S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
O rybaku i z³otej muszce

Pewien rybak mia³ s±siadkê a s±siadka mia³a krowê. I wspomagali siê jak mogli, ale nie mówiê o krowie, bo by³a ona jedynie podmiotem akcji, dostawczyni± mleka. To s±siedzi wymieniali siê swymi p³odami, rzecz jasna chodzi o rybki i mleko. A pewnego dnia rybka zaoferowana s±siadce by³a tak du¿a i ¶liczna, ¿e odwdziêczy³a siê ona (mówiê o s±siadce) dzbanuszkiem ¶mietanki. I by³ to zupe³nie nowy etap przyja¼ni i s±siedzkiej wspó³pracy, ale wtedy na scenê wlecia³a z³ota muszka.

Prawdê mówi±c, by³a zielonkawa i mia³a nieprzyjemny zapach, a to z powodu jej naturalnego otoczenia, o którym tu mówiæ nie musimy. I wlecia³a wprost do dzbanuszka, co tylko w pierwszej chwili wyda³o siê jej przyjemno¶ci±.

A jednak musimy podkre¶liæ warunki ¿ycia muszki. Nie³atwe, uczyni³y z niej wojowniczkê. I nie mia³a zamiaru poddaæ siê. Tak siê szamota³a, trzepota³a, macha³a i odlotu próbowa³a, ¿e znienacka znalaz³a siê na powierzchni ¶wie¿o udeptanego mase³ka. „C'est drôle, ce n'est pas la merde” orzek³a i odlecia³a na kuracjê odt³uszczaj±c±.

S± ludzie my¶l±cy, ¿e to muszka wymy¶li³a mas³o.

S± inni ludzie my¶l±cy, ¿e mas³o ju¿ by³o znane, ale dziêki z³otej muszce nabra³o swojego s³awnego koloru.

S± jeszcze inni ludzi my¶l±cy, ¿e to od tej bezsensownej historii zacz±³ siê cykl idiotycznych do imentu moralizuj±cych opowiastek.

PS. Oznajmiam, ¿e telemach nie ponosi ¿adnej odpowiedzialno¶ci za te bzdury.

sobota, 09 pa¼dziernika 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/09 05:18:39
Co¶ w tym jest. Czas odklamaæ bajki. Kontynuujcie.
-
2010/10/09 06:00:09
Albo - mniej pracy - wykasujmy XIX wiek, bo wtedy co¶ chyba w powietrzu by³o i wymy¶lali bajdy nie do ods³uchania. Nie znoszê ani dziewczynki z zapa³kami, ani Wandy bez zapa³u do zam±¿obcopój¶cia, ani nazywania ksiêcia Henryka ¯eglarzem, ani legendy o nieskoñczenie m±drym Napoleonie, a gdybym czyta³ klasyków, to chyba nie znosi³bym te¿ Wernyhory, ale lenistwo mnie ocali³o i nie wiem o co chodzi.
-
2010/10/09 08:29:13
Co¶ w tym jest, ¿e szko³a potrafi zniechêciæ do literatury. Na mnie ka¿da pozycja z listy lektur dzia³ala odstrêczaj±co. Do dzi¶ z ca³ej Trylogii najbardziej podoba mi siê "Ogniem i mieczem" - w szkole nie by³o. Wyj±tkiem jest Norwid, traktowany raczej znaczniej gorzej ni¿ taki Mickiewicz czy S³owacki.
Swoja drog± - dlaczego tak w krew weszli nam romantycy, a pozytywistyczna praca u podstaw jako¶ wcale? Za ma³o bajeczne?
-
2010/10/09 09:33:04
@marzatela - poniewa¿ ³atwiej romantycznie postêkiwaæ, ni¿ braæ siê do solidnej roboty, ot co.
-
2010/10/09 09:51:42
Co¶ w stylu - nie podwinê rêkawów i nie zabiorê siê do sprzatania, gdy¿ moim przeznaczeniem sa wielkie, romantyczne zrywy?
-
2010/10/09 15:17:49
Mo¿e k³opot nie w miêsie a w sosie? Gdyby nie by³o to czo³obitne i obowi±zkowo na kolanach podziwianie Mistrzów (i ta przepa¶æ miêdzy geniuszami, potem d³ugo nic, a potem s± mniej cenni...) - mo¿e nale¿y inaczej to podawaæ, co¶ w stylu: "poka¿ 10 najbardziej bezsensownych rzeczy, które dostrzegasz w Potopie"?
-
2010/10/09 16:06:44
"Nie znoszê ani dziewczynki z zapa³kami, ani Wandy bez zapa³u do zam±¿obcopój¶cia, ani nazywania ksiêcia Henryka ¯eglarzem, ani legendy o nieskoñczenie m±drym Napoleonie, a gdybym czyta³ klasyków, to chyba nie znosi³bym te¿ Wernyhory, ale lenistwo mnie ocali³o i nie wiem o co chodzi".

To dziwne, ja mam podobnie. Szewczyk Dratewka nape³nia mnie odraz±, likwidacja biodywersyfikacji tu bierze swój ideologiczny pocz±tek. Brzydkie kacz±tko (jedna z najbardziej rasistowskich tyrad jakie kiedykolwiek czyta³em -sugeruje wy¿szo¶æ ³abêdzia nad kaczk±) powinno byæ zakazane poni¿ej lat 18-tu, Kopciuszek ju¿ niegdy¶ wydawa³ siê podejrzany (obrazy samookaleczenia w sensie ucinania sobie piêty aby pasowa³a do trzewika w celu zaspokojenia przerostów Ego macochy) - ju¿ jako pacholê dostawa³em md³o¶ci. O prymitywnych aluzjach natury brudnawo-erotycznej w Spi±cej królewnie lub Czerwonym kapturku ju¿ nie wspomnê.

B³êdem jednak by³oby wi±zanie tego wszystkiego z polsk± tradycj± romantyczn±. Winni s± Niemcy (którzy ju¿ tak mieli wtedy). A dok³adnie zboczeni bracia Grimm. Nasze parê oryginalnych przyczynków, to w porównaniu z teutoñskim overkillem chorej wyobrta¼ni na us³ugach deprawowania i og³upiania dzieci - to peanuts. W tradycji francuskiej wygl±da³o to lepiej. Tam jest nitka ³±cz±ca Ezopa z LaFontainem. Tam chodzi o kondycjê cz³owiecz± wewogle. Jasny mora³, krótka forma i nierzadko autoironia.

Czyli lepiej nie wszystko do jednego wora. Nie wszystko.
-
2010/10/09 22:22:56
Zgoda na kolejne punkty: nie tylko my, Niemcy wielkie w tym kierunku zas³ugi maj± (ten Dom Henrique Navegador to robota jakiego¶ romantycznego niemieckiego historyka z XIX w.) i bajki La Fontaine'a to inna klasa. Ale chyba s± i inne ¼ród³a tego pitulonka, nie tylko dzieciêce moralizowanko na niedzielne ¶niadanko. Mam wra¿enie, ¿e wiele z³ego przyczynili te¿ popularyzatorzy wiedzy ze swoimi genialnymi dydaktycznymi uproszczeniami (Washington Irving na du¿y pomnik tu zas³uguje) i dziêki nim wiele piêknych opowie¶ci o zmaganiu siê wizji nowych z uprzednio obowi±zuj±cymi zamieni³o siê w bezzapachow± s³oikow± papkê o nierealnie piêknych kolorach.
-
2010/10/09 23:14:07
Tylko angielska ironia mo¿e nas uratowaæ...
Nie zliczê ilu potwornych lektur uda³o mi siê unikn±c dziêki czytaniu pod ³awk± amerykañskiej literatury wspó³czesnej (choæ francuskiej mniej wspó³czesnej te¿, za to z wyciskaj±cymi z oczu opisami, co sobie robi³a Fantyna, ¿eby Kozeta mia³a dobrze. Ale i tak zawsze wola³am Colette z jej pikantno¶ciami...). A tak zda³am maturê z polskiego na 5, he he.
-
2010/10/10 01:08:17
@andsol:
"Ale chyba s± i inne ¼ród³a tego pitulonka, nie tylko dzieciêce moralizowanko na niedzielne ¶niadanko".

No pewnie. Zrodlo numer jeden i niepodwazalne to Stary Testament (Nowy zreszta tez ale troche mniej).
Tam dopiero sa bajki, i wszystkie z moralem, bardziej zreszta zblizonym do prawdziwego zycia niz te wszystkie obowiazkowe szczesliwe zakonczenia.

Ja mysle, ze bajki to byla taka prymitywna proba zaspokojenia tych samych potrzeb, ktore dzis zapokajaja telenowele i hity hollywoodzkie. Zawsze sie dobrze konczy, cnota zwycieza, pitu pitu.
No bo, jesli nie ma chociaz tej namiastki i uludy to iluz ludzi po prostu pochlastaloby sie têpym no¿em albo strzelalo z baranka w ¶cianê codzien, az do zupelnego splaszczenia mózgu...? A tak im sie z czasem, powoli i bezbolesnie, sam rozplaszczy...