Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
I wówczas właśnie nastąpiło

Obrót akcji, wniesiony u telemacha interwencją Bobika przy pomocy frazy Był to jeden z tych brzemiennych w skutki momentów, kiedy mogło nastąpić Cokolwiek... przypomniał mi coś prawie z zaświatów. Działo się to nieprzyzwoicie dawno temu. Tak na poważnie, to był sobie wielkiej klasy pedagog, Zbigniew Czarnuch. W harcerstwie wprowadził pewne idee, które dziś są oczywistymi, ale kiedyś nie były: trzeba działać tam, gdzie dzieci mieszkają i współpracując z rodzicami. I stawiać tak na rozwój umysłowy i artystyczny jak i na umiejętności rzemieślnicze. W owej grupie równie łatwo składano z kawałków samochód, sztukę teatralną i dyskusję na skomplikowane tematy. Może ktoś pamięta z tv Teatr Cudaków?

Ok, Zbigniew Czarnuch jest sobie nadal, ale od lat w zupełnie innej roli, człowieka zbliżającego dwie nacje mające związki z Marchią Brandenburską et al. czyli z Ziemiami Odzyskanymi – i różne nagrody za to dostaje. A że nadal potrzeby własne u niego prawie nie istnieją, część pieniędzy postanowił spożytkować na odzyskanie pamięci dokonań drużyny Makusynów, w tym także wspomnień o rekonstrukcji zamku von Schöneichów w Siedlisku (zniszczonego przez Armię Czerwoną upojoną zwycięstwem i tam odkrytą piwniczką). A przy rekonstrukcji była też gazetka, a przy gazetce i ja. Ducha Campanelli, wywoływanego przez Czarnucha, raczej nie pobudzałem, bo tak do Państwa Słońca jak i do wszyskich utopii miałem podejrzliwe nastawienie, ale tak w ogóle, duch tam śmigał gdzie chciał. Grupę redagującą nibyCodziennik Państwa Słońca przypomniałem kiedyś w Sieci, teraz wykorzystam istniejące od niedawna jego pdf-y, zrobione z materiałów zeskanowanych z niebiańską cierpliwością przez Makucórę Angelę (nawiasem, świetnie robi strony www, gdyby ktoś potrzebował, przekażę kontakt).

Zresztą, to jedyna okazja, by pochwalić się ową powieścią. Był mój tekst, ilustracje Jurka Czerniawskiego, czasami wersja tylko malowana:


czasami tylko tekstowa:


a czasami mieszana, jak tu


albo tu:


And so it goes.

poniedziałek, 14 marca 2011, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2011/03/14 16:42:04
Widok staroświeckiej, maszynowej czcionki wywołuje u mnie uczucia nostalgiczno-rzewne. Niekoniecznie przystające do treści tą czcionką zapisanej.
Wobec tego treści powieści nie będę komentował, tylko szczeknę, że ilustracje bardzo mi się podobają. :-)
-
Gość: staruszek, affy230.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/14 18:38:28
Przedawniło się, więc można kryptonim Makusyny rozwinąć.
Białym sokiem z maku Czarnuch Je oraz Ich poił, to odlecieli od dominanty.
-
2011/03/14 20:47:35
Dyć to oczywiste, od Kornela Makuszyńskiego.
-
2011/03/15 18:49:52
A zatem niebywały Czerniawski. To już tyle lat. Pamietam, jak w poznych latach 70tych pertraktowalem z nim o zrobienie plakatu do widowiska teatru (którego już nie ma) i spektaklu w tym teatrze (którego juz nikt nie pamięta).
Zrobił. udało mi się (a to nie było pod koniec lat 70tych wcale proste. Czerniawskiego plakat każdy chciał mieć. Plakat był wspaniały. Cały nakład poszedł na przemiał po tym jak cenzura zdusiła spektakl w zarodku. Takie to były czasy.

Ot, nostalgia w małym świecie.
-
2011/03/15 23:26:32
Ostatnie moje spotkanie z Jurkiem było(jak raz w rzeczonym okresie) bardzo dziwne i śmieszne, ale nie nadaje się na opowiadanie na ulicy. Tak czy inaczej, malował właśnie plakat teatralny i plakat był już prawie gotowy i fenomenalny - niestety za nic nie przypomnę sobie do jakiej to miało być sztuki, to był cudowny okręt z pełnymi żaglami, a te żagle to były lśniąco białe poduszki. Jeśli słowo oniryczny potrzebuje ilustracji, to tam ona była.

A jeśli mi powiesz, telemachu, że to był właśnie ten plakat, to ja się bardzo, bardzo, bardzo zastanowię nad sensem życia i jego zakrętami - o ile zdołam odzyskać dech.
-
2011/03/16 09:36:34
Słamał bym mówiąc, że to był ten. Ach, jakże chętnie bym skłamał. Ale nie był. Wspominany przeze mnie plakat przedstawiał ogromne czerwone palce trzymające/zapalające papierosa śnieżnobiałą zapałką. Co, jak wiemy, już było wystarczającym "powodem do", okazało się jednak tylko zwykłym gwoździem do gotowej już od dawna trumny. Tak się wówczas dziwnie bawiliśmy. Swiat był prostszy.

Z tego co wiem, to nawet projekt nie przetrwał.