|
Blog > Komentarze do wpisu
Zbędnik
To jest recenzja książki Janusza Głowackiego „Good night, Dżerzi”.
Nie będzie długa, bo też...
Zdecydowanie nie zgadzam się z opinią, że Głowacki robi nam czy sobie jaja. Jajko w opakowaniu ze skorupki ma białko i żółtko. Tu mamy raczej do czynienia z piłeczkami ping-pongowymi. Przy czytaniu zauważa się zgrabne zwroty zawierające dowcipy, ale przy odtworzeniu dowcip nie ma duszy, czyli to są rozrzucone tu i tam piłeczki w piłeczkach. Kolorowe opakowanie z plotek i skandalików z życia słynnych genitalii powinno zapewnić książce przetrwanie aż do przemiału. poniedziałek, 21 marca 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/03/21 08:06:50
mialem w rece :)
kupilem inne (juz dno w portmonetce widzialem) w tym takie prawie darmo lh6.googleusercontent.com/_rxdnqitjQpQ/TYYbYocdE2I/AAAAAAAACoQ/KRXw2HPzqHg/DSC_3568.JPG 2011/03/21 08:36:07
beatrix, o, jakie miłe towarzystwo.
Rysiu, próbowałeś wyłożyć portmonetkę od wewnątrz pijawkami? Przed każdym zakupem człowiek solidnie się zastanowi. 2011/03/21 10:56:53
Dżerziego jeszcze nie znam, ale ogólnie problem z Głowackim, jak mi się wydaje, polega na tym, że jego od początku włożono do niewłaściwej szuflady. To jest facet, który potrafi pisać znakomitą literaturę pociągową (teraz to już może nawet samolotową) dla tych, którzy nie przepadają za Grocholą. Jest świetnym stylistą, ma wciągające poczucie humoru i zmysł ironii, umie sprzedawać smakowite plotki z łobuzerskim wdziękiem. Tu i ówdzie błyska jakimś celnym spostrzeżeniem, co daje czytelnikowi miłe poczucie, że nawet w doborze lektur lekkich, łatwych i przyjemnych zachowuje pewien poziom... Do samolotu po prostu cudo.
Ja Głowackiego trzymam w tej samolotowej szufladzie i w związku z tym nie mam do niego pretensji. A jak ktoś spodziewa się i oczekuje od niego czegoś więcej, to sam sobie winien. ;) 2011/03/21 16:50:43
Mam problem. A jego imię ambiwalencja. Kazimiera Sz. określiła to (nameste, dziękuję!) w sposób dziwny, ale na pozór trafny:
"Głowacki nie jest pisarzem złym, jest dobrym pisarzem w złym stylu."t Na pozór, bo jak odwrócimy (Głowacki nie jest pisarzem dobrym, jest złym pisarzem w dosonałym stylu.), to też trudno się nie zgodzić. Bo Głowacki to przede wszystkim styl. Styl dopasowany idealnie do potrzeb komentatora epoki, która mu w międzyczasie zdechła. Więc chyba dlatego poszedł w nostalgiczne (w gruncie rzeczy) dziobanie minionego szpanu. To, że o nim mówimy, dowodzi że nie była to całkiem błędna kalkulacja. Ale czuć zapach jesieni. 2011/03/21 22:45:31
nameste: no tak... bardziej bym się spodziewał posiadania 95% genów wiewiórki niż podobnej opinii z Kazią. Nie przesadziła, nie skandalizowała - czy normalnieje?
Bobiku, myślisz, że on mi nie zwróci kosztów własnych ani czasu? telemach: sobie myślę... część dawnego uroku Głowackiego biegała w tym samym pasie co krasnale Majora. Nawet milicjantów to bawiło, uczepić się nie bardzo było czego, a lud i tak wiedział jakiego świata dotyczą opisywane absurdy. Ale gdy uroda złośliwie podawanych aluzji zanikła, zostały tylko plotki. 2011/03/22 18:38:55
Nie wiem, andsolu, na ile Głowacki uwzględnia reklamacje. Ale ja bym z tym żądaniem zwrotu kosztów i czasu był ostrożny, bo może nawet i zwróci, ale potem obsmaruje. ;)
Tak sobie jeszcze myślę o Głowackim dawnym i nowym... Mnie się zdaje, że u niego zadziałała zasada Petera. ;) Był świetnym felietonistą (i to wcale nie tylko dlatego, że w tamtych czasach jakakolwiek aluzja na temat ustroju wywoływała radość publiki), ale postanowił się wspinać dalej po szczeblach gatunków literackich. No i w którymś momencie osiągnął próg niekompetencji. ;) 2011/03/22 23:24:11
Nie będzie długa, bo też...
Jak mawiał Czechow, zwięzłość to siostra talentu. 2011/03/22 23:39:25
Byc moze jestem prymitywny cham, byc moze nie stoje na wysokosci zadanai aby rozpoznac migotanie slow, i to wlasciwych slow, ale Dzerdzego przeczytalem za jednym posiedzeniem.
Prosze Salon o wybaczenie i mam nadzieje ze nadal bede mogl sie obracac w tym dostojnym towarzystwie. P.S. Ile osob z tych krytykujacych mialo ksiazke w reku a ile pzreczytalo? Raczki do gory, poprosze. 2011/03/23 00:15:50
Ja się przyznałem do tego, że Dżerziego nie czytałem, jeszcze zanim nastąpiło wywoływanie do tablicy. W związku z tym nie pisałem o tej książce, tylko o Głowackim ogólnie. Czy to mnie czyni mniej, czy bardziej dostojnym i salonowym?
Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie istotna, bo pozwoliłaby mi zająć właściwe stanowisko wobec powtarzających się prób odesłania mnie do budy przez określone kręgi. 2011/03/23 04:33:35
george_eliot, oj, ten talent zawdzięczam wyłącznie J.G.
mamula, tak między nami, prymitywnymi chamami, to za jednym posiedzeniem tę potrawę także się wydala. I w braku śladów po niej, libo w głowie, libo w organizmie, właśnie kłopot. Bobik, jesteś salonowy. Widziałem Twoje zdjęcie na kanapie, byłeś odpicowany jak na Oscara, a szczek Twój w skype'ie brzmiał bardzo dystyngowanie. A przy okazji kanapy, co to za wzruszające opowiadania o budzie? Chyba że to jakiś salonowy żart.
Gość: Throgh, kyi66.internetdsl.tpnet.pl
2011/03/23 07:58:38
No to mam czytać czy nie czytać?!
nawiasem i dla ułatwienia - ktoś kiedyś powiedział " jeśli książki nie chce się przeczytać po raz drugi, to nie warto było jej czytać w ogóle" 2011/03/23 12:17:24
Andsolu, to Ty nie dostajesz maili czy komentarzy, w których życzliwi wyjaśniają Ci prostymi, żołnierskimi słowami, kim jesteś i gdzie Twoje miejsce?
Ja myślałem, że w blogosferze to taki przyjęty zwyczaj i że każdy dostaje. Ale jeżeli jednak nie każdy, to chyba się zacznę czuć wyróżniony. :-))
Gość: Throgh, afbg176.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/23 18:19:17
właśnie sobie uświadomiłem, że skoro u nas eksplodowała WIOSNA, to u Ciebie jest już JESIEŃ i stąd ta melancholia i irytacja. Aby więc ułatwić Ci przetrwanie tych dżdży, słot i szarug, a także nieodłącznego jesienią poczucia przemijania i nostalgii przesyłam obraz wiosennej radości odrodzenia.
2011/03/23 19:18:45
andsol: " tak między nami, prymitywnymi chamami, to za jednym posiedzeniem tę potrawę także się wydala. I w braku śladów po niej, libo w głowie, libo w organizmie, właśnie kłopot. "
No, to juz zalezy od trawienia. Osobnicze znaczy, jest. |
|
A poważnie: ta książka jest ilustracją dziwnego zjawiska, które ma miejsce w kraju nad Wisłą - jak się raz zostało gwiazdą (literatury, kina, piosenki ...), jest się nią do zgonu, choćby nie wiem co. I kolejne występy są wspaniałe z założenia, nadania, gwiazdorskiego blasku i koniec.