Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jeszcze tydzień niepewności

Zaskoczyła mnie gwałtowność ataków na Dilmę ze strony prawicy. Widocznie po 8 latach oddalenia od władzy,  apetyt jest okropny. W argumentacji ekonomicznej logiki ani kropki (skoro Serra chce utrzymać programy Luli w kwestiach opieki nad najuboższymi, to czy nie lepiej, by dbała o to partia Luli, a nie partia Serry, która przedtem miała na to wiele lat?), więc kierunek ataków coraz bardziej przesuwa się na kwestie moralne i osobiste. Dilma rzekomo ma być nieznana i wzięta znikąd (no, jeśli ktoś doszedł do prowadzenia Ministerstwa Kopalń i Energetyki, jednego z najważniejszych tu, to chyba miał solidne CV jako administrator) i podobno jej otoczenie jest skorumpowane. Rzucanie cienia tak naganne, że Najwyższy Sąd Wyborczy zabronił używania w programach wyborczych Serry zwrotu „turma da Dilma”, grupka Dilmy, sugerującego, że to grupka ludzi zanurzona w skandalach. I choć ona unikała ujawniania swego życia prywatnego w tv, przekonano ją, że do zdemontowania plotek o jej homoseksualizmie wystarczy pokazać ją z córką, a potem z wnuczkiem w ramionach.

Został argument o aborcie. Subtelnie, ot, tak jak biskup Luiz Gonzaga Bergonzini, twierdzący, że Partia Pracowników dopuszcza przerywanie ciąży nawet w 9tym miesiącu. Oczywiście dowodzić tego nie trzeba, skoro biskup mówi, to musi to być prawdą. A biskup nie tylko mówi, ale i głośno protestuje, że ponad 2 miliony zatrzymanych przez policję pamfletów, nakazujący wiernym nie głosować na Dilmę, to wyraz pozycji filozoficznych Narodowej Konferencji Biskupów, i przechwytywanie tego to gwałt na Kościele.

Mimo tego kampania nienawiści nie przynosi rezultatów takich jak wśród ewangelików. Tam Serra argumentacją o aborcie zdobył (wedle najświeższych badań opinii) przewagę 44% przeciw 42% Dilmy – ale wśród katolików prowadzi ona w stosunku 54% do 37%

Jeśli chodzi o rozwarstwienie regionalne, to Południe (znacznie bogatsze) jest z Serrą (50% przeciw 41% Dilmy) – cóż, pieniądze na programy przeciw biedzie nie przyjdą z drukarni, więc ktoś dostanie mniej... A kto obecnie dostaje więcej? Słynne z endemicznej, wielowiekowej biedy, z „przemysłu suszy” (idą pieniądze, ale do polityków) i ze współczesnego feudalizmu Nordeste, daje Dilmie przewagę 65% przeciw 28% Serry.

A jak kolor skóry wpływa na poglądy? Wśród tych, którzy deklarują, że są Czarni, Dilma prowadzi 59% do 29%. Wśród Białych (też zgodnie z ich własną deklaracją), ma ona 45% przeciw 44% Serry.

W połowie miesiąca, gdy programy Dilmy zaczęły ostrzej odpierać zarzuty i oskarżenia, propaganda Serry oznajmiła, że powodem tego jest polepszenie się jego wskaźników, dając w praktyce techniczny remis. Cztery dni później ogłoszono wyniki instytutu Vox Populi, wskazujące, że Dilma odzyskała znowu parę punktów i prowadzi w stosunku 51 do 39 (a gdyby odliczyć głosy nieważne, to 57 do 43). Serra natychmiast sypnął serią oskarżeń o kłamstwach, fałszerstwach itp., ale po dwóch dniach inny ceniony instytut, Datafolha, ogłosił wyniki w praktyce identyczne. Ton oskarżeń Serry zmienił się nieco, nie ma mowy o fałszerstwie ale o zafałszowywaniu i ogólnym braku sensu takich badań.

A w rozpędzie opowiadania o swoich osiągnięciach politycznych, przypisał sobie (używając zaimka „ja”, a nie „my”, pojawiającego się gdy trzeba wykazać godność osobistą i historyczne znaczenie) parę udanych programów, które z pewnością nie były jego.

Zwalczanie AIDS (jeden z najlepiej przeprowadzonych programów na całym świecie) wprowadziła Lair Guerra (biolog) w 1992 roku, gdy rządził Fernando Collor.  Rozwinął ten program minister Zdrowia Adib Jatene w 1995 roku. Nawiasem, nie mówi on dobrze o późniejszych działaniach Serry w tym Ministerstwie.

„Stypendium Szkolne” nie wprowadził Serra a Cristovam Buarque w 1995 roku, były rektor Universidade de Brasília, gdy rządził w Dystrykcie Federalnym w rządzie Partii Pracowników.

Serra nie wprowadził też zasiłku dla bezrobotnych, bo to było dzieło prezydenta José Sarney, z 1990 roku.

I to ten kandydat głosi potrzebę etyki i wartości chrześcijańskich w brazylijskim społeczeństwie.

niedziela, 24 października 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: prezio, bze218.internetdsl.tpnet.pl
2010/10/24 07:56:00
Ja znam zycie z Polski, więc jestem pesymistą. Ale zyczę Dimie powodzenia.
-
2010/10/24 08:39:27
Piszesz Zaskoczyła mnie gwałtowność ataków na Dilmę ze strony prawicy. Widocznie po 8 latach oddalenia od władzy, apetyt jest okropny, tak jakbyś nie obserwował z oddali szaleństw nadętego, obrażonego na wszystkich gnoma z popsutym uzębieniem. Polityka światowa oglądana przez pryzmat tej w Polsce przestaje dziwić i zaskakiwać (vide komentarz prezia).

A tak na marginesie - piszesz o preferencjach wyborczych self proclaimed Białych i Czarnych. Czy Czarni to wszyscy nie-biali? Z moich podróży po Brazylii pamiętam, że większość jest raczej inbetween.

-
2010/10/24 09:46:07
Co do analogii z Polską, to na szczęście nie ma. Nie sądzę, by na ewangelii nienawiści najzręczniejszy populista mógł tu wydusić więcej niż 10% poparcia. To takie gdybanie na podstawie historii brazylijskiej. Myslę, że Partia Lewitowania miałaby lepsze osiągi - i w gruncie rzeczy miewa, bo czym są ter rojenia skrajnej lewicy i marzenia o raju w wydaniu Zielonych?

Co do koloru skóry, gdy spędzałem więcej czasu na windsurfie niż na uczelni w Ceará, miałem prześlicznie brązową skórę (dziś nawet się sobie dziwię, że żadnych kremów ochronnych nie używałem i nic się nie stało). Może dlatego oznaczenie skóry nie jest formalnym wyznaniem, rzadko napotyka się je w jakichś bardziej formalnych dokumentach i kto nie chce, nie deklaruje. A kto deklaruje, robi to na podstawie swoich przekonań. Znajoma o takiej karnacji jak moja podaje się za Czarną, bo choć taka ona wyszła z mamy, całe jej rodzeństwo jest dużo ciemniejsze. Czasami statystyki używają terminu pardo (szary?), ale większość osób słysząc to wzrusza ramionami.
-
2010/10/24 12:39:00
Ciekawy szczegół, że argument aborcyjny robi mniejsze wrażenie na katolikach niż ewangelikach. Skądś to jakby znamy: zakazy i nakazy religijnej wierchuszki są traktowane przez wyznawców jako taka partyjna mowa-trawa, którą oficjalnie trzeba popierać, ale w praktyce, jak sukienkowego nie ma pod ręką, nie trzeba się nią szczególnie przejmować.
Już się zacząłem zastanawiać, czy jest drugie wyznanie tak pełne hipokryzji jak katolickie, ale potem przypomniałem sobie znajomych wyznawców Allaha, powołujących się przy każdej kolejnej szklaneczce whisky na jego miłosierność i stwierdziłem, że różne pałace są warte różnych Paców. ;)
-
2010/10/24 16:49:47
Twój argument (z pewnością mający znaczenie) uzupełniłbym małym opowiadaniem o pewnym bardzo znanym tu pastorze o imieniu Silas Malafaia. Potem spróbuję wyjaśnić jakie okoliczności dają mu większą niż należy możliwość oddziaływania na lud.

52 lata, psycholog, utrzymujący styl dyskursu, który Brazylijczyk lubi, i wypełniający ten dyskurs mieszanką zdroworozsądkowego poradnictwa rodzinnego, uproszczonych wizji społecznych, skrajnie konserwatywnych postaw o przyczynach zła na świecie (sztan oraz homoseksualiści, bien sûr) i w momentach uniesienia natchniony krzykun w klasycznym stylu pentekostalnym. Porównania z lepszymi momentami Radia Maryi byłyby zasadne. Jest tak popularny jako mówca, że choć ewangelicy dzielą się i mnożą (to chyba to samo) na grupy i Kościoły, jest zapraszany jako mówca do wielu z nich. Do niedawna był wiceprzewodniczącym jakiegoś ogólnego ciała Zgromadzenia Bożego (Assembléia de Deus) i ma stały program w tv Band. Wypyszcza tam ostro przeciw Kościołowi Uniwersalnemu i paru innym. A że wielu ewangelików odstręcza pazerność tego towarzystwa, takie gadanie jest dobrze widziane.

Bardzo zdecydowanie opowiedział się za Serrą - co pokazuje wyższość ideologii nad ekonomią, bo to partia Luli (PT) ułatwiła, a partia Serry (PSDB) utrudniała znacznie rozprzestrzenianie się zgromadzeń i budowę obiektów kultów religijnych. Zabawne, nie? Rzekoma skrajna lewica, za homoseksualizmem i abortem, tak pomaga wiarom i sektom jak nikt od czasu dyktatury, ale tamta używała inne religie jako obronę przeciw Teologii Wyzwolenia.

Reakcja rządowa (tego czy przyszłego rządu) jest niemożliwa, choć jest oczywistym wykroczenie przeciw zasadzie rozdziału państwa i religii. Kary mogą być natury finansowej, ale uderzenie tylko w Kościół Malafaii zrobiło by z niego męczennika. Uderzenie w większą grupę, np. we wszelkie odłamy Assembléia de Deus byłoby zdecydowanie niesprawiedliwe. A takiego cyrku biskupi katoliccy nie mogą odpalić, bo jeśli (jak Malafaia) pojawią się w garniturach to mało kto ich rozpozna. A jeśli w purpurach, to następny rząd mógłby zasadnie odwołać dany im przez Lulę konkordat, a jaki miś lubi odgrodzenie go od ula. Więc robią krecią robotę, ale w sposób tak głupi jak z tymi milionami pamfletów, które policja ma pełne prawo i potrzebę przechwycić.

Całe to wiązanie moralności, rodziny i seksu w Brazylii jest jeszcze bardziej absurdalne niż w Polsce. Nie chce mi się szukać danych, ale są tu wielkie miliony nieślubnych dzieci, par żyjących bez przyzwolenia kościelnego czy notarialnego; prawo do abortu jest sensownie zredagowane i bezsensownie rozszerzane bez policyjnej represji; zakończenie akcji rozpłodowej tak u kobiet jak i mężczyzn legalne i powszechne (laqueadura dla pań, vasectomia dla panów); miliony panów udają panie w czasie karnawału, czyli jakieś motywy wewnętrzne ku temu mają - więc po co ten cały pic religijny?
-
2010/10/25 00:16:49
Po co? Może jak nie wiadomo o co chodzi, to o pieniądze, że tak trywialnie się odezwę. Taka teatralna maszyna loteryjna, powielona w milionach egzemplarzy, działająca w odwrotną stronę, bo zawsze służy do zbierania wygranych, nie zaś ich wypłacania choć od przypadku do przypadku. Biedni ludzie, gdy poddani.