|
Blog > Komentarze do wpisu
Przed podróżą
– Chowaj chleby – rzucił karczmarz żonie. Nie musiała go pytać
o co chodzi, bo przez okno dojrzała zbliżającego się Mistrza i jego
siedemnastu uczniów.
– Wchodźcie i siadajcie – przywitał wchodzących. Witam was chlebem
i solą. Chwilowo mamy na stole sól.
– Ach, zapełni się stół, bo zrobimy zaraz tu ucztę – rzekł Mistrz.
– Tak? – uprzejmie zdziwił się karczmarz. – Będzie jakiś cud?
– Ależ nie, tylko tradycyjna uczta przed podróżą. Ostatnia wieczerza.
Uczniowie potwierdzili tę wieść zgodnym mrukiem.
– A dokąd to was drogi zaniosą?
– Do Indii. Daleko stąd.
– Azaliż to w Egipcie?
– Ależ nie, to w drugą stronę. Ale nie marnujmy czasu, szykuj nam
ucztę, dobry człowieku.
– Świetnie. Ale przed podróżą za uczty pobieramy z góry.
– Zaliczka?
– Nie, Mistrzu, całość, wraz z napiwkiem dla mojej żony.
– Bardzo ostre są twoje zasady – rzekł Mistrz. Ale co mi tam.
Kochani, robimy składeczkę.
Piątka uczniów, najzasobniejszych, bo nie rybaków lecz z rodzin imających
się handlem hurtowym rybami, znienacka skoczyła ku drzwiom, a najstarszy z
nich, Kofilon, w pośpiechu oznajmił:
– Jak mogliśmy zapomnieć! Nie uczty nam w głowie, do chorych gnać
musimy, by pociechę im nieść przed zachodem słońca! – i bardzo szybko
cała piątka znikła w oddali.
Mistrz uśmiechnął się do pozostałej dwunastki, ale nim uśmiech dopłynął do
oczu, dotarł do nich widok jedenastu uczniów pokazujących puste kieszenie.
Zastanowił się przez chwilę i obrócił się ku dwunastemu mówiąc:
– Hmmm?
– Mistrzu – rzekł ów – skąd ten stereotyp? Czy myślisz, że
jeśli ktoś ma na imię Juda, to jest bankierem?
– Uczniu mój umiłowany, nie zaczynajmy w tej samej chwili innego wątku.
Ustalmy się przy kwestii: masz srebrniki?
Judasz westchnął i spytał karczmarza:
– Ile trzeba? – a usłyszawszy odpowiedź jęknął boleściwie. –
Czyż masz oczy tak przenikliwe, iż widzisz, że właśnie czterdzieści
srebrników mam ze sobą? Więc weź je, weź!
Karczmarz wziął, podziękował i siadł na ławie.
– No i co? – spytał Mistrz.
– Przecież podziękowałem! – wyjaśnił karczmarz.
– A wieczerza, za którą zapłaciliśmy właśnie?
– Ach tamta? Była zjedzona przed dwoma miesiącami. Cieszę się, że już
tę przedostatnią spłaciliście, bo na zapłatę za przed-przedostatnią czekałem
przez pół roku.
– Czy to znaczy, że nas dziś nie ugościsz?
– Ależ ugoszczę, z rozkoszą. Ale płatność z góry. Norma zakładu.
Mistrz westchnął i spojrzał bardzo smutnie na Judasza.
– Czy nie da się czegoś zrobić?
– Zrobić zawsze się da – pesymistycznie odparł Judasz – ale to robienie bokiem mi wyjść może. Ile,
znowu czterdzieści?
– Nie – pospieszył z wyjaśnieniem karczmarz. – Przy płatności
z góry będzie upust. Tamtych pięciu nie wróci?
– Myślę, że nie dzisiaj – rzekł Mistrz. To ile trzeba w tej
sytuacji?
– Trzydzieści srebrników – pokręcił niechętnie głową Judasz. – Dobrze, już gonię do mych znajomych. Karczmarzu, możesz zacząć piec owieczki. Ale... wiesz chyba, Mistrzu, że szybkie kredyty miewają nieprzyjemne warunki spłat? niedziela, 08 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2010/08/20 09:31:30
Bardzo postmodernistyczny tekst, niosący tyle samo treści co dzieła Pana Dan Browna.
2010/08/20 12:55:47
Don Brown... Dziwne z nim mam. Kupiłem kiedyś Secrets of the Code (kompilacja tekstów, 2004, Dan Burstein), bo wydawca wykorzystał okazję, żeby zgromadzić wiele rozsianych i mądrych esejów związanych z historią i religią. A co do samego rzeczonego, tak mnie pociąga jak Paulo Coelho, a Coelho tak jak Brown. Słyszałem też, że był film...
|
|
- Nie pierdziel, tylko zasuwaj - rzucił Mistrz niecierpliwie. Z kuchni dobiegało smakowite skwierczenie i radosna krzątanina.