|
Blog > Komentarze do wpisu
Początek rządów Dilmy
Wczoraj pisałem u Bobika, że
stereotypowe kojarzenie śmierci kilkuset osób w stanie Rio de Janeiro pod
osuwającymi się wzgórzami z byle jak kleconymi mieszkaniami ubogich ludzi przynosi zamieszanie. To nie jest efekt rozpaczliwego czepiania się
przez biedotę skrawka ziemi czy skały w miejskich favelach, choć jest
związek z tragedią z początku zeszłego roku, gdy składany przez lata
śmietnik faveli zjechał pod wpływem ulew, zagrzebując mnóstwo osób. Tam i tu
są efekty wieloletniej bezmyślności, ale tym razem nie chodzi o zdesperowaną
biedotę z metropolii. Teresópolis, Petrópolis, Nova Friburgo i cztery inne
zniszczone miejscowości z região serrana, z regionu górskiego w
pobliżu miasta Rio de Janeiro, to (jak łatwo sprawdzić dane o średnim
przychodzie, wskaźnikach zatrudnienia i innych) inny świat niż miejskie
duszne favele. Chłodniejsze, bardziej eleganckie miejsca – no i tradycje,
Petrópolis było siedzibą cesarza.
Więc pisałem, że z tą nieregularną zabudową nie w biedocie rzecz. A moja
prezydent Dilma ogłosiła, że to biedota i zabudowa byle gdzie i że trzeba
dać ludziom warunki do godnego mieszkania. Kto ma rację? Jak łatwo domyślisz
się... oboje. Nastaję, że górkach z okolic Rio to nie biedota była głównym
czynnikiem niszczenia naturalnej ochrony leśnej - to proces idący w dziesiątki
lat i przyjrzenie się zdjęciom ze zniszczonymi domkami nie pokazuje mieszanki
dykty i desek a całkiem przyzwoicie murowane domki, co w brazylijskich
warunkach nie jest charakterystyką faveli. A ona ma rację, że mówi o amorficznej
masie biednych, w ten sposób nie stwarza sobie nowych wrogów w (pozwól,
że użyję starego i śmiesznego wyrażenia) lokalnej burżuazji, z łatwymi do
ustalenia nazwiskami, bo nie tylko starych wrogów ma pod dostatkiem –
o jednym z niewygodnych wrogojaciół za chwilę – ale przy takim ujęciu,
na fali krajowego poruszenia, łatwiej będzie domagać się ściślejszych kontroli
nowych konstrukcji i przesunięcia części budżetowych pieniędzy na domki dla
biednych.
Co do niepokojących zwolenników. Koalicja, która ją wybrała, miała 9 partii
o różnych historiach z różnymi osobistościami. Wybrały razem 311 posłów
federalnych, 9% z nich (28) to PDT. Wybór Dilmy to pierwszy etap, drugi, to
odpolitycznienie przeróżnych instytucji rządowych, trzeci – zmiana
wielu anachronicznych zapisów Konstytucji. W izbie niższej Parlamentu
(Câmara dos Deputados) z 513 posłami, ta koalicja ma wystarczającą
większość, by przegłosować pożądane zmiany, ale jest to chwiejna większość.
I przywódca związkowy Paulinho (z potężnego związku zawodowego Força Sindical), właśnie z
partii PDT, ongiś słynnego Leonela Brizoli, lewicowej i bratersko związanej
z PT jak Kain z Ablem, właśnie ogłosił, że daje Dilmie parę dni na zaczęcie
negocjacji o podniesieniu zarobku minimalnego do 580 reali (z obecnych 510)
pod groźbą krajowego strajku. Oczywiście takie zagranie w jedenastym dniu
rządów nowej prezydent to czysty populizm plus „coś innego”. Co? No więc w grudniu toczyła się zacięta walka wewnątrz koalicji o stanowiska
ministerialne i podobne (bank centralny, wielkie banki państwowe) czyli
„pierwsza skala” (primeiro escalão). A teraz chodzi o parę
tysięcy bardzo intratnych i wpływowych stanowisk z drugiej skali (segundo
escalão). Wydaje się, że Dilma bardzo twardo walczy o odpolitycznienie i
tych pozycji, decydujących w swej masie o przyszłym biegu brazylijskiej
ekonomii – ale nie może zapominać o potrzebie zmian konstytucyjnych...
Przy okazji: zadano bardzo silny cios ewentualnym chęciom Luli powrotu do prezydentury w 2014 roku. Izba Adwokatów Brazylii zażądała unieważnienia wszystkich paszportów dyplomatycznych wydanych w czasie drugiego mandatu Luli, czyli w latach 2007-2010. Wybuchowym ładunkiem było ujawnienie, że dwa dni przed końcem mandatu Lula załatwił w Itamaraty (Ministerstwie Spraw Zewnętrznych), ogólnie szanowanym za profesjonalizm i unikanie politycznych skandalików, paszporty dyplomatyczne dla swoich dwóch zupełnie dorosłych i niezwiązanych z dyplomacją wnuków synów. Wygląda na to, że przywileje udzielane w ciągu paru lat ministrom i ich rodzinom niczym nie różniły się od tego, co było normą od początku Republiki. I to jest bardzo niedobre. Może być trudne uleganie pokusom wbudowanym w system, ale właśnie oparcia się im oczekiwano od Luli. Mam nadzieję, że Dilma wykaże się dużo większą stanowczością. piątek, 14 stycznia 2011, andsol-br
TrackBack
|
|
i tak niewatpliwe sukcesy przesloniete cieniem prywaty, szkoda