Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Śladem Tuwima

Jeśli dobrze rozumiem teologiczne subtelności, kościół zacofany oraz w zacofaniu zacięty to ten, który ciągle piekłem grozi, cech ludzkich gejom odmawia, role kobiety w rodzeniu, modłach i poświęcaniu się ślubnemu mężowi widzi, a decyzje o kierunkach badań naukowych chce zarezerwować dla purpuratów. Natomiast kościół postępowy, z ludzką twarzą to ten, który złego słowa bezpośrednio o braciach w grzechu tonących nie mówi, bo może cytować innych, którzy odpalają homilie kapitalne. Brzmiące na przykład tak:

Wszędzie kryzys goni kryzys i kryzysem pogania. W Kościele podobnie. Kryzys jest faktem, mówią. Czymże innym jest ta potworna laicyzacja, to zeświecczenie, ten zajadły antyklerykalizm, prymitywny materializm, ten obrzydliwy panseksualizm, bezduszny relatywizm - jak nie przejawem całkowitego rozprzężenia, a co za tym idzie: upadku struktur kościelnych i nie tylko, bo doktryny również?

No i gnój rozrzucony jest. Choć potem rozrzedzony w 20% roztworze hipokrytu, strona nieszczególnie przejęta wiarą w niepokalane poczęcie, w pochodzenie kobiety z męskiego żebra (to taka teoria unikająca upodlającego podejrzenia, że łączy nas coś z normalnymi ssakami), i w rozmowy człowieka z bogiem wszechmogącym, ale mającym zwyczaj wściekania się na złe działanie swoich lepionek, została oznakowana emocjonalnie w sposób nie zostawiający najmniejszej wątpliwości kto tu jest winien upodlenia świata.

Oczywiście winy nie ponoszą bandy purpuratów, przez setki lat trzymających co tylko mogli w nieubłagalnym uchwycie, nakazujących zabijanie odmieńców doktrynalnych i podbijanie innych nacji dla większej przyjemności ich miłującego ludzi i dziecinki i podobno naprawdę żyjącego przed wiekami wodza, ale winne są takie typy, którym ten zestaw przekonań widzi się jeszcze śmieszniejszy niż wiara w Latającego Potwora Spaghetti.

Waga emocjonalna terminów jest porażająca: zeświecczenie brzmi dużo groźniej niż upapranie, a jeśli termin wygląda neutralnie (materializm, relatywizm) lub egzotycznie (panseksualizm), to trzeba przylepić im jakieś ustawiające właściwie przymiotniki.

Niedawno pojawił się w GW wyborczej wywiad z Adamem Bonieckim, redaktorem „Tygodnika Powszechnego”. Zawarte tam jego oświadczenie „Od kilkudziesięciu lat Jezus jest sensem mojego życia” zostało bardzo agresywnie i obraźliwie skomentowane przez paru czytelników – i ostro sprzeciwiam się takiemu postępowaniu. Owszem, gdy A.B. wyraża wiele ciepłych słów o JPII, nie wykazuje moim zdaniem trzeźwego osądu o stanie zjawisk – osobiste względy ważą mu więcej niż poczynania słynnego rodaka na scenie międzynarodowej. Ale, przyznam, to kłopot, który ma wielu Polaków. Lecz gdy opowiada się za znaczeniem w jego życiu jakiegoś mitu, wrogość jest zupełnie nie na miejscu. To jego życie, jego wybór i trzeba by było wdać się w analizę jego wypowiedzi w ciągu lat czy zrobił z tego swojego oddania coś do przyjęcia dla myślącego człowieka (niektórzy katolicy bardzo ciekawie, alegorycznie, traktują biblijne opowieści), czy coś dziwnego acz nieszkodliwego (podobnego do oddania życia brydżowi czy kręgom zbożowym), czy też jednak odskocznię do fanatyzmu dla naśladowców. Mam wrażenie, że zła nikomu nie przyniósł, a że miał prawo kierować swym życiem jak chciał, tego nawet nie trzeba omawiać.

Tak samo ma pełne prawo do kierowania swoim życiem każdy, kto oddanie Jezusowi zastąpi oddaniem Władcy Pierścieni, kapitanowi Spockowi, kaligrafii, hodowaniu róż czy innym nieszkodliwym rozrywkom. Wybór zabawek w tym magazynie jest ogromny, bogów ludzkość naprodukowała w nadmiarze i odliczywszy zbyt gwałtownych, domagających się codziennie dziewicy na pożarcie, każdy może wybrać sobie takiego, który najbardziej mu pasuje do poduszki i do trumny. Jako baza etyki, na ogół sa siebie warci, przede wszystkim domagają się uwielbiania ich. Ale decyzja obejścia bokiem tego magazynu, nawet jeśli panujący trend zagania tam tłumy, nie jest postępowaniem nagannym, niehumanitarnym czy karygodnym. Jest opcją dostępną dla każdego w tych społeczeństwach, w których duchownych wodzów odsunięto od świeckiej władzy.

Historię panseksualizmu zostawię na boku, bo to coś takiego jak rzekome jedzenie ekskrementów przez homoseksualistów, przypisywane im przez dziwnie podnieconych księży – znałem i znam sporo homoseksualistów i ich obyczaje higieniczne wyraźnie stoją dużo wyżej niż obyczaje powszechne w społeczeństwie. Inaczej mówiąc, Don Kichot wszędzie widział zbrojnych rycerzy, a księżom w celibacie migają genitalia na wiatrakach, ale temat chrześcijaństwa i obsesji seksualnych to temat zbyt potężny na blog.

Podsumowując: jestem potwornie laicki, zeświecczony, w chwili napotkania opętańców zdecydowanie (ale nie zajadle, bo są niestawni) antyklerykalny,  może materialistyczny (nie bardzo wiem, o co tu biega, więc powstrzymam się od deklaracji), raczej nie obrzydliwie panseksualny, bo nie znoszę pieprzenia kotka, na pewno bezduszny, a z relatywizmem to jak z materializmem, muszę się najpierw dowiedzieć, o co chodzi. I z tym wszystkim, autorowi „homilii kapitalnej” i innym owe brednie powtarzającym uprzejmie komunikuję: zachęcam do przyjęcia, bez zastrzeżeń i bez mamrotania, że mogę myśleć co mi się chce, póki bliźnich nie krzywdzę, podatki płacę a ktoś w społeczności ma ze mnie korzyść.  Jeśli jednak zamierzają tkwić w swoim nieznośnym zapamiętaniu, przekonani o swej samozadeklarowanej wyższej a nawet wyłącznej wartości, zmuszony będę zaproponować, by mnie pocałowali w dupę.

sobota, 11 grudnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/12/11 06:46:13
Ale mr Spock nie był kapitanem! ;)
-
2010/12/11 10:43:48
Jednakże mógłbyś się wysilić i znaleźć oryginalne źródło cytatu:
tygodnik.onet.pl/0,60,56582,kwekanie,artykul.html
Artykuł ma tytuł "Kwękanie" i wszystkie te potworności, zajadłości, obrzydliwości to ironia...
-
2010/12/11 12:04:04
Bezprzykładny urok przytoczonej "homilii kapitalnej" pozostawił mnie oniemiałą i tęskniącą do "Jarmarku rymów", w którym znalazłoby się więcej wierszy na tę okazję, do przeczytania na głos dla uspokojenia nerwów.
-
2010/12/11 13:44:10
@Jurgi: to prawda, że nie znam się na gwiezdnej liturgii, ale specjaliści tak mówią...

@anuszka: Jan Turnau informuje gdzie mieści się oryginał, ale tekst Wacława Oszajcy jest w jego blogu zacytowany in extenso, więc powtórna lektura tego w Tygodniku Powszechnym powiększałaby tylko niesmak a nie pogłębiała zrozumienie. Co do sensu eseju ("homilii"), pytanie co autor chciał powiedzieć jest podrzędne w stosunku do naczelnego pytania co autor powiedział. Ponadto, gdy Turnau pisze: przedruk z najnowszego Tygodnika Powszechnego, bo znów homilia kapitalna. Chyba nie muszę rozjaśniać aluzji. jest zupełnie jasne, że ma to być jakiś element wewnętrznej rozgrywki w zasupłanym świecie KK, ale mogliby swoich harców nie zaczynać od wylewania gnojówki na pólka obojętnych im sąsiadów. Tekst taki, jakim jest, może być wezwaniem do krucjaty przeciw bezbożnym, bez doczytania go do zawikłanego końca. To bardzo stara technika pokazania adwersarza obsmarowanego na czarno, a potem małym drukiem dodania "i tak go niektórzy widzą, ale nie powinni". Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości, umieść na blogu karykaturę Żyda z olbrzymim nosem i zwitkiem banknotów w ręce, a dopisek będzie wyjaśniał, że niektórzy Polacy tak widzieli swoich współobywateli przed wojną. Zapewniam, że pozytywny oddźwięk dostaniesz w ciągu minut z blogowych rynsztoków.

@fabulitas: ja dla uspokojenia odczekałem z 30 godzin, bo w pierwszym odruchu wychodził mi tekst w poetyce Revelsteina ona jest adekwatna, ale nie efektywna...
-
2010/12/11 17:56:57
Nie, żebym się chciał z Tuwimem porównywać, ale jak była mowa o rymach, to mi się przypomniało, że napisałem kiedyś hymn Prawdziwych Katolików. Do rymu. ;)

Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem
zwyciężym seksu pogańskie kohorty
i liberała, co narodu rakiem
poślem na drzewo, albo lepiej w czorty.

Darwina zniszczym pomioty szemrane
i zlekceważym sztrasburskie wyroki,
nad oświecenia przebrzydły kaganek
nam średniowiecza wszak milsze są mroki.

Inkwizycyjne poniesiem orędzie,
aż wszystkim wyjdzie ateizm uszami.
Krzyż dla nas żywy, lecz my go nie będziem
pytać, czy aby po drodze mu z nami.
-
2010/12/11 18:36:07
Oj, bardzo to prawdziwy wierszyk... a fajnie by było, gdyby ktoś zrobił filmik o krzyżu spieprzającym przed podejrzaną a radykalną procesją...
-
2010/12/11 19:00:58
W momentach, gdy zaczynasz bronić swoich wpadek, zaczynasz też mieć kłopoty z logiką...

Zapewniam, że pozytywny oddźwięk dostaniesz w ciągu minut z blogowych rynsztoków.

Tyś powiedział. Nazwałeś swój blog "rynsztokiem"! :-D
-
2010/12/11 20:35:08
Rozumiem. (Uczono mnie, że to jest grzeczne odezwanie się jak się nic nie rozumie o tso chooodżiii).
-
Gość: nightwatch, ip-93-154-139-121.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2010/12/12 22:51:24
Ale dlaczego, Andsolu, czujesz się dotknięty tekstem o panseksualnym kryzysie w kościele? Przecież do owego kościoła nie należysz, więc nawet będąc pryminywnie relatywnym materialistą zupełnie nie powinieneś się czuć odpowiedzialny za jego upadek. A tak na marginesie mnie ta homilia zaczęła się podobać, zwlaszcza od momentu gdy autor pisze że jaki jest kościół powinniśmy poznawać nie po tym co mówi tylko po tym co robi.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-62-87-248-112.ssp.dialog.net.pl
2010/12/12 23:03:34
Yesusicku nasłodszy, Andsolu co Ty z tymi podatkami tak wyjechałeś?

Po pierwsze polemizujesz z instytucją, która podatków nie płaci, więc nie znajdziesz zrozumienia.

Po drugie powiedz, ile płacisz tych podatków, żeby rzucić na kolana swoją szczodrością?

Po trzecie nie bluźnij na Kościół bo sam mówiłeś, że w Brazylii (gdzie te podatki płacisz, KK jest OK) bo księża nie mają służących tylko sami sobie wszystko robią a jak im czasu starczy to jeszcze okolicznych jakoś wesprą manualnie.

Gdyby KK miał wysłuchiwać pretensji wszystkich Andsolów i coś z tym wszystkim robić to by chyba zemdlał z wrażenia ile jeszcze roboty, nie wśród trzody (co w założeniu), ale we własnej głowie. Ty chcesz niemożliwego. Koniec świata nie nastąpi jeśli będziesz wciąż go opóźniał swoimi uwagami!

Głupio czy mądrze, KK to tylko posługacze, których Bóg zatrudnia, nawet nie w przedpokoju...

Moim zdaniem równie dobrze mógłbyś się pokłócić z własną miotłą wyrzucając jej, że aspiruje bez kwalifikacji moralnych i wszelkich innych a Ty przecież płacisz sprzątaczce.....
-
2010/12/12 23:19:38
Jego upadki, wpadki i przypadki w istocie są mi dość obojętne, ale nie potrafię przejść w milczeniu obok systematycznej i coraz intensywniejszej prowokacji ze strony różnych postaci zarabiających na życie opowiadaniem bajek z życia Jezusa i tysięcy świętych, gdy stają na mojej drodze i mi mówią: a ja jestem lepszy.

Jest całkiem możliwe, że wszyscy oni oraz każdy z osobna mają rację, ale chciałbym ujrzeć argumentację. Bez tego są zwykłymi zawalidrogami i to okropnie nudnymi. Na dobitkę wykuje taki jeden z drugim parę magicznych zaklęć i lata mi koło ucha ze śpiewką zobaczysz, w chwili śmierci wrócisz do boga. Tego mi tylko brakowało, żeby po życiu pełnym ciekawych znajomych wpaść w jakieś monotonne towarzystwo mamroczące mantry na cześć szefa jak Japończyk z rana w fabryce.
-
Gość: , dynamic-62-87-248-112.ssp.dialog.net.pl
2010/12/12 23:30:56
Pięknie Andsolu! Nie wiem czy tego nie pamiętam z praw Murphiego i czy dobrze zacytuję?
"Nigdy nie dyskutuj z debilem bo najpierw sprowadzi cię do swojego poziomu - jeśli sam tego nie zrobisz w polemice - a później pokona doświadczeniem na własnym polu analizy spornych przypadków."
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-62-87-248-112.ssp.dialog.net.pl
2010/12/12 23:37:47
Mruknę: Walka z próżnią zawsze powoduje tylko wyższe rachunki, natomiast nigdy nie daje satysfakcji.
-
2010/12/13 00:05:32
Rzecz jasna, mój ostatni komentarz (2010/12/12 23:19:38) to odpowiedź dla nightwatcha, ale nadchodzący wywód Tadka rozdzieli je i sprawa przestała być jasna.
-
2010/12/13 00:11:59
A Tadkowi tak odpowiem: mój przyjaciel mnie powiadomił, że poprawna polska pisownia to ossochozzi?
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-62-87-248-112.ssp.dialog.net.pl
2010/12/13 02:55:47
No właśnie!
-
Gość: szym, abnx75.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/13 03:57:50
Ze smutkiem przeczytałem ten Twój wpis Andsolu.
A czemu? A tak powiem:
Kiedy przy pracy wymagającej skupienia uwagi, lata wokół mnie upierdliwa mucha, brzęczy okrutnie i węszy namolnie moment by z mojego ciała uczynić sobie kęs jadła, czy też może siedlisko swych jajeczek - to mnie, nierzadko, szlag z lekka trafia. I jak trafię celnie to utłukę insekta, przyznaję że z pewną satysfakcją i rzecz jasna ulgą.
No to o co chodzi?
No o to, że jak mam po takim kryminalnym uczynku chwilę czasu, be je skonstatować (no może nie 30h, ale powiedzmy 5min), to rodzą się we mnie przynajmniej 2 ważkie w mym odczuciu refleksje. Po pierwsze zadziałałem całkowicie mechanicznie, akcja-reakcja. Rozum nie miał wiele do roboty w czasie gdy dokonywałem eksterminacji. Po wtóre, gdy zaczynam sobie uświadamiać, że owad działał całkowicie zgodnie ze swą przyrodzoną naturą, swym biologicznym programem (zwanym przez niektórych Prawem Naturalnym ;) i nie miał w sobie żadnego komputerka zdolnego jakoś "osądzić" "właściwość" swego działania i go ew. zmodyfikować, to...
No właśnie, to mi troszkę głupio. Troszkę przykro i niemiło. Czasem nawet bardziej niż troszkę. I pojmuję, że jak _pomyśleć_, to jednak wolałbym na przyszłość nie zabijać tak mechanicznie. Czyli żeby rozum mi bardziej podpowiadał on-line co godnym uczynienia (powiedzenia itp.), a nie emocje i wbudowane we mnie programy.
No nie wiem, czym to zrozumiałym uczynił, ale robiłem co potrafiłem ;)
A morał z tej pogadanki? A muchozolu szukajmy!
Ale może jakaś nowa generacja, co nie uśmierca, tylko odstrasza i na dystans pewien utrzymuje te namolne i ex definitione niereformowalne w jednej generacji stworzonka.
-
2010/12/13 05:06:07
Mam kłopot, szym, z odpowiedzią, bo nie wiem czy traktujesz swoje zainteresowanie buddyzmem cum grano salis - jeśli Twe przekonania są głębokie i wmontowane w bazę uczuciową, każde słowo jest ryzykowne. Tak jak i w przypadku rozmowy z katolikami, żydami czy muzułmanami. Nie wdaję się w dyskusje doktrynalne, bo po nic mi to, nie mam ewangelii bezbożnika do głoszenia, zaledwie odreagowuję na agresywne zawłaszczanie terenu wyrażane przekonaniami wyznawców jakiejś grupy o własnej, zagwarantowanej przez wiarę, wyższości.

Przyznaję, że u muzułmaninów czy ortodoksyjnych żydów dużo trudniej jest znaleźć kogoś skłonnego do uznania mnie za byt równorzędny niż wśród katolików czy protestantów, ale i chrześcijanie gdy mnie polubią, okazują skłonność do modlenia się za mnie, co oznacza, że i oni mają w dupie to, co mówię o moich przekonaniach.

Nie wiem jak tu się sytuuje Twoje buddyjskie nastawienie, czy w Twoim smutku też jest zapisane poczucie wyższości nade mną, nie dlatego, że aktami czy argumentami czegoś dokażesz, ale dlatego, że postawa w duchu tego pana (z którego zaśmiewa się moja protestancka żona, że nawet własnej żarłoczności nie potrafił opanować) automatycznie wyżej nad rozmówcą Cię stawia.

Tak czy inaczej, w dwóch aspektach bym przyjrzał się wyrażonemu implicite wezwaniu do przyjęcia postawy buddyjskiej. Indywidualnie to dziękuję, radzę sobie w miarę sensownie za pomocą prostszych dla brzytwy Ockhama mechanizmów autokontroli. A społecznie, buddyzm wcale nie jest pociągającym przykładem, bo nim zacznie się wychwalać jego uroki, dobrze by było wyjaśnić czemu Myanmar ani Sri Lanka nie są rajem na Ziemi.

Ludzie oddaleni od swego kulturowego dziedzictwa mogą sprawiać fantastyczne wrażenie. Wacek mi opowiadał o bardzo szlachetnym irlandzkim księdzu w Zarii (zresztą profesorze uniwersyteckim z nauk ścisłych), który żył pracą dla ludu, niósł im pomoc i opiekę. Przyznasz chyba, że nie jest to posłanie tysięcy polskich postaci z parafii, zakonów i organizacji w stylu Opus Dei. Buddysta w Polsce może lśnić wszelkimi barwami rajskiego ptaka, ale nie uczyni wiosny.
-
2010/12/13 09:44:17
@andsol:
O tso chooodżiii

Służę uprzejmie:

Piszesz o przypadku, gdy najpierw jest napisane coś brzydkiego na kogoś, a pod tym, drobnym drukiem, że to ironia i nieprawda. Twierdzisz, że gdybym coś takiego opublikowała, to mogę oczekiwać rynsztokowych komentarzy od osób, które nie zrozumieją drobnego druku.

Dokładnie to samo ty zrobiłeś. Pan Oszajca opublikował coś tam brzydkiego i dodał drobnym drukiem, że to ironia i nieprawda. Ty drobnego druku nie zrozumiałeś. Zatem twoja niniejsza notka, zgodnie z twoją definicją, jest rynsztokowa.
-
2010/12/13 12:28:41
@anuszka: Wacław Oszajca niczego drobnym drukiem nie dodał, powtórzę, że Jan Turnau przepisał jego pełny tekst, agresja pozostaje agresją niezależnie od robienia min w zawikłanych wywodach w końcówce. Ponadto, czy agresywność ma jakiś związek ze współpracą z TP?

Napisałem o traktowaniu ateistów (bezbożników, niewierzących, obojętników, jak kto chce to nazwać) w warstwie słownej przez ludzi agresywnie przepełnionych swoją pochodzącą z zaświatów racją. Przyczynkowe, byle jak dolepione do tematu komentarze, rozmywające temat w prowokacjach osobistych, niczego tu nie zmienią.

Ta uwaga odnosi się także do Ciebie, Tadku. Rozumiem, że Twoje czepialstwo ma inną genezę niż u anuszki, ale wychodzi na to samo, pokrywa watą bezsensów ważny temat. Ponownie (smutne, że w ostatnich miesiącach tyle razu muszę Ci to powtórzyć) upraszam Cię o unikanie w komentarzach ataków osobistych, wpis nie jest o andsolu, ani o KK, a o częstej u wierzących katolików nawiedzonej postawie, gdy słownikowymi zagraniami upychają niewierzących w dół w skali wartości. Jeśli masz (Ty czy anuszka) coś do powiedzenia, co dotyczy tej tezy, zachęcam do przedstawienia swoich przemyśleń, w innym wypadku zdjęcie waty słownej ułatwi czytanie innym zainteresowanym kwestią.
-
Gość: szym, abnm70.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/13 14:10:37
he he, nie jestem buddystą i nie mam buddyjskich przekonań wmontowanych w cokolwiek o czym bym wiedział. Nie mam tez poczucia wyższości nad czymkolwiek, jeśli ma to jakiekolwiek znaczenie?
Ale jak widzę Twoje wyobrażenie stało się znakomitym uzasadnieniem intelektualnego ominięcia szerokim łukiem meritum koncepcji. A mi w zasadzie chyba o prostą rzecz chodziło, czy może nie?
-
2010/12/13 14:21:26
Nie wiem co to jest meritum koncepcji, wiem, o co mi chodzi: "niewierzący" to nie rodzaj podczłowieka czy skrzywionego charakteru, to osoba, która mogąc przypisać się do jakiejś grupy wyznawców czegoś czy kogoś z definicji niekontaktowalnego w świecie realnym, mówi: "dziękuję, nie".
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-78-8-2-227.ssp.dialog.net.pl
2010/12/13 15:01:14
No dobra Andsolu, powiedz teraz szczerze (jak czekista czekistce) o co tak naprawdę Ci chodziło? Wata nie wata.... gdzieś jest taki moment w moim gadaniu, że się hamuję, żeby nie współbredzić z bredzącym, czy to w sklepie, czy innej kolejce - bo mi nie zależy. Na Tobie mi jednak zależy bardzo i, jeśli wolno Sokratesie, to pozwolę sobie używać Twoich własnych metod a nawet erystycznych figur na lodzie. Gdybyś zechciał mnie pouczyć, że mam się z tej wypowiedzi wytłumaczyć to Ci tylko powiem, że czasem mi się nie chce - teraz też... Bo szkoda mi gadać po próżnicy - nie siedzę przecież w pierwszej ławce w Twojej klasie... Może w oślej? Wolałbym to, niż to pierwsze.
-
Gość: szym, abnm70.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/13 15:27:08
E, to ja może po prostu nazbyt alegorycznej formy użyłem, do przekazania dość prostego w swej istocie przemyślenia. W istocie całkowicie się zgadzam z Twym tak jasno w końcu wyłuszczonym przesłaniem, że niewierzący, starający się samodzielnie, racjonalnie i krytycznie oceniać otaczającą rzeczywistość człek nie ma powodu być uważanym i traktowanym w sposób gorszy od tych, którzy (z tych czy innych powodów, o czym raczej przy innej okazji) z czymś tam się emocjonalnie czy nawet intelektualnie utożsamiają. I tu wydaje się być zgoda między nami. Starałem się zasugerować, że przyjmując do wiadomości fakt, iż upierdliwe insekty oraz podobni im ludzie są częścią bioflory odkąd źródła pisane sięgają (i będą zapewne, póki ta planeta będzie błękitna) - rozsądnym wydaje mi się raczej przyjęcie strategii odstraszania tych okropnych stworzeń i utrzymywania ich w ryzach (czyt. w okopach jedynie słusznej Prawdy) tą czy inną inteligentną taktyką, niźli marnowania swych sił witalnych na emocjonalne angażowanie się w walkę z.. wiatrakami?. Jak zauważył tu wcześniej anonimowy gość wchodzenie w polemikę z [*wstaw swoje ulubione określenie] zawsze grozi zejściem do poziomu intelektualnego rozmówcy.
-
2010/12/13 15:56:37
szym:
W najbardziej przemawiającej do wyobraźni wersji brzmi to tak:
Never wrestle with a pig: You both get all dirty, and the pig likes it.
(przypisywane G.B. Shawowi)
-
2010/12/13 17:22:48
szym, ułatwiasz mi życie i wysławianie się, mówiąc językiem tak prostym jak mój sposób myślenia. Więc tak, unikanie konfliktów jest chyba sensownym sposobem bycia, nie tylko dla oszczędzania energii ale i dla praktycznego wyrazu głoszonej tolerancji. Ale sposób na bycie chyba zależy bardzo od miejsca (wiem, że fizycznie jestem poza Polską, ale mentalnie kołtuneria polska niekiedy bardzo mnie uciska). I gdy za bardzo w kąt zapędzają, groźne mi się to widzi, bo frondki tej cholery mogą być bardzo niebezpieczne.

Nawiasem, właśnie warzę wpis o tym jak różnorodność wyznaniowa pomogła pewnej społeczności piękną rolę w trudnej sytuacji odegrać - myślę, że władając rozsądnym odsetkiem polskiego ludu (jakieś 25%?) KK będzie bardzo do użytku w chwili życia i śmierci - dla tych, co sami sobie z życiem i śmiercią nie radzą.

babilas: a bardziej wypasiony w zapasach jest lepszy...

Tadek: chodziło i chodzi mi o to, że w tym samym blogu są różne wpisy w bardzo odmiennych konwencjach. Czasami jest mile widziane rozkoszne gaworzenie, czasami nieprzysługę przynosi ono poważnemu tematowi. A osobiste przypieprzki przecież zawsze możesz zostawić na prive'a.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-78-8-2-227.ssp.dialog.net.pl
2010/12/14 06:11:50
Andsolu........... Taaaaaaaa.... w szatni. Prawdę w nos mówimy sobie w szatni!
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-62-87-242-77.ssp.dialog.net.pl
2010/12/14 22:23:15
Nie rozumiem, dlaczego nie zaprosisz wszystkich do szatni na priva? Czuję się nadto wyróżniony...