|
Blog > Komentarze do wpisu
A wszyscy jesteśmy za ekologią
W buzzie cenna dyskusja o ekologii, pobudzona uwagami
Kazimierza Kurza.
Warto przeczytać całość bez przedwczesnych napięć emocjonalnych – język
jest prosty ale uwagi niebanalne. Jako zachętę zacytuję jego refleksję o turystyce.
Warto pamiętać, że przemysł turystyczny to jeden z najbardziej obciążających dla przyrody przemysłów – trzeba móc dojechać, na miejscu trzeba, żeby było piwo, wino, kobiety i muzyka, oświetlenie, „dzika plaża” z wygodnymi ścieżkami i tarasikami, ubikacje co 5 m, ratownicy, lody i słone przekąski, program artystyczny, ognisko, akwapark z trampoliną i wodospadem z plastiku na 1000 m, a wymieniłem tylko atrakcje popularne – koneserzy wymagają wyprawy w samochodach 4x4 w „prawdziwą dzicz” i próbowania „miejscowych przysmaków”... turystyka to koszmar. czwartek, 21 kwietnia 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/04/21 17:19:36
Tak, prawda, ale też wygląda ten opis turystyki jak opis XIX-wiecznego kapitalizmu, który był raczej be, jak wiadomo. Zaś wyciąganie opini o kapitaliźmie jako takim na podstawie epizodów do szczytów racjonalnego myślenia raczej nie należy.
Też, pytanie o alternatywy (np. ubikacji co 5 m - no gościu przesadza, pdbnie owe były co 500 m) - może niektórzy pamiętają totalnie obesrane okolice pięknych nadbałtyckich plaż. Nasuwają też się przykłady, że w organizacji turystyki mozna uniknąć tych dwóch extremów, vide Yosemite National Park (i podobne tysiące) w CA. 2011/04/21 18:56:04
Cóż, przesadyzm sprzyja dobitności, a jak się mówi delikatnie i dokładnie, szum przelatujących Modnych Tematów pokrywa słowa...
|
|
Gdy jeszcze nie byłem siwy, dominująca medialnie polska telewizja wyświetlała serial "Przystanek Alaska". Widziałem tylko urywki. Z filmu zapamietałem, że zapewne nie grał tam rekwizyt jakim jest jedna z największych budowli wszechczasów: ropociąg.
Tak wynikało z ducha przekazu tego filmu. Główna postać kobieca to współczesna amazonka pilotująca samolocik. Taż heroina upowszechniła w narodzie polskim roztocza.
Szerzej roztocza kurzu domowego. Od tamtego czasu moje panie pobudzają mnie do odkurzanie lub przynajmniej zamiecenia mieszkania wezwaniem: "Zobacz ile roztoczy się nazbierało!" Jak one te roztocza widzą, to jest dla mnie niepojęte. Zobojętniałem na formę tego pobudzania do dbania o ekologię zacisza domowego, gdy oswoiłem się z opisami życia klubowego mego warszawskego polis. Zwykle w takim klubie w każdym kątku jest kilka klimatów.
A w Toskanii z funduszy lokalnych okablowuje się stare i nowe domy aby czułkami anten lub ich muszlami nie zaśmiecać krajobrazu. Ekolodzy protestują przeciwko zawężania ich dziedziny do gospodarki śmieciami, a co bardziej świadomi twórcy eksperymentują w domenie ekologii muzyki, jak naprzykład zespół: Biosphere & Higher Intelligence Agency.
W ten oto sposób cofnąłem się do innej emisji dźwięku: rozśpiewania. Niemiłe metafizykom muzyki opowiadanie literackich fabuł muzyką ma swą peręłkę: Johann Strauss - Grzmoty i błyskawice op. 325. Naiwny początkujący słuchacz nie podłoży zwykle pod ten tytuł dwojnię harmonii i kontrapunktu. Muzyka rozwinęła się i dziś zapewnie ekologia muzyki zajmuje się muzakiem i muzyką windową. Celowo usiadłem na polanie muzyki, bo słowo muzyka nie powoduje odruchowych skojarzeń ze złymi mocami jak to najczęsciej knuje słowo matematyka. A przecież potpourri wiedeńskiej muzyki jak i rozmaitość z algebry elementarnej są obiektami trudnymi, ale obiektami.
Przedświateczne obowiązki głosem Mamy wzywają więc po powyższym wielosłowiu napiszę krótko pod rozwagę: myślenie jest procesem kontynuowanym pokoleniowo drogami materii i abstrakcji. Myślenie o myśleniu jako obiekcie prowadzi na manowce gadulstwa.