|
Blog > Komentarze do wpisu
Od sążni do znanych herbów
992. Площадка имеет в длину 8 саженей, в ширину 6. Сколько нужно кубических саженей земли, чтобы повысить ее на 1 вершок? [1 сажень]
Trudno zrozumieć? To nic, przełożymy. Placyk ma 8 sążni długości i 6 szerokości. Ile sześciennych sążni ziemi trzeba, by go pokryć na wysokość jednego wierszka? [1 sążeń]
Nawet po naszemu i z podanym rozwiązaniem, nie jest lekko? Nie stresujmy się, przytoczymy miary:
1 sążeń = 3 arszyny
Uprzejma prośba. Nic z ołówka, długopisu, komputera. Wszystko w pamięci.
Nie, to nie kawałek scenariusza z role playing game z planety Okrutna Szczypawka. To zadania dla крестьянских детей czyli z ludowej szkoły, założonej w Rosji w 1861 roku. A zadanek takich w zbiorku jest tysiąc i jedno.
Twórca szkoły wiedział co robił i gdy trzeba było, wymowny był. Do Najjaśniejszego Pana pisał. I do Lwa Tołstoja. Jakie to nieoczekiwane: naturalista z doktoratem, tłumacz na rosyjski „Pochodzenia gatunków” Darwina, zagrzebuje się w rodzinnym Tatewie. Ale światli ludzie nie uważali tego za dziwne, zjeżdzali do tego zakątka w smoleńskiej guberni, by uczyć się jego metod nauczania ludu. A jego przyjaciel Piotr Czajkowski nawet mu I kwartet smyczkowy poświęcił. I car Mikołaj II w liście go wychwala. No, postać, jakich mało.
To dlaczego tak trudno znaleźć o nim jakieś ciepłe słowo, co ja tam mówię, jakiekolwiek o nim słowo, w naszym języku? Gdyby to był sprinter ze Stanów czy aktor z Francji, ktoś by odnotował jego polskie korzenie. A tu tylko rosyjska wikipedia mówi, że jego ród, herbu Nałęcz, był z Wielkopolski. Miło mi poznać pana, doktorze Siergieju Aleksandrowiczu Raczynski. poniedziałek, 30 maja 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
Gość: Bobik, port-92-201-244-174.dynamic.qsc.de
2011/05/30 18:43:31
Ja nie rozumiem, po co to całe przeliczanie? Dlaczego andsol nie pozwala podać odpowiedzi zwyczajnie, w sążniach?
2011/05/30 19:46:01
Eee, taki przesąd, że piszący powinien rozumieć o czym pisze. A teraz już rozumiem, świebodziński sążeń to 13 ludzkich sążni. A sążeń z Rio ma 15 naszych.
2011/05/31 05:34:43
Swoją drogą, przez lata kupowałem sobie w rosyjskiej księgarni na Nowym Świecie rosyjskie zbiorki zadań, bo polskich było mało. Wydawali okropnie, ale ważna była zawartość, a na dodatek kosztowały śmieszne grosiki.
Przyszła demokracja i księgarnię szlag trafił - nie sprostała w konkurencji z Chanelami, Roxmanami i inną elegancją. 2011/05/31 05:59:34
No to przypomnę, Pawle, kawałek mojego tekstu "wspomnieniowego", urywek na ten temat, o radzieckich wydaniach książek:
Rosyjska księgarnia w centrum miasta. [...] najróżniejsze nowiny naukowe były natychmiast tłumaczone, opatrywane inteligentnymi komentarzami i uzupełnieniami i drukowane w nakładach, które mogły przyprawić o zawrót głowy kogoś nie przyzwyczajonego do dużych liczb. Tekst uniwersytecki mógł przekroczyć milion egzemplarzy. Monografie z wyspecjalizowanych dziedzin szły zaledwie w 10 czy 20 tysięcy. I parę tysięcy docierało do Polski. Za bezcen. Właśnie sprawdziłem w Sieci. Mogę (??) kupić Kurs Arytmetyki Serre'a za US$ 50. Plus koszty przesyłki. Mam rosyjską kopię w miękkiej okładce, z 1972r. Kosztowała 51 kopiejek. Odpowiadało to wówczas cenie biletu autobusowego. Pojawiało się coś ciekawego w Springer Verlag? Trzeba było mieć cierpliwość. Po roku każdy student mógł już to kupić, na brzydkim papierze, po rosyjsku. To nic. Własne biblioteki z 300 czy 500 tomami nie były rzadkością wśród studentów.[...]
Gość: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2011/05/31 08:44:00
teraz też mają takie biblioteki- na pendrivie
2011/05/31 10:04:36
Bolesne te wnioski, które można sobie z tego wszystkiego wyciągnąć. Z której strony by nie patrzeć. Zastanawiam się, kiedy po raz ostatni użyłem przymiotnika "sążnisty"? A przecież słowo inspiruje dzisiejszą młodzież (rocznik 1989) do prowadzenia ożywionej, intelektualnej debaty:
www.iii-lo.tarnow.pl/forum/viewtopic.php?id=2337 Wartość poznawcza wynikająca z penetrowania zawartości internetu nie zna granic. 2011/05/31 10:28:27
Już za demokracji na Stadionie Dziesięciolecia świetnie funkcjonowali prywatni sprzedawcy książek - przeważnie zbiedniali rosyjscy inteligenci, którzy zarabiali na życie, przywożąc walizkami tony książek. Mieli liczną polską klientelę - naukowców, studentów - z którymi, jak pisała Gazeta Wyborcza, prowadzili sobie rozhowory o literaturze. Takie bukinistyczne spotkanie polskiej i rosyjskiej inteligencji.
2011/05/31 17:37:02
Skojarzyło mi się z sążnistym... Na egzaminie wstępnym na UJotowską polonistykę kandydat na studenta objaśnił słowo "samotrzeć" jako masturbację.
Egzaminatorzy byli bardzo pozytywnie zaskoczeni tym, że kandydat zna tak trudne słowo jak masturbacja. ;) 2011/05/31 20:47:25
Bobiku, całe szczęście, że go nie zapytali o samowtóra, bo by usłyszeli więcej niż mieli ochotę. Nawiasem, coraz więcej osób da się wyłożyć na samowtórze i samotrzeciu, nadzieja w JK, który zrobi Krucjatę Chrześcijańską i polskie rycerstwo opuści pielesze w takich zestawach.
Pawle, aż boli myśleć o tych Rosjanach, co telepali się z głębi ich kraju do Zielonej Góry i sprzedawali tam za grosze swoje medale za odwagę, ikony, samowary... A przecież nie było tam wojny, po prostu straszna bieda. Throgh: masz rację, dużo jest tego i nierzadko z tego korzystam (czego świadectwem np. wpisy o kaczce de Vaucansona czy o dziecinnych zadankach Arnolda), ale na ogół nie robię tym kolekcjom publicznej reklamy, bo mam wrażenie, że ich legalny status nie jest najlepiej pachnący. Używać i pokazywać znajomym, owszem, ale tak w otwarte iść na polowanie... Niech przedtem rozwiążą nieco te kwestie związane z pojęciem piractwa (np. jeśli Springer Verlag produkuje książkę za 8 euro i prawie nic nie daje autorowi, a sprzedaje ją za 80 euro...) cmss: no, s-f mieli i własną wielkiej klasy... telemach: bo dzieci dziś sms-y, a nie referaty nie piszą. Ale nie za to je kochamy. 2011/05/31 20:49:24
Z ostatniej chwili: B.G., co tyle lat życia w Rosji i na Ukrainie zaliczył, też o S.A. Raczynskim nie słyszał. Czyli chyba nikt (w sensie statystycznym).
2011/05/31 22:35:25
Nigdy nie miałem w stosunku do Rosjan negatywnych uczuć, nie wyśmiewałem ich medalomanii czy przywiązania do Wielikoj Otczestwiennoj. To kwestia ich tożsamości, próba zachowania jakiegoś minimum godności w konfrontacji z biedą i opresją władzy.
Przy całej nienawiści do władzy, do reżimu, zawsze miałem sympatię i współczucie dla zwykłych ludzi. Przejmująco opowiadał o tym Bolesław Gleichgewicht - jego wspomnienia dały mi mnóstwo wiedzy o Rosjanach i innych tamtejszych narodach. 2011/05/31 23:33:54
@Andsol - czy z Profesorem porozumiewasz się telefonicznie, czy też przez Skype'a?
2011/06/01 00:21:13
Skypem na jego stacjonarny. Ponieważ ob-śmy gaduły, bez skype'a zbankrutowałbym (w Brazylii nie ma takich tanich jak w Stanach taryf).
2011/06/01 00:59:49
@prwimmer
@andsol: Pragnę dać świadectwo, bo doświadczyłem: andsol jest rzeczywiście gadułą. Ale po pierwsze za to go cenię (bo gaduła to niekoniecznie od razu pejoratywnie musi być), a po drugie andsol jest gadułą dyskretnym. ;) 2011/06/01 01:18:42
Prawdę mówiąc, wolę być słuchałą, bo ludzie mają takie barwne doświadczenia a ja po prostu siedzę na mojej kanapie. Ale rozsądek mówi, że coś za coś, jak czegoś nie opowiesz, to niczego nie usłyszysz.
Chyba, że od tej pani gospodyni, co ją miałem kiedyś w Zielonej Górze, ale ona miała tak dobrze przećwiczone mówienie o swoim życiu i tak wyrównane, że po paru tygodniach mogłem opowiadać za nią wszystko, razem z najgorszymi obyczajami przy stole jej męża. 2011/06/01 08:15:27
Andrzeju, pozwoliłem sobie wysłać niezobowiązującą prośbę o dodanie kontaktu w Skype - może kiedyś, w jakiejś wolnej chwili (ha, a jest taka?), uda nam się zamienić parę słów.
2011/06/01 09:28:43
A ja dodam ilustrację:
Mikołaj Bogdanow- Bielski Liczenie w pamięci, 1896r Na obrazie w otoczeniu wianuszka uczniów widzimy Raczyńskiego właśnie. Metoda liczenia w pamięci, którą opracował, była unikatowa - w klasie panuje twórcza atmosfera. Artysta Bogdanow- Bielski ukończył taką szkołę i miał do niej ogromny sentyment. Wracał do tego tematu na wielu obrazach. 2011/06/01 10:49:42
Najlepszy jest wyważony mix gadulstwa i słuchalstwa, podszyty szczerym (to się wyczuwa) zainteresowaniem i sympatią dla rozmówcy. Taki zestaw wcale nie jest przypadłością powszechną, więc jak andsol będzie potrzebował zaświadczenia, że go posiada, to ja też jestem skłonny je wydać. :-)
Do Skypa musiałem się dość długo przekonywać, ale odkąd zacząłem prowadzić coraz więcej pogawędek z Pozaeuropą, przekonałem się ostatecznie. Znaczy, kieszeń mnie przekonała. Ona potrafi znaleźć takie argumenty, że niemal każdy w końcu ulegnie. ;) 2011/06/01 22:12:25
george_eliot: mówiąc nic z ołówka, długopisu, komputera tę właśnie cechę jego metody podkreślałem. Michał Babilas (w rozmowie poza-blogowej) określił to jako "okrucieństwo", ma rację, ale wyobrażam sobie, że wśród nieprzesadnie gramotnych ale inteligentnych dzieci mogła to być najsprawniejsza droga do rozwijania pamięci, przyzwyczajenia do ustawienia się mentalnego do problemów (później - nie tylko matematycznych), nieco sportowego pobudzenia ambicji... No i nie kosztowało nic.
2011/06/01 22:14:11
Pawle, dodany-ś, co bardzo uszlachetniło moją kolekcję kontaktów. To lepsze niż dostać tysiąc friendów na fb, na którym zresztą nie mam konta.
|
|