|
Blog > Komentarze do wpisu
Strony świata, od Brazylii do Ugandy
Przed paru dni, a dokładnie 6 maja, w brazylijskim prawie usankcjonowano to, co istniało od
dawna przy milczącej aprobacie większości społeczeństwa: związki rodzinne
par homoseksualnych mają ten sam status co heteroseksualne.
Gdzie jest dobra wola, znajdzie się i dobry język. Prawnicy mówią o
união homoafetiva i została ona w prawach i obowiązkach zrównana
z heteroseksualnym małżeństwem. O finansowym aspekcie, przy rozliczeniach
podatkowych, pisałem już tu kiedyś, że Skarb Państwa nie rozróżniał typu
par; przy adopcjach było nieco trudniej, ale istniała możliwość, a teraz
notariaty rejestrują związek i jest obietnica ułatwień przy adopcjach. Homoseksualne pary, natychmiast startujące ku pierwszeństwu w
oficjalnym zawieraniu związku, stwierdziły, że nie wszystkie notariaty były
przygotowane na to i nie bardzo wiedziały jakie są procedury, ale nie było
też jakiegokolwiek bojkotu i związki były oficjalizowane.
Ważnym elementem jest przyjęcie tego prawa przez Naczelny Trybunał Federalny
(w sesji z 10-osobowym zespołem sędziów) jednogłośnie.
W tej chwili potyczki toczą się już nie o to, by umożliwić stabilną sytuację
prawną żyjących razem par, ale wokół prawa protestanckich kościołów do
idących wbrew prawu i społecznej praktyce kazań opartych na ich odczycie
Biblii. Przeprowadzany w parlamencie projekt prawa przeciw homofobii
napotyka opory ugrupowania ewangelickiego, które nie szczędzi hiperbol
strasząc, że Brazylia zamieni się w „imperium homoseksualizmu”,
ale chodzi oczywiście o to, by uchronić przed procesem sądowym pastorów
perorujących o ogniu piekielnych dla osób z preferencją homoseksualną.
Przy okazji: gdyby império homossexual istniało, prowadziłoby wojny z
sąsiadami czy też jest to atrybutem heteroseksualnych imperiów? A w tym czasie osoby homoseksualne w Ugandzie mogą się cieszyć, że chwilowo władze nie będą przeprowadzać ich eksterminacji. Zostawiają to podbechtanej w tym kierunku społeczności. sobota, 14 maja 2011, andsol-br
TrackBack
|
|