|
Blog > Komentarze do wpisu
Bo oni są tacy logiczni
Oj, pokomplikowało się. 25 wieków temu było łatwiej. Gdy Achilles strzelał i strzała leciała, filozof zastanawiał się nad lotem i problem był filozoficzny. A potem słowo „lecieć” czy opis lotu w czasie przechwyciły i rozdarły między sobą fizyka, logika, matematyka, językoznawstwo, a filozofia czuwała nad copyrightem. I nie ma dziś wątpliwości, że choć wszystkie te i inne wciśnięte w oznaczone etykietami pakieciki naukowe pozostają mocno ze sobą powiązane, to jednak mają zupełnie własne obszary, w których inne dyscypliny są proszonymi czy nieproszonymi gośćmi. Nie ma poważnych prób odebrania konceptu ruchu fizyce, szeregu
liczbowego matematyce, zakresu znaczeniowego językoznawstwu czy problemu
rozstrzygalności logice. A współpraca osób wyspecjalizowanych w różnych
dziedzinach jest płodna i wartościowa i sterylne by były dyskusje do
której paczki wsadzić Boole'a, von Neumanna, Tarskiego, czy Turinga.
Ale na rynku czyli na ulicy od dawna jest wrzawa i wśród często wypisywanych
na sztandarach haseł są trzy wiążące matematykę i logikę, a tak popularne,
że przez aklamację uznawane za oczywiste:
1. Uprawianie matematyki jest niezmiernie logiczne.
Oczywiście, jak w każdym kochanym przez tłum micie, może tam być nieco
racji, ale zależy to od mnóstwa dodatkowych ustaleń i wyjaśnień. I dużo
łatwiej jest zachęcić do rozmontowania tych fraz niż do tak starannego
ich podbudowania, by przeżyły.
Niestety, nie uniknę paru słów o „logice”. Łatwiej by było rozpisać je w trzytomowy esej, ale kto by to przeczytał. Więc idźmy w parę słów. Tu i tam mówią o algebrze logiki ale także o
logice algebry. Albo o logice gramatyki, a potem o
gramatyce logiki. Więc logika jest językiem i jest opisem języka,
jest strukturą matematyczną i jest opisem struktury – nie ma rady,
jedyna szansa na wywikłanie się z galimatiasu to przyznać, że to samo
słowo ma wiele różnych znaczeń.
Oczywiście. To jest klasyczna recepta na bełkocik, udawać, że skoro termin
jest ten sam, to mówimy o tym samym, i bałaganić do woli.
Więc po pierwsze, zostawmy na boku całe szlachetne dziedzictwo i zacznijmy
liczyć czas logiki od połowy XIX wieku, gdy George Boole publikuje swe
Badania nad prawidłami myśli (An Investigation of the Laws of
Thought). To podkład wszelkich wysoce rozwiniętych później odmian logiki
– badań dotyczących takich słów jak prawda, wynikać, niesprzeczne,
decydowalne, zupełne i wielu innych, a trudnych. A rozwój fizyki, matematyki czy językoznawstwa stawia zupełnie nowe wymogi logice, czyli
zmusza do tworzenia jej nowych pod-dziedzin. Takie głupio proste zdanie:
„po jednej stronie taśmy” przynosi zamieszanie gdy taśmę tę skleić
we wstęgę Möbiusa. Albo co to się nie porobiło z prostym stwierdzeniem
„w tym samym czasie” we współczesnej fizyce... ile fizycznych
teorii, tyle odmiennych teorii logicznych, zapewnia jeden z mistrzów
dzisiejszej logiki, Newton da Costa.
Ale w takich
zawołaniach do boju, jak wspomniane trzy hasła, najczęściej chodzi o tę
elementarną logikę czyli o rachunek zdań i jego zastosowania. A dobrze jest
tu przypomnieć i trzeba to często robić, że choć dzieło Boole'a
zatriumfowało w informatyce, pierwotne intencje bliższe były ścisłemu
ustaleniu prawdziwości czy fałszu wywodów o istnieniu czy nieistnieniu Boga.
Więc co do pierwszego stwierdzenia, to jako rybka żyjąca w tym akwarium, ale
czasami wychodząca w wypełnionym wodą skafandrze na zewnątrz, zapewniam, że
to jest niczym nie uzasadniony mit. Logicy tylko się krzywią i nawet nie
chcą marnować palca na wytykanie nielogicznych matematycznych praktyk.
Prawie zawsze tak to wygląda, że matematyk coś ogłasza z miną nawiedzonego,
ludzie obok mu pokazują, że to nieprawda, on zaczyna tu i tam poprawiać
wysłowienie i po jakimś czasie przyjmuje się, że teraz już jest dobrze
– ale jak często jest to zgoda ze zmęczenia, z niedostrzeżenia jakiegoś
detalu czy z głębokiej wiary, że skoro pewien element rozumowania jest w
książkach, to oczywiście jest prawdziwy.
W moich nie-blogowych notatkach
matematycznych mam parę takich wpadek firmowanych przez dużej klasy
fachowców. Nie, nie opowiadali się za fałszem, po prostu nie zauważali, że
projekt drogi na skróty prowadzi przez nieistniejące tereny, i trzeba
argumentację mocno podmienić.
Ale moim ulubionym przykładem jest coś koszmarnie głupiego, co może podrzucić na
parę metrów dobrze wykształconego logika, a co jest używane na codzień przez
większość matematyków bez uświadamiania sobie co to za klasa bzdury. Chodzi
o zmienną która „należy do zbioru”.
Mówiąc o zbiorach i funkcjach, w szkole czy na uniwersytecie owi rzekomo arcy-logiczni
specjaliści piszą coś w stylu „5∈R”. A wkrótce potem „x∈R”. Zgroza. Napisanie
„x∈R” miałoby sens w dwóch przypadkach: gdyby wcześniej stało
coś w stylu „x=7/2” albo gdyby było wiadomo, że R jest skończonym
zbiorem – można by było uznać to za skrótowy zapis nieco przydługiej
alternatywy. Ale jeśli R jest nieskończonym zbiorem, a x jest
„zmienną”, tego „należenia” nie da się zapisać w rachunku
predykatów pierwszego rzędu. I stawianie obok siebie dwóch zapisów z
odmiennych światów uchodzi w praktyce, bo matematyka jest sztuką praktyczną. Póki nie widzi się sprzeczności, nikt nie narzeka. A sprzeczność pojawia się
tu na poziomie powyżej matematycznego nosa i dlatego nos wykręca na tę rzekomą
logiczność prawdziwy logik.
Co do nabywania logiczności przez uczenie się matematyki, no owszem, to
prawda, że grając na fortepianie rozwija się siłę palców, ale naprawdę nie
po to służy fortepian. I każda, każdeńka, każduchna dziedzina myśli wymaga
logiki. Nawet teoria egzorcyzmów.
I tu przechodzimy do ostatniej, a najważniejszej w tych uwagach kwestii.
Jeśli ktoś przedstawi logicznie równie logicznie skonstruowaną teorię
demonów opętujących nasz arcykatolicki kraj (co za cholera, że im bardziej
kraj katolicki tym więcej w nim demonów hasa? A nie mogłyby tak pojechać
sobie do Czechów?), to ma on po prostu rację i stul dziób, zarażona
demonizmem grupo tkdkn?
Więc nie chcę się nad tym rozwodzić, bo to takie oczywiste, że powinno było stać w drugim tomie Elementarza, ale skoro trzeba, to mówmy: logiczny może być specjalista od Tuskospisku, demonolog, pacjent u psychiatry, antyszczepionkowiec, homeopata, astrolog, numerolog i jakikolwiek specjalista od nieistniejących bytów, bowiem w świecie, w którym transportuje się myśli, logika jest tylko (a może nie tylko lecz aż) kodeksem drogowym. Określa sposób transportowania, jak te myśli mają być załadowane, jak się skręca i staje, ale nigdy, przenigdy, logika nie zajmuje się charakterem transportowanego materiału. Prawa ruchu kołowego tak samo obowiązują pojazd z atłasem jak i z obornikiem; to, że pojazd nie otrzymał grzywny nie znaczy, że ma ładunek, lub jaka jest ładunku wartość. I to jest miejsce, by bez aneksów, przypisów, rozwadniania (miło się pogadało, dziękuję, do następnego razu) postawić zwykłą, ale zdecydowaną kropkę. środa, 28 września 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: staruszek, affx213.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/09/28 12:21:45
Ja jestem w pi na dalszym miejscu. Na tak dalekim, że musiało upłynąć kilka dni na tam nawrót i tu. Niby dlaczego tam miałoby mnie nie być. Przecież to logiczne. Nikt mi prawa nie odebrał i nikt nie chce być niesprawiedliwy wobec mnie.
2011/09/28 20:59:10
I oczywiście, staruszku, kto tylko zerknie na Twój komentarz, od razu wiedzieć będzie, że mówisz o czymś, co dotyczny wpisu sprzed ośmiu dni...
2011/09/29 11:05:09
To prawda, że z logiczności jakiegoś wywodu wcale nie wynika automatycznie jego słuszność. Ale najgorsze, że niektórzy bardzo sprytnie odwracają tego kota ogonem i starają się dowieść, że im nielogiczniej, tym słuszniej.
Psiakoć, a już sobie obiecywałem, że przestanę szczekać o Smoleńsku i innych takich... 2011/09/29 13:42:30
Ciekawe jak by wyglądała aktualna wersja "Tancerza...", może coś w stylu: moje rozrzucone po blogach komentarze proszę przesłać na gmail-a mecenasa Kraykowskiego...
Co do Smoleńska, Bobiku, to nie wiem czemu zarzut nielogiczności. Jeśli szef rządu nakazał zainstalować bombę na pokładzie samolotu prezydenta i w dodatku zepsuł stery, motory oraz dolał szaleju do herbaty pilota, to przecież jest logiczne, że samolot nie doleciał. 2011/09/29 17:06:37
"Logiczność argumentacji dowodzi jej słuszności"
Wedle jakiej logiki?... Jednej, jedynie slusznej logiki nie ma. Ile ich jest - wystarczy otworzyc podrecznik mowiacy o logikach modalnych czy logikach niemonotonicznych. "Logicznosc" w jednej musi byc niekoniecznie "logicznoscia" w drugiej, a i moze nie miec nic wspolnego z "logicznoscia" tak jak ja rozumie Juziu Na Ulicy 2011/09/29 17:16:32
xR
O rany, a ja tego codzień używam, nie wiedząc że oddaję się wszeteczeństwu, i to od czasów... właśnie, od kedy? Chyba od Rasiowej. Tak się tłumaczę, że jest to przecież zwykła poczciwa funkcja zdaniowa o dwóch zmiennych 'x' oraz 'R', i moim zadaniem jest tylko zadbać, by dziedziny obu były dobrze określone. Czasem łaskawie się godzę na weryfikację vel falsyfikację, ale w przypadkach trudniejszych zostawiam to dla inzynierów logiki. Niech oni decydują, czy trzeba skanować cały R, czy też wystarczy jego dopełnienie i w czym.... I co znaczy "skanować" - może narzucanie eRa na iksy jak czapką na pasikoniki? 2011/09/29 18:45:42
mamula: niestety dyktat rachunku zdań dla matematyków i czkawek o sylogizmach dla prawników sprawia, że do świadomości ogółu przebija się co najwyżej istnienie logiki z trzema wartościami, i to już jest sukces. A szkoda. Jak gdyby w każdym kącie stały tak pobudzające umysłowo historie jak twierdzenie Gödla czy logiki parakonsystentne. Ale tu przecież chodzi nie o pobudzenie umysłów a o zdominowanie zachowań...
tichy: czapeczki czy daszki prawie wszystko rozwiążą. A może jeszcze coś w podobnym sosie: były wykłady, w których starannie rozróżniano odmiennymi symbolami rozszerzenie funkcji na większą dziedzinę (niech będzie to choćby sinus, z [0,2π] na R), konieczne, bo inne składniki, inna funcja. I bezużyteczne, bo matematykowi to intuicyjnie jasne, więc po co marnować czas i kredę. Zaczyna się o tym myśleć gdy pojawiają się kłopoty. A kłopoty mogę przywołać gdziekolwiek, przecież nawet porządne opowiedzenie o produkcie kartezjańskim trzech zbiorów i uzasadnienie (wmuszenia tam) łączności to przecież potworna zgaga i przeskakuje się to w wykładach, jak gdyby było jasne i oczywiste.
Gość: cyncynat, 118-92-151-219.dsl.dyn.ihug.co.nz
2011/09/29 20:21:45
alez nie ma zadnego problemu z nalezeniem do zbioru/typu. Jego spokojnie uzywaja i logicy i matematycy. Moze nie w elitarnych uniwersytetach brazylijskich (biedni sa studenci Andsola), ale wszedzie indziej bez tego znaczka sie raczej nie da. W szczegolnosci nie ma zadnego problemu z "zmienna in zbior" , to jest najczestsze zastosowanie tego znaczku. Nawet moj komputer to rozumie. Tutaj np jest tutorial do Coq: coq.inria.fr/V8.1/tutorial.html
Coq jest konstruktywna teoria typow, jedna z wielu. W tej teorii przynaleznosc jest oznaczona ":" - prosze zobaczyc jak czesto wystepuje tam "a : A", gdzie "a" to zmienna. To akurat dlatego, ze pisanie "5 : nat" nie ma wiekszego sensu, bo przynaleznosc 5 do N jest self-evident, ale jest sporo sensu w "v : nat", bo przynaleznosc do typu zmiennej musi byc jakos zadeklarowana.
Gość: cyncynat, 118-92-151-219.dsl.dyn.ihug.co.nz
2011/09/29 20:32:52
Ach, zapomnialem powiedziec, dlaczego ja przywolalem Coq. Otoz Coq jest jedna z formalnych teorii rozumianych przez komputery - dlatego jest popularnym narzedziem formalizacji matematyki. W szczegolnosci w Coq jest sformalizowany zbior liczb rzeczywistych - jako jedna z bibliotek Coq (mozna poszukac w googlu paper "Constructive reals in Coq", ktory wyjasnia to i owo). Wiec jak zaladowac biblioteke do liczb rzeczywistych, to zapis "v : R" jest doskonale rozumiany nawet przez moj komputer.
2011/09/29 21:42:50
Na ataki osobiste, cyncynacie, odpowiedzieć się boję, bo zakres frontu poszerzasz, już atakujesz brazylijskie uniwersytety - gdy zabierzesz się do wykończenia Brazylii, tuż przed nastaniem zimy musiałbym wracać do Polski, wolę więc cierpieć w milczeniu. A co do wywodów prowadzonych w imieniu Twego komputera, może przekażesz mu następujące informacje.
Gdy chodzą mi po głowie mniej ortodoksyjne pomysły, najpierw siedzę z nimi w pokoju i staram się je udusić, bo w gruncie rzeczy mam zachowawcze i szanujące tradycję nastawienia. Ale gdy udusić się nie dają, korzystam z pięknej w moim życiu rzeczy, ze znajomości z paru mądrzejszymi ode mnie ludźmi - i zaczynam ich pytać. Nazwiska są nieistotne, nieprawdaż, bo chodzi o tematy a nie o chwalenie się z kim to człowiek nie rozmawia. Dzięki nim upewniam się, że co mnie niepokoi, bywa także przedmiotem troski bardzo dobrych specjalistów. I to jest naturalne zjawisko, że środowisko czegoś nie dostrzega, a jakiś specjalista tak; widziałem to na przykład na wykładach z funkcji analitycznych, gdy dobrzy wykładowcy szybko jechali z materiałem, a posiadacz zupełnie nieprzeciętnego umysłu, Czesław Ryll-Nardzewski, czemuś w środku prostego dowodu zacukiwał się, zaczynał tak intensywnie myśleć, że to było widać gołym okiem, a potem mówił, że to jest bardzo trudne, ale on to spróbuje nam wyjaśnić. Więc proszę uprzejmie, wyjaśnij swemu komputerowi, że choć wierzę w jego moce obliczeniowe i znajomość języków (w których i Ty jesteś specjalistą, co parę razy przypomniałeś), to jednak będę trzymał się nie tego, co on przełyka, ale argumentacji moich znajomych, która szczęśliwie dla mnie nie odbiega od mojego toku myśli. Z uznaniem dla Twego literackiego stylu, która zajawka "to jest belkot" ujawnia Twoje wnętrze, kłaniam się - Twój zawsze ten sam (z Twego mianowania) modelowy polski bigot.
Gość: cyncynat, 118-92-151-219.dsl.dyn.ihug.co.nz
2011/09/29 22:19:55
alez cokolwiek tam pytales specjalistow, to nie zrozumiales ich odpowiedzi (zakladam tu, ze ci specjalisci byli specami nie tylko w twoim mniemaniu), bo napisales zwyczajny belkot. Konkretnie to: "Napisanie xR miałoby sens w dwóch przypadkach: gdyby wcześniej stało coś w stylu x=7/2 albo gdyby było wiadomo, że R jest skończonym zbiorem można by było uznać to za skrótowy zapis nieco przydługiej alternatywy. Ale jeśli R jest nieskończonym zbiorem, a x jest zmienną, tego należenia nie da się zapisać w rachunku predykatów pierwszego rzędu. "
Az glowa boli. Dlaczego xR nie ma sensu? W ktorej logice? Co ma nieskonczonosc i first-order do tego? Od kiedy logika pierwszego rzedu nie moze miec nieskonczonej domeny? Chyba w Brazylii. No i skoro juz sie powolujesz na specow, to nazwisko podac *wypada*. Znajdziesz kogos, kto sie podpisze pod tymi rewelacjami? Bo inaczej to tak: "znam ekspertow, i oni sie ze mna zgadzaja, ale nie powiem kim sa ci eksperci". Ach, no i dlaczego bym mial atakowac brazylijskie uniwersytety? To sa niewatpliwie wspaniale instytucje, skoro tam matematycy maja problemy, ktorych nikt inny nie ma.
Gość: cyncynat, 118-92-151-219.dsl.dyn.ihug.co.nz
2011/09/29 22:25:37
A co mi tam, ja tez zapytam specow. Tak sie sklada, ze w srode bede widzial sie z Thomasem Forsterem (www.dpmms.cam.ac.uk/~tf/ ), jesli mi te pare zdan przetlumaczysz na angielski (sorry, sam sie boje takich literackich wyzwan), to go zapytam czy w tym jest choc gram sensu.
2011/09/29 22:42:09
Ach, no i dlaczego bym mial atakowac brazylijskie uniwersytety? Cyncynacie, jestem matematykiem i blogerem, nie psychologiem.
Az glowa boli. To się zdarza przy nadmiarze agresji. Ale czy musisz naprawdę cierpieć właśnie tutaj?
Gość: cyncynat, 118-92-151-219.dsl.dyn.ihug.co.nz
2011/09/29 22:52:21
Spoko, jako matematyk (apparently), masz zaskakujaco matematyczne argumenty. Tak sie konczy madrzenie sie na tematy, o ktorych nie ma sie zielonego pojecia. Well done.
2011/10/23 13:33:00
Logika to rozum najpłytszy, posiadają go nawet maszyny.
A o paradoksach Zenona jest w fg2002.orangespace.pl/Pliki/proza_blog.htm |
|