|
Blog > Komentarze do wpisu
Barwna klęska, czyli przygnębiający sukces
Pamiętasz ten film z roku 1988
„Wszystko albo nic” (Stand and Deliver)? Informatyk Jaime
Escalante pojawia się w podrzędnej szkole, uczy matematyki i to tak, że
robią z tego film. Ach, ja właśnie mówię o filmie? No tak, ale to wszystko
było prawdą. Była taka szkoła i tacy uczniowie, że wszystko było przegrane przed
grą, a tu biedne dzieci wychodzą na ludzi. I nawet któreś z nich zostaje
inżynierem w NASA. Piękna bajka, która wmontowała się w rzeczywistość.
Dziwne, że osadzenie powolnej akcji w nieatrakcyjnej scenerii pozwoliło stworzyć tyle wciągających filmów. Ileż ich jest, ze szpitali, z sądów, ze
szkół... Te ostatnie są najbardziej niespodziewanymi kandydatami na sukces,
bo tu nikogo nie kroi się i nie chodzi o życie (a przynajmniej nie
natychmiast). No, jeszcze taki „Nauczyciel z przedmieścia”
(To Sir, with Love) to da się zrozumieć, Sidney Poitier i kwestia
rasizmu, ale żeby w głównej roli występowała matematyka?
A potem było parę podobnych filmów, z dialektycznym napięciem między szkołą
z peryferii a przedmiotami z nauk ścisłych. I wygrywała bajka, choć podobno
były to scenariusze odzwierciadlające prawdę czyli rzeczywistość.
Kłopot z bajką jest w tym, że może mieć duży nakład, ale ciężko jest z jej
powielaniem. I nawet gdy znajdą się liczni prawdziwi i wartościowi
nauczyciele, o sukces, o taki prawdziwy, pełnokremowy sukces może być bardzo
trudno.
Dwa lata temu pisałem o niesłychanie ambitnym programie „Wiedza to
Siła” (KIPP: Knowledge Is Power Program). Rozwijany w Stanach
od kilkunastu lat zdołał zdobyć finanse, talenty edukacyjne i zaufanie
środowisk, w których miał być najbardziej pomocny: tam gdzie bieda, kolor
skóry i język spychają dzieci z głównego toru. Przewidywano wówczas, że
raport z roku 2011 ujawni zakres i pomyślność przedsięwzięcia.
Raport został przedstawiony w kwietniu i okazało się, że sukces czy porażka,
to sprawa sposobu widzenia.
Jeśli porównać osiągnięcia edukacyjne absolwentów szkół KIPP-u z
absolwentami szkół ze środowisk materialnie bardziej uprzywilejowanych,
jest dobrze, a
może i bardzo dobrze. Nieco lepsze, czyli świetne, procenty
kontynuujących studia.
Jeśli myśleć o przewidywaniach i próbie ich realizacji, wyniki deprymują. I
plany na rozszerzenie sieci tych szkół trafiają na nieprzewidywalne i
niewidzialne hamulce – po prostu brak kandydatów na wieloletni wysiłek
z bardzo szlachetnymi założeniami. Niewiele osób chce spełniać na codzień
szlachetne wymagania.
A jako szansa na odmianę społeczeństwa, jeśli zwalniający się rytm przyjęć
do tych szkół ma być wyznacznikiem przyszłości, to szansa jest marginalna.
Okazuje się, że projekt jest piękny ale ma w sobie coś elitarnego, a przy
stanie i potrzebach edukacji dzisiejszej biedoty ze Stanów nie będzie on
odczuwalny na masową skalę.
Kto z czytających to ma kontakt ze światem edukacji, nie będzie zaskoczony.
Wspaniałe plany, wizje zmiany otoczenia to konieczność, by mieć siłę i chęć na
zwalczanie rutyny, zmęczenia, głupoty. Ale sukcesy mieszczą się w paru
stronach listów z podziękowaniami, przychodzących po latach, których nawet
nie pokazuje się znajomym. I filmu z tego nie da się zrobić.
sobota, 02 lipca 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/07/02 06:52:37
Jestem - że się tak wyrażę - bywszym belfrem, który przestał praktykować edukowanie innych przed dziewiętnastu laty. Pamiętam okres przełomu (czyżby?) 1989/1990. Ambitne plany zmiany w polskiej szkole, programy, kształcenie społeczeństwa obywatelskiego, fundacje wspierające edukacje młodzieży, cuda-niewidy-wianki-na-wodzie. I co z tego wyszło?
Wielkie nic. Judymów edukacji nie dało się wyhodować w skali masowej, a tacy jak przywołany we wpisie Escalante są jak rodzynki w cieście i pojawiają się sami bez jakichkolwiek sztucznych programów. Geniuszów nie da się hodować na masową skalę, a biurokratyczne programy - jakie by one nie były - są zawsze sposobem na wyciąganie publicznej kasy. Korzystające z nich miernoty (często cwaniaczki) opisują swe sukcesy w postaci sążnistych sprawozdań, w których usprawiedliwiają trwonienie nie swoich pieniędzy. Do czego prowadzi biurokratyzm widać po kalkach jakie stosuje sie podczas egzaminów maturalnych z języka polskiego. W ubiegłym roku, a może dwa lata temu zrobiono eksperyment i takiego egzaminu nie zdał np. prof. Marek Król. Jego interpretacja zadanego tekstu była niezgodna z obowiązującym w skali całego kraju szablonem (sic!!!). Nauczyciele liceum przychodzili do mnie nie w sprawie sali na dodatkowe zajęcia dla swoich bardziej ambitnych uczniów, ale w sprawie okienek w planie lekcji, bo szkoda im czasu na pobyt w szkole. Ehhh!!! PS. Mimo twardego realizmu lubię filmowe bajki, jak ta przywołana we wpisie. Tęsknimy za pięknymi opowieściami dającymi nadzieję, że może być inaczej.
Gość: rysberlin, 194.64.224.3*
2011/07/02 07:25:58
no tak, podobno lepiej byc - od urodzenia juz - ladnym, madrym i bogatym
innym bajki w postaci papierowej lub celuidowej (do wyboru w 3D formacie) bywa 2011/07/02 07:47:40
To właśnie niesamowite, że każdy z czytających zna, z bliższego lub dalszego kręgu, przypadek Janka Muzykanta (nie zamykajże się AndSolu w naukach ścisłych), któremu się udało - ale przypadki założenia konserwatorium, dla wszystkich okolicznych Janków Muzykantów bardzo rzadko są historiami sukcesu.
2011/07/02 21:55:53
@Babilas: ale z drugiej strony, gdy sobie wyobrażę masowy wysyp Janków Muzykantów, którym (wszystkim bez wyjątku) się udaje, to (jednak) ciarki mnie przechodzą.
2011/07/02 22:42:19
Ostatnio takim sezonowym Jankiem Muzykantem jest Michał Szpak. A że media szybko się nudzą takimi odkryciami, to za jakiś czas pojawią się nowi bohaterowie medialnych tub.
2011/07/03 01:00:43
mamula, świetnie, że jesteś. Książka The Victorian Internet, do której mnie zachęciłeś w styczniu potrzebowała prawie 5 miesięcy na dotarcie do mnie, ale warto było czekać. Miałeś rację, telegraf w istocie odmienił świat i aż śmieszne, że tak mało o tym wiedziałem. Fascynująca lektura, spokojnie da się na niej oprzeć miesięczne szkolne rozważania o wpływach technologii na życie społeczne i umysłowe...
Co do obecnego wpisu i Twojej (smutne rzeczy mówiącej) linki, wcale nie dziwi ów opis problemów, jakie miał Escalante. W poprzednim wpisie o KIPP mówiłem o przyznaniu Levinowi tytuł Nauczyciela Roku - ale i bez czytania o historiach ze Stanów znam te sprawy z mojej zielonogórskiej szkoły - Zbigniew Czarnuch był zjawiskiem porównywalnej klasy, drużyna Makusynów była fenomenem w polskiej pedagogice - i choć miał nieliczne przeboje z "kanałami partyjnymi", to nie tak zwane komuchy a głupota administratorów edukacji oraz zawiść "ciał pedagogicznych" utrąciły jego projekt. W bylejakości byle jakim lepiej żyć. Nawiasem, już kiedyś pisałem tu, że uważne czytanie wspomnień widniejącego w blogrollu Ralpha Raimiego (mającego w Rochester znaczny wpływ na rozwijanie programów pedagogicznych z matematyki) nie zostawia wątpliwości, że tzw. new math wcale nie umarła od własnej dziwaczności a zabito ją w zarodku jako coś bardzo niewygodnego dla zbiurokraconych mas miernych nauczycieli. caddicus: biurokratyczne programy - jakie by one nie były - są zawsze sposobem na wyciąganie publicznej kasy. No właśnie. Jakie dziedziny przynoszą najwięcej pieniędzy w ostatnich dziesięcioleciach? Informatyka, kosmetyka, farmaceutyka, edukacja. Nie chce się nawet gadać o wyższości orlików nad myśleniem. Albo nad graniem na instrumentach, bo w gruncie rzeczy jeszcze sprzed WWII wiemy, że jak mamy mieć patriotyczną młodzież, silną i zwartą, to mają grać na boiskach a nie na fujarkach. Instrumenty smyczkowe mogą ich skierować na złe drogi. 2011/07/03 04:09:35
Jak juz mowimy o edukacji, to dodac wypada ze wlasnie w Polsce skonczyly sie matury, i 25% nie zdalo. Z matematyki. Znow nawolywanai do amnestii i krzyki o "niesprawiedliwosci". Spolecznej.
Ciekawy przyczynek tutaj eduwww.net/index.php?option=com_content&view=article&id=903:bo-najwazniejsza-jest-zdawalnosc&catid=10:alerty&Itemid=20 Przy okazji pragne polecic "BelferBlog" traktujacy o edukacji chetkowski.blog.polityka.pl/2011/07/02/jak-sciagano-na-maturach/
Gość: staruszek, don126.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/03 12:14:38
Co czwarty oblany maturzysta to jest niezamierzona zapewne ale demagogia.
Do mnie przemawiałby ułamek właściwy: liczba promowanych/liczba obywateli Polski. Jak wiele i wielu z nas już pisało, istnieją mierniki jakości edukacji i poziomu nauki bardziej obiektywne niż wielkość frakcji oblanych. 2011/07/03 17:31:39
babilas: "przypadek Janka Muzykanta (nie zamykajże się AndSolu w naukach ścisłych), któremu się udało"
O ktorego Janka Muzykanta idzie? Temu ktorego znam udalo sie dosyc kiepsko 2011/07/03 17:33:36
staruszek: "Co czwarty oblany maturzysta to jest niezamierzona zapewne ale demagogia. "
Prawdopodobnie nie rozumiem slowa "demagogia". Sprawdze w slowniku.
Gość: staruszek, afgc95.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/07/03 20:19:23
@mamula66
Przepraszam za bełkotliwy skrót myślowy. Oto przykład demagogicznej oceny wyników matury. Nawet uwzgledniając typową dla tworzenia tytułów przesadę w doborze środków wyrazowych to razi przesadny niepokój treści. Moim i nie tylko zdaniem do matury są masowo dopuszczani młodzi ludzie nieprzygotowani do niej. W artykule podanym w linku nie ma wskazania, że polska szkoła chce dawać świadectwa dojrzałości ludziom niedojrzałym. I ta moja ocena może być demagogiczna bez słownikowej falsyfikacji. Jeszcze raz przepraszam za niedbałość. Fatalna matura w stolicy. Tak źle jeszcze nie było Więcej... wyborcza.pl/1,75248,9881225,Fatalna_matura_w_stolicy__Tak_zle_jeszcze_nie_bylo.html#ixzz1R4FsjeKC 2011/07/05 04:49:49
andsol: "mamula, świetnie, że jesteś. Książka The Victorian Internet, do której mnie zachęciłeś w styczniu potrzebowała prawie 5 miesięcy na dotarcie do mnie, ale warto było czekać"
Powinienem byl polecic ciag dalszy historii telegrafu - ksiazke "The Cable: The Wire that Changed The World", Gillean Cookson. Rownie fascynujaca jak ta pierwsza. O telegrafie transatlantyckim 2011/07/07 16:44:35
Korzystając z dostępu do domeny, którą blox akceptuje, choć być może ten temat to już lamus, przeszłość:
mamula: dzięki za link do historii Escalante, i jak się to smętmie skończyło. Nawet nie widziałem. Uwaga co do "intersujacego przyczynku". Autor tamtejszy niestety nie ma najzieleńszego pojęcia o prawdopodobieństwie i rozkładzie normalnym, a wymądrza się, jakby miał. Innymi słowy, nie ma kompetencji. W pewnym sensie jest to "interesujace". |
|
The untold story behind the famous rise -- and shameful fall -- of Jaime Escalante, America's master math teacher.
...
It is less well-known that Escalante left Garfield after problems with colleagues and administrators, and that his calculus program withered in his absence.
...
Escalante became an overnight celebrity. Teachers and other interested observers asked to sit in on his classes, and he received visits from political leaders and celebrities, including President George H.W. Bush and actor Arnold Schwarzenegger. This attention aroused feelings of jealousy. In his last few years at Garfield, Escalante even received threats and hate mail. In 1990 he lost the math department chairmanship, the position that had enabled him to direct the pipeline.
...
reason.com/archives/2002/07/01/stand-and-deliver-revisited