Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Wykład stulatka

Ach, to tak było z tym wykładem na stulecie Dirka Struika... W ostatnim numerze MAA Focus Thomas Banchoff (też ceniony geometra, wsławiony filmem o chodzeniu w czterowymiarowym sześcianie) opowiada jak poznał go (wówczas 97latka) w 1991 roku i zapytał co Struik planował na swoje setne urodziny. I gdy podsunął ideę wykładu (a myślał o kimś wygłaszającym odczyt „na cześć”) Struik bez wahania ją zaaprobował: „chętnie wygłoszę wykład na moje stulecie”. I po trzech latach w istocie go wygłosił („Mathematicians I have known”). Pojawiło się ponad 250 osób. Podobno publiczność składała się z trzech grup, czytelników jego prac matematycznych, czytelników jego artykułów o historii i polityce – oraz ciekawych jak stulatek wytrzyma godzinne stanie na nogach.

A nie był to jego ostatni publiczny występ. Jeszcze przez cztery lata, aż do roku 1998, miał publiczne wystąpienia. Odszedł po ukończeniu 106 lat.

Na pytanie co go utrzymywało w świetnej formie odpowiadał o „trzech M”: Marriage, Mathematics, Marxism. Z żoną był 70 lat. Z matematyką jeszcze dłużej.

Marksizm wiele go kosztował. Oskarżono go w 1951 roku o popieranie obalenia Stanów Zjednoczonych i rządu stanu Massachusetts (tak, USA też miało swoich Kaczyńskich). Chyba lustratorzy żałowali, że przyznano w 1934 roku temu Holendrowi obywatelstwo Stanów. MIT zawiesiło na pięć lat jego działalność pedagogiczną. Ale Struik i tak mówił co myślał.

Gdy zajął się pisaniem o historii matematyki, natychmiast wyznaczył standardy, które nie były powszechne w tej dziedzinie. Klasyczne dzieła, jak Erica Bella o wielkich uczonych czy Floriana Cajori o technikaliach i notacjach, pełne są nieścisłości i wypełniania luk w wiedzy czystą fantazją. Dirk Struik nie dopuszczał takich nierzetelności. Ponadto, ujmował historię matematyki jako część ogólnego procesu przemian społecznych i robił to bez nudzenia czy doktrynerstwa. A poczucie humoru było w tym zasadnicze.

W pewnej mierze może być uważany za jednego z twórców etnomatematyki. Ale nie ponosi odpowiedzialności za wychylanie się tej dziedziny ku wodolejstwu, rozpolitykowaniu i niskiej jakości badawczej. „Oficjalny” twórca etnomatematyki, Ubiratan D'Ambrosio, też nie ma tu winy. To jest sytuacja trochę podobna do śmiecia produkowanego wokół badań o pożytkach różnych diet – pierwsi lekarze, którzy badali związki między incydencją schorzeń a pożywieniem mogli mieć dobre zamiary i świetne narzędzia badawcze, ale gdzie pachną pieniądze i tytuły, rój dziwnych owadów pojawi się niechybnie. A na pierwszy rzut oka widać różnicę jakości między rozważaniami socjologicznymi wielkiej klasy matematyka z MIT Dirka Struika a np. tezami wykształconego w NRD późniejszego ministra edukacji Mozambiku Paulusa Guerdes. Nie mówiąc już o mnogości pań i panów piszących o matematyce wzorów skarpetek w rolniczych strefach Ameryki Środkowej. Zeszmacić można wszystko. Dlatego należy czytać książki samego Dirka Struika, a nie jego epigonów.

niedziela, 29 maja 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/05/29 16:55:13
W 1980 roku, po wybuchu Solidarności, w SGPiS byłem na wykładzie sędziwego, 92-letniego profesora Edwarda Lipińskiego (nestora KOR) - stał przez dwie godziny i przemawiał, sypiąc dowcipami. 20-letnie studenciaki były zachwycone, profesor dostał owację na stojąco. Żył jeszcze 6 lat, podobno do końca w dobrej formie.
-
2011/05/29 21:37:57
www.youtube.com/watch?v=iXYXuHVTS_k
www.youtube.com/watch?v=xUHQ2ybTejU
-
Gość: Nowa, 8.red-83-37-95.dynamicip.rima-tde.net
2011/05/29 22:39:04
Znaczy się, że materializm dialektyczny mógłby odrodzić też matematykę?
-
2011/05/29 22:50:57
cmss, to pierwsze widziałem kiedyś, dawno, dawno temu, gdy Banchoff jeszcze nie był tak słynny, i wszyscy tym (czy równoważnym) filmem bardzo się zachwycali, a ja (chyba jakaś skaza genetyczna) podchodziłem znacznie obojętniej. Na nic mi takie intuicje, choć pracowałem już z dozą sukcesu i w 4wymiarowej siatce dającej grupę F_4, jak i z fibracją 21wymiarowej przestrzeni SO(7,R)... Nie zwalczam tych, co prowadzą na wycieczki po wymiarach, ale to nie moja religia.

A drugi filmik śliczny. Już go widziałem (i parę innych w tym duchu, interpretacje Bacha i Mozarta) i kiedyś lekcje muzyki będą zupełnie inne niż drzewiej. Warto będzie urodzić się zupełnie od nowa.
-
2011/05/29 22:55:09
Nowa: odrodzić (mam nadzieję) nie, ale zrozumieć czemu pewne zjawiska wisiały, wisiały i nie spadały, a potem znienacka owszem. Albo czemu pojawiały się tu, a nie tam. Lepsze takie interpretacje niż alternatywna wiara, że pewne zdolności umiłowały sobie jakieś ludy czy okresy. W zasadzie wprowadzał takie nastawienie w tym samym okresie, co Braudel swoje spojrzenie na historię, czyli był czas na to :)
-
2011/05/29 23:49:10
Warto będzie urodzić się zupełnie od nowa.
To zależy, czy będziemy mieli szczęście. Jako gatunek, oczywiście.
-
Gość: nightwatch, ip-93-154-143-226.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2011/05/30 00:40:44
USA miało swoich Kaczyńskich, ale tamci przynajmniej znali się na matematyce. A jeden to nawet rozsyłał bomby w drewnianych pudełkach.