S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Wychowanie kinematograficzne

[W gimnazjum] mogli¶my, jak siê okaza³o, wybieraæ miêdzy trzema jêzykami, a tym trzecim – rzadko¶æ w ówczesnych czasach – by³ angielski. ¦wiat siê zmienia³, wyzbywa³ siê arystokratyzmu kulturowego i nasz dyrektor, pedagog prawdziwie nowoczesny, który czytywa³ specjalistyczne pisma amerykañskie, doskonale to wyczuwa³.

¯e on to wyczuwa³, to nie dziwota, ciekawsze, ¿e wyczuli¶my to tak¿e my, smarkacze, ¿e potrafili¶my zlekcewa¿yæ zestarza³e hierarchie, stawiæ czo³o snobizmom. Wiêkszo¶æ wybra³a angielski. [...] Przysz³o¶æ nale¿y do angielskiego – my, dwunastolatki, dobrze o tym wiedzieli¶my.

Ale tak naprawdê zadecydowa³o kino. Hollywood. Jêzykiem kina by³ angielski. Inne filmy siê nie liczy³y. [...] Wychowa³o nas kino amerykañskie.

Bohaterowie mówili po angielsku. Mówili niewiele, mamrotali pod nosem, pow¶ci±gliwie, monosylabicznie. Kochali mocno, ale wyra¿ali sw± mi³o¶æ pow¶ci±gliwie. Byli gotowi do po¶wiêceñ dla ukochanej, potrafili te¿ usun±æ siê w cieñ, gdy ich mi³o¶æ jej ci±¿y³a albo stawa³a siê niehonorowa albo krzywdz±ca dla przyjaciela, ale pojawiali siê w sam± porê, kiedy grozi³o niebezpieczeñstwo. Podczas wojny ka¿dy trwa³ na stanowisku do ostatniego naboju, bez szemrania szli na ¶mieræ, wykonuj±c powierzone sobie zadanie, przystojni marynarze dusili siê w ³odzi podwodnej, ani na chwilê nie sprzeniewierzaj±c siê dyscyplinie, oficerowie, ton±c, przestrzegali form i objawiali nawet poczucie humoru. Imponowa³a mi ich odporno¶æ na ból, objawianie zewnêtrznego spokoju. Chcia³em byæ jak oni. Kinu amerykañskiemu zawdziêczam niechêæ do przejawów histerii. Do wszelkiej egzaltacji – religijnej czy politycznej – wszystko jedno – nadmierne objawianie emocji wydaje mi siê czym¶ nieprzyzwoitym (w polityce szkodliwym). Mo¿e dlatego by³em pó¼niej tak ma³o podatny na „kult jednostki”, zbiorowe skandowania, które wydawa³y mi siê zawstydzaj±ce dla doros³ych ludzi, i wszelkie inne kulty i entuzjazmy. [...]

[...] by³o to kino bia³ego cz³owieka. G³osi³o jego chwa³ê i chwa³ê imperium brytyjskiego. To biali byli honorowi, szlachetni, pow¶ci±gliwi, odwa¿ni; kolorowi za¶ podstêpni, k³amliwi, okrutni i dzicy (to ostatnie bywa³o prawd±, ale prawd± wyrwan± z kontekstu, nazbyt go³±, wiêc te¿ fa³szyw±). My wszyscy (prócz tej garstki, która ju¿ znalaz³a siê pod wp³ywem komunistów) byli¶my, w kinie przynajmniej, po stronie imperium. Uznawali¶my za naturalne to, co Kipling okre¶la³ jako „obowi±zek bia³ego cz³owieka” – opieki i panowania nad m³odszymi braæmi. By³em wiêc ma³ym imperialist±, chocia¿ o tym nie wiedzia³em, i pewnie, gdyby mi kto¶ to zarzuci³ (a nikt nie zarzuci³, niestety), bardzo bym siê oburzy³. W filmie Henry'ego Hathawaya Bengali z Gary Cooperem i Franchotem Tone (wiedzia³em, ¿e ten subtelny ¿o³nierz to m±¿ Joan Crawford, i jak¿e mog³em go nie podziwiaæ!), Anglicy reprezentowali cywilizacjê, kulturê, szlachetno¶æ, Hindusi za¶ byli podstêpni i zdradzieccy, chcieli mianowicie zrzuciæ dobroczynne angielskie panowanie. Czasem taki tubylec udawa³ serdeczno¶æ, mówi³ s³odko, ale naprawdê knu³ zdradê, mo¿na to by³o poznaæ po jego rozbieganych oczkach, przy drapie¿nym b³ysku bia³ych zêbów. (Prekursorem tego schematu wydaje siê Sienkiewicz, zw³aszcza w postaci Azji Melechowicza w Panu Wo³odyjowskim). Byli i prawdziwie dobrzy Hindusi, o nich te¿ pisa³ Kipling, ci kochali Anglików, ci uznawali pokornie swoj± ni¿szo¶æ, s³u¿yli wiernie, przyjmowali wdziêcznie ka¿de mi³o s³owo delikatnej bia³ej lady, któr± uwielbiali. Jednym s³owem, dobrzy byli ci Hindusi, którzy mieli dusze s³u¿alcze i kolaborowali.

Spróbujmy wyobraziæ sobie, jak wygl±da³by film w dziewiêtnastowiecznej carskiej Rosji (gdyby by³o ju¿ wtedy kino) o powstaniu styczniowym – z grubsza tak w³a¶nie. Z podstêpnymi, niewdziêcznymi i okrutnymi Polakami – i szlachetnymi, wypucowanymi (przez ordynansów) oficerami rosyjskimi, którzy z wersetami Puszkina na ustach gin± za cara. Optymistyczny fina³: powstanie zd³awione, niewinna i piêkna Rosjanka (mog³aby byæ nawet Polka, ale kochaj±ca rosyjskiego oficera) uratowana, polscy bandyci zawi¶li na stokach cytadeli. I znalaz³by siê pismak, który by taki scenariusz skleci³, re¿yser nakrêci³ i aktor, który by Traugutta odpowiednio zagra³.

Nie przychodzi³o mi na my¶l (chocia¿ czyta³em ksi±¿kê Romain Rollanda o Gandhim), nie przychodzi³o mi wiêc na my¶l, ¿e ci Hindusi maj± prawo do niepodleg³o¶ci tak samo jak Polacy. Czy dlatego nie przychodzi³o mi to na my¶l, ¿e byli kolorowi? Nie wiem. (No tak, ale ja przecie¿ by³em dzieckiem poznaj±cym ¶wiat poprzez kino. Gorzej, ¿e starym bykom, odpowiedzialnym za politykê pañstwa, te¿ to na my¶l nie przychodzi³o. Ci ludzie, którzy do nazwy organizacji „Liga Morska...” dodali s³owa „...i Kolonialna”, nic nie rozumieli z tego ¶wiata, tkwili rozumieniem w XIX wieku. I tak oto Polska, która dopiero co odzyska³a niepodleg³o¶æ, domaga³a siê dla siebie kolonii czyli niewoli dla innych narodów.

[...] W filmie Bengali Gary Cooper ginie bohatersko, wysadzaj±c co¶ tam razem ze sob± (znów Pan Wo³odyjowski!) i szepcz±c s³owo „poezja”. Kolorowi umieraj± brzydko, przewracaj± siê jak kukie³ki, to nie jest ¶mieræ ludzi tylko rozbieganych insektów.

[...] By³em po stronie bia³ego cz³owieka, bo by³em Europejczykiem, nale¿a³em do europejskiej kultury, moje serce Europejczyka ³udzi³o siê, ¿e panowanie angielskie by³o „inne”, lepsze, i ¿e Anglicy byli „inni”, i ¿e w³a¶ciwie Hindusi byliby zadowoleni z ich panowania, gdyby... Zdaje siê, ¿e sami Anglicy te¿ siê co do tego ³udzili. Te¿ s±dzili, ¿e s± „inni”. Ale nie byli inni. Nie w tym stopniu, w ka¿dym razie, który by pozwoli³ jakiemukolwiek dumnemu ze swej przesz³o¶ci narodowi zrezygnowaæ z w³asnej niepodleg³o¶ci, po latach Anglicy rozliczyli siê ze sob± po mêsku i nakrêcili kilka przejmuj±cych filmów, w tym wielki film o Gandhim. Ale kiedy by³em dzieckiem, takich filmów jeszcze nie by³o.

Józef Hen, Nowolipie (z rozdzia³u Hollywood), Gdañsk 2000. Nie mogê od¿a³owaæ, ¿e nie sta³em siê jego czytelnikiem ju¿ wiele lat temu. Có¿, lepiej pó¼no ni¿ wcale.

niedziela, 14 sierpnia 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/08/14 18:00:39
"Anglicy rozliczyli siê ze sob± po mêsku i nakrêcili kilka przejmuj±cych filmów, w tym wielki film o Gandhim."

Film powstawal w wielkich bolach i trudno uznac go za "rozliczenie Anglii". Nawet mozna miec watpliwosci czy to filme angielski. Nikt nie chcial na film wylozyc pieniedzy, skonczylo sie tym ze Rzad Indii wylozyl 10 milionow dolarow gwarancji a reszte zebrano z prywtanych funduszy. Proponuje pogoglwoac i ustalic kto byl producentem filmu i kto finansowal. Ilosc informacji minimalna
-
2011/08/14 18:33:46
mamula, zerknijmy na parê dat. Film pojawia siê w roku 1982, wiêc w Polsce (przypuszczam) w 1983. Józef Hen (przypuszczam) spisuje wspomnienia w 1989 skoro pojawiaj± siê drukiem w 1991. To jeszcze nie jest okres, w którym ka¿dy Polak mo¿e p³ywaæ w wa¿nych i niewa¿nych informacjach, Hen (przypuszczam) wyra¿a opiniê sensown± i nie¼le osadzon± w posiadanej wiedzy jak na rok 1989. I w jego opinii film Gandhi by³ jednym z kilku przejmuj±cych filmów, których zestaw stanowi³ nowe i doros³e spojrzenie na ich przesz³o¶æ.

Nie s±dzê, by ujawnienie trudno¶ci z finansowaniem jednego czy wielu z tych filmów podwa¿a³o opiniê Hena. Owszem, mo¿e byæ ciekawym przyczynkiem, nie stanowi±cym jednak dla czytelnika niespodzianki - jak sobie pomy¶limy o przyjmowaniu przez Polaków informacji o Jedwabnem (zwi±zanych ze zbrodni± pope³nion± o dwa pokolenia wcze¶niej), ³atwo nasuwa siê analogia, ¿e i inne spo³eczeñstwa mog± nie mieæ zapa³u przy przemy¶leniu paskudnych czê¶ci swej historii. Ale - powtarzam - przyczynek mo¿e byæ ciekawy.

Skoro tak, to dwa pytania: czemu go nie podasz, a sugerujesz odrobienie jakiego¶ zadania (nie jest jasne przez kogo, autora ksi±¿ki? Autora bloga? Czytelnika?) i czemu (mam wra¿enie) sformu³owanie tego wezwania do google'owania brzmi dziwnie zaczepnie? Azali¿ co¶ w postaci tegorocznego lata wzywa do broni?
-
2011/08/14 20:20:59
"Skoro tak, to dwa pytania: czemu go nie podasz, a sugerujesz odrobienie jakiego¶ zadania (nie jest jasne przez kogo, autora ksi±¿ki? Autora bloga? Czytelnika?) i czemu (mam wra¿enie) sformu³owanie tego wezwania do google'owania brzmi dziwnie zaczepnie? "

Ani nie brzmi zaczepnie ani nie podwazam. Proponowalem zajzrec na google aby zobaczyc jak malo jest informacji o tym jak film powstal i jak byl finansowany. Ja to wiem z pogadanki z TCM (Turner Classic Movies - taki kanal TV) ktora poprzedzala projekcje filmu. Chcialem sie wiecej dowiedzec o szczegolach, ale wlasnie nie udalo mi sie.

Nie mam pretensji do Hena ze tego nie wiedzial, bo niby skad? Napisalem gwoli informacji.

Zas jak idzie o meritum: gdy bylem pacholeciem i na okolicznych wysypiskach smieci mawilismy sie w Indian, to kazdy chcial byc Czerwonoskorym Bratem Winnetou a nikt nie chcial byc kowbojem :)
-
2011/08/14 20:48:25
Ach, je¶li nie by³o zaczepnego podtekstu, to przepraszam za podejrzenie. Zrodzi³ je Twój tzw. ca³okszta³t :)
-
2011/08/14 21:49:28
mamula66 ma racjê, drobnym drukiem pod has³em w Wikipedii jest: "At one point Paramount actually said they'd give me the money if Richard Burton could play Gandhi." Od pocz±tku chodzi³o o kasê, przy okazji mo¿na by³o poprawiæ wizerunek.
-
2011/08/14 21:58:48
To jest w ogóle niez³y punkt zaczepienia, "Anglicy rozliczyli siê... wielki film o Gandhim". Anglicy czyli kto, przecie¿ nie by³o w UK plebiscytu "czy robimy film o Gandhim", za film mo¿e najbardziej odpowiedzialny jest re¿yser czyli starszy Attenborough, ale ju¿ scenarzysta Briley jest Amerykaninem. To kto siê rozliczy³?
-
2011/08/14 23:30:19
Z jednej strony: racja. A z drugiej: w Rp II my¶l±ce klasy nie zrobi³y plebiscytu na temat "piszemy Ferdydurke?"
-
2011/08/15 17:23:05
Jakie to dziwne, jak pewne zainteresowania przeoruj± w specyficzny sposób obraz ¶wiata. Ben Kingsley od czasów "Gandhiego" jest dla mnie Gandhim, tak samo jak Liam Neeson ju¿ na wieki zostanie dla mnie Schindlerem. A obaj grali przecie¿ mnóstwo ról, w tym wiele znacz±cych.