Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Łatwe? Niełatwe?

Natknąłem się na to niewinnie wyglądające pytanie (postawiono je tam przedwczoraj):

Jaka jest najmniejsza liczba naturalna posiadająca 64 różne dzielniki?

Popsuję zabawę i pokażę rozwiązanie.

Pierwsza część, łatwa, to znaleźć postać wszystkich liczb mających tyle dzielników, i po to warto przypomnieć sobie – albo wymyślić – wzorek liczący ile jakakolwiek liczba naturalna większa od 1 ma dzielników. A potem przejrzeć możliwe przypadki (rozkład 64 na iloczyny) i zastanowić się, który z nich opisuje najmniejszą liczbę.

Żeby nie wylewać kawy na ławę (możesz to zrobić sam/sama, a ja będę patrzał), ustawię w sugestywnych tabelkach dwa przykłady. Uwierz (ale najlepiej sprawdź), że 2000 rozkłada się na potęgi liczb pierwszych jako iloczyn 24×53, a 40500 jako 22×34×53.

Żeby znaleźć dzielniki liczby 2000 muszę brać jakąś liczbę z pierwszego i jakąś liczbę z drugiego słupka i mnożyć je:


a dla dzielników liczby 40500 muszę wybrać trzy liczby, po jednej z każdego ze słupków:


Od razu widać czemu twierdzenie o (jedynym możliwym, jeśli pominąć uporządkowanie) rozkładzie liczb naturalnych na iloczyny potęg liczb pierwszych nazywają podstawowym twierdzeniem arytmetyki: dzięki niemu problem odszukiwania dzielników liczby staje się zjazdem z górki na matematycznych sankach: jeśli liczba pierwsza p pojawia się w rozkładzie m razy („z wykładnikiem m”), przyczynia ona m+1 czynników – bo liczba 1 czyli p0 też jest dzielnikiem. I trzeba przemnożyć wszystkie możliwości otrzymane dla każdej z liczb pierwszych. Czemu przemnożyć? Ano, każdy zestaw dzielników potęg liczb pierwszych daje jakiś nowy dzielnik całej liczby. Czyli musimy przebiegać słupki „nitkami”, nanizując na nie coś z każdego słupka.

A więc gdyby słupek był tylko jeden – oczywiście wybralibyśmy najmniejszą liczbę pierwszą, czyli 2 – musielibyśmy wziąć m+1=64, czyli m=63. To jest okropnie duża liczba. Więc musimy pomyśleć jak używając paru słupków (dla kolejnych, czyli najmniejszych liczb pierwszych: 2, 3, 5, 7...) zrobić rozkład liczby 64 na iloczyn rozsądnie niedużych wykładników powiększanych o 1. Oczywiście, mniejsze liczby pierwsze zostałyby obciążone większymi wykładnikami, więc myślmy jak rozkładać 64 z kolejnymi czynnikami mniejszymi od poprzednich:


Jak widać, jest 11 takich rozkładów i odpowiadające im liczby  (leniwie nie zapisujemy potęgi 1) mają czynniki


Przed wymnożeniem czynników każdej z nich trzeba zastanowić się czy jest sens to robić; przypadki (1)–(5) mają co najmniej 14 czynników, uczestniczą w konkursie, bo jest demokracja, ale oczywiście szans na wygraną nie mają. Przeliczmy więc pozostałe przypadki:


Gratulacje dla zwycięskiej liczby 7560 z rozkładem 23×33×5×7.

niedziela, 29 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/29 03:34:16
Widac nielatwe skoro zajmowali sie tym na powaznie calkiem powazni uczeni:

www.math.hawaii.edu/~ron/pdfpapers/ordinarytest.pdf

www.jstor.org/pss/2315183

-
2010/08/29 04:40:09
Ale przyznajmy, że gdyby pytający wstawił 61 zamiast 64, to by było łatwe :)

Przypuszczam, że zabrnął w to ktoś nie uświadamiający sobie po jakiego typu pościółce chodzi. A tu to częste, dookoła wszystko miłe i proste...

Nawiasem, dość łatwo jest powiedzieć czemu przy szukaniu najmniejszej liczby wszystko tak gwałtownie zaczyna się kićkać. Bo relacja porządku jest przede wszystkim związana z dodawaniem, a jak w problemie pojawia się też mnożenie to można stawiać sobie ścianę do płakania. Hipoteza Goldbacha czule się uśmiecha...
-
2010/08/29 20:26:46
Nareszcie zrozumiałem, dlaczego jak mi dodają pasztetówki, to świat wydaje mi się całkowicie w porządku, a jak odejmują albo dzielą, to wrażenie porządku się rozpływa.
Muszę to powiedzieć Starym: relacja porządku jest przede wszystkim związana z dodawaniem, relacja porządku jest przede wszystkim związana z dodawaniem... :-)
-
2010/08/29 21:03:59
Ech, ten pies na pasztetówkę...
-
2010/08/29 22:07:35
Ojojojojojoj!

off topic: Ja już grzecznie, z powrotem, poukładana wstępnie, więc niedługo (czyt.: kiedy uda mi się dojść na pocztę) możesz spodziewać się przesyłki, Drogi Andsolu. Acha. I bloga chyba znowu zrobiłam.
-
2010/08/29 23:03:29
"więc niedługo (czyt.: kiedy uda mi się dojść na pocztę) możesz spodziewać się przesyłki"

Pasztetowka?...
-
2010/08/29 23:38:55
@mamula: założę się, że nie. Bardziej prawdopodobne, że szukajmysie znalazła na strychu listy do swojej pracioci od mojego prastryja, który dostał kosza i przez to poszedł na biskupa.

@szukajmysie: jak na osobę, która potrafi zniknąć na rok, to było do wytrzymania. W tzw. międzyczasie widziałem w statystykach, że ktoś ode mnie stukał do Ciebie, jak spróbuje znowu to będzie miał miłą niespodziankę.

Ten Twój zegarek jest zupełnie zwariowany i przypomniał mi jak pewna firma (chyba japońska) wchodziła na tutejszy rynek z zegarkiem cyfrowym mającym czarny prostokąt i tyle - trzeba było coś gdzieś dotykać, żeby cyferki się wyświetliły. I myśleli, że to wielki wynalazek, bo ładowali intensywną reklamę "Twój czas będzie prywatny, tylko twój" i to był kolosalny niewypał. Bo w Brazylii pytanie "która godzina?" nie jest pytaniem podrywowym i ciągle odpowiada się komuś - a choć zegarki są już po trzy reale to kupa ludzi ich nie nosi i woli pytać. Może potrzeba kontaktu słownego.
-
2010/08/31 00:10:23
Ach, Andsolu, nie podejrzewasz nawet jak ja bardzo kocham zegarki! A fakt, że nie posiadam ani jednego nie świadczy wcale o bylejakości miłości mojej. Kiedyś posiadałam okresowo, ale w końcu zmądrzałam i przestałam kupować, bo potem tylko żal mi było pogubionych wspaniałości. Właściwość mam jakąś taką, że zegarki się mnie nie trzymały nigdy... albo zwyczajnie samoprzemieszczały się w przestrzeni, albo trafiały do zaprzyjaźnionych dusz. Może jakimś wyjściem byłoby sprawić sobie zegar ścienny?