Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Prorok pod prąd

Czy rząd oddał obywatelom uczciwie całą godzinę, bez głupiego gadania, że teraz to 60%, a resztę jak sytuacja ekonomiczna się polepszy? O, to świetnie, to masz dziś  w Kraju tylko trzy godziny za sobą więcej niż ja tutaj i jeśli czytasz mnie koło jedenastej rano, to w Brazylii jest ósma i zaczyna się głosowanie.

Do tutejszej północy wyniki będą znane, dla komputerów podsumowanie ponad stu milionów głosów to chleb codzienny. Nim to nastąpi, wrzucę tu moje przewidywania, to moja szansa na ujawnienie parapsychologicznych mocy, wyzwolonych wieluletnim używaniem homeopatii przy mistycznym koncentrowaniu się w oparach esencji kwiatowych.

Ale przedtem poopowiadam to i tamto z miejscowego życia publicznego, a tego i tamtego nazbierało się w ostatnich dniach zupełnie sporo.

Po pierwsze, ogłoszono wyniki ostatnich badań dna morskiego – no i zasoby brazylijskie ropy naftowej podwoiły się z dnia na dzień. Czuję, że cały europejski kapitał, goniący obecnie jak wariat do Angoli, nagle z lekka zmieni kurs i wyląduje w moich okolicach, bo ta ropa zaczyna się tu, przy wybrzeżu stanu Santa Catarina i ciągnie się do góry przez 800 km wzdłuż paru innych stanów, aż do Espírito Santo. Ropa od Świętej Katarzyny aż do Ducha Świętego, kraj to niewątpliwie pobłogosławiony przez KK.

Po drugie, szopka dyskusji telewizyjnych przenicowuje mi wnętrzności i nie rozumiem czemu odruchy wymiotne nie są powszechne. No, kandytat(ka) dotyka na mapie miejsca, w tłumku zgromadzonym przez sieć tv podnosi się człowiek z dutkniętego stanu i odczytuje z tabliczki (a może to mini-tele-prompter?) jakieś oświadczenia w stylu: „mam 28 lat, jestem fryzjerem ze stanu Pará i w moim regionie bardzo ważnym jest problem zachowania przyrody oraz crescimento sustentável (zrównoważonego rozwoju? Nie znam po polsku tych sztamp), co zamierzasz zrobić w tej sprawie?” Nic nie mam przeciw fryzjerom z któregokolwiek stanu, ale prawdopodobieństwo, iż taki człowiek zna termin crescimento sustentável, rozumie o co chodzi i strasznie go to przejmuje, jest mniej więcej takie jak to, że choć nigdy nie interesowałem się tangiem, znienacka potrafię podać nazwiska 10 najsłynniejszych tancerzy tej sztuki.

Z kolei, brytyjski Financial Times jest przekonany, że dla Brazylii byłby lepszy Serra i uważa, że ma on szanse wygrać. Jeśli elity finansowe UK opierały się na dobrze poinformowanych opiniach tego dziennika, to rozumiem czemu takie straszne cięcia budżetowe robią tam teraz.

Owa opinia to typowe oświadczenie przez podstawienie, zamiast ogłosić „wolelibyśmy”, mówią, że to lepsze dla Brazylii. Kochani dziennikarze, przecież ja po miesiącu oglądania Serry całującego medaliki z różańcem utrzymywanym nad łysiną (przeczucie aureoli?) i ni z tego, ni z owego oświadczającego, że wartości rodzinne i życie są najważniejsze (i kto to mówił, że technokraci są bez uczuć), zdumiewam się jak nisko może moralnie wznieść się polityk uciekając od konkretów dotyczących pieniędzy – a te Angole chcą mnie wciepać w ten teatr na cztery lata?

Nawiasek, za szybko wypuścili ten emejl Mariny Silva (20% w pierwszej turze, Partia Zielonych) ze zdecydowanym poparciem Serry – zdążyła ogłosić na czas, że to fałszywka i że ona swoje 20% zarobiła uczciwie, bez brudnych zagrań.

Jednym ze zdumiewających elementów ukazywanych przez badania opinii publicznej jest to, że 2/3 popierających Serrę uważa Lulę za dobrego, lub bardzo dobrego polityka (średnio w narodzie ten wskaźnik dochodzi do zdumiewających 83%). Chwileczkę, jeśli Lula jest dobry i Lula mówi, że Dilma to jego kandydatka, czemu głosować na konkurencję?

Chodzą wieści, że Lula przez swą serdeczną przyjaźń z Chavezem i Castro nie dostanie Nobla, a już miał dostać. Piękne zagrania. Po pierwsze, ma on poprawne stosunki, tak jak należy głowie państwa zachowywać się w stosunku do innej głowy państwa. Nie jestem pewien czy wszyscy Rodacy mnie rozumieją, bo u nas była taka dziwna moda, że gdy pewien schizofrenik wraz z bratem byli u rządu, rozdawali wyceny i opieprze innym głowom państw, ale nie na tym polega taka klasyczna, światowa dyplomacja. Ja oczywiście rozumiem, że gdyby Lula zgodził się na to, żeby w jakimś zakątku Amazonii w tajnym więzieniu torturowano Afganów i Arabów, to zasługiwałby na miano męża stanu (zaręczam, że jakiekolwiek skojarzenia są niezamierzone i przeze mnie nieupoważnione), ale Lula to taki dziwny człowiek, który nie chciał nawet słuchać o zmianie Konstytucji, żeby sobie zafundować trzecią czterolatkę u władzy, a gdy sugerowano, że może dostać wysoką posadę w światowym banku (IMF), powiedział, że nie nadaje się na księgowego.

A w dodatku Serra ma pecha. Nie tylko ludzie niepoważnie wzięli jego ranę od miotu papierową kulką, po którym robił przez parę godzin tomografię komputerową głowy, ale też jego ulubiona muzyka ujawniła w trzeciej zwrotce okropny fałsz.

Otóż przez długi czas twierdził, że on jest właściwym przedłużeniem Luli i bardzo go poważa, a tu coś się zmieniło i co otwiera buzię, to dla opowiedzenia jak obecny rząd nic nie robi i zostawia lud w nędzy, chorobie i beznadziei. I że to przez potworną korupcję, która u niego nie zdarzyłaby się, bo on jest jak świeżo wykąpana owieczka, pachnący i lśniący.

A tu pojawia się artykuł w Folha de São Paulo... Ten artykuł to też piękna historia, zataić afery nie mogli, ale gdyby wcześniej to wypuścili, z pewnością do drugiej tury by nie doszło. Otóż gdy Serra był jeszcze w 2008 roku gubernatorem São Paulo, otworzył licytację na konstrukcję kolejnego kawałka metro, kontrakt (rozbity na 6 kawałków) wart ponad 4 miliardy reali (ponad 2 miliardy i 350 milionów dolarów). Przed paru dniami ogłoszono wyniki tej licytacji, podając 6 zwycięskich grup firm – i następnego dnia Folha de São Paulo ujawniła, że od pół roku znała te dane, swoje informacje nagrała i wideo zarejestrowała już w kwietniu w notariacie. I teraz otworzyła. 100% zgodności danych, czyli licytacja to kompletna lipa. Aureola okazała się balonem.

Ogłaszanie wyników badań opinii publicznej od soboty jest zabronione, wyniki przed brazylijską północą będą znane i większość poważnych i dużych instytutów przewiduje, że z głosów ważnych koło 57% pójdzie na Dilmę, a 43% na Serrę. Ale mam ochotę okazać się prorokiem i podaję moje nieco odmienne typowanie. Przypominam, nie robiłem badań w polu i na ulicy, nie mam setek badaczy, mam jedną głowę i twierdzę, że wyniki będą 62% dla Dilmy i 38% dla Serry.

Jeśli okaże się, że nie miałem racji, ból niewielki, to  zdarza się na tym blogu nie tak rzadko.  Jeśli miałem rację, proszę mnie nie pytać jakie będą wyniki finansowe Sony w 2010, ja tylko raz mam prorocze natchnienie. A jego racjonalne uzasadnienie jest takie.

Procent odrzucających Dilmę zmiejszył się ostatnio, odrzucających Serrę – podniósł się. Rozhuśtanie emocjonalne (rodzina, abort, lesbijka, niszczenie religii) wywołano zbyt wcześnie, niektórzy ludzie już otrzeźwieli i przypomnieli sobie, że komuniści zarzynający dzieci w dziewiątym miesiącu to jedna sprawa, a mafie rozkradające pieniądze i osadzające swoich ludzi na pozycjach to druga, i ta druga jest bliższa codzienności. Z kolei, ta niedziela jest przylepiona do dwóch dni świąt i trzeba mocnej wiary w wartość swego kandydata, by nie przyspieszyć wyjazdu z miasta czy miasteczka na parę dni. Elektorat Dilmy ma silniejszą motywację ideologiczną (to mówią instytuty badań opinii publicznej), a rozczarowanie przykrymi wiadomościami o swoim kandydacie może sprawić, że człowiek postanowi „zamiast iść głosować, wyślę pocztą usprawiedliwienie, że nie było mnie w domu” i wyjedzie. I w końcu, ta sympatia dla Luli u wyznawców Serry... to spora obszar niestabilności, tu też oczekuję drobnych niespodzianek.

Wkrótce okaże się co ze mnie za prorok.

niedziela, 31 października 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/31 22:25:19
Podobno "Folha de Sao Paulo" twierdzi, że jednak 57%. Ale w sumie jakie to ma znaczenie, 57 czy 63, skoro jedno i drugie oznacza wygraną.
To co, andsolu, częstujesz dziś szampanem? :-)
-
2010/10/31 22:46:33
Julek, Ty się znasz na szampanach, wybierz jakiś dobry dla Bobika, bo jak ja wybiorę to on się zaszczeka ze śmiechu...
-
2010/11/01 01:10:09
Tylko bardzo wytrawny proszę. Jakby miał być słodki, to już wolę jagodziankę na kościach.
-
2010/11/01 07:53:00
no to trafiłeś idealnie!
jeśli przyjąć 0,06 margines błędu:) czyli znacznie niższy niż ten na który pozwalały sobie polskie sondażownie przy okazji starcia naszego prezydenta wybranego przez pomyłkę z właściwym ale niewybranym prezydentem.

ale zeby zrownowazony rozwoj wyzwac od sztamp? 6 lat sie glowilem nad tą kwestia w pracy i mysle sobie ze to ze wszyscy prawie wycieraja sobie usta pojeciem ktorego nie rozumieja nie znaczy jeszcze ze ono nie ma sensu. Od dzisiaj bede nawet mowil crescimento sustentável zeby dodac mu powagi:)
-
Gość: Dora, chello089077067191.chello.pl
2010/11/01 10:21:05
Sztampą "zrównoważony rozwój" posługiwał się w Polsce przed ostatnimi wyborami nie kto inny jak Jarosław Kaczyński...
-
2010/11/01 11:44:29
Tak, glomek, wszystko zależy od ustalenia dopuszczalnego błędu. Może to i całe szczęście, że nie jestem dobrym prorokiem, bo to jednak by była spora kompromitacja słynnych instytutów od przewidywania przyszłości, a to są duże przedsiębiorstwa.

Nie słuchałem, Doro, jego dalszych gadułek wyborczych po tym, jak w uprzednich wyborach obiecywał 3 miliony mieszkań. Jak słucham takich bzdur, czuję wstyd za gadającego i mam dosyć.
-
2010/11/01 13:27:00
szampanskie nastroje, dla czesci wiekszej (matematycznie chyba poprawniej niz dla wiekszej polowy?), masz szczescie ze pomyliles sie w prognozach o kilka cos tam, mialem juz plany porwania Ciebie i wyduszenia liczb loterii na przyszly tydzien (ksiazki drogie-pensja marna)
cyfrowe na ekranie PC ognie sztuczne zy zwyciestwo :) :D
-
2010/11/01 14:16:39
W Twoim wypadku, Rysiu, droga do dobrobytu wydaje się łatwa: przestać ogołacać szczecińskie antykwariaty. Co Ty widzisz w tych książkach, przecież to wyszystko to te same literki!