|
Blog > Komentarze do wpisu
Złączym się z narodem
Charakter wykazał Antoni Amilkar Kosiński już wiele razy przed kampanią z
roku 1807 – jak choćby opuszczając Legiony, które miały być przez
wielkiego Przyjaciela Polaków, Napoleona, wysłane na San Domingo. Wrócił do
służby pod przewodem generała Dąbrowskiego w 1806 roku, ale
wkrótce miał
odkryć, że z dala od San Domingo, na łonie ukochanej Ojczyzny, Rodacy dziwne
rzeczy wyprawiają:
23 stycznia 1807 r. gen. Kosiński ze swoimi siłami głównymi wkroczył do Tucholi, w tym czasie jego straże przednie zajmowały Chojnice. Mimo, że były to ziemie rdzennie polskie i mimo rozkazów dyscyplinujących, polscy rycerze (szlachcic-szeregowiec pospolitego ruszenia był równy oficerowi służby liniowej) zaczęli grabić okoliczną ludność.
I pisał nasz zacny generał do gen. Dąbrowskiego, narzekając, że jest
insubordynacja i jakaś nieludzka słabość krzywdzenia własnej ziemi, a nawet
współrodaków, którzy z niecierpliwością nas oczekiwali najlepsze okazując
chęci odbiera śmiałość i każdy krok czyni niepewnym.
Sumienie sumieniem, ale wojsko porządnie wyglądać ma, i już następnego dnia,
bo
24 stycznia 1807 r. gen. Kosiński przybył do Chojnic. Mieszkańcy miasta byli
przestraszeni i mimo rabunków obciążył jednak miasto obowiązkiem wykonania
przez 10 dni 300 mundurów dla oddziału „towarzyszów” Dziewanowskiego,
którzy nadal nosili pruskie uniformy.
Zrozumieć trzeba tę sytuację. Wojsko nie może byle jak wyglądać, bo nie jest
szanowane. Wojsko to także symbol. A symbole czcić musimy. Szczególnie, gdy
racje zakresu krótkiego i długiego w spięcie wchodzą, skalę wartości przed
oczami mieć powinniśmy. Bo lud, taki zwykły lud, to by tylko chciał jeść i
pić i jakoś sobie żyć. Wyższych celów nie ma i o Wielkości Nacji w stanie
jest zapomnieć. A Wojsko, ten symbol, owszem, musi jeść i pić i znaleźć to
oraz odzienie (a jak baba się napotoczy to i babę), ale ma przed sobą
światłe cele. Przyszłość, Orzeł, Sztandar oraz Niepodległość. Czy mogą być
wątpliwości, co tu ważniejsze? Baczność! Nie mogą! Spocznij.
A potrzebne tyle bólu i udręki było?
Gen. Kosiński wkroczył na ziemie polskiego Pomorza i przyniósł uczucie żalu i rozczarowania. Czy mógł temu zaradzić? Oczywiście, że mógł, należało kilku szlachciców rozstrzelać i byłby porządek, ale naraziłby się na gniew całego stanu szlacheckiego Rzeczypospolitej.
Tu autor artykułu, pan pułkownik Andrzej Szutowicz, trochę mnie zaskoczył, i zmusił do zastanowienia się: a Tadeusz Bór-Komorowski, kto i jak miał z nim zrobić porządek? środa, 03 listopada 2010, andsol-br
TrackBack
|
|
Jeśli znaliście Defendo i jej blog... umarła dzisiaj nad ranem.
defendo.wordpress.com/