Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Pospolite ruszenie milionerów

Jurerê to nie jest dobra nazwa na miejsce mające przyciągać milionerów z całego świata. Nazwa (żu-re-RE) to sitko do wyławiania krabów, ale jeśli słowo wrzucisz do obrazków google'a, zobaczysz jednak piękne rezydencje, czyli przyciągnęła. Trochę tu zawrócono kota ogonem, bo do wioski rybackiej wchodzącej do powiatu Florianópolis dolepiono obok szlachetne Jurerê Internacional – oaza zamożności, ze strażnikami przy wszystkich wjazdach i takiej częstotliwości napadów jak w Norwegii. Tereny na plaży droższe niż w Kalifornii, czasami przyjedzie Japończyk, żeby sobie tu postawić dom, słyszy o cenach i znika. Nie wiem skąd pewna ilość tubylców ma miliony na sam goły teren. A budowa też nie wyjdzie tanio, trzymają tu standardy.

A patrząc na morze, na zachód, widzi się w oddali Biguaçu, a tam... Ano właśnie, pisałem o tym 6 tygodni temu (zajrzyj, proszę, na Wstęp 3) Eike Batista chce postawić stocznię i ma na to odłożone 2 miliardy dolarów i władze od opieki o środowisko już są mu przychylne, a tu właśnie rybacy z Jurerê Internacional zrobili protest przeciw niej (stąd pożyczyłem sobie zdjęcie). Rybacy? Jacy rybacy mieszkają w posiadłościach wartych po parę milionów dolarów?

A, wypożyczeni rybacy. Walczący o czystość wód i połowów. Na pierwszym planie. A na drugim widać sprężyny czyli prawdziwe motywy. Biedne jachty będą musiały uważać jak coś w pobliżu zbudują, nie będzie można więcej prowadzić jachtów po pijanemu i którędykolwiek, skończą się żarty, zaczną się schody. Więc płyną pieśni o ochronie środowiska, ale nie mówi się o tym, że najlepszą jego ochroną by było wyburzenie tych ich pałacyków wchodzących nieomal do morza i zakazanie im szwendania się po pobliskich wodach jet-setami i innymi źródłami piekielnego hałasu. Tak, jeden ze śpiewów mówi, że Florianópolis to turystyka, ale, turysto, raczej nie zabawisz w Jurerê Internacional, to chyba nie będzie na twoją kieszeń. I z twojego przybycia bezrobotni tutejsi nic nie dostaną. Tu obsługa turysty jest na tak prymitywnym poziomie, że można powiedzieć, że jej nie ma. A stocznia to jednak natychmiast 4 tysiące stałych posad.

To prawda, że środowisko ucierpi. Ale lokalna ludność nie zgodzi się, by to tylko ich kosztem dbano o środowisko. I choć mam sporo zrozumienia dla płaczu po zanikającym pierwotnym świecie (też płaczę gdy przypomnę sobie Pantanal z Mato Grosso sprzed lat, gdy przez tydzień nie napotykało się jednej motorówki, teraz to fruwają tu i tam co godzinę), wcale mnie nie martwią krokodyle łzy ludzi, którzy chcieliby mieć kawałek raju na prywatny użytek, a przez dziesiątki lat nie zauważali nawet, że taki bidny ludek, stłamszony w źle skleconych chałupkach i noszący przez cały rok tę samą koszulę z krótkim rękawem, to też ich rodacy, Brazylijczycy.

Aha, protest był wodny, więc pojawiła się policja morska i okazało się, że parę uczestniczących w proteście łódek i jachtów nie ma prawa pływać, bałagan z dokumentacją. Przyaresztowano je – no i popatrz pan, już po paru godzinach dzwoniły telefony z Brasílii, od władz centralnych, że co to się dzieje, że zatrzymują jachcik tego czy tamtego sędziego czy owego godnego obywatela. Bo policja, jak wiadomo, jest do tego, żeby gonić za biednym, który wychylił się poza prawo albo na lewo.

środa, 10 listopada 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/11/11 23:28:13
O... to mi przypomnialo sytuacje boondock w USA, o czym za jakis czas popelnie wpis. To tez tacy ludzie, ktorzy groszem nie smierdza i tez ich sie policja czepia, tyle ze w ponoc "bogatym" kraju...