|
Blog > Komentarze do wpisu
Wyuzdani sąsiedzi
W wydanej w roku 2005 w Brazylii książce „Pod wzrokiem Perona”
Hamilton Almeida opowiada co ongiś pisał w swych doniesieniach argentyński
ambasador Juan I. Cooke. Może nie od rzeczy będzie przełożyć parę urywków
wysłanych w 1953 r. By ułatwić lekturę przypomnę, że w owym czasie stolicą
Brazylii było jeszcze miasto Rio de Janeiro. Co do wspomnianych batalii,
bitwa pod Ituzaingó z 1827 roku jest w Brazylii lepiej znana jako bitwa z Passo do Rosário
– z Imperium Brazylii walczyły od paru lat Zjednoczone Prowincje Rio de la
Plata, które właśnie przyjmowały nazwę Republiki Argentyńskiej. Choć
zbuntowaną Prowincję Cisplatina Brazylia wkrótce odzyskała, nieco później
straciła ją na dobre i prawdziwymi zwycięzcami byli Urugwajczycy, bo
uzyskali niepodległość, oraz Brytyjczycy, bowiem jako
rozjemcy wynegocjowali sobie w ujściu Rio de la Plata strefę wolnocłową.
Natomiast bitwa z Caseros z 1852 r. była zasadniczym momentem przegranej
przez Argentynę i wszczętej
przez argentyńską prowincję Buenos Aires wojny przeciw Brazylii. Po stronie
brazylijskiej były też inne prowincje argentyńskie i Urugwaj. Koniec ściąg,
idziemy do tekstu.
W ciągu lat mego pobytu w tym kraju, jedną z przyczyn przynoszących mą stałą
irytację jest nielojalność części prasy i osób piszących o historii, gdy
wdają się w kwestie polityki międzynarodowej i walk między naszymi krajami.
W duchu ludu jest tu zakorzenione przekonanie, że bitwa z Ituzaingó nie
stanowiła porażki brazylijskiego oręża. W szkołach podstawowych, w
wyspecjalizowanych instytutach, w kręgach historyków, w podręcznikach z tego
przedmiotu, w komentarzach dziennikarskich itd. z chorobliwą zazdrością
patriotyczną zaprzecza się, by Brazylia przegrała w tych wojskowych
działaniach, chwalebnych dla strony argentyńskiej. [...] Jeśli oni mają
prawo twierdzić, że Caseros dzięki ich wysiłkowi było ich wyłącznym
zwycięstwem, czemu nie wykażemy, że Ituzaingó było triumfem argentyńskiego
żołnierza, a nie strategicznym odwrotem wojsk brazylijskich?
[...]
Przy wielu okazjach, szczególnie w moich codwutygodniowych relacjach,
naświetlałem klimat niemoralności istniejący w tym kraju, szczególnie w jego
stolicy. Przesyłam teraz dwie strony pisma Manchete z ostatniego
tygodnia, na których pojawiają się rozliczne zdjęcia i komentarze związane z
zabawami z minionego karnawału, należycie ilustrujące ten temat.
Pismo odtwarza aspekty jednego z setek balów, które z podobnymi cechami,
odbywają się każdego roku w okresie karnawału w Rio de Janeiro. Na tych
zabawach nie ma godnej rozrywki i radości, a jedynie nastrój degradacji i
orgii, która przekracza granice wyobraźni i przynosi odrazę zagranicznego
obserwatora. Cechą tych rozrywek jest wyuzdanie i wspólne tańce
prawdziwych tłumów, rozciągające się na całe godziny, a w tym czasie
wielka część tancerzy wdycha eter, by bardziej się odurzyć. Rozrywki te
trafiają do wszystkich klas społecznych i w praktyce oznaczają zawieszenie
na okres karnawału unii małżeńskiej, jako że w znacznej części par
małżonkowie bawią się osobno. Popołudniem środy popielcowej miasto wraca
do normalności.
Podejrzewam, że relację tę kiedyś odtajniono, skoro tłumy Argentyńczyków zalewają brazylijskie wybrzeże w czasie karnawału.
A gdyby pan ambasador wiedział jaki postęp nastąpił tu w wyuzdaniu...
Ale widzę skromną poprawę charakteru brazylijskiego w kwestii zwycięskich zaśpiewów. Wikipedia w języku portugalskim informuje, że pod Ituzaingó było zwycięstwo taktyczne wojska republikańskiego. Bez wyników strategicznych w konflikcie. piątek, 04 lutego 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/02/04 14:56:11
Moje najradośniejsze wspomnienie z karnawału nadreńskiego to miotane z samochodów w tłum cukierki enerdowskie. Chyba nie ma tego już, podobno producent zbankrutował. Ale nieco potem byłem (niestety tylko jako widz) w ulicznym karnawałowym wyuzdaniu w Rio. Dzięki temu parę lat później z pełną znajomością rzeczy mogłem na wielkim uniwersyteckim zgromadzeniu strajkowym we Floripie wygłosić krótką mowę z taką myślą przewodnią: wspaniale robi się strajki w Niemczech oraz karnawał w Brazylii. Ale na odwrót, to pożal się Panie Boże. A że nie było tu jeszcze pełnej demokracji, parę osób na sali domagało się pilnego od-importowania mnie... do Niemiec.
2011/02/04 17:23:01
Drogi Bobiku, nie jesteś koniem, ale z pewnością chodzi Ci jednak o "wyuzdanie" (stan po zdjęciu uzdy), a nie wręcz przeciwnie:
pl.wikipedia.org/wiki/Ogłowie 2011/02/04 22:01:09
gospodarzu, dobrze ze uratowales sie przed de-portacja, zyskalismy oko i ucho w br.
a tak miedzy nami, strajki w Niemczech to juz tez nie to co dawniej ;) 2011/02/04 23:08:15
Kwiku, u psów to jest rzeczywiście trochę inaczej niż u koni. ;) U nas uzdanie nie ma nic wspólnego z końską uzdą, tylko jest stanem zażywania pewnej przyjemności - niedokonanym (uzdać) lub dokonanym (wyuzdać). O ile wiem, konie nam bardzo tej różnicy językowej zazdroszczą. :-))
|
|
Uważam, że wpływ warunków klimatycznych na wyuzdanie ludu oraz psów jest stanowczo zbyt skąpo opisany. A przecież opisanie miejsca, gdzie można się uzdać bez szczękania zębami, skutkuje - jak słusznie zauważył andsol - wzmożeniem ruchu turystycznego i podniesieniem stopy życiowej miejscowej ludności. Widzę tu wielką szansę dla wdrożenia programu badań interdyscyplinarnych, który mogłby wpłynąć na wprowadzenie przyjaznego uzdaniu klimatu również w Nadrenii.