Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Nieszczęście w szczęściu

Prestiż nauki był kolosalny. Szarzy ludzie, gospodynie domowe, napotykający bezustannie aparaty i wynalazki zawdzięczane laboratoriom, byli skłonni wierzyć, że nauka mogła osiągnąć nieomal wszystko i byli zalewani informacjami oraz teoriami naukowymi. Gazety poświęcały całe szpalty, by im wyjaśnić (lub zaciemnić) najnowsze odkrycia; ostatnie powiedzonko Alberta Einsteina stawało się materiałem na pierwszą stronę, choć w praktyce nikt go nie mógł zrozumieć.

To opis atmosfery lat 20tych zeszłego wieku w książce „Only yesterday” F. L. Allena.

Nie wiem jak odebrała ulica wielkich miast świata wiadomość z CERN-u, ujawnioną po paru latach rozważnego analizowania danych, że nie znajdują błędu w obserwacji pomiarów neutrino, a sugerujących, że szybkość światła została przekroczona. Wiem, że polska prasa w swojej masie zachowała się jakby informowała Uzbeków w  XIX wieku, że może warto na chwilę oderwać się od pieczenia barana. Kluczowym słowem w rozumieniu przeciętnego opisującego to dziennikarza jest „ciekawostka”.

Być może jeszcze bardziej przygnębia wylew andron w przeróżnych komentarzach, wykorzystujących zakomunikowane z zachowaniem najlepszych naukowych standardów zjawisko, do ataków przeciw nauce, jej znaczeniu i jej obyczajom. Żałosne przyrównywanie wiadomości do balonów dotyczących „zimnej fuzji” czy „pamięci wody” dowodzi braku kryteriów w klasie dziennikarskiej, pomagających w odróżnianiu nauki od pseudonauki.

Rozczula natomiast gotowość wszelkiego typu proroków do wdrapania się na scenę bądź to z przekazem „a ja to zawsze mówiłem i nawet jest w archiwach blogu” bądź z użyciem logiki zaświatowej „jeszcze raz widać, że Pan Bóg jest wszechmogący”.

Wiem, ten film już grano, Monty Python, ale miałem go za drwinę z przeszłości, a nie za wizję futurystyczną.

Czego trzeba, by status narodu wybranego zmienić na wykształconego?

poniedziałek, 26 września 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: nightwatch, apn-77-114-175-171.dynamic.gprs.plus.pl
2011/09/26 08:35:08
Na szczęście jest jeszcz Italia która znów oświeci tonącą w mrokach Europę:
cassandralegacy.blogspot.com/2011/09/something-is-deeply-wrong-minister-and.html
-
Gość: , mail.metrona.pl
2011/09/26 11:01:23
Czego trzeba, by status narodu wybranego zmienić na wykształconego?

Tamten naród wybrany w historii odkryć naukowych zapisał się wręcz wybitnie.
Nasz, jak wiadomo z rysunku Mleczki, jest wybrany, tylko jeszcze nie wiadomo do czego.
-
2011/09/26 11:02:11
Tam wyżej, to ja byłem, tylko za szybko kliknąłem. Zły blox.
-
2011/09/26 12:49:52
"Wiem, ten film już grano, Monty Python, ale miałem go za drwinę z przeszłości, a nie za wizję futurystyczną. "

Też Cię przygnębiło? Mogłem się spodziewać. Zastanawiam się jednak, czy dalsze osuwanie się we wczesny (neil)postmanizm jest tutaj wyjściem. Mam na myśli ukochane swego czasu "Amusing Ourselves to Death" i "End of education". Kuszące to osuwanie się, ale czy jest to pragmatyczna odpowiedź?. Ja z całego Postmana z każdym rokiem cenię coraz bardziej "Building a Bridge to the 18th Century". Bo powrót do Oświecenia i wyruszenie na nowo z uśmiechem na ustach jest chyba jedyną alternatywą do.
-
Gość: , port-92-201-9-177.dynamic.qsc.de
2011/09/26 13:21:47
O poziomie dziennikarstwa tym razem nie będę, bo mnie już czasem ozór boli od ujadania na ten temat.
Ale coś tak mi się zaczęło kombinować z innej beczki... Czy przypadkiem ten szalony prestiż nauki wśród tzw. "normalnych ludzi" nie był - przynajmniej w jakiejś mierze - skutkiem przypisania nauce pewnych cech magii? I czy późniejszy spadek tego prestiżu (a nawet ucieczka od racjonalizmu pod skrzydła różnych newageizmów) nie wynikł z odczarowania, jak również rozczarowania, że ta brzydka nauka nie rozwiązała wszystkich problemów machnięciem czarodziejskiej różdżki?
Nie upieram się, że mam rację, ale rzecz wydaje mi się godna zastanowienia. Bo gdybym jednak choć trochę racji miał, to powrót do Oświecenia mógłby być znacznie trudniejszy, niż się wydaje.
-
2011/09/26 14:07:56
nightwatch: są przyczyny, by Włochów nazywano Polakami Południa.

rpyzel: oni wcześniej byli wybrani. Gdy dojdziemy do roku 5772, i my zabłyśniemy uczonymi i artystami.

telemach: zgadzam się z Bobikiem, że droga do Oświecenia może być coraz dłuższa. Już wyjaśniam. Przy śniadaniu tv powiadamia mnie czy nie ma OVNI ani korków na drodze do uniwerku; dziś dostałem bonus w postaci wieści, że znany (z bycia ex-mężem znanej osoby) aktor Reynaldo Gianecchini leczy się skutecznie z rzadkiego raka systemu limfatycznego silnym naświetlaniem oraz operacją spirytualną. Śliczna i wygadana pani, z lokalnego stowarzyszenia specjalistów od operacji spirytualnych wyjaśniała czemu ma się on coraz lepiej (przy zastosowaniu także chemioterapii), podawała adresy, rady o harmonizowaniu zewnętrza, pozytywnych kosmicznych energiach przepełniających wnętrza a przy okazji coś zabulgotała o kompozycjach floralnych. Mam motywację, by za parę godzin oświadczyć studentom, że koniec z myśleniem, eksperymentowaniem i sprawdzaniem rachunkowym, teraz przejdziemy do geometrii i algebry duchowej w zharmonizowanym (na pomarańczowo) otoczeniu.

Jedyne, co ściąga uśmiech z ust, to myśl, że może media to opium dla ludu i lud właśnie chce opium, bo słyszał w tv, że to jest dobre.

Bobik: z pewnością, było gorzkie rozczarowanie, szczególnie gdy owe maszynki domowe do przekazywania notowań giełdy zaczęły powiadamiać, że oszczędności wyparowały i kaput, ale chyba był i inny element: gigantyczny, krwawy absurd WWI kazał myśleć, że to musi się zmienić. My, z późniejszych pokoleń, mamy rzetelne przyczyny, by inaczej widzieć tę wiarę.
-
2011/09/26 17:54:38
"Żałosne przyrównywanie wiadomości do balonów dotyczących zimnej fuzji czy pamięci wody dowodzi braku kryteriów w klasie dziennikarskiej, pomagających w odróżnianiu nauki od pseudonauki"

Ja tez to przyrownoje do afery zimnej fuzji. Zawsze mi dzwoni dzwonek alarmowy jak nauke uprawia sie nie pzrez publikacje w referowanych czasopismach a na konferencjach prasowych. Smierdzi mi to Hollywoodem (slawa) i Wall Street (szmal, czyli kasa)
-
2011/09/26 20:19:42
mamula, zrównanie tego ogłoszenia z CERN-u z aferą zimnej fuzji nasunęło się sporej liczbie osób i dały one temu świadectwo w piśmie. I popełniły, moim zdaniem, spory błąd. Istotne różnice;
1. tam - występ autorski, tu - nazwiska członków ekipy zagubione w tekście.
2. tam - podanie jako faktu, tu - jednoznaczny wyraz bezradnosci i wątpliwości;
3. tam - dokonanie doświadczenia, tu - trzyletnie powtarzanie go;
4. tam - autoryzowane spekulacje o wadze odkrycia, tu - brak wiary w jego istnienie (spekulacje pojawiają się u entuzjastycznych komentatorów, nie autorów prac).

Nie widzę parcia na szkło. A na pieniądz? Hm... nie ma nachalności pojawiającej się z "odkryciem" przez NASA życia poza Ziemią, ale można domyślać się, że instytucja pogoniła swych wyrobników do dziennikarzy. W chwili kryzysu pierwsze padają finanse instytucji naukowych. Może nawet chętnie to zrobili, ale (na mój wyczulony na arogancję i pazerność gust) nie było wykroczenia przeciw dobrym obyczajom zalecanym w rozmowach o solidnych badaniach. Które kosztują.
-
2011/09/26 22:10:54
andsol: " zrównanie tego ogłoszenia z CERN-u z aferą zimnej fuzji nasunęło się sporej liczbie osób i dały one temu świadectwo w piśmie. I popełniły, moim zdaniem, spory błąd"

Wypada siie zgodzic. Papier opublikowano pare dni temu

static.arxiv.org/pdf/1109.4897.pdf

Koncowka:

Despite the large significance of the measurement reported here and the stability of the analysis, the potentially great impact of the result motivates the continuation of our studies in order to investigate possible still unknown systematic effects that could explain the observed anomaly. We deliberately do not attempt any theoretical or phenomenological interpretation of the results.

Wrzawe prasowa nalezy ocenic jako niemily zgrzyt. A wiesci o upadku Teorii Wzglednosci - przedwczesne. Ale cos, prasa lubi sensacje... Tyle tylko ze prasa powinna byc powiadomiona PO opublikowaniu papieru a nie pzred. Takie sa zwyczaje na salonach...
-
2011/09/26 23:48:42
prasa powinna być powiadomiona PO opublikowaniu papieru a nie przed. Bez cienia wątpliwości. Ten pośpiech przypisałbym pracodawcy, nie pracoproducentom, bo przecież czekają cierpliwie już parę lat. Śmierdzi jakimś komitetem, który ma parę dni na dopięcie sprawozdania o (z)użyciu pieniędzy.

Ale proszę Cię, ostrożnie z majuskułami w przyimkach, akurat mi trzeba tu pyskaczy z S24-blogów.
-
2011/09/27 17:23:43
To taka gra.

Ogłaszając, gdy rzecz okaże się prawdziwa i istotna - zdobywa się priorytet i miejsce w historii (o apanażach nie wspominajac nawet). Nie szkodzi, gdy potwierdzenie przyjdzie po latach.

Kupa zysku.

Ogłaszając, nawet jak się okaże, że to pomyłka, błąd, jakieś zawirowanie - mówi się "ups".

Żadna strata, zwłaszcza jak się ogłasza bez arogancji - "możliwe że", "nie można wykluczyć", etc.

W przypadku tutaj - kto miałby niezależnie potwierdzić, na niezależnej maszynce?

Podejście to, wydawałoby się - fair & right - ma swoje cienie, moneta ma również rewers. W matematyce ostatnio się tak porobiło. Są tacy, co jeżdżą po konferencjach, i ogłaszają wyniki, no... prawie dowiedzione. A jak rzecz ważna, i wielu nad nią pracuje, takei coś wytrąca z równowagi, zabija ducha konkurencji. Bo nawet jak oni do końca dowiedzą, to już nie będa pierwsi. Ba! Mogą się narazić na zarzut złodziejstwa.

PS. Gdy andsolu wspomniałeś o "pyskaczach z S24", myślałem, że do mnie pijesz. Albowiem jestem jedynym z owego rewiru (tzn., nie jestem z tego rewiru, tylko tam trzymam sobie komórkę do wynajecia), który efektywnie (tj. z dawaniem śladu od czasu do czasu) zagląda na Twój blog. A i fakt, zdarza mi się pysknąć, tylko rzadko lub nigdy na temat POdnaszane i oPISywane...
-
2011/09/27 17:58:48
Już mnie Jurek Kocik obmaglował za tych "pyskaczy z S24". Nie, nie do Ciebie pite, wręcz odwrotnie, u Ciebie spotyka się grono w większości delikatne i sympatyczne i na ogół nie wykorzystujące przypadkowych zbieżności w majuskułach do pyskówek. Ach, gdybyś był typowym blogerem z S24, nameste i kwik i Babilasy i inni tak cenni stamtąd by nie odchodzili... Z pewnością, nie ma tu uogólnienia: "co z S24 to pyskate".

Nawiasem, odkryłem tam niedawno prawdziwego komunistę, dzielnie dowodzącego, że Lenin to był taki sympatyczny myśliciel od dobrych chęci - kiedyś zajrzę tam jeszcze raz, by sprawdzić czy Dzierżyński nie był kierowniczką pensji dla panienek. Więc S24 bywa pełen niespodzianek.
-
2011/09/27 20:03:36
W matematyce ostatnio się tak porobiło, rzeczesz, tichy. Już broni się imałem i o godność matematyki walczyć chciałem, aż przypomniałem sobie coś sprzed paru lat. Wikipedia mi mówi, że to było w 2004. Człowiek z instytutu, z lekka zaprzyjaźniony z de Brangesem, zaczął mnie przekonywać, że muszę przeczytać jego dowód hipotezy Riemanna. Miałem w teczce "ambitne projekty" zrozumienie dowodu hipotezy Bieberbacha w wykonaniu de Brangesa, ale pomyślałem sobie, że mogę jeszcze ambitniej. I na moje szczęście wziąłem najpierw do czytania jego "Apologię", a ta mnie ostrzegła, że za często używa zaimków "ja, mój, mną" i postanowiłem nie być jednym z pierwszych, którzy przez dowów RH się przegryzą. Dotychczas nikt nie zdołał, czyli nie jest lekko.
-
2011/09/27 22:56:07
andsol: "Czego trzeba, by status narodu wybranego zmienić na wykształconego?"

Wydaje mi sie ze walka to przegrana.

Nastepujacy wpis zamiescilem na blogu gazety Rzeczposlolita, spodziewajac sie ze zostane zwymyslany od idiotow (post Czolowego Publicysty na temat Katastrofy Smolenskiej):

"To bzdury. Przeciez od dawna wiadomo ze przed lotniskiem zakopany byl olbrzymi elektromagnes ktory sciagnal samolot w dol. Te technike wyprobowano na samochodzie Kubicy ktory bez powodu walnal w barierke"

Niestety, nikt mnie nie wyzwal. W ciagu 15 minut dostalem 9 pozytywnych opinii.

blog.rp.pl/skwiecinski/2011/09/27/zamach-musial-byc/

P.S. ja tam wystepuje jako A.L.
-
2011/09/27 23:08:30
5-grid: "Ogłaszając, nawet jak się okaże, że to pomyłka, błąd, jakieś zawirowanie - mówi się "ups". "

W przypadku zimnej fuzji to bylo dosyc duze "UPS". Paru facetow zakonczylo kariere naukowa. Nie byl to jedyny przypadek Zanoczenia Kariery Naukowej Przez Konferencje Prasowa.

Ci faceci od neutrina wydaja sie rzetelni - bez bicia pisza ze im cos wyszlo ale nie wiedza dlaczego. Dookola jest jazgot, ale to juz sprawa jazgoczacych.

Zas w nauce, ogolnie, od czasu gdy zaczal dominowac szmal, sprawa takich zupelnie neiwaznych rzeczy jak "prawda" przestala byc istotna.

Gdy przyjechalem do USA jako Visiting Professor, wiele lat temu, jeden facio pokazal mi z duma papier. Obejrzalem szybko i pokazalem palcem: "Tu jest blad". Ale facio byl niezerazony: "Ten papier juz jest przyjety na konferencje". "Ale jest blad" dalej naciskalem. "No, ale papier jest przyjety na konferenje" upieral sie facio. "No ale jest blad" upieralem sie. reakcja byla szybka i zdecydowana: "FUCK OUT OFF ME!" I bylo juz wiadomo ze tam miejsca nie zagrzeje. Rzeczywiscie, po roku musialem pojsc gdzie indziej, z lekka opinia "troublemakera" i braku kwalifikacji do bycia "team member".

Znakomicie o tym pisze Derek Bok, byly prezydent Harvardu, w ksiazce Universities in the Marketplace: The Commercialization of Higher Education. Dlatego tez z niedowierzaniem czytam wszelkie "rewelacyjne wiesci". Zwlaszcza w interesujacych mnie dziedzinach