S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Un souvenir

Zgadnij co jest przedmiotem zainteresowañ cz³owieka, który ma artyku³y z takimi tytu³ami: ¯ó³te ciastko, Idea³y gier, Historyczne wymuszanie dla g³êbi, S³odkie i kwa¶ne i inne smaki, Idea³y Mycielskiego, Ile we wszech¶wiecie jest s³odyczy?, Goni±c za srebrem.

No dobrze, dobrze, zagra³em trochê nierzetelnie. Nazwisk nie t³umaczy siê, powinno byæ: Pod±¿aj±c za Silverem. Ale tak czy inaczej, poetycko. Ciekaw jestem czy on to tak z siebie czy te¿ jest w tym wp³yw jego mistrza, profesora z Jerozolimy, Saharona Shelaha. Shelah jest synem poety – a Andrzej Ros³anowski ma z nim ponad æwieræ setki wspólnych publikacji. Ach, gazety nie rozs³awiaj± wielko¶ci, które nie ¶piewaj± ani nie kradn±, wiêc je¶li nie s³ysza³e¶ o Shelahu to normalne, choæ to jeden z najwiêkszych w logice matematycznej. Mo¿e po prostu najwiêkszy.

Nie dla naszej nauki pracuje dzi¶ Ros³anowski, bo w Nebrasce. Ale tak naprawdê nie o nim chcia³em pisaæ a o jego mamie. Bo znienacka przypomnia³a mi siê pewna wroc³awska historyjka.

Krystyna by³a nie tylko m±dra ale i piêkna. I wcale swojej urody nie rozgrywa³a, ale rzuca³a siê w oczy i co¶ siê rzuci³o na mózg naszemu docentowi X. Pod jakim¶ pretekstem umówi³ siê z ni± na egzamin nie w Instytucie a w ca³kiem bliskim niego w³asnym mieszkaniu, w niedzielny poranek, a pogoda by³a ¶liczna i docent dogrzewa³ swoje sportowe cia³ko na balkonie i z daleka wypatrzy³ j± id±c± po ulicy. Wiêc gdy zastuka³a do drzwi by³ ju¿ mile wyperfumowany, naturalnie rozwichrzony i opatulony w ujawniaj±cy mêsk± ow³osion± pier¶ szlafrok. Otworzy³ drzwi i zapewne mia³ przygotowane jakie¶ zgrabne wej¶cie, ¿e proszê, ¿e on siê tylko przebierze, ale nie zd±¿y³, bo Krystyna mia³a refleks. „Och to ja wrócê innego dnia kiedy pan docent bêdzie ju¿ zdrowy” i zostawi³a £owcê Przygód w stanie, w którym móg³ nadal opalaæ siê a¿ do skutku. Wiedzieli¶my, nie komentowali¶my, ale co¶my sobie na docenta X patrzyli z rozbawieniem tego nikt nam nie odebra³.

poniedzia³ek, 02 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/02 11:26:25
Sk±d wiemy, ¿e docent siê grza³ na balkonie i co sobie planowa³?
-
2010/08/02 18:27:14
Co sobie planowa³ nie wiemy, raczej domy¶lamy siê. Krystyna ju¿ po wyznaczeniu miejsca i daty przez docenta przekaza³a przyjació³kom swoje zaskoczenie, parê osób o tym wiedzia³o. Która¶ z nich ujrza³a docenta w ów poranek na balkonie, miejsce (wówczas niewiele by³o bloków z balkonami w centrum pl. Grunwaldzkiego) by³o z oddali ¶wietnie widzialne. Historia by³a dobrze pamiêtana w³a¶nie dlatego, ¿e znacznie odbiega³a od obyczajów przyjêtych w ¶rodowisku wroc³awskich nauk ¶cis³ych.
-
2010/08/02 22:59:57
Mnie najbardziej by interesowa³o, jakie by³y te inne smaki, poza s³odkim i kwa¶nym? ;)
-
2010/08/02 23:47:47
Nie powiem. Bo wprawdzie wszyscy we Wroc³awiu tego ciasta siê imali nieuchronnie i nawet nie narzekam, ¿e mnie nim faszerowano, ale w inne po¿ywki poszed³em pó¼niej, i nie wiem. A jak nie wiem, to nie powiem.