|
Blog > Komentarze do wpisu
Owady z kamienia, myśli z betonu
Moralitet na 33 strony (ważka to liczba w historii Zachodniej Myśli)
sprawnie używa narzędzi prozy XX wieku, wprowadzając cztery postacie,
walczące o duszę Młodego Człowieka, symbolizującego Młodego Człowieka.
W istocie, o duszę walczą tylko dwie, bo tylko dwie posiadanie duszy
ujawniają. Dwie inne są bezduszne i materialistycznie ukierunkowane.
Italiki to cytaty z eseju.
Oto krótki opis postaci: Joachim działacz umiarkowanej partii
politycznej, Józef znany przemysłowiec, wydawca, właściciel
agencji reklamowej ...
Ostrzeżenie: ten opis ważny jest na stronach 7-12. Począwszy
od umieszczonego na dole strony 12 zwrotu
Józef wytłumaczył właśnie Joachimowi pomysł reklamowy, jaki przetestował
na Eryku, a Józef poczuł się oburzony
następuje wymiana osobowości bohaterów (tego nawet Joyce nie wymyślił) i od
strony 13 cynicznym i niewierzącym właścicielem agencji jest Joachim,
natomiast moralnym i bogobojnym działaczem jest Józef.
... Ojciec Jan kwestarz z klasztoru teatynów, zbierający datki na
utrzymanie domu dla samotnych matek oraz Nieznajomy, seksuolog,
pisze w rubryce „Seks bez tajemnic” w piśmie dla dziewcząt
„Barbidonna” – dowiadujemy się wnet, że niedawno ogłosił
konkurs (dla dziewcząt, rzecz jasna) „Szukamy orgazmu”.
Józef (dawny Joachim) swe głęboko słuszne postawy popiera cytatami wraz
z odnośnikami, przetwarzając literacki utwór w rozprawę naukową. Sam autor
wyjaśnia we wstępie, że wszystkie zgromadzone tu teksty powstały
w duchowej przestrzeni wielkiego pontyfikatu. Ale pewna postać,
która pięknie mówi o obietnicy zmartwychwstania ciał: „Podejrzewam,
że nawet niewierzący musi wierzyć w to, że zmartwychwstajemy ciągle”
przeżyła pontyfikat i choć w tej książce z 2007 roku jest dumnie
przedstawiona: „wielki człowiek kina”, „postać ze szczytu
elit europejskich”, czyli senator Krzysztof
Piesiewicz, do drugiego wydania raczej nie dotrwa, z powodu tego proszku i
sukienki, rytualnie nakładanej przy proszku zażywaniu. Pisarski pech czyli
źle obstawiony osioł.
Sprawa jest jasna. Joachim z agencji reklamowej psuje młodych chłopców, przez co oni są popsuci. Józef zarzuca jemu oraz Nieznajomemu czyli seksuologowi, że mają „syndrom sutenera”. Choć zarzut ten pada DZIESIĘĆ razy, oskarżeni nie bronią się, bo oczywiście uznają swoją winę. No bo są po stronie pewnego znakomitego politologa, który broni także łatwych rozwodów, gejowskiej definicji małżeństwa, sex-shopów na każdym osiedlu. (nie)Moralność Joachima ujawniają zarzuty Józefa:
Religia i Kościół przeszkadzają ci w interesach swymi kanonami moralnymi
[...] kiedy porzuciłeś Annę i dzieci, kiedy wziąłeś sobie drugą, młodszą
żonę, znikłeś. Kościół zaczął ci przeszkadzać, bo sumienie mówiło ci niemiłe
rzeczy.
W tym stanie rzeczy zdumiewa jak bardzo Józef jest tolerancyjny: Nie jest
przecież tak, że wszyscy, którzy nie czują się Kościołem, muszą żyć w cieniu
„syndromu sutenera”. Jest wielu twórczych, dobrych, nastawionych
prospołecznie i rozumnych ludzi, którzy z różnych przyczyn są niewierzący.
A świat mógłby być taki piękny. Gdyby Eryk, Młody Człowiek, symbolizujący
Młodego Człowieka, nie był psuty reklamami dyszącymi seksem, nie wdawałby
się w pornografię i narkotyki i nie szukałby prostytutek w Złej Dzielnicy.
A Zła Dzielnica przyjęłaby imię Parku JPII. Gdyby seksuolog nie uczył
dziewcząt szukania orgazmu, one nie stawałyby się samotnymi matkami. I
miałyby rodziny. A jak poucza Ojciec Jan rodzina to miejsce, w którym
młodym przekazywana jest tradycja rodzinna i narodowa, wartości kultury,
dobre obyczaje, a także to, co jest wiarą, życiem przez Chrystusa i ku
Chrystusowi. To On otwiera nieśmiertelność, nie trwanie genów gatunku.
W końcowych scenach Ojciec Jan ze swoją brzęczącą drobnymi monetami
puszką przystanął na skraju skweru, czasem coś dostaje. W tym momencie
co bardziej cyniczny czytelnik, a szczególnie taki z „syndromem
sutenera” zamienia się w żonę Lota i osłupiały liczy jak długo dom
dla samotnych matek utrzymają drobne monety Ojca Jana. W tym czasie obok
skwerku przechodzą wyżej wymienione ciesząc się, że po odebraniu
dziecka w szkole nie muszą odbierać pijanego męża w knajpie. Wzruszające
atrybuty XIX wieku (samotna matka, nieszczęście, ksiądz ze skarbonką)
bardzo uwspółcześniają opowieść.
Operacyjnie przesłanie Ojca Jana o życiu seksualnym (Pornografia nie
zastępuje życia płciowego, ona je psuje. Kluczowym słowem jest tu godność) nie jest proste. Myślę, że gdybym moje średnie męskie uroki
dopełniał w życiu godnością zamiast radością istnienia, panie by mnie szybko
wymieniały na kogoś z bardziej pikantnym nadzieniem i spędzałbym życie w
celibacie. Ale może o to mu chodzi.
A owa umiarkowana partia polityczna Józefa wygląda na Ligę Polskich Rodzin.
Piotr Wojciechowski, Café Navarra, pierwszy esej noszącego ten sam
tytuł tomiku i stanowiący jego 20%. Biblioteka Więzi, Warszawa, 2007.
sobota, 26 lutego 2011, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2011/02/26 23:22:21
Widzisz, ten wpis to rezultat zaskoczenia. Cytaty z "Kamiennych pszszół" u nameste były bardzo zastanawiające, sama książka w praktyce okazała się nie do zdobycia, więc pomyślałem sobie, że bardziej dojrzały autor może być jeszcze lepszy. No i widzimy to co widzimy.
Onyszkiewicza chyba widziałem kiedyś na jakiejś konferencji podstawiaczy, ale głowy nie dam. Gdy był u góry, byłem już poza Polską. Co do kamieni, chodziło mi o pszczoły, nie o K2 - filmu nie znam... 2011/02/27 00:01:49
Ach, Andsolu, niestety w te strone przebiegla ewolucja autora "Kamiennych pszczol". A przeciez tamte, dawno napisane ksiazki ( bo i Wysokie pokoje), sa jednymi z najwspanialszych, jakie czytalam. Sa ja ruska babuszka - powiesc w powiesci, a w tej znowu powiesc. Wielopietrowe, pieknie, porywajaco napisane i tak cudownie dalekie od rzeczywistosci.
Niedawno ukazala sie kolejna ksiazka Wojciechowskiego, do ktorej nie mam odwagi zajrzec. W podziece za Pszczoly, kupilam. 2011/02/27 00:12:35
beatrix17, nie chcę się chwalić, ale ja mam gorzej. Ja takie przemiany mam nie z c.d. twórczości fajnych autorów, ale z c.d. u paru przyjaciół...
2011/02/27 02:12:43
Przyznam szczerze: czytając notkę, szczerze lolałem, dopóki nie doszedłem do autora. Z tą chwilą zrobiłem wielkie oczy, rozdziawiłem głupio gębę i powiedziałem cicho: o kurwa.
Nie, tego się po Wojciechowskim nie spodziewałem. Nie tego, że napisze coś - jak wynika z opisu - jeszcze gorszego od "Operacji Chusta". Przyznam, że już finał "Doczekaj nowiu" trochę mnie zaniepokoił. Pomyślałem coś w stylu, że autor się starzeje, rocznik 1938, wychodzą z niego jakieś sentymenty dotąd trzymane pod kocem autocenzury? nie, raczej poczucia odpowiedzialności za słowo. Ale to? Muszę dorwać i przeczytać, jak niewierny Tomasz. Czyżby syndrom późnego Herberta... 2011/02/27 02:52:50
nameste: a bo ten telemach taki rycerski... Jego przodkowie pytali chyba Rosjan pod Racławicami: pozwoli pan, że mu szablą otworzę dziurkę w płucu?
vauban: ja nic cicho nie mówiłem, bo jeszcze z Wojciechowskim nie mam powiązań uczuciowych. Wygląda na to, że czytając go wstecz (nie satanistycznie, a antychronologicznie) będę miał wspinaczkę kulturalną... A taka Szymborska nie ma syndromu późnej Szymborskiej. I za to ją kocham. 2011/02/27 03:14:32
nameste trochę mnie uspokoił na blipie, ale stało się zło, nie spocznę dopóki nie wezmę tej książki do ręki. Po prostu, aby udowodnić sobie, że wszystko jest względne, że tak powiem, i że dopóki człowiek żyje, to wszystko może się zdarzyć.
andsol-br czytanie wstecz wydaje mi się w tym wypadku naprawdę dobrym pomysłem. Z drugiej strony, w tym co przeczytałem w dostępnym pdf-ie jest sporo tropów już kiedyś sygnalizowanych, ale, doprawdy, nie tak...
Gość: staruszek, aave206.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/27 11:58:50
Słuchając wstecz można stwierdzić, że smutna może być wesoła.
Dla podtrzymania radości istnienia daję Wam adres radosny z przeszłości: www.youtube.com/watch?v=DHbpnEZ1Bvc Z Wojciechowskim miałem kłopot. Umieszczał swe teksty w "Kulturze" lub "Polityce". Ja ich nie potrafiłem łyknąć. K2 nie ma z prozą Wojciechowskiego wiele wspólnego. Janusz Onyszkiewicz jako asystent prowadził ze mną i (wówczas) Krystyną Trybulec ćwiczenia z algebry. W kinie Kultura obaj Panowie oglądali: Onyszkiewicz jako himalaista, Wojciechowski chyba również dla wzniesienia się nad poziomy. Film zasłynął jako jeden z pierwszych z efektami trzęsacych się krzeseł gdy spadała lawina. Jednym z wątków scenariusza było traktowanie wspinaczki jako drogi do oczyszczenia. Bardziej wyraźnie ewolucje obserwowałem w przypadku Leszka Długosza. Jego zachwycająca pieśn o wiośnie silnie we mnie kontrastuje z migawką niedawnej relacji z meetingu PiSu. Przypomina mi się syndrom Saleriego. "Boże! Dlaczego nie dałeś mi geniuszu?" I jak w znanej anegdocie, prosto i jasno: "Bo Cię nie lubię!". Wola boża. Na końcu też może być skowyt. Starość bywa okrutna. 2011/02/27 13:30:05
@staruszek: mam teraz kłapnięte ucho, tyle wysiłku, żeby zrozumieć o czym ona śpiewa. No, trochę żartuję, znam nagranie, ale dziwię się czemu ten piękny lud tak strasznie połyka samogłoski.
Niektóre muzyki grywane po całym Nordeste, z portugalskiego ducha, ale bez pośpiechu, to czysty barok. Ale nie wiedzą o tym, i grają na codzień.
Gość: staruszek, aave206.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/02/27 14:17:08
Wieść przez sieć niesie, że Gospodarz jakąś rocznicę ma.
Aby mu klawiatura miłą była ofiaruje Miriam Makeba-The Click Song (Stockholm '66)N www.youtube.com/watch?v=CsFbDJcOm0Y 2011/02/27 14:22:40
W porządnej recenzji powinno się jakoś zaznaczyć, że z myśli PW o zepsuciu Młodych Ludzi ostatnio obficie skorzystał Wielki Przywódca Kadafi, co niezbicie świadczy o szerokim, międzynarodowym rozgłosie Cafe Navarro, nawet w pozornie obcych ideologicznie kręgach.
A wymiana osobowości postaci literackich jest pomysłem zaiste genialnym. Nawet sam się zacząłem zastanawiać, czy na jakiś czas nie wymienić się osobowością z Kotem Mordechajem. Wprawdzie musiałbym nieco zmienić upodobania kulinarne, ale za to zyskałbym prawo do nieograniczonej drapieżności oraz wbijania pazurów. I wtedy to ja zacząłbym pisać recenzje... 2011/02/27 15:19:43
Tak, pani Miriam ucho miała skoro wystarczała jej perkusja do utrzymania tonacji.
Bobiku, przemycana sugestia, że jesteś niedrapieżnym i bezpiecznym dla grafomanów pieskiem jest bardzo zabawna. 2011/02/27 20:12:49
No, przepraszam, czy kiedykolwiek zdarzyło mi się jakiegoś grafomana podrapać?
Szarpanie nogawek i wgryzanie się w łydki nie ma przecież nic wspólnego z drapieżnością. To już prędzej ze zgryźliwością. ;) 2011/02/27 20:29:06
Dla grafomana złapanym za łydkę zostać to śmierć cywilna. Ujawnia, że nie ze spiżu on jest. I na przykład poeta J.T. od komuny godnie i chętnie śmierć dzisiaj by poniósł, ale nie był przygotowany na to, że jakiś piesek mu kąśliwą uwagę uczyni, że szczególnie ujęło mnie użycie niezwykle zręcznego językowo pluralu "Ikarzy". Bobiku, chcesz czy nie (a wydaje się, że chcesz) jesteś okrutnym pitbullem dla Prawdziwie Polskiej Poezji Patriotycznej.
|
|
Był z Januszem Onyszkiweiczem, tym od "Teorii modeli" i późniejszego ministrowania.
Już wtedy Wojciechowskiego (jeśli to o widzianego pod K2 chodzi) starałem się omijać.
A Ty Andsolu ćwiczysz mnie w niechęci do wroga. Twa wola Panie, jam Twój giermek.
A z przyjemnością będę Twe zadalne lekcje czytał.
Idący na bój z przeszłością pozdrawia Cię Mglisty Kamieniarzu!