Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Letnie wspomnienia czyli o pożywieniu gatunków

Na początku były komary. To im dało znaczne przewagi ewolucyjne. Były i nie przestawały. Część aniołów miała ich dosyć i wyprowadziła się w okolice, gdzie komar mówi „a niech to szlag”. Nazwa terenu mówi o tym.

Gdy pojawiły się nieporozumienia administracyjne co do diety owocowej, komary były solidarne z Ewą, choć wcale ich o to nie prosiła. I przecież były frutobojętne,  nic ich nie łączyło z muszkami owocowymi. Ale za karę przetrącono im skrzydełka i dlatego do dziś brzęczą.

Wkrótce pojawił się brak symetrii, ptaki były komarożerne, a ssaki komarożarte. Nawiasem, nikt nie rozumiał co ptaki robiły tam na dole, i były głosy, że nie zasłużyły, ale jak były to zasłużyły. I robiły dobrą robotę z komarami, choć jaszczurki jeszcze lepszą, ale ptaki się obraziły i zaczęły wyżerać jaszczurki.

Przez to wszystko się popierzyło. I nastąpił koniec lata.

Lecz nie komarów.

niedziela, 11 września 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/09/12 00:07:51
Nic nie powiem. Ale za to pierwszy.
-
2011/09/12 01:49:46
To przynajmniej odpowiedz: czy już napisano traktaty teologiczne o tym, że Pierwsza Para, wyganiana z Raju, ciągnęła za sobą Bogu Ducha Winne Stworzonka, które znalazły się po prostu w złym miejscu i w złym momencie?

Albowiem smuci mnie jak trudno mieć oryginalną uwagę, szczególnie dotyczącą baśni ludu palestyńskiego. Kiedyś wspominałem tu jak zaimponował mi Babilas wrzuciwszy do rozmowy impromptu uwagę o wytraceniu przez przechodzenie w 40letnim spacerze tłumu zawistnych i zgorzkniałych typów, którym stare rozgrywki były ważniejsze niż cudowna przyszłość - i jak mówiłem, potem zaskoczył mnie Gleichgewicht, bo usłyszawszy tę interpretację powiedział kiedy on też na nią wpadł. A niedawno czytam u Hena (w Nie boję się bezsennych nocy) tę samą refleksję o Mojżeszu: «jak właściwie miał rządzić tą zgrają, rzuconą na pustynię, w ciągłych niesnaskach, w ciągłych wspominkach, jak to w Egipcie było tanio i syto, niby za nieboszczki Austrii. Trzymając ich żelazną ręką, kołując z nimi po pustyni aż lat czterdzieści minie i wymrze pokolenie nostalgicznych wspominkarzy, prowadził ich do Ziemi Obiecanej.»

Czyli jestem przygotowany na odkrycie, że było. Czyli jestem z innej gliny, niż Gombrowicz, który w poniedziałek ja we wtorek ja w środę ja...
-
2011/09/12 02:23:04
Nie wiem i nie wiem jak się dowiedzieć. "Wygnanie z" jest słabo i jednostronnie udokumentowane (naszego reportera przy tym nie było). Nie dziwiłbym się, gdyby była to jednak dobrowolna i przemyślana emigracja z miejsca, w którym trudno było wytrzymać na padół, który jest jednak ciekawszy.
-
2011/09/12 15:04:54
Wygnanie czy dobrowolna emigracja, to właściwie wszystko jedno. Tak czy owak opuszczenie raju było jedyną możlwością zachowania go. Bo raj nieutracony nie jest żadnym rajem, tylko najzwyklejszą normalką, na którą bardzo szybko zaczyna się psioczyć. Nawet jeżeli przypadkiem jest to raj bez komarów. Jakieś powody do psioczenia zawsze się znajdą, co mówię jako poniekąd specjalista od tej czynności.
-
2011/09/16 00:42:29
Dla żartu oczywiście.

Rzekł Adam:
- Ewo kochanie, mam takie głupie pytanie, czy kochasz mnie, jak ja ciebie?

A Ewa zarżała jak źrebię:
-Jasne! Masz przypływ humoru? Kocham, wszak nie mam wyboru!

Adam uspokojony, mówi do Ewy, swej żony:
-Jest nas tu tylko dwoje, więc zdrady się nie boję.

- I tu się mylisz kochany, są węże, i są banany!
-
2011/09/16 02:08:25
Tak, to stara tradycja, wszystko zwalać na węża.