|
Blog > Komentarze do wpisu
Czas fanatyków
Ostatni
esej nameste
stanowi wprowadzenie
do ekonomii czasu. Naczelne wezwanie elegancko łączy zdroworozsądkowy
praktycyzm z elementami nierzadkiego w naukach społecznych teoretycznego
mesjanizmu:
Czas nie powinien zachęcać do pośpiechu, bo się wtedy szybciej zużywa.
Studia nad problemem są tam intensywnie rozwijane w komentarzach. Tu wykorzystam
propozycję reformy szatkowania czasu dla przedstawienia paru refleksji o nim, które są zbyt wątłe, by stanowić mogły inny przyczynek do teorii,
ale są dla mnie zbyt drogie, bym był skłonny o nich zapomnieć.
Jak już w innych momentach wyznałem, miałem kontakt z paru dziełami
stworzonymi w zachodniej cywilizacji, których ambicją było naprawić nie
tylko tę cywilizację ale i całe Życie na Ziemi. I szczególną rolę odegrało
dla mnie naświetlenie w nich problemu Świąt.
Nawiasem, przez lata hołubiłem wyczytaną gdzieś teorię, że mnogość świąt
kościelnych w Europie brała się z troski Kościoła, by zapewnić kmiotkom parę
dni w tygodniu, gdy bez martwienia się ganiającymi z lewa na prawo wojskami
dwóch Słusznie Walczących Stron mogliby z pól zebrać plony, a z owieczek
wełnę. Nie wiem czemu w takiego knota tak długo wierzyłem,
najprzypuszczalniej dlatego, że nie jestem tak inteligentny jak bym chciał w
to wierzyć. Do rozmontowania tego kaczana zapraszam uczniów jakiejkolwiek
szkoły podstawowej, wiedzących z grubsza jaka to instytucja była mecenasem
co najmniej jednej ze stron we wszystkich klasycznych europejskich nawalankach.
Moje wczesne zaskoczenie wizjonerami lepszego świata (których dzisiaj
inaczej jestem skłonny nazywać) wiązało się z uwagą, że ich ulubione podziały
czasu robiły drobne modyfikacje arytmetyczne systemów już istniejących, ale nie
rozważały ani przez chwilę możliwości, że ludzie pracować czy odpoczywać
będą gdy im się zechce. Oczywiście chodziło głównie o pracę. Odpoczywanie
służyło unikaniu śmierci z przepracowania. A więc od samego początku były
to systemy zarządzania antycznych, średniowiecznych czy nowoczesnych łagrów,
w których oczywiście wszyscy mieli być radośni, stanowczo o tych samych
godzinach.
Gdyby edukacja seksualna była wówczas lepiej rozwinięta, zapewne byłyby też
zaplanowane optymalnie ustalone momenty społecznie akceptowalnego
indywidualnego szczytowania.
Drugim zaskakującym mnie elementem było wyciąganie skal czasowych z
palca, a raczej z dziesięciu palców. W istocie, za liczbą 7 przemawia jej
magiczny urok
oraz autorytet Samego Pana Boga, który uznał, że 7 jest w sam raz na
stworzenie Świata. Natomiast poprawiacze Świata patrzyli na palce i
wyciągali wniosek: 10!
A trzeci to nader znacząca łatwość, z którą wizjonerzy pozbywali się psujących projekt odprysków roku czy miesiąca. Jak coś nie
dzieliło się przez 10 to się to wyciepywało czyli robiło Ogólnoludzkie
Święto. Nie dlatego, że Szczęśliwość właśnie rozpierała Lud czy też dla
zgarnięcia hałd śniegu, ale dlatego, że przy dzieleniu przez 10 zostawała
reszta 5 czy 6 dni.
W ogóle, tendencja do tworzenia obowiązujących jednolicie na jakiejś połaci świata świąt, libo kościelnych, libo pseudo-cywilnych (na ogół gusłowatych) to komunistyczny w duchu, anihilujący indywidualne odczuwanie czasu zamach na osobistą wolność człowieka pod pozorem dbałości o większość wartość, o Dobro Ogółu. Ale Ogół uprawia bierny opór i w Wielkie Święta zapija się w trupa. sobota, 16 kwietnia 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/04/16 08:30:37
Nawiązując do poetyki i terminologii Nameste, dodałbym inne zabawne zwierzątko jakże miło się kojarzące z czasem wolnym - leniwca :-)
2011/04/16 11:17:05
@nameste
podsuwam trop, że prawzorem Święta jest Wielkie Żarcie, gromadzące hordę przy ogniu po udanym polowaniu (stąd zbieżność w nazwie "szamana" z "szamaniem"). Była kiedyś taka płyta o ludożercach. pl.wikipedia.org/wiki/Dziewczyna_Szamana 2011/04/16 12:01:32
@nameste:
"podsuwam trop, (...)" Podążyłem. Na końcu było (polskie) Tesco otwarte 24/7. Co skłania do zastanowienia się nad związkami pomiędzy polskim pojmowaniem sacrum i nadwiślańskim neomalthusianizmem w ogóle, a nieudolności normatywnej wielkiego kapitału w szczególności. Jakby byli bardziej sprawni, to już dawno by było 26/8, a może nawet 32/12 A tak pieniądz musi się dalej pomnażać według archaicznego rytmu ustanowionego przez jakichś klechów. 2011/04/16 16:13:19
@kwiku, nie jesteś sprawiedliwy. Jak mogą być ludzcy zboczeńcy, to jakiś bicho preguiça też może nabrać zboczonych obyczajów. Niechaj kwitną wszystkie kwiaty.
2011/04/16 16:27:12
Tak nawiasem, teoria WŻ jest nieźle rozwinięta i uzasadniona w klasyku Marvina Harrisa Cannibals and Kings, The Origins of Culture z 1977r. Której to książki rozdział 11 Forbiden Flesh polecam wszelakim neoekologom, przekonanym, że to oni odkryli większe pożytki strawy niezwierzęcej.
Ach, jak chciałbym dodać tam jakąś dobrą tezę o pochodzeniu religii, np. że po udanym polowaniu opadał myśliwych smutek, że tego Wielkiego Jelenia już więcej nie będzie i to wytwarzało w grupie niezrozumiały smutek i metafizyczne napięcia... Teoria by wyjaśniała natężenie uczuć religijnych u pewnego prezydenta; więcej pozytywnych plusów teorii mogę wymyślić na życzenie. 2011/04/16 16:30:23
Zboczenia są przynajmniej źródłem przyjemności, a on najwyraźniej włazi do wychodków w poszukiwaniu "nutritional benefit", czyli z rozsądku. Leniwiec jest zwyczajnie obrzydliwy i nie uratuje go nawet powierzchowne podobieństwo do Chewbakki.
2011/04/16 17:14:32
@ nameste - lemury to całkiem inna jakość, od razu widać, że im o coś więcej chodzi. Albo słychać.
|
|
Wielkie Żarcie / Chlanie kultywowane niezależnie od (deklarowanego) charakteru Święta jest więc powrotem do prawzoru, archetypu.
Pragmatycznym wymiarem wszelkich świąt w historii jest to, że proklamowanie Święta daje gwarancję Ruchu w Świątyni. A o to przecież chodzi.