Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Amerykanin w Paryżu

Potrwało to nieprzyzwoicie długo, ale wreszcie zrozumiałem czemu te masy amerykańskich artystów i nieartystów opadły kiedyś Paryż. Liaquat Ahmed, Lords of Finance, The Bankers Who Broke the World, str.256.

Od utworzenia swej republiki, Amerykanie byli rozkochani we Francji, a szczególnie w Paryżu. We wczesnych latach dwudziestych, gdy frank był wart jedną czwartą tego, co przed wojną, romans znienacka stał się dostępny dla Amerykanów mających kilkaset dolarów do wydania. Bilet w klasie turystycznej przez Atlantyk mógł być nabyty za zaledwie $80, a koszt życia we Francji był zdumiewająco niski dla posiadających dolary. W roku 1926 oceniano, że w Paryżu żyło czterdzieści pięć tysięcy Amerykanów i każdego lata dodatkowych dwieście tysięcy turystów pojawiało się, by cieszyć się kombinacją kultury, stylowego sposobu bycia i pikantnego życia nocnego, które już wówczas uczyniło Paryż najbardziej w świecie odwiedzanym miastem.

Dodałbym do tego ogląd Francji amerykańskim okiem nasunięty lekturą klasyka Only Yesterday Fredericka Allena: miliony młodych ludzi ze Stanów, którzy wojowali w Europie i przeżyli to, zapamiętywali obraz świata seksualnie wyzwolonego i pociągającego, co wcale nie musiało być prawdą, ale przy płytkich a szybkich kontaktach oddalonych kultur liczą się pozory, a ich interpretacja zależy od chwilowych potrzeb i pożądań.

Co nieźle pamiętamy z afery z pisarstwem pana Marcina Kydryńskiego, któremu 12letnie dziewczynki afrykańskie były uwodzicielkami i boginiami szybkiej miłości.

środa, 25 maja 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/05/25 06:22:07
Z innej (może nie do końca?) bajki, może Cię zainteresuje
www.salon.com/technology/ask_the_pilot/2011/05/24/us_pilots_sentenced_in_brazil
-
Gość: mona, 14.63.240.8*
2011/05/25 07:51:11
Ale przecież Andsolu pod tym względem w Paryżu zupełnie nic się nie zmieniło. Purytański w domu Amerykanin ze środkowego zachodu, a takich większość, nadal biegnie, niezależnie od wieku, w okolice styku 9e i 18e arrondissement - bo tam mu się wszystko z turystycznie atrakcyjnym grzechem kojarzy. Nawet jak z chórem kościelnym przyjechał, to biegnie. Przeważnie kończy się to poważnym rozczarowaniem i uszczupleniem portfela. Co przy obecnym kursie (80 USD nie starczy na taksówkę z Le Bourget do Moulin Rouge) nie jest przyjemne.
-
2011/05/25 08:27:04
Wypada jeszcze wziąć pod uwagę prohibicję w USA i tani alkohol we Francji.
-
2011/05/26 01:42:55
miskidomleka: ładnie komponuje się to z wsadzeniem do więzienia tutaj 74letniego pana Antônio Pimenta Neves na 15 (czytaj: w praktyce na 3) lat więzienia.

Przed 11 laty (a więc jako wesoły 63latek) nie chciał się pogodzić, że koleżanka z redakcji Folha de São Paulo, młodsza o jakieś 30 lat, z którą mieli się przez dwa lata k'sobie, postanowiła odmienić partnera. Wyciągnął rewolwer i skończył dwoma strzałami z jej planami.

Najbardziej zaimponowały mi jego uzasadnienia czemu nie pojawiał się początkowo przed sędzią: bo był emocjonalnie bardzo przybity. Potem zdrowie mu cierpiało i za każdym razem, gdy go skazywano i były odwołania (wyrok na 19 lat, zmniejszony do 18, zmniejszony do 15) bardzo cierpiał i walczył. Aż przedwczoraj Najwyższy Trybunał się wkurwił i oznajmił, że enough is enough.

No więc w historii z samolotem jest dodatkowy element rozrywkowy, że (chociaż 154 a nie jedna osoba zginęła) są tu motywy narodowościowe, że "nasz-ci jest", ale w gruncie rzeczy ciągle i zawsze to jest show adwokatów i rozziew między popularnym a technicznym pojęciem sprawiedliwości.
-
2011/05/26 23:10:52
To teraz już wiem, dlaczego w 1930r frank osiągnął kurs prawie taki, jak przed I wojną. :)