Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Moduł

Jeśli czytujesz moje gawędy matematyczne, wiesz, że często uwagi podane prostym, codziennym językiem bywają kontrowane przez ponurego typa wyłaniającego się z czeluści Salonu 24, który narzeka, że to jest nieścisłe, tamto może przynieść kłopoty, a owamto prowadzi do niewłaściwych interpretacji pojęć. Więc czas powiedzieć głośno i jasno, co myślę o tej robocie tichego, który, dla niepoznaki, podpisuje się 5-grid: otóż często ma on dużo racji, a czasami bardzo dużo.

Przedstawianie matematyki w nieformalny, uproszczony sposób to bardzo ryzykowne działanie i po zlekceważeniu procedur nawet doświadczony niedźwiadek zamiast przynieść dzbanek z miodkiem może wrócić do nory z opuchlizną od ukąszeń.

Oznajmienie to wzięło mi się (tak, usiłowałem zwekslować na niedźwiadka, ale i tak zwierzątko pojawiło się) z przypomnienia sobie przy jakiejś okazji recenzji przyjemnych książek matematycznych, zamieszczonej przed 10 laty w matematycznym czasopiśmie (Willliam McCallum, AMM 108 (2001), 90-93 – jeśli nie masz dostępu do pisma, pchnij mi mejla; nie mogę wystawić artykułu na użytek publiczny tutaj, bo reguły skanującej go organizacji JSTOR na to nie przyzwalają). Wśród wielu innych sensownych uwag, autor recenzji pisze:

...książka podaje studentom sztuczki, których potrzebują, by przedostać się przez wykład rachunku różniczkowego przy najniższym nakładzie myśli. [...] oto przykład wyjaśnienia: „Wartość absolutna: opuść znak minus jeśli jest tam. A jak nie, zostaw liczbę w spokoju”. I dokładnie to większość studentów myśli o wartościach absolutnych, przez co sądzą tak często, że |x|=x (no bo przecież nie ma minusa na widoku).

Jeśli trochę czasu minęło od twojego ostatniego spotkania z funkcją „moduł” (inne imię wartości absolutnej), może jeden przykład nie zaszkodzi: funkcja cosinus dla kąta π/2 ma wartość 0  i począwszy od tego miejsca na połowie swego przebiegu ma wartości ujemne. Więc na przykład cosπ to liczba ujemna, ale tu nie widać żadnego minusa – i student nie rozumiejący co w istocie mierzy funkcja „moduł” może wpaść w pułapkę zastawioną takim głupim jak zacytowane wyżej sformułowaniem. I dojdzie do wniosku, że -1=1. A to nie jest dobre dla jego zdrowia psychicznego.

Dlatego z upraszczaniem mówienia o matematyce jest jak ze słynnym kochaniem się jeżów (można, a nawet trzeba, ale bardzo ostrożnie).

czwartek, 25 sierpnia 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/08/25 15:51:38
Cóż mówić o jakichs niedostępnych książkach, zawierajacych bzdury! Nie mój (nasz, wasz) cyrk, nie moje (nasze, wasze) małpy...

Pomówmy o dostępnych bzdurach. Tak, o wikipedii. Choć zazwyczaj polecam wiki.en, i sarkam (nawet smarkam) na wiki.pl, tu w temacie modulusa: zarówno! Oto czytamy:

pl: Wartość bezwzględna a. moduł dla danej liczby rzeczywistej wartość liczbowa nieuwzględniająca znaku liczby.

en: ...the absolute value (or modulus) |a| of a real number a is the numerical value of a without regard to its sign.

Następne zdania starają się naprawić wyrządzoną szkodę, ale przecież wiemy, że zaszkodzić łatwo, odszkodzić trudno. I też - iluż czyta poza pierwsze zdanie!

Następne zdania (w szczególności - formalna definicja) DOKŁADNIE mówią, iż właśnie TRZEBA UZWGLĘDNIĆ znak!

A potem, przechodząc do uogólnienień, znaku nie ma, ani też nie ma "nie-znaku", ani nic, jest on poza burtą, w niebycie, więc, jak to (czego nie ma) uwzględniać lub nie uwzględniać?

I bądź tu mądry...

Taaak, z jakiegoś powodu, niekoniecznie wymienionego, wciąż niejasne dla mnie dlaczego, owa wartość bezwględna jest zmorą pokoleń studentów.

To znaczy, mam taką swoją prywatną hipotezę (ewolucyjną). TZw. linia prosta jest nienaturalnym konceptem. Naturalnym jest płaszczyzna. Tak nas (i nie tylko nas) ewolucja ukształtowała. Gdyby modulus został wprowadzony najpierw na płaszczyźnie, a później UOGÓLNIONY na prostą - zagwozdek ani zmor ani zgrzytania zebów by nie było.

Taki ładny dzień, i tak typio ponuro - widać tak mam :)
-
2011/08/25 16:57:12
No dokładnie... a może powinienem wyrazić pełną zgodę z Tobą wyrażeniem: jak najniestetniej...

Szukamy przyczyn tego smutnego stanu rzeczy. Nauczyciel w pośpiechu (dziecko tyle lat żyło nie znając słowa moduł, ten stan nie może przedłużyć się do jutra!) bierze gotową, dobrą definicję i jak nie przywali nią uczniom! Aż para poszła z głów. I zabrakło chwilki na powiedzenie: modus, modulus - miara, miarka. Co mierzymy?

No i rzeczywiście płaszczyzna ma dużo więcej sensu, bo dziecię zrozumie «wybierz sobie punkt na płaszczyźnie, od niego będziemy mierzyć odległości». Jeśli powiem «wybierz sobie punkt na prostej gdzie wstawimy zero», jest ryzyko, że dziecię się zadziwi, bo przecież zero na prostej zostało dane przy Big Bangu. Więc w istocie przejście z wymiaru 2 do wymiaru 1 wymaga pewnego wysiłku myślowego (czemu nie, uogólnienia), ale ponieważ 1 jest mniejsze niż 2, wygrywa przesąd, że na linii prostej wszystko jest prostsze niż na płaszczyźnie.
-
2011/08/25 17:28:25
Przesąd... no, na prostej jest porządniej, to znaczy, jest porządniejszy porządek, z lewa na prawo.

Alas! By najprostszą rzecz na prostej zrobić (choćby zaznaczyć dwa punkty) trzeba poza nią wyjść - tu akurat wychodzi się nawet nie na płaszczyznę, ale w przestrzeń!
-
2011/08/25 22:39:21
"...książka podaje studentom sztuczki, których potrzebują, by przedostać się przez wykład rachunku różniczkowego przy najniższym nakładzie myśli"

Przypomnial mi sie srodek na pzreczyszczenie, reklamowany w prasie jako "dzialajacy lagodnie, bez przerywania snu".

Glowne nieszczescie wspolczesnej edukacji to wmawianie studentom ze nauka to zabawa i moze sie odbywac bez angazowania mozgu, i w ogole bez wysilku. A jezeli nei wyglada jak zabawa, angazuje ow mozg i wymaga wysilku, to jest to dramatyczna porazka nauczyciela. Przoduja w tym uniwersytety amerykanskie, dzieki temu ow kraj jest gdzie jest i zmierza dokad zmierza.
-
2011/08/26 15:58:04
Jak mawiał pan Zagłoba - furda moduł!

Ale jeże, jeże ważniejsze!

Andsol pisze: "można, a nawet trzeba, ale bardzo ostrożnie"

Wiki.en uspokaja: "However, this is not a problem for hedgehogs, as the male's penis is very near the center of its abdomen (often mistaken for a belly button) and the female can curl her tail upward until her vulva protrudes behind the rest of her body. Thus, the male does not have to get completely on top of the female when mating."

Oczywiście, wiki.pl nie dotyka drążliwego tematu, pardon le mot - drażliwego raczej. Ba! Trzyma się od jeża z daleka, jak od jeża.

Jednak, wystarczy w Google wrzucić hasło "hedgehog mating", by na licznych filmikach obejrzeć sobie naocznie, jak jest NAPRAWDĘ. Jeże matują się po ludzku, tzn., jak każde normalne zwierzątka.

Otóż, zarówno andsol niepotrzebnie ostrzega (vide jeże matujące a radujące się!), jak i wiki.en opowiada bzdury.
-
2011/08/26 23:39:38
@ tichy - coś podobnego, prawie codziennie widuję jeże, a jakoś mnie nie zaciekawiło. Albo właśnie dlatego. A może myślałem, że lęgną się z gnijących liści.
-
2011/08/29 17:57:12
@kwik: no, geometria jeża jest ciekawa. Raz, ilustruje problem z brakiem koncepcji równoległosci (ale prostopadłość pozostaje), co jest typowe dle geometrii Riemanna. Dwa, pole wektorowe osiąga minimalność kłucia, gdy gradienty sa losowe.

(Ilustracja: pani jezowa podczas matowania wygląda rozczochranie, ale to nie takie urocza sztuczka, tylko w-w minimum).