S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Paranoja

Pewien cz³owiek by³ Amerykaninem i ¿y³ w Stanach. I ¿y³ tam od wielu lat i od wielu lat by³ Amerykaninem. A przedtem nie by³.

A w domu mia³ telefon. I telefonu u¿ywa³ rzadko, bo wiele czasu spêdza³ w pracy i tam mia³ telefon i komputer i mnóstwo rozmów, wiêc cieszy³ siê, gdy w domu telefon by³, ale milcz±cy. A telefon te¿ tak wola³. I by³ na tak zwany wszelki przypadek. Czyli na niemejlowe kontakty z rodzin±. Albo z przyjació³mi.

I pewnego dnia Amerykanin zadzwoni³ do jednego z nich. Numer wydzwaniany by³ d³ugi, bo choæ dzwoni³ do Ameryki, to do zupe³nie innej, która wcale nie nazywa siê Ameryk±, a Brazyli±. I powiedzia³ parê s³ów w jêzyku, który nie by³ amerykañski ani brazylijski, ale nie by³ te¿ arabskim czy farsi czy bahasa, a szele¶ci³ i szemrza³. A s³ów powiedzia³ tylko parê, bo od przyjaciela us³ysza³, ¿e ów mia³ w³a¶nie co¶ na g³owie (a co¶ na g³owie zazwyczaj odbiera g³os) i ¿e oddzwoni za parê minut. Ale minuty bywaj± ró¿ne i tym razem by³y d³ugie i przyjaciel oddzwoni³ po pó³ godzinie.

I Amerykanin powiedzia³ mu: wiesz, dziwna sprawa. Parê minut po zadzwonieniu do ciebie odezwa³ siê telefon i my¶la³em, ¿e to ty. Ale to nie by³e¶ ty ani rodzina, a jaki¶ g³os zapyta³ mnie po angielsku czy mówiê po angielsku, a gdy powiedzia³em, ¿e mówiê, rozmówca przesta³ byæ rozmówc±, bo siê roz³±czy³.

Wiêc przyjaciel z Brazylii zadziwi³ siê  telefonem i pytaniami, które ludzie przez telefon sobie zadaj±, i gdy koñczy³ rozmowê,  powiedzia³ z akcentem, którego kiedy¶ nauczy³ siê z West Side Story: I love America. America is beautiful country.

A potem my¶la³ o kraju, z którego kiedy¶ wyjecha³ i o tym, ¿e tamten kraj te¿ chyba wyjecha³ i teraz jest gdzie¶ indziej.

pi±tek, 27 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/27 01:37:55
Przepyszna anegdota. Je¶li to anegdota. Je¶li nie, to wtedy nie. I poproszê o czas do namys³u.

Ale tak daleko to oni jeszcze chyba mimo wszystko nie s±:


Rok 1975. Lipiec. Upa³ w Moskwie. Zar wal±cy z nieba. Poszukiwania budki telefonicznej. Wreszcie sukces. Nagle przera¿enie, bo oto zgin±³ karteluszek z zapisanym numerem pod ktory chcialem zadzwonic. Ale znam nazwisko. I nazwe ulicy. Szukam ksiazki teklefonicznej. Nie ma. Biegne na pobliska poczte. Cudzooziemcom bez specjalnego pisemnego zezwolenia w³adz nie wydajemy. Dzwonie na informacje. Pani z informacji kaze czekac na polaczenie z wolnym pracownikiem upowaznionym do wydania informacji. Czekam. Czekam. Czekam.
Czekanie przerywa pisk opon szarej wo³g hamuj±cej przy krawê¿niku. Nawert nie bilii. Po prostu przesluchali na okolicznosc podejrzenia o szpiegostwo. Jakis gosc z obcym akcentem podejrzanie wypytuje sie o numery telefonow radzieckich ludzi. Przesluchali i wypuscili. Nie przepraszajac, bo za co?
Ale gdyby to bylo tak z 15 lat wczesniej to ja tam nie wiem.
-
Go¶æ: JS, 87-205-86-195.adsl.inetia.pl
2010/08/27 01:55:33
Ten sam rok 1975. Tak mniej wiêcej, nie b±d¼my drobiazgowi. Pocztówka wys³ana z podró¿y. Na niej adres, krótki - Iksiñski, Shanghai. Adresat w Pañstwie ¦rodka od miesi±ca. Nie musieli przes³uchiwaæ i pytaæ o szpiegostwo ani o nic. Wszystko wiedzieli. Dorêczyli.

-
2010/08/27 02:02:06
No, jak by Ci powiedzieæ. Anegdota, ale z ¿ycia, sprzed paru dni.

Widzê, ¿e wiele straci³em. Z owego ¶wiata czujnych s³u¿b zaliczy³em tylko pó³ godziny przejazdu poci±giem (z przylepionymi na zewn±trz stra¿nikami, ¿eby uniemo¿liwiæ szpiegom i wrogom ludu otworzenie w czasie jazdy drzwi i wskoczenie na gapê do Kraju Przysz³o¶ci). A poniewa¿ cia³o moje, do Rumunii z Rzeszowa wiezione, geograficznie w Macierzy Wolno¶ci siê znajdowa³o, kilogramem pomidorów wype³nione by³o, bo go³y czerwony pomidor ze wzglêdów higienicznych nie móg³ wjechaæ tam bez buma¿ki, wiêc ca³y kilogram musia³ wjechaæ we mnie. A pozosta³e 4 kg pomidorów w moich 4 towarzyszach wyprawy. Dlatego pobyt mój w Kraju owym z pomidorow± czerwieni± mi siê kojarzy.
-
2010/08/27 03:13:50
£ups, przez kilka lat z paroma kumplami koñczyli¶my maile (wszystkie, na dowolny temat) ¿artobliwym, nawi±zuj±cym do Echelona, wyra¿eniem "Bomb America!". £ups.

:)
-
2010/08/27 03:24:43
Pewien miedzynarodowy instytut naukowy w Austrii. Pracowalem tam pare lat.

Jednego dnia zadzwonilem do bibliotekarza, Szwajcara, bo chcialem sie z nim spotkac. "Nie moge teraz" powiedzial. "Mam goscia. Jak skonczymy to dam ci znac".

Zadzwonil za pol godziny. Poszedlem do jego biura. "Ten facio to z Biblioteki Lenina w Moskwie. Co za cham. Nie dosc ze mierzyl dlugosc polek, to w ogole sie nie przedstawil".

Uplynelo 10 minut. Nagle wpada gosciu, czerwony na twarzy i strasznie zdenerwowany. "Mr. P.!!!" wola od progu. "Zapomnialem sie przedstawic!!! Jestem Bielokurow. Z Biblioteki Lenina!!"
-
2010/08/27 03:51:28
"Rok 1975. Lipiec. Upa³ w Moskwie. Zar wal±cy z nieba."

Troche pozniej. lata 80. Tez Moskwa. Kolega zgubil "putiowke". To osobna historia. Tzreba isc do polskiego konsulatu. Ale gdzie?...

Na szczescie na rogu ulicy stoi "Sprawocznoje Biuro" - taki okragly kiosk z babuszka w srodku. Pytamy: "Kak nam nada idti k Polskomu Pasolstwu?" Babuszka nie kontaktuje. "Polskoje Pasolstwo" wyjasniamy. "Polsza, Polsza" zeby nie bylo watpliwosci. Babuszka sie rozjasnia i gdzies telefonuje. Po czym udziela wyczerpujacej odpowiedzi: "Takowo w Moskwie niet!"
-
2010/08/27 04:01:15
Czy ja nie umiem opowiedzieæ takich piêknych historyjek o Brazylii z ignorancji czy z naiwno¶ci?

Kiedy¶ w Fortalezie s±siedzi, fajni ludzie (prawie ca³a ulica tam by³a z s±siadów, fajnych ludzi) zapytali mnie czy¿bym siê naturalizowa³ - bo mieli odwiedziny z policji federalnej, która wypytywa³a o mnie. Chcieli wiedzieæ czy mieszkam sam, mówi±c nie po portugalsku i maj±c wiele wizyt dziwnych ludzi. Gdy us³yszeli, ¿e mieszkam z Brazylijk±, mówiê po tutejszemu, biorê udzia³ w churrascos (grillach), które oni robi± i kibicujê za Brazyli± (by³ Mundial), byli zadowoleni na zewn±trz - i chyba wewn±trz, bo naturalizacja posz³a szybko i g³adko.

£adnie siê zakamuflowa³em.
-
2010/08/27 04:18:03
"Czy ja nie umiem opowiedzieæ takich piêknych historyjek o Brazylii z ignorancji czy z naiwno¶ci? "

Moze Brazylia to normalny kraj?....
-
2010/08/27 05:02:43
Hmm... bêdê musia³ przemy¶leæ ten pomys³. W istocie, jedyne sytuacje gdy s³yszê tu co¶ o szpiegach (espiões), to przy meczach pi³karskich, gdy trener jednej dru¿yny wysy³a olheiros (wypatrywaczy? wyszukiwaczy? Na pewno nie "dozorców", których sugeruje s³ownik PWN) na mecz konkurencji, ale nie s± oni przebrani za zaj±czki ani za sprzedawców gumy do ¿ucia. Po prostu kupuj± bilet i patrz± jak inni graj±.
-
2010/08/27 05:37:07
Jak juz mowimy o szpiegach... Gdy w latach 70 pracowalem na Politechnice Warszawskiej, mielismy wspolprace z Politechnika w Rydze. Polegala ona na tym ze ktos z Rygi spedal troche czasu w Polsce, a ktos z Polski powinien spedzac troche czasu w Rydze. Oczywiscie, na pierwsza opcje byl tlum chetnych, na druga nikogo...

No, ale jednego razu przyjechal profesor z Rygi i nie bardzo bylo co z nim robic, wiec poszlismy na kawe do wydzialowego klubu, i stajac w ogonku wdalismy sie w dyskusje. Poniewaz nie bylo o czym dyskutowac, z glupia frant zapytalem go "Skolko czielowiek u was w institutie rabotajet?" Na takie pytanie w oku zapalila mu sie iskra czujnosci, kuksnal mnie lokciem w bok i powiedzial: "Razwie li takoj malienkij szpionaz?"...
-
2010/08/27 10:22:51
Lata osiemdziesi±te. Matka czworga doros³ych dzieci tu oraz najstarszego syna na sta³e zamieszka³ego w RFN, dostaje list od niego, w którym prosi o ostro¿no¶æ, bo jego syn (jej wnuk) zosta³ przyjêty do policji. Pisze te¿, ¿e nie bêdzie ju¿ móg³ matki i rodzeñstwa zaprosiæ do siebie.

Kobieta w czasie wojny zosta³a przez Niemców z dwojgiem dzieci przesiedlona z okolic Suwa³k na Litwê ze starowierami, wróci³a z jednym dzieckiem (drugie nie prze¿y³o) i drugim mê¿em. Pierwszy zgin±³ na froncie, dosta³a od Niemców zawiadomienie. Drugi m±¿ by³ Rosjaninem. Po latach, gdy najstarszy syn by³ ju¿ ¿onaty i mia³ dziecko (ww wnuka) odwiedzi³ j± pierwszy m±¿, ktory jak siê okaza³o prze¿y³ wojnê, o¿eni³ siê z Niemk±, dzieci wiêcej nie mia³. Gdy owdowia³ uzna³ ¿e zabierze pierwsz± ¿onê i jej wszystkie dzieci do Niemiec. Okaza³o siê, ¿e jego rodzina (pochodzeniowa) st±d wiedzia³a, ¿e ¿yje, ¿e mu siê powodzi, ale "wdowy" nie informowa³a. Kobieta d³ugo nie mog³a siê pozbieraæ po tej wizycie. Ale ich syn ze swoj± rodzin± wyjecha³, bo czeka³o go tam obiecywane przez ojca eldorado, a i z drugim ojcem siê nie lubili. Je¿dzi³a do niego matka, a rodzeñstwo na saxy. Potem jak na pocz±tku. W latach dziewiêædziesi±tych znowu mo¿na by³o siê odwiedzaæ i na saxy wybraæ.
-
2010/08/27 22:12:44
Pe³na paranoja to pe³nia ¶wiadomo¶ci.
-
2010/08/27 22:42:48
telefon to jednak, jak widac tu i tam, niebezpieczne urzadzenie.

mial racje moj tata mowiac; jak tu w to sitko mowisz to gdzies tam ktos cie zawsze slyszy.

tak to wtedy i dzisiaj dba sie o pelne zatrudnienie

-
2010/08/28 04:53:36
Nie mam na sk³adzie szczególnie efektownej anegdoty, ale mo¿e i nieszczególna obleci. Kilka lat temu znajomi moich Starych przys³ali im kartkê z egipskich wakacji, do Niemiec, gdzie niby (przynajmniej wed³ug polskich mediów) panuje anonimowo¶æ spo³eczna i s±siad s±siada nie zna. Poniewa¿ niemieccy znajomi nie pamiêtali ani adresu, ani trudnych polskich nazwisk, kartka mia³a trafiæ do "Kinga und Wojtek, taki ma³y, zabawny domek ko³o dworca". I trafi³a.
Niestety, chyba nie ma to nic wspólnego z Jamesem Bondem, tylko ze sprawno¶ci± niemieckiej poczty. Sorry. :-(