|
Blog > Komentarze do wpisu
Pospolite ruszenie milionerów
Jurerê to nie jest dobra nazwa na miejsce
mające przyciągać milionerów z całego świata. Nazwa (żu-re-RE) to sitko do
wyławiania krabów, ale jeśli słowo wrzucisz do obrazków google'a, zobaczysz
jednak piękne rezydencje, czyli przyciągnęła. Trochę tu zawrócono kota
ogonem, bo do wioski rybackiej wchodzącej do powiatu Florianópolis dolepiono
obok szlachetne Jurerê Internacional – oaza zamożności, ze strażnikami przy
wszystkich wjazdach i takiej częstotliwości napadów jak w Norwegii. Tereny
na plaży droższe niż w Kalifornii, czasami przyjedzie Japończyk, żeby sobie
tu postawić dom, słyszy o cenach i znika. Nie wiem skąd pewna ilość tubylców
ma miliony na sam goły teren. A budowa też nie wyjdzie tanio, trzymają
tu standardy.
A patrząc na morze, na zachód, widzi się w oddali Biguaçu, a tam... Ano
właśnie, pisałem o tym
A, wypożyczeni rybacy. Walczący o czystość wód i połowów. Na pierwszym
planie. A na drugim widać sprężyny czyli prawdziwe motywy. Biedne jachty
będą musiały uważać jak coś w pobliżu zbudują, nie będzie można więcej
prowadzić jachtów po pijanemu i którędykolwiek, skończą się żarty, zaczną
się schody. Więc płyną pieśni o ochronie środowiska, ale nie mówi się o tym,
że najlepszą jego ochroną by było wyburzenie tych ich pałacyków wchodzących
nieomal do morza i zakazanie im szwendania się po pobliskich wodach
jet-setami i innymi źródłami piekielnego hałasu. Tak, jeden ze śpiewów mówi,
że Florianópolis to turystyka, ale, turysto, raczej nie zabawisz w Jurerê
Internacional, to chyba nie będzie na twoją kieszeń. I z twojego przybycia
bezrobotni tutejsi nic nie dostaną. Tu obsługa turysty jest na tak prymitywnym
poziomie, że można powiedzieć, że jej nie ma. A stocznia to jednak
natychmiast 4 tysiące stałych posad. To prawda, że środowisko ucierpi. Ale
lokalna ludność nie zgodzi się, by to tylko ich kosztem dbano o środowisko.
I choć mam sporo zrozumienia dla płaczu po zanikającym pierwotnym świecie
(też płaczę gdy przypomnę sobie Pantanal z Mato Grosso sprzed lat, gdy przez
tydzień nie napotykało się jednej motorówki, teraz to fruwają tu i tam co
godzinę), wcale mnie nie martwią krokodyle łzy ludzi, którzy chcieliby mieć
kawałek raju na prywatny użytek, a przez dziesiątki lat nie zauważali nawet,
że taki bidny ludek, stłamszony w źle skleconych chałupkach i noszący przez
cały rok tę samą koszulę z krótkim rękawem, to też ich rodacy,
Brazylijczycy.
Aha, protest był wodny, więc pojawiła się policja morska i okazało się, że parę uczestniczących w proteście łódek i jachtów nie ma prawa pływać, bałagan z dokumentacją. Przyaresztowano je – no i popatrz pan, już po paru godzinach dzwoniły telefony z Brasílii, od władz centralnych, że co to się dzieje, że zatrzymują jachcik tego czy tamtego sędziego czy owego godnego obywatela. Bo policja, jak wiadomo, jest do tego, żeby gonić za biednym, który wychylił się poza prawo – albo na lewo. środa, 10 listopada 2010, andsol-br
TrackBack
|
|