|
Blog > Komentarze do wpisu
Niech żyje różnica – ale nie ta!
Basso ostinato moich wpisów matematycznych, tak dla mnie ważnym jak ich pierwszy plan, jest przypomnienie o podobieństwach w sposobach
myślenia w matematyce i w jakiejkolwiek innej dziedziny wiedzy, godnej tego
imienia. Nie rodzimy się ścisłowcami czy artystami, to szkolny walec jest
zaprogramowany na spłaszczenie delikatnych struktur świata pojęć – i
najbrutalniej przejeżdża się po polu matematyki. Ale kto może być polonistą
czy biologiem rozsądnej jakości, może też być matematykiem. Podobne są
procesy szukania podobieństw i różnic, wzorców i odmienności,
podobne zyski z takiego samego szacunku dla szczegółu.
Bywają jednak zastarzałe tradycje w wielu dziedzinach, bardzo je różnicujące
między sobą. Te, które nadają matematyce nieapetyczny wygląd,
wszyscy znają i wyśmiewają. Niestety, tzw. strona humanistyczna miewa równie
okropne poślizgi – i chcę dziś pokazać taki przykład. Nie czynię tego
dla odsądzenia od czci i wiary pewnego artykułu, wręcz odwrotnie, wydany w
2007 roku przez Ossolineum zbiór esejów Między Wschodem a Zachodem:
Europa Mickiewicza i innych jest fascynujący, a pierwszy esej, Anny
Axerowej Mickiewicza czytanie Paska jest bardzo pouczający i
interesujący, ale pewien paragraf uświadamia, że humanistyka nie posiada tak
wartościowych mechanizmów krytyki przed akceptacją do druku, jakie są
standardami w wydawnictwach matematycznych.
Proszę rozważyć ten urywek tekstu:
W wykładach paryskich z literatur słowiańskich Mickiewicz przywołuje Pamiętniki Jana Chryzontoma Paska, włączając ich autora do panteonu „wzorowych pisarzy polskich”. Stwierdza: „Styl jego jest klasyczny. Ma on swobodę, wdzięk i lekkość prozy pamiętników francuskich, a zarazem jest w całej pełni słowiański. Nie znajdziesz u Paska ani jednego zwrotu obcego. Pisze, jakby mówił od niechcenia”. Ta ostatnia uwaga wynika z faktu, że Mickiewicz – nie zdając sobie z tego sprawy – zapoznał się z tekstem Paska w jego wersji oczyszczonej z łacińskich wtrętów. Myślę jednak, że Mickiewicz, nawet znając pełny tekst, oceniłby Paska podobnie. Pamiętniki były dla niego przede wszystkim bezcennym dokumentem życia szlacheckiego w XVII wieku i świadectwem wyjątkowości ustroju Pierwszej Rzeczpospolitej.
Całkiem zabawne jest odkrycie, że o Pasku Mickiewicz wyrobił sobie opinię na
podstawie jakiejś obrzezanej ściągi i można wiele ciekawych hipotez stawiać
co by myślał i co by poczynał, gdyby znał o tekście prawdę, czyli tekst.
Może jak Sienkiewicz czy Lem – czy tysiące czytelników –
zachwyciłby się tym arcyzabawnym melanżem i wdał się w etymologiczne
rozważania, a może Pasek dostałby u niego krechę. Do swoich hipotez ma też
prawo autorka eseju, ale nie ma prawa do wmawiania nam, że zauroczenie
Mickiewicza brakiem obcych zwrotów ostałoby się innym zauroczeniem. Proszę
też zauważyć, że znaczenie tej kluczowej przecież kwestii autorka tłamsi
lekko niechętnym określeniem o oczyszczaniu z łacińskich
wtrętów. Otóż rosół po oczyszczeniu z tłustych plam staje
się bladą kością, która może i psa nie zainteresuje.
Autorka niejeden artykuł poświęciła nowym odczytom Paska. Rozumiem,
że stawiając Mickiewicza jako gwaranta jej tez, zdobywa pozycję
nie do zbicia. Ale żeby go wciągać tam za włosy, i to perorującego właśnie
„a ja tu stać nie myślę”?
Jestem przekonany, że w wydawnictwie matematycznym recenzja wewnętrzna przykazałaby, pod groźbą odrzucenia eseju, takie przetworzenie wywodu, by
bliższy stał się znanej zasadzie „niech wasza mowa będzie: tak, tak; nie,
nie”.
piątek, 13 maja 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/05/13 08:26:19
Jako człek o niezmierzonym szacunku dla języków klasycznych, a już zwłaszcza matki-łaciny, nie mam żadnych oporów przed obcojęzycznymi wtrętami, bo to taka sama tradycja, jak polszczyzna-słowiańszczyzna. Nie przepadam za narzucaniem obowiązku trzymania się kulturowego zaścianku, zwłaszcza że zawsze pachnie mi to ciut nacjonalizmami.
Moje prywatne wyczucie językowe - być może mylne, nie mogę tego wykluczyć - mówi mi, że w różnych sytuacjach użycie zestawienia "ta pani to dziwka, excusez le mot" zabrzmi lepiej niż jego w pełni polski równoważnik, bo bawi po prostu ironiczna opozycja światowej francuszczyzny i nieco wulgarnego słowa rodem z polskiego słownika. Czasem zgrabniej jest powiedzieć "caramba" zamiast "cholera", o mocniejszych słowach nie wspominając, bo obcojęzyczny wyraz jest kokonem izolującym od zbytniej dosłowności, tworzącym niezbędny dystans. Takie drobne subtelności stylu decydują nierzadko o soczystości tekstu, niuansują też postawę autora. Na marginesie - jakże przydatne w różnych okolicznościach okazuje się zapożyczenie "koszerny". Niby po polsku można to omówić, ale nie ma w polszczyźnie zgrabnego odpowiednika tego słówka. Oczywiście mam tu na myśli metaforyczne, a nie dosłowne użycie wyrazu. 2011/05/13 08:36:54
Dobrym przykładem niezbędności kulturowych zapożyczeń jest właśnie basso ostinato - Polak użyje też chętnie słowa Leitmotiv :-)
2011/05/13 13:12:27
Biegnę szybko zlizać trochę tłuszczu, póki jeszcze coś zostało. ;)
Najpierw szczeknięcie do komentarza Pawła: świadome użycie obcych wtrętów w celach stylistycznych nie jest niczym zdrożnym i nawet przez zatwardziałych polonistów nie jest nadmiernie tępione. ;) Walka z makaronizmami, czy ogólnie - zaśmiecaniem języka, na czymm innym polega. Tu chodzi o nieświadome i niemające stylistycznego (ani innego) uzasadnienia używanie obcych wyrazów tam, gdzie istnieją ich polskie odpowiedniki, a zwłaszcza o mieszanie, czyli np. doczepianie do obcego wyrazu polskiej końcówki, co daje zdania greenpointowe typu "jak boss money wypłaci, bajniemy se karę", albo gastarbeiterskie "ja lecę na pucki, a ty dawaj achtung na haus". XVII-wieczne pamiętniki takich potworków są pełne, ale jesteśmy skłonni traktować to z pewnym rozrzewnieniem, jakie się ma dla staroci, nawet nienajpiękniejszych. Te dzieła, które miały - pomimo makaronizowania, nie dzięki niemu - wartość literacką, włączyliśmy w obieg kulturowy i słusznie, bo już nie ma obawy, że ktoś się takim językiem na dobre "zarazi". To służy już tylko stylizacjom czy parodiom, ale na żywy język nie ma wpływu. Dla polszczyzny greenpointowej mniej jesteśmy wyrozumiali - i też słusznie. Chyba nawet nie trzeba wyjaśniać, dlaczego. ;) Natomiast do andsola trochę nie wiem, co szczeknąć, bo nie bardzo rozumiem, w czym problem. Kiedy się zastanawiam nad tym, co napisała Anna Axerowa, widzę taki ciąg: 1. Mickiewicz chwalił "Pamiętniki" Paska jako wzorzec pisarstwa, ale również jako wzorzec "rdzennej" polszczyzny, bez żadnych obcych naleciałości. 2. Mickiewicz zapoznał się z tekstem Paska w jego wersji oczyszczonej z łacińskich wtrętów (i dlatego bez oporów mógł wygłosić tak - w gruncie rzeczy kuriozalną - pochwałę) 3. "Pamiętniki" były dla Mickiewicza przede wszystkim bezcennym dokumentem życia szlacheckiego w XVII wieku... itd. (w domyśle, dość oczywistym: i to było dla niego na tyle ważne, że skłonny był zamknąć oczy na wszystkie inne względy) 4. Hipoteza autorki: i dlatego myślę (nie: stanowczo twierdzę), że nawet gdyby Mickiewicz znał pełną wersję "Pamiętników", również chwaliłby do upadu. Ja tu, prawdę mówiąc, żadnego nadużycia nie widzę, więc ponawiam pytanie: w czym problem? 2011/05/13 14:15:52
Miauknięcie do Bobika - definicja makaronizmu w Wikipedii jest szersza (co nie znaczy, że słuszna - aż takiej bezbrzeżnej ufności do Wikipedii nie mam, choć sporo tam napisałem :-)) - i wygląda tak:
Makaronizm pochodzący z języka obcego zwrot lub forma gramatyczna wplatany do języka ojczystego. pl.wikipedia.org/wiki/Makaronizm Właśnie do takiego ujęcia nawiązywałem w swoim komentarzu. 2011/05/13 14:56:14
Pawle, jeżeli oprzemy się na tej - bardzo ogólnej, więc z natury rzeczy nie wchodzącej w subtelności - definicji, to po prostu uznajmy, że są słuszne i niesłuszne sposoby używania makaronizmów. :-))
Gość: Nowa, 234.red-88-14-215.dynamicip.rima-tde.net
2011/05/13 18:58:34
Forma eseju na wiele autorowi przyzwala, "cenzor" mogl przeciez tej strony (z cytowanym paragrafem) po prostu nie przeczytac, albo czytac bezmyslnie i w pospiechu.
Czy w ogole mozemy miec pewnosc, ze Mickiewicz te lacinskie pasaze czytal, bo rozumiem, ze pojedynczych fraz czy makaronizmow nie powycinano.. Przeczytalam znow "Zaczarowana gore" i przyznam sie, ze cale stronice dialogow prowadzonych po francusku, po prostu przerzucalam, chyba kazdy nie znajacy tego jezyka te fragmenty sobie odpuszcza (?). 2011/05/13 23:26:43
"Przeczytalam znow "Zaczarowana gore" i przyznam sie, ze cale stronice dialogow prowadzonych po francusku, po prostu przerzucalam, chyba kazdy nie znajacy tego jezyka te fragmenty sobie odpuszcza (?)"
Chyba?. A tak na marginesie: gdy Mann pisał swą "Czarodziejską górę" (przypuszczam, że chodzi Ci o "Der Zauberberg" Tomasza Manna) było nie do pomyślenia, aby gimnazjalista nie znał francuskiego. Podobnie zresztą jak kelner w dobrej restauracji obojętnie którego europejskiego dużego miasta. Również (kompletne) przeczytanie "Wojny i Pokoju" bez znajomości francuskiego jest z tego samego powodu niemożliwe. 2011/05/14 02:04:50
Bobiku, o tym, co o Pasku napisał Mickiewicz tu wiemy tylko z zacytowanego zdania, które ma być w Literaturze słowiańskiej, Kursie drugim i Ty tu widzisz (Twój punkt 1) alternatywę (widzi ... ale również ...) a ja widzę koniunkcję (wyliczenie cenionych elementów). Jest czystym odlotem myślenie o tym co Mickiewicz by pomyślał gdyby widział dzieło na każdej stronie zaprzeczające kilkunastu wtrętami czystości owej słowiańskości. I nie chodzi mi tu o makaronizmy, bo nie wiem czy i o nie także wersja czytana przez Mickiewicza została pomniejszona, mówię tylko o nafaszerowaniu tekstu łaciną.
A w Twoim punkcie 3 mówisz, że owe Pamiętniki były dla Mickiewicza przede wszystkim czymś tam, a ja tu nie dostrzegam odniesienia do przedewszystkości u Mickiewicza, a tylko w komentarzu p.Axerowej. Jeśli i dla Mickiewicza coś tam było przede wszystkim, dobrze jest oprzeć takie stwierdzenie na zupełnie innym cytacie, nie na tym, z którego jasno wynika, że brak zwrotów obcych był dla Mickiewicza istotną wartością. W tym moim zestawieniu tego, co p. Axerowa cytuje i jakie wnioski wyprowadza nie chodzi mi ani trochę o łacinę czy o makaronizmy (choć u wielbiciela Flying Monster łatwo domyślić się osobistych preferencji). Chodzi tylko o to, że w eseju, który przede wszystkim jest rozprawką naukową, część dzikich hipotez (do których każdy autor ma prawo) należy wyraźnie oddzielić od hipotez, które są potwierdzane odniesieniami do źródeł czy własnymi analizami. Szczególnie, że nie ma dowodów na kontakty parapsychologiczne Mickiewicza z autorką. A ponieważ łacina i makaronizmy są toniką komentarzy, to wyrażę moje przekonanie, że szpikując tekst łaciną wiązał nas (nieco mechanicznie) Pasek z Zachodem. Jestem mu wdzięczny za to, bo jego proza (za pośrednictwem przede wszystkim Sienkiewicza) bardzo mi pomogła w uczeniu się języków. 2011/05/14 04:38:27
Pozwolę sobie tutaj dać link do swojego tekstu (bez żadnej agitacji, ma się rozumieć), w którym chwaliłem zalety pewnego języka międzynarodowego będącego ekstraktem z języków postłacińskich. Ponieważ ktoś mi zrobił w dzieciństwie (moim) krzywdę i zabrał łacinę ze szkół, odbiłem to sobie wiele lat później, ucząc się owego języka, z dobrym skutkiem dla wiedzy o klasycznej nodze polszczyzny. Na licznych przykładach pokazuję, jak cenna jest to wiedza, jak wielkie ma znaczenie kulturotwórcze, jak żywa jest dzisiaj łacińskość w polskim.
sites.google.com/site/jezykinterlingua/rozne/czym-jest-interlingua/interlingua---szwajcarski-scyzoryk 2011/05/14 04:58:32
Tak, już czytałem ten Twój tekst, ale wtedy nie stał w chudej i długiej kolumnie. Co mu się stało? Ja tam bym go złamał, (z całym dla niego szacunkiem), bo czy ja jestem jakiś Japończyk od takich zwojów?
2011/05/14 06:36:08
A to mam sklerozkę.
Zmiana layoutu to oczywiście jeden ruch - jest szerzej. 2011/05/14 15:20:43
Zbędnie Waść się sumitujesz, na Twój tekst trafiłem nie z uprzedniego a tu zamieszczonego polecenia, bo chyba nie było takiego, a przez myszkowanie wśród Twoich materiałów dotyczących esperanta, nawet zaskoczyło mnie, że nie ma u Ciebie zaciekłej obrony dzieła Zamenhofa, a znalazłeś w sobie tyle ciepłych słów dla interlingua.
2011/05/14 18:23:52
Ja miałem różne okresy sympatii dla jednego i drugiego, aż po wielu latach doszedłem do kompromisu - esperanto jest świetnym językiem komunikacyjnym, natomiast interlingua jest z kolei najlepszym narzędziem kulturotwórczym. Z pierwszym idę do ludzi, z drugim zamykam się w swoim prywatnym zaścianku. Czyli oba są doskonałe w swoich rewirach.
|
|
Bobik, co Ty na to? ;)
jak to bylo z tymi slowami do zonglowania, zapalki, pozar, dziecko