Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Gdybyśmy mieli takie miasteczka...

Na szlak wprowadził mnie tą linką Jurek Kocik. To blog belgijskiego matematyka Lieven Le Bruyn. Większość wpisów dotyczy jego specjalności, geometrii niekomutatywnej, ale często wdaje się w wycieczki dotyczące legendy Bourbaki. Na szczęście ta mityczna postać składała się z wielu żywych osób, bo gdyby była tylko jedną, to by miała głowę jak szafę. Przez parę dziesiątków lat najwybitniejsi wśród francuskich matematyków działali na zamkniętych dla ogółu seminariach, produkując grube i trudne księgi i bawiąc się nieco wykołowywaniem poszukiwaczy informacji o składzie tej grupy. I przywołany tutaj wpis dotyczy też pewnej zagadki ich dotyczącej, ale zaskakująco odmiennej natury.

Otóż w starannie spisywanych aktach ich spotkań, wystukane na maszynie dane, dotyczące ich konferencji z 1938 roku blisko Dieulefit na południu Francji (między Lyon i Montpellier), mają nie tylko odręczne poprawki dotyczące miejsca i daty, ale i wykreślenia utrudniające odczytanie oryginalnych informacji o miejscu i czasie.

Lieven Le Bruyn rozszyfrowuje zagadkę kojarząc konferencję z mieszczącą się w Beauvallon, osadzie pod Dieulefit, szkołą dla „trudnych” dzieci, założoną przez 1929 Marguerite Soubeyran (z Dieulefit) i Catherine Krafft (Szwajcarkę, którą Soubeyran poznała w Genewie). Obie z rodzin protestanckich. I obie odznaczone w roku 1969 przez Instytut Yad Vashem medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Ale konferencja bourbakistów była prawie dwa lata przed zajęciem Francji przez Niemcy. Matematycy przewidujący przyszłość?

Wiele osób miało trzeźwe spojrzenie na przyszłośc, a ojciec panny Kraft, Antony Krafft-Bonnard, od końca XIX wieku żył sprawą armeńskiego ludobójstwa. W dużej mierze dzięki jego wysiłkom Szwajcarzy zaadoptowali prawie 2 tysiące sierot po ofiarach tureckich mordów. I przekazał córce rozumienie dokąd prowadziła panująca w Niemczech fascynacja hasłem tureckich nacjonalistów nowa Turcja dla Turków. Tak, szkoła z Beauvallon przygotowywała się do ukrywania żydowskich dzieci.

Szkoła błyszczała światłem Oświecenia i najlepszym jego dziedzictwem, które można było znaleźć w przedwojennej Francji – i znakomite kontakty, które Soubeyran miała wśród paryskich intelektualistów z pewnością pomagały w utworzeniu ośrodka wyjątkowego swą pedagogiką i postawą moralną. Ale zjawiska następnych lat nie były kwestią tylko szkoły, ale tego zdumiewającego miasteczka.

Podzielone wyznanianiami, z większością katolicką, ale dużą jak na Francję mniejszością protestancką, mające koło 3500 mieszkańców (a wśród nich około 200 Żydów) miasteczko,  z nadejściem wojny okazało wyjątkową unię i jedność przekonań o właściwych postawach i dzięki temu pomogło przetrwać niewiarogodnej wręcz liczbie blisko 1500 osób z okupowanej Francji. Zlinkowana strona podaje nazwiska wielu sławnych, którzy tam przeżyli przez cały okres Francji Vichy, potem okupacji włoskiej, później niemieckiej – i wydaje się, że był tylko jeden przypadek donosu prowadzącego do aresztowania paru Żydów. Prefektura wydawała fałszywe dokumenty i karty żywnościowe, mieszkańcy chronili przybyszów. A potem wspomagali maquis, którzy działali w okolicy.

Nie dziwi więc, że w przyszłym roku lokalne stowarzyszenie, dumne z przeszłości wojennej Dieulefit zamierza zwrócić się do Yad Vachem z sugestią, by miasto zostało uznane za Krainę Sprawiedliwych.

Nie dziwi też, że wyjątkowa historia Dieulefit nie była wcześniej rozsławiona. Choć już w 1972 roku dokumentacją nie do obrony, zawartą w Vichy France, Old Guard Robert O. Paxton przypomniał Francuzom jakie były ich wojenne zachowania, oni ciągle nie chcą o tym myśleć. To zupełnie inna sprawa niż Jedwabne. Tam nie było tak oczywistych zbrodni z tak masowym fizycznym współdziałaniem zwykłych ludzi, ale było tak powszechne przyzwolenie, akceptacja i obojętność na zło, że do dziś nie potrafią radzić sobie ze swoim niemoralnym spadkiem. I wielu obywatelom nawet dziś fascynująca historia Dieulefit nie przyniesie poczucia dumy lecz przypomni współuczestnictwo w hańbie.

wtorek, 14 grudnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu: