|
Blog > Komentarze do wpisu
10000 lat życia z komputerem
Lata z komputerem zapisujemy w notacji binarnej, to raczej oczywiste. W styczniu 1996, parę
miesięcy po cudownym poczęciu tego życia, opisałem je w liście do przyjaciela i widzę, że ten opis ma pewien urok dzięki podanym
technicznym informacjom. Tak to leci.
Co do mojego ostatniego listku, chcę Ci wyjaśnić co oznacza zwrot, że kupiłem mikro w lipcu-sierpniu. Jak każdy uczciwy Brazylijczyk, przywiozłem zabawkę, przemycając ją, z miasta Foz do Iguaçu, a raczej z jego strony paragwajskiej Cidade del Leste, ex Porto Stroessner. Pół roku temu legalny limit na przywóz bezcłowy wynosił $250, a pożądana konfiguracja (DX4-100, RAM z 16M, dwa HD z 840Mb każdy, dwa drives dla 3,5 , Sound Blaster 4X, jet printer w/b, modem) stała plus-minus nawet w Paragwaju na jakieś $2400 (a tutaj chyba by to kosztowało z $4000). Nie mam duszy pokerzysty, więc żeby nie ryzykować zanadto pojechałem trzy razy 16-godzinnym „turystycznym” autobusem do tego pięknego kraju i zdołałem przywieźć wszystko (i nieco wiecej) bez kłopotu. Wprawdzie to lekkie szaleństwo pogorszyło moją już niedobrą sytuację w banku, ale czułem, że musiałem tak zagrać. Warto było, mam teraz gdziekolwiek te wszystkie Mathematica, Maple i inne programy zainstalowane w instytutowych work-stations (które 3 lata temu imponowały, a teraz drażnią swą powolnością) – zainstalowałem w Linuxie coś, co się nazywa pari-gp i jest to doskonale dostosowane do moich potrzeb. Koniec wyczekiwania na Uniwerku na dostęp do krzesełka przed ekranikiem. A także koniec obrzydliwego lizania znaczków nabywanych w kolejkach pocztowych, które nieprzyjemnie przypominały polskie. sobota, 22 października 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
roman_j
2011/10/22 15:18:01
10000 lat? A nie przypadkiem dopiero 1111? Tak mi wychodzi z odejmowania 2011 i 1996. Chyba, że policzyłeś już także ten rozpoczęty. :)
2011/10/22 15:43:03
List był ze stycznia 1996, życie komputerowe zaczęło się od instalacji Slackware w końcu sierpnia 1995. Ach, ta upojna muzyka negocjacji modemowej...
2011/10/23 10:57:03
Bardzo bylbym ciekaw, czy wzrostowi wygody, atrakcyjnosci i wydajnosci pracy spowodowanej kupowaniem sprzetu komputerowego (od ponad 22 lat) towarzysza oszczednosci. Pewnie nie, ale i tak nie zaluje :-)
A przede wszystkim praca przy komputerze jest bardziej poplatna - przynajmniej w moim przypadku. 2011/10/23 11:01:32
A z ciekawosci - kiedy zaczales uczyc chlopakow poslugiwania sie komputerem? I ile masz ich (komputerow) teraz w domu?
2011/10/23 17:43:56
Od strony ekonomicznej, Pawle, życie komputerowe zawsze było dla mnie wydatkiem, ale to koszt wolności. Miałem na przykład darmowe łącze do sieci uniwersyteckiej, ale wolę płacić (obowiązkowy telefon gvt + dostęp z pasmem 15 Mb ) koło 200 zł miesięcznie - oraz rejestracja domeny i hosting - i nie przejmować się czy pracownicy centrum informatyki wdają się już w strajk czy dopiero o tym myślą. I czy ktoś coś skisił wieczorem i do rana jestem niekomunikowalny. Nie zanosi się na to, bym miał kiedyś coś zarobić na moim pisaniu literackim czy matematycznym, ale da się żyć z pensji bez narzekania, a wierzę, że komuś do czegoś czasami przydaję się. No i fajnie.
Dziś komputery w domu? Reszta rodziny ma po jednym na głowę, a ja trzy. To wygląda na skrajną niesprawiedliwość, ale tylko pozory. Jeden Linux, drugi (niestety) Windows, Linux nadal ma kupę kłopotów z dźwiękiem i grafiką i np. musiałbym wstawiać nowe Ubuntu, żeby załadować Chrome (do G+), a bardzo chciałbym tych ulepszeń uniknąć. Nie mam czasu na te zabawy. Kiedyś kompilowałem kolejne jądra i optymalizowałem X-y, teraz chcę pisać i czytać. A trzeci, to laptop z niemieckiego demobilu bankowego sprzed 6 lat (ma chyba 10 lat) i poszedłby na cmentarz, ale Win7 nie chce dogadać się z HP Scanjet 3800), więc OCR-y obowiązkowo idą na tym staruszku. Michał Babilas od dawna mnie przekonuje do jednego (3 w 1) ale dobrego jabłuszka, może ta jego słodka mowa kiedyś da efekty, ale jestem typem Opornej Ewy. Chłopcy? Młodszy pojawił się parę miesięcy wcześniej przed domowym komputerem, starszy miał wtedy 2 lata i na początku wolał siedząc na kolanach kręcić klamkami niż patrzeć na monitor, ale mniej więcej po 4 latach stary komputer dostał Win95 i stał się rodzinnym, głównie malców. Wydawałem sporo na płytki z Humongous (dolar był cholernie drogi, przesyłka już też, podatek 70%), ale warto było. Do późnej nastolatkowości nie widzieli na komputerze gier z kopaniem i biciem (ani w tv czy z videotek, bo wszystko, co szło do ich oczu było uprzednio sprawdzane przez nas), a różne "hints" z gier odkrywali w wieku przedalfabetowym dzięki wytrwałości. To bardzo fajnie wspomnienie, słyszeć z innego piętra ich zaśmiewanie się przy komputerze. No i przez pewien czas mówili, że pójdą na studia robić gry (jest u nas taki kierunek), ale ostatnio jest zmiana planów. Sami z siebie. Podsuwaliśmy tematy i lektury, ale nigdy, przenigdy, nie było wpychania w kierunki. I starszy w tym roku będzie zdawał na matematykę, a młodszy w przyszłym zapewne na informatykę. 2011/10/23 19:30:54
To swietna wiadomosc z ta matematyka i informatyka - na pewno dadza sobie rade w zyciu z takimi kwalifikacjami. Zreszta domyslam sie, ze na magisterium z matmy sie nie skonczy i potem bedzie doktorat. A jak podczytuje czasem informacje o Brazylii, to dostrzegam olbrzymie ssanie na doskonale wyksztalconych specjalistow.
2011/10/23 19:33:34
Przepraszam za brak pliterek - pisze czesto z tabletu, gdzie one sa, ale ich wywolywanie jest okropnie irytujace ;-)
2011/10/23 19:57:57
Też tak to widzę. Tu studia idą 8 semestrów, kończą się "pracą zakończenia kursu" (TCC), w gruncie rzeczy niewiele mniej wymagającą niż polskie magisterium. I kto naprawdę się interesuje ma szanse od drugiego semestru na granty, niewiele, powiedzmy rzędu 650 czy 500 zł miesięcznie, ale jak starszy rozsądnie ucieszył się: "to będą mi płacić za studiowanie?" - a dwuletnie stypendium na magistranckich jest już rzędu 2000 zł. Na doktoranckich w zasadzie tak jak niezła płaca. A uniwersytetów tworzą jak mrówków.
Oczywiście do wielkiej kariery finansowej droga nie tędy, ale nigdy nie zapomnę jak na ulicy wrocławskiej major obrzucił kapitana chujami za niedbałe salutowanie - i w gruncie rzeczy we wszystkich korporacjach niewiele jest to odmiennie. A chłopcy są tzw. "dobrze wychowani", ciężko znoszą wulgarność i niesprawiedliwość, więc nisze z obyczajami odmiennymi od rynsztokowych mają wartość niewymierną zarobkami. Nie mówiąc o tym, że kto stara się wiedzieć coś, nie ma jak wpaść w rutynę - dla ludzi, którzy mając koło 25 lat będą musieli około 50 lat popracować do emerytury to też arcyważny czynnik. 2011/10/23 22:13:22
Mialem to szczescie, ze bedac na panstwowym, za komuny, pracowalem w zacnej instytucji (BUW), gdzie szanowalo sie ludzi. Ale i w prywatnych wydawnictwach, od dwudziestu lat, tez nie moge narzekac na zle stosunki, mobbing, lekcewazenie. A wiem, ze problem przeciez istnieje i dotyka tez wielu wrazliwych ludzi, ktorzy zle znosza taka opresje. Prasa nierzadko o tym pisze - ludzi gnojacych podleglych sobie pracownikow, by podniesc sobie samopoczucie, jest wielu.
|
|