S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Zadanie dla psychiatry

Wiesiek przys³a³ przyk³ad zadania „na potêgi”, które przywêdrowa³o do jego domu z pobliskiej szko³y:


Problem, który przedstawiam psychiatrom to, oczywi¶cie, nie dokonywanie kupy przekszta³ceñ wymaganych na obrazku, ale (du¿o trudniejsze zadanie) jak przekonywaæ autorów podobnych bzdur, ¿e najwy¿szy czas zacz±æ kuracjê.

wtorek, 12 pa¼dziernika 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/12 07:31:00
Mnie tutaj siê tylko Ballada dla Potêgowej kojarzy Stachury. On, Stachura, te¿ dla psychiatry.
-
2010/10/12 14:56:49
Ballady, Michale, nie zna³em, ale lukê w wykszta³ceniu usun±³em :)
-
2010/10/12 16:25:32
Wprowadzenie do zadania Stachury powoduje, ¿e rozwi±zanie wydaje siê proste. Buch balladê w ³eb siekierezad± i po sprawie. ;)
-
Go¶æ: nightwatch, nat.atms.com.pl
2010/10/12 16:28:53
reductio ad Stachurum? Niestety, dzia³a tylko dla Hitlera:
Takie zadania rozwi±zywa³o siê w szko³ach Hitlerjugend, wiadomo co z tego wysz³o!
-
Go¶æ: prezio, bze218.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/12 17:14:32
Zadanie nierozwi±zywalne, bo tam gdzie¶ po potêdze brakuje autostrady. A mo¿e jeszcze czego¶.
-
2010/10/12 18:20:56
Dobrze, dopiszê siê, milczenie mêczy gadu³y.

Ten (ta?) sadysta, autor æwiczenia, ma matematykê za narzêdzie do opanowywania dzieci, odbierania im energii i chêci ¿ycia. Równie dobrym æwiczeniem z etyki by by³o zasup³anie 40 metrów nitki i nakazanie dzieciom z u¶miechem przywrócenie im formy k³êbka.

Od ponad czterech i pó³ wieku s± znane wzory na rozwi±zanie w ogólnej postaci równania wielomianowego czwartego stopnia. Nie znam jednego jedynego miejsca, w Sieci czy w ksi±¿kach, które by poda³o je "ciurkiem", tak, by wstawiæ piêæ wspó³czynników wielomianu i zobaczyæ rozwi±zanie w liczbach zespolonych.

Od setek lat u¿ywa siê genialnych (przy pierwszym zastosowaniu, potem to powtórki) pomys³ów z cyklem uproszczeñ, które za ka¿dym razem mieszcz± siê w jednej linii przy pisaniu w zeszycie symbolami normalnego wymiaru. Dokonuj±c kolejnych kawa³ków rachunków dociera siê do formy, w której (o ile wstêpne dane nie s± z³o¶liwe z wyboru czy z natury) da siê to zrozumieæ i oszacowaæ. Na ogó³ jednak u¿ywa siê w rzeczywistych rachunkach albo bardzo uproszczonych przypadków, albo rezygnuje siê z zapisu "dok³adnego " (z u¿yciem kolejnych pierwiastkowañ), by zast±piæ go warto¶ci± przybli¿on±, podaj±c ograniczenie b³êdu.

Cz³owiek nak³aniaj±cy studentów do nauczenia siê pe³nego wzoru w jednej, ale za to pe³nej postaci, narazi³by siê na po¶miewisko - i jasno by wykaza³, ¿e nie bardzo rozumie czym jest matematyka i do czego ona s³u¿y.

Twierdzê, ¿e napotkanie w praktyce z jakichkolwiek nauk ¶cis³ych czy technicznych wyra¿enia z tak zawik³anym zapisem potêg, o takiej d³ugo¶ci i nieporadno¶ci, jest tak prawdopodobne jak napotkanie Tuska wje¿d¿aj±cego na hipopotamie na Paradê Dumy w Wadowicach.
-
Go¶æ: Wiesiek, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/12 18:36:36
@prezio
Brak znaku mno¿enia prosze zapisaæ na moje konto. W oryginale by³.
Co i tak nie zmienia istoty problemu pt. nauczanie matematyki.
-
2010/10/13 00:47:00
Proszê o niezgodê? I beg to disagree.

To jest odpowiednik tzw. "palcówki" w muzyce. Mo¿e Mozart nie potrzebowa³ palcówek. Normalny kandydat na muzyka potrzebuje.

Rozumieæ - to du¿o, a jednocze¶nie ma³o. Równie¿ trzeba mieæ rzeczy w ma³ym palcu (skoro Kwik ju¿ tê metaforê podrzuci³...), tym bardziej takie g³upie.

Same w ma³y palec nie wejd±.

Nauczenie z samymi palcówkami - prawda, tortura. Bez palcówek - kto wie czy nie gorzej: iluzja.
-
2010/10/13 01:10:33
Æwiczy³em palcówki. Tutaj one zastêpuj± muzykê. Æwiczenie urywków tego rachunku mo¿e mieæ sens. Rachunki takich d³ugo¶ci to zanudzanie i odrzucanie od muzyki. My¶lê, ¿e tu kto¶ okropnie przegi±³ pa³ê.
-
2010/10/13 04:01:12
Dwie rzeczy s± mylone. Konieczno¶æ palcówek, i ich elegancja.

Ta jest brzydka. Ale nie dlatego, ¿e jest d³uga i ¿mudna. Takie s± konieczne, a nie musz± byæ brzydkie.

Jeszcze trzecia rzecz - konsumentami tych nauczañ niekoniecznie sa przyszli matematycy. Sa równie¿ technicy i in¿ynierowie. A to co dostaj± z realu, jest nawet jeszcze brzydsze, i nie ma do kogo mieæ pretensji, bo nie ma autora.

Ach, przecie¿ sa kalkulatory...
-
2010/10/13 04:12:34
Czytelnik to ma dobrze. Nie musi tego liczyæ, a mo¿e os±dziæ nasze racje.
-
2010/10/13 06:07:18
Zapewne os±dzi. Bo zawsze os±dza. Nawet by³ os±dzi³.

Bez policzenia, bo nie musia³. Wystarczy³o przyrzec, ¿e nie musi, wiêc siê ucieszy³.

W sumie - niezbyt dobra robota, andsolu.
-
2010/10/13 20:34:07
A ja sie z andsolem zgadzam. Dzieki takim ochydnym przykladom, jakimi mnie w szkole katowano, nabylam nieusuwalna nienawisc do matematyki, ktora to nienawisc przez lata owocuje tym, ze nawet jak juz sie naucze rozwiazywac jakies rownanie, to i tak za 3 dni zapomne.

Mam awersje i wstret do nauczycieli, ktorzy zmuszaja ludzi do nauczenia sie czegos "bo tak", podczas gdy istnieja latwiejsze, szybsze i wydajniejsze rozwiazania jakiegos problemu.
To taka sztuka dla sztuki. Ktos chce byc matematykiem i dokonywac badan w tej dziedzinie - prosze bardzo. Calej reszcie ludzkosci matematyka jest potrzebna jako narzedzie DO CZEGOS. I fajnie by bylo, gdyby nauczyciele o tym pamietali.
-
2010/10/13 23:05:49
Nino , ciekawy przyczynek z nieoczekiwanej strony, w trakcie rozmowy u Passenta, komentator podpisany staruszek pisze:

To, ¿e cz³onkowie partii dostaj± po nosie i obra¿eni odszczepiaj± siê przywodzi mi na my¶l z³y obyczaj polskich nauczycieli matematyki. Oni nigdy nie u¿ywaj± s³owa przepraszam. Oni s± niemylni. Jaros³aw Kaczyñski to skromny i ugodowy cz³owiek w zestawieniu ze modelowo u¶rednionym nauczycielem matematyki.

S±dze, ¿e z nauczycielami innych przedmitów jest jeszcze gorzej.
Skutki znamy z aktualnych badañ rankingowych uczelni na ¶wiecie.


Jak najoczywi¶ciej, to nie jest argumentem przeciw pogl±dom tichego jakiego wymiaru ma byæ doza æwiczeñ technicznych w rozwijaniu umiejêtno¶ci fachowych - stoj±c bardzo blisko jego przekonañ wy¶miewam w rozmowach fachowych ideê muzyka, który by potrzebowa³ trzech sekund na u³o¿enie palców na gitarze przy przej¶ciu z akordu a7 do D9 - publiczo¶æ by go jak najs³uszniej wygwizda³a. Specjalista musi mieæ tak± sprawno¶æ techniczn± jak± tylko zdo³a osi±gn±æ.

Ale przechodz±c do matematyki szkolnej, tu za³amuje siê analogia z æwiczeniem gam i pasa¿y w muzyce, takie rzeczy nie s± osi±gane przez czysto techniczne stawianie palców, sztuka rozbijania trudnych bloków na pozornie ³atwiutkie kawa³ki stanowi czê¶æ dobrej techniki rachunkowej, a ona sama musi byæ w odpowiedniej proporcji do æwiczenia sztuki unikania rachunków dziêki przemy¶leniu problemu (i wtedy bêdzie mo¿na mówiæ o zbêdnych rachunkach).

W tle wypowiedzi owego komentatora stoj± t³umy nauczycieli maj±cych za to¿same zadania dyscyplinowania niegrzecznych dzieci, powodowania bólu g³owy przy trenowaniu przekszta³ceñ nigdy pó¼niej nie napotykanych w praktyce zawodowej i unikaniu odpowiedzi na proste pytanie: "jak wygl±da dom zbudowany z tych cegie³?" Bo kawa³ki pasa¿u czy gamy mo¿na wpisaæ w ci±g muzyczny maj±cy sens, a zestawienie rachuneczków z wpisu brzmi kakofonicznie.

Ty cierpia³a¶ z nauczycielami matematyki. Ja - z nauczycielami matematyki, fizyki, biologii, geografii i paru innymi. Nie im zawdziêczam chêæ dowiadywania siê czegokolwiek o ¶wiecie, nie od nich przysz³o poczucie, ¿e uczenie siê, rozumienie, to odczuwalna fizycznie przyjemno¶æ.
-
2010/10/13 23:07:41
Przepraszam, komentarz staruszka jest poprzedni, #180247, a nie #180248.
-
2010/10/14 00:05:06
@andsol:
ha, z przedmiotami mniej scislymi bylo nieco latwiej, zawsze dalo sie znalezc jakies ciekawie napisane ksiazki traktujace o konkretnych tematach. Dzieki bogu za Jasienice, Szklarskiego i innych popularyzatorow nauki.

BTW: kiedys chciano mnie zmusic do powtarzania roku z powodu slabych ocen z matematyki. Wiekszosc luf jakie dostawalam mialy uzasadnienie "a bo ty dziecko rozwiazalas to zadanie co prawda poprawnie, ale nie tym sposobem co robilismy na lekcjach wiec dostaniesz dwojke".
Wot i nauczyciel...zamiast sie cieszyc, ze uczen siega do dodatkowej literatury z przedmiotu, to wdeptac go w ziemie... wdeptac...
-
2010/10/14 01:13:00
Szklarski? Nie kojarzê.
-
2010/10/14 04:05:13
andsol:

sztuka rozbijania trudnych bloków na pozornie ³atwiutkie kawa³ki stanowi czê¶æ dobrej techniki rachunkowej, a ona sama musi byæ w odpowiedniej proporcji do æwiczenia sztuki unikania rachunków dziêki przemy¶leniu problemu

Hm, a sk±d wiesz, ¿e owo "psychiatryczne zadanie", przytoczone przez Wiêska, nie sta³o w odpowiednie proporcji?

Zadania zwykle pogrupowane s± w "kupki", zaczynaj± siê od przywitania siê, potem rozwijaj± siê, potem jakie¶ wyzwania, czy to podyktowane jaka¶ szczególna melodi±, czy ¿mud±.

Gdyby to przedstawione stanowi³o ca³o¶æ i charakter kupki, krucjata na zmianê z darciem szat by³oby jak najbardziej uzsadnione. A - za³o¿ê siê - nie stanowi³o.

Tak, analogia z muzyk± siê koñczy, i to szybciej, albowiem muzyka w szkole nie jest obowi±zkowa (poza elementarzem), a matematyka jest - poza elementarz. Na dobr± sprawê - nie wiadomo dlaczego.

Poniek±d rozumiem tych "straconych dla matematyki" (raczej - "zatraconych", bo ich zatracono bardziej, ni¿ stracili siê sami), bo sam zosta³em za m³odu zatracony dla muzyki z powodu takiego, i¿ nie umia³em wydaæ g³osu we w³a¶ciwej nucie. Postawiono diagnozê, ¿e mi s³oñ na ucho nadepn±³ (ze strony rodziców rówinie¿, co bola³o), i dano mi ¶wiêty spokój. Dopiero przy w³asnych dzieciach okaza³o siê, ze nie potrafi±c wydaæ g³osu, potrafiê zagraæ na instrumencie, i oceniæ czy fa³sz czy idealna nuta w zagranym lub od¶piewanym kawa³ku. Za pó¼no. Tak wiec, czê¶æ mego potencja³u uleg³a wczesnej kastracji.

Moje zdanie o konieczno¶ci ¿mudy wyp³ywa z codziennych kontaktów z m³odymi lud¼mi. Spotykam zarówno obrzydzonych (mniej wiecej tak jak opisuje Nina), ale o wiele czê¶ciej ofiar "odkrywania piêkna matematyki".

Ilu jest zdolnych nauczycieli by uczniom toto odkrywaæ? Daleko wiêcej jest takich, co pozoruj±. Tzn., gadka szmatka, ach jak przyjemnie, jak piêknie. Jak uczeñ nie podchwyci, to wtedy wychodzi cyrk.

A ju¿ niemal archetypicznym efektem jest nieumiejêtno¶æ podsatwowych palcówek, choæby radzenia sobie sobie z potêgami. I to nie z tak± quasi-kolubryn±, jak wy¿ej. Nie, zwyk³e (1/2)^(-1).

To ma sens na mocy argumemtu barowego. Jak idziesz do baru z celem wypicia dwóch piw i masz 20 z³ w kieszeni, to ten cel na nic, gdy spotykasz mi³± lady, której chcesz postawiæ drinka. Wtedy, jak ona ma za tego drinka zap³aciæ (bo 20 z³ to za ma³o wziête), to ten ca³y cel blednie przy pora¿ce. St±d nauczka - bez stówy do baru nie chod¼. I podobnie, jak chcesz w miarê ³atwo trakowaæ potêgi w sztukach dwie, trzy czy cztery, to musisz byæ gotów na 10.

Inna powiastka, to z mojego kumpla, który podnosi ciê¿ary, po to by braæ udzia³ w zawodach. Jak na treningu nie pobije wszelkich rekordów w swej kategorii, to szkoda pieniedzy na transport na zawody.

O, sport, w dodatku do muzki, dostarcza te¿ wielu analogii..
-
2010/10/14 07:22:21
@andsol:
aaaaaa :)))
No oczywiscie popularyzator nauki to to nie byl (pl.wikipedia.org/wiki/Alfred_Szklarski) aczkolwiek jego cykl przygod Tomka Wilmowskiego obudzil we mnie (i calych rzeszach mlodocianych wtedy) glod wiedzy geograficznej.
Latwiutka fabula, naiwna, ale ksiazki przesycone cala masa informacji na temat roznych krajów, l±dów etc. W sam raz dla uczniow podstawowki, ktorym wtedy bylam.

Albo taki Stefan Sêkowski (pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_S%C4%99kowski). Czlowiek szczylem bêdac czyta jego ksiazki i znajduje chemiê dziedzina ciekawa :)

Wtedy takie rzeczy byly dla mnie objawieniem, nie bylo internetu, nie bylo youtube ani google :) a w lokalnej bibliotece tzw. figa byla.
Dzis jest nowa era, mozna sobie obejrzec via video streaming najlepsze wyklady ze swiatowych uniwersytetow.. eh!