałem, "bo to takie ładne". Więc w niektórych punktach mógłbym się bez trudu zgodzić z autorem.
Ale są też takie, w których zgodzić mi się trudno. Europejska idea rozdziału kościoła od państwa jest starsza od Stanów Zjednoczonych i myśmy się tu już zdążyli do niej nieco przywiązać. ;) Dlatego obecność religii w ceremoniach państwowych, w konstytucji, w edukacji czy w prawie, mnie razi i nic na to nie poradzę. Bez względu na to, czy będzie to religia dominująca, czy jakaś inna. Inaczej mówiąc, dla mnie punktem ciężkości nie jest tu kwestia dominacji religijnej, tylko zasada świeckości państwa.
Zresztą, Raimi również popada w anachronizm, kiedy mierzy obecny stopień "ureligijnienia" i swobód obywatelskich w państwie amerykańskim miarką Żyda prześladowanego w Europie Wschodniej z początków XX wieku. To trochę jak mówienie ludziom "cieszcie się z tego, co macie i nie żądajcie więcej, bo dawniej było znacznie gorzej". No, prawda, było, ale to żaden argument. ;)
-
2011/10/11 14:18:49
ztrewq, anotherbrick: bardzo dziękuję za dobrą wolę i czas, by pomóc w zlikwidowaniu śladów niechlujstwa - już naniosłem poprawki.

annen: nie wiem jaka była intencja, może komentarz był za krótki? Ale z pewnością za długi o jedno słowo; jeśli to nie jest cytat z wypowiedzi jakiegoś niemądrego człowieka, epitet Czarnuch nie powinien był pojawić się tu.

Bobik: technicznie to może i prof. Raimi przyrównuje rok 1928 i rok, w którym pisał, ale mentalnie - sądzę - szło mu o zestawienie nastawień z tego samego roku z różnych miejsc.

Having said that... Przekładanie nie mierzy uwielbienia wszystkich tez tekstu. Od dawna przymierzam się do eseju tak ostrego na jaki mnie stać na temat Anno Domini stojącego w wymuszonym na Japończykach przez Stany Zjednoczone Traktacie o Przyjaźni i Współpracy z 1854 roku. Prof. Raimi jest tradycjonalny, konserwatywny - i staram się zrozumieć, a nie zaakceptować, jego widzenie świata. A intencją przypomnienia o tekście, rzecz jasna, była chęć skłonienia mieszkańców Nasielska i okolic do czułego wspomnienia swoich prapradziadków.
-
2011/10/11 14:44:57
No nie, taki naiwny to ja nie jestem, żeby mylić autora z tłumaczem. Przypuszczałem tylko, że tłumaczowi będzie przyjemnie, kiedy z przełożonym przez niego tekstem ktoś wejdzie w dyskurs. A ja, jak to pies, okrrrropnie lubię sprawiać ludziom przyjemność. :-)
-
2011/10/11 16:52:19
Zawsze sprawiasz, psinko.
-
2011/10/11 17:25:18
Merd, merd. :-)
-
2011/10/11 17:27:36
Zobaczywszy poniższe w piśmie uznałem za stosowne dodać, że nie jestem żadnym tam francuskim pieskiem, choć do Prawego Polaka też mi daleko. ;)
-
2011/10/11 19:44:58
"A także, anno Domini 1928 odpowiadał rokowi 5688 z hebrajskiego kalendarza hebrajskiego, który odlicza, miast lat od Chrystusa, lata od Stworzenia, dzieła wcześniejszego Pana."

W oryginale jest: "which counts, instead of the years since Christ, the years since Creation, the work of an earlier Lord." Co jest do zaakceptowania. W polskim jednak, ten tok jest problematyczny (miast lat) i utyka. Chyba lepiej byłoby:
"który odlicza lata, miast od Chrystusa, od wcześniejszego, pańskiego dzieła stworzenia"

A tekst przepiękny i warto było. Ale czy przeczyta go pleban z Górki Podlaskiej?
-
2011/10/11 19:57:36
Plebanowi w niebie czytać będą. Całe trzy tomy (na czarno) zebrane przez Adama Michnika.

Co do poprawek, wszystkie są chętnie rozważane, ale wyjaśnijmy sobie tego Lorda, czy Raimiemu nie chodzi o poprzedniego władającego Pana?
-
2011/10/11 20:22:45
za tekst dziekuje, ciekawe

pozwolisz ze (jak wiadomo mysli leca przez glowe, a skojarzen nie poskromisz) polece cos do czytania:
www.czarne.com.pl/?a=2048
-
2011/10/11 22:29:38
Z lordem faktycznie kłopot. Ale w tekście mi haczy. Z przypadkami głównie. Odliczamy mimo wszystko lata, nie lat. Może się ktoś (bardziej ode mnie kompetentny) wypowie? I doradzi?
-
2011/10/11 22:42:58
Wręcz wzruszające. Ten tekst powinien być w zbiorze lektur, w szkolnych wypisach.
-
2011/10/11 22:50:11
-
Gość: annen, afdn141.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/11 22:51:16
Jak ktos nie rozpoznaje mowy pozornie zaleznej, to nie moja wina.

A powiedziec - upraszczajac - chcialem tyle: bohater wpisu daleko mniej ufalby policji, gdyby nie mial szczescia byc przedstawicielem zydowskiej (drobnej) burzuazji w Detroit. Gdyby byl Afroamerkaninem, nawet zamoznym, w ktorymkolwiek z poludniowych stanow bylby zapewne nieco mniej ufny.

Bylby tez mniej ufny gdyby byl robotnikiem podczas strajku w Detroit.

I tyle.
-
2011/10/11 23:06:24
Pawle, nie chwalący się, ale chwalący ich, cały ten blok Warto w zakładkach tak się nazywa, bo warto.

telemachu, najpierw odszukam głowę, gdzieś zagubioną w dziennej bieganinie, a potem pomyślę co z tym zrobić. Nawiasem, zadbałem o symetrię i wierzę, że kruk krukowi, aha, chodzi mi o to, że już da się przy rozmowie spojrzeć mi w oczy. Ciekawe czy umiem okokłamać.

Rysiu, znowu chcesz mnie wbankrutować? Aha, od znajomych, z Niemców się wywodzących, słyszałem sporo o warunkach życia tych, co przybyli tu przez Hamburg Gesellschaft - higiena i kultura i zasobność jak u tych z Wołynia czy z Galicji...
-
2011/10/12 00:18:25
telemachu, uznałem lepszość cości od nicości i cość poprawiłem owe trudne (dla mnie) zdanie. Gdybyś miał jakieś językowe olśnienie, opowiedz, z przyjemnością upowszechnię jako moje.

annen: a, teraz jest dużo lepiej, już rozumiem: choć przebrany za jeża, to jednak szlachetny odruch. Niezgoda na trudny los biednych i odrzucanych.

A czy to zaprzecza jakiejś obserwacji Raimiego? Podważa jakąś jego tezę? Jeśli nie, to opowiedz nieco spokojniej co Cię niepokoi, z jakim Złem chcesz walczyć - bardzo możliwe, że poprę Twoją Sprawę. Bo i ja chętnie oprę się Nierówności i Niesprawiedliwości.
-
2011/10/12 01:04:20
Oczywiście nie mogę się oprzeć szczeknięciu w sprawie tłumaczenia. ;) Ja bym się nie upierał przy tym "zamiast", które polskie zdanie dosyć uniezgrabnia, a dla sensu nie jest bezwzględnie konieczne, za to zachowałbym "wcześniejszego Pana", bo w tym jest lekkie przymrużenie oka, które powinno się w przekładzie zachować. I "Creation" przetłumaczyłbym może jako "stworzenie świata", jako że w polszczyźnie samo "stworzenie" to mogę być również np. ja. Czyli w sumie sformułowałbym zdanie tak:
"...który odlicza lata nie od od Chrystusa, a od stworzenia świata, dzieła wcześniejszego Pana."
-
2011/10/12 01:42:52
Bobik: ładne i z sensem. Pewnie się nie upowszechni ;)
-
2011/10/12 02:22:43
Tak, szkoda by było zgubić tę jego delikatną kpinkę. Myślę, że w tej chwili jest już do przyjęcia, tzn. do czytania. Dziękuję ssakom naczelnym oraz ich najbliższym przyjaciołom.

Teraz śmielej patrzę na kilkanaście innych ciekawych tekstów w językach częściowo mi znanych. Z taką pomocą można nawet przekładać makowca i makować przekładańca.
-
Gość: annen, afdq241.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/12 03:11:52
andsol: jasne, ze podwaza, inaczej bym sobie klawiatury nie zawracal. "Nigdy nie przestawał błogosławić Stanów Zjednoczonych Ameryki, od dnia przybycia do dnia śmierci" - StZjAmPln nie byly wlasciwym obiektem blogoslawienia; po prostu trafil w miejsce w ktorym jego cechy szczegolne nie byly przesladowane. Gdyby byly inne, bylyby przesladowane tak samo, jak w jego miejscu urodzenia.
Zmienily sie tylko kryteria, nie zasady.

Zasady na krotko zmienil Lenin (vide konstytucja Rosji Radzieckiej z 1918). www.internacjonalista.pl/konstytucja-rosji-radzieckiej.html
-
2011/10/12 03:59:21
annen: rozmowa ewoluuje w bardzo pożądanym kierunku; już nie pouczasz mnie o potrzebie znania mowy pozornie zaleznej a wyrażasz pewien pogląd o przedstawionym tekście.

Odrzuciwszy sugestię rozmowy o Konstytucji ZSRR (wierzę, że to ciekawy temat, ale nie w zakresie zainteresowań tego blogu) nie widzę tu zawracania sobie Twojej klawiatury, a zdecydowany skręt ku brakom i wadom USA. Używasz do tego argumentu w stylu "jak mógł pewien emigrant być szczęśliwy gdy było tam tyle wad i nieszczęść".

Ano mógł. I opowieść jego syna nie jest wykładem z politologii a świadectwem osobistym o człowieku, który wyjechawszy z Polski znalazł warunki do spokojnego życia zawodowego i rodzinnego.

Osobom zainteresowanym wadami Stanów Zjednoczonych z owego okresu sugerowałbym "Grona Gniewu", nie eseje Raimiego. One dotyczą innych spraw.
-
Gość: Kot Mordechaj, 66-87-2-27.pools.spcsdns.net
2011/10/12 09:02:36
A moa Stara pamoeta wcale nie tak odlegle czasy, kiedy wymog podawania wyznania nie przewidywal mozliwsci bezwyznaniowosci. Jej przyjaciolka Ola Dichterowa szla w sierpniu 1069 r rodzc coreczke do miejskiego szpitala w Nowym Jorku. POradzono jej tam serdeczznie aby nie zostawiala rubryki "wyznanie" pustej ,bo jest to "nieobyczajne" i wskazuje na przynaleznosc jesli nie do partii, to co najmniej na duchowa do komunistow. Ola westchela i wpisala "ewangeliczka"(wyznanniie jej ojca).
-
Gość: Kot Mordechaj, 66-87-2-27.pools.spcsdns.net
2011/10/12 09:19:54
A i jeszcze cos. W ubieglym tygodniu przez brytyjska prase przetoczyla sie (mini)debata w sprawie jakiegos wewnetrznego okolnika BBC by dziennikarze zamiast Anno Domini i Before Christ uzywali bardzij neutralnego okreslenia Common Era i Before Common Era.
Wiekszzosc wypowiedzi komentatorow i czytelnikow gazet byla tym oburzona,a niektorzy wskazywali, ze CE i BCE zostalo rzekomo wymyslone przez czerwonych po rewolucji bolszewickiej (guzikprawda). BBC mocno sie tlumaczylo, powiadajaac, ze okolnik wskazywal by CE i BCE uzywac "when appropriate", np w kontekscie religii niechrzscijanskich (co temu Kotu wydaje sie calkiem rozsadne), ze CE i BCE weszlo w uzycie jeszcze w XIX stuleciu i ze wielu wybitnych dzieenniakrzy BBC (np Jeremy Paxman) uzywaja tych terminow od zawsze i nie ma o co kruszcyc kopi.
-
Gość: annen, nat.awf.edu.pl
2011/10/12 13:01:45
andsol: Używasz do tego argumentu w stylu "jak mógł pewien emigrant być szczęśliwy gdy było tam tyle wad i nieszczęść".

nie, ten argument zostal mi przypisany; ja napisalem tylko, ze nie bylo za co "blogoslawic" StZjAmPln, bo system byl taki sam jak w miejscu urodzenia autora eseju, a jedynie kryteria rekrutacji do przesladowania byly inne, i autor sie na nie nie zalapal.
-
2011/10/12 14:15:14
Dorobiłeś się niecierpliwego, ale za to dobitnego dyskutanta. ;)
Nie będzie lekko.
-
2011/10/12 15:43:51
telemach: jego cztery komentarze miały ten sam "time stamp", więc może to jego komputer - a kto wie, może Blox - miał czkawkę.

Kot Mordechaj: pojechałem kiedyś do demoludów, do bratniej Pragi. Na dużym placu zapytałem tubylcę jak nazywało się miejsce. "Námestí sovetskich tankistov", poinformował mnie rzeczowo. Ja spojrzałem na niego, on na mnie, obaj roześmieliśmy się i nie można było nic więcej zrobić.
-
Gość: staruszek, affv102.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/10/12 18:00:58
"w zakresie zainteresowań tego blogu"
Ja bym na tym blogu piał z powodu szerokiego zakresu zainteroswań tego bloga.
Czy mojego boga taki drobiazg obchodzi?
-
2011/10/12 18:37:28
staruszku, niedawno byłem (coś na ten temat szepnąłem) na jakimś dziwnym blogu z S24 broniącym szlachetnego komunizmu (w odróżnieniu od nagannego komunizmu nieszlachetnego). I nowa, czuła na ludzką krzywdę (w Stanach) wizyta może być związana z moimi wycieczkami, więc wolałem wspomnieć, że dyskusje o dobrym Leninie (w odróżnieniu, na przykład, od złego Stalina) nie są tu mile widziane.

Przyczyna prosta: wątpię czy obrońcy dobrego Lenina powiedzą mi coś godnego uwagi o aktach prawnych tego pięknego projektu Ojczyzny Robotników, szybciej bym się spodziewał oryginalności refleksji w tym temacie u jakiegoś domikanina, na ten przykład.

Miłe określenie szeroki zakres zainteresowań tego bloga w innym języku może brzmieć np. chybí mu filtru v hlave, więc lepiej nie mówmy o tym...