Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Co robić?

Luźne tłumaczenie pierwszego wydania z 1863r. Twarde znaki usunięte na życzenie redakcji.

Pewne rozumowania, choć proste i jasne, przyjmujemy z niechęcią, bo wyciągając z nich wnioski i chcąc zachować wewnętrzną spójność, musielibyśmy zmienić plany, styl życia, przyzwyczajenia – krótko mówiąc, poświęcić się dla Sprawy.

Dlatego liczę się z tym, że moje uwagi zostaną przyjęte niechętnie, ale dobro Kraju musi przeważyć w naszych rachunkach.

Zacznijmy od oczywistości: katolicy i katolikopodobni (tzw. chodzący do kościoła) stanowią większość naszego społeczeństwa. A większości nie zmienia się wrzaskiem, bo ona ma wrzask większy. Tu trzeba bel canto.

Po drugie, ateiści i ateistopodobni (chodzący do kościoła, ale pod przymusem i bez wdychania) średnio rzecz biorąc mają lepsze wykształcenie i łatwość studiowania niż katolicy.

Po trzecie, po odcedzeniu z biblijnych przykazań tego, co w istocie dotyczy moralności, ateista to przyjmuje, bo coś bardzo podobnego z innych przyczyn ma już w głowie.

Po czwarte, na księdza idą dziś przede wszystkim takie elementy, które kiedyś szły do junaków a potem do zomo.

Po piąte, rzecz sama nie zmieni się, ktoś musi tu coś zrobić.

Wnioski.

Ateiści powinno masowo odkrywać powołanie i iść do seminariów duchownych. Liturgia i podobne przedmioty nie są dużo nudniejsze niż wytrzymałość materiałów, a szansa na posadę z domem i służbą – większa. Czasami trzeba będzie mówić nie zupełnie to, co się myśli, ale czy dostając zatrudnienie w Carrefour albo w Hotelu Novotel będzie inaczej? A obnoszenie się z krzyżem nie straszne jest Polakowi, więcej powiem, coraz mniej odczuwalne.

Natomiast szansa na zrobienie dobrej roboty jest fantastyczna. Po paru latach, dochodząc do pastorału i pierścienia można zacząć wkładać do głów podwładnych, czyli posłów, prezydentów miast i reszty tego lepkiego ludu, nieco światłości i rozsądku.

Bo jeśli będziemy czekać na to, że obecni hierarchowie zaczną mówić do rzeczy, to Boże miej litość nad nami.

czwartek, 19 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/08/19 09:58:40
Po czwarte, na księdza idą dziś przede wszystkim takie elementy, które kiedyś szły do junaków a potem do zomo.

Jakie tu widzisz podobieństwa ? Może to że jedni i drudzy sa młodzi ? OK. Do zomo mógł iść każdy, kto lubił dać w mordę. Jednak "na księdza" trzeba mieć solidne wyższe wykształcenie teologiczne, potem jeszcze parę lat seminarium i dopiero około trzydzestki można zacząć trzepać kasę.

Jeśli to takie fajne, to śmiało. Kariera przed Tobą.

Pozdrawiam
-
2010/08/19 10:46:20
Długi marsz przez probostwa i episkopaty? Ach, gdybym był młodszy! Ani chwili bym się nie zastanawiał. Ale teraz? Bilans strat i zysków przemawia przeciw.
-
2010/08/19 16:46:46
@kojonkoski: tak, młodość to widoczna cecha. Dobre na początek. I nie koniecznie to lubił dać w mordę ale to lubił trzymać za mordę.

No to dodam coś równie łatwego, ale z drugiego typu porównań: czego tu i tam nie ma. Ano, na przykład, ziarna buntu, kontestacji. Tego trzeba uczonym, artystom, wynalazcom.

A potem (znowu) z cech posiadanych: ulubowanie zatwierdzonych pewników, hierarchii, solidnego męskiego towarzystwa...

Kariera przede mną? Ależ ja naprawiam świat, nie siebie. Ponadto, jak i u telemacha, ten pociąg mi uciekł. A może nie goniłem. A może seksualny był atrakcyjniejszy. Ale gdybym jeszcze się zdecydował, to raczej się zrobię jakimś protestanckim biskupem. Nie będę się dzielił dochodem z obcymi mocarstwami.

Aha, co do teologii, to piszę taśmowo nawet habilitacje. Najchętniej o wolnej woli i o pre-chrześcijańskich elementach u Pitagorasa.
-
2010/08/19 19:31:18
ktoś musi tu coś zrobić
Autor, seppuku?
-
2010/08/19 20:17:12
Śmierć za Kraj? Polska przede wszystkim? Też ciekawa religia, ale kapłani jeszcze mniej...
-
2010/08/19 20:25:35
Świetny tekst. Szkoda, że ja dojrzałem do swojego ateizmu na tyle późno, że kariera w tej instytucji raczej nie jest już sensownym wyborem. Ale myślałem kiedyś o tym. I motywacje religijne nie były najważniejsze (właściwie, to nawet nie wiem, czy je miałem). :)
-
2010/08/19 21:08:40
Reaktywność ciut nadmierna prowadzi do rezonansów inteligentnych inaczej co Nessie wpędza w depresję Absolutem leczoną.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-87-105-184-146.ssp.dialog.net.pl
2010/08/19 22:12:33
Andrzeju, na Boga! Stawiasz fałszywe tezy a potem wnioskujesz na ich podstawie, zatem to Twoje wnioskowanie jest z gruntu fałszywe.

Andsol: "Zacznijmy od oczywistości: katolicy i katolikopodobni (tzw. chodzący do kościoła) stanowią większość naszego społeczeństwa."
Skąd Ci się wzięło to, że to oczywistość? Być może to błędne wrażenie wzięło się stąd, że więcej ich słychać i więcej widać, ale przecież nie jest ich więcej i nikt ich nie policzył.

Trzeba też rozumieć, że ateizm nie jest odstępstwem od katolicyzmu (lub innej wiary) - jest to równoprawna postawa.

Twoje supozycje to antyklerykalizm. To może być zrozumiałe pod warunkiem, że w założeniach nie ma argumentów jak cepy, bo z każdą tezą pojawią się pytania o uszczegółowienie, które z łatwością zdemontują wszystko co powiedziałeś. Dlatego z Twoim wywodem nie dyskutuję bo nie warto.
Jedno co warto, to w takiej sytuacji... to ogólnie wiadomo!

-
2010/08/20 08:55:09
@TadekKuranda: Trzeba też rozumieć, że ateizm nie jest odstępstwem od katolicyzmu (lub innej wiary) - jest to równoprawna postawa. Prawda. Tylko, żeby formalnie w Polsce zostać ateistą (nieformalnie można nim być bez kłopotu) należy dokonać aktu apostazji, czyli zostać odstępcą tudzież wiarołomcą. Chyba, że się ma szczęście mieć rodziców, którzy do chrztu nie zanieśli, ale to rzadkie okazy. :)
-
2010/08/20 09:50:25
I jeszcze bieżący wpis na blogu red. Daniela Passenta.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-87-105-184-146.ssp.dialog.net.pl
2010/08/20 11:01:40
Romanie_J, prawda i tamtaramtam. Bo na przykład ja tam nie pamiętam żeby mnie kto do chrztu nosił albo mnie znaczył żelazem. Chrzest, przysięga pod Twoją nieświadomość, lub z przymusu, Ciebie nie obowiązuje. Jeśli nawet więzi społeczne, kulturowe, czy jakieś inne zmuszają Cię do tego żebyś się obrzezał, choć nie jesteś wyznawcą któregokolwiek Najwyższego, to Twój brak wiary nie jest od niej odstępstwem. Zatem nie może być aktu apostazji w amnezji.

To Twoje "zostać ateistą" jest trochę jak w przypadku Michela Jacksona, który pragnął zostać białym człowiekiem i zżarł tyle proszków na odbarwianie, że się skończyło na eleganckiej płycie z białego marmuru.
Wracając do wątku Andsola.
To pewnie fajowa robota być księdzem, ale ja tam wolę być plastykiem i też nie można się dziwić innym, że chcą być adwokatami, architektami a nawet... górnikami, lub stoczniowcami. Nie wiem co myśleć, kiedy np. matematyk złorzeczy księdzu, że się opiernicza, kiedy on sam ten ugór musi zaorać w pocie czoła.
Szczerze powiem, że pacholęciem ma msze chodziłem, jednak nie z wiary a z ciekawości, i kiedy ta ciekawość mi minęła to na msze chodzić przestałem. No właśnie, wiara to pewnie naturalna skłonność - jedni ją mają, a inni nie.
Wiara powoduje, że gościu co by muchy nie skrzywdził idzie w tłum ludzi rozerwać się granatem - dlaczego? Łatwiej byłoby pewnie spytać tego co się rozerwał tym granatem.
Inną rzeczą jest to, że niektórzy księża potrafią się nieźle zagalopować w tej swojej celebrze, aż do śmieszności. Dzisiejszej nocy oglądałem program, w którym abp Życiński występował jako ekspert od wiary i od krzyża. Arcybiskup zrobił na mnie fatalne wrażenie ponieważ odpowiadał na pytania tonem głosu z celebry. To zabrzmiało tak jakby zszedł z ołtarza poszedł do restauracji i tym samym śpiewnym głosem zamówił schabowego wznosząc oczy ku niebu. Są pasterze którzy nawracają i są też tacy co odwracają. Wnosząc celebrę do życia potocznego należy jednak pamiętać gdzie są granice rzeczywistości.
Kiedyś Staszek Ścierski, opowiadał mi przejęty o spektaklu jaki aktorzy teatru Laboratorium urządzili w Poroninie = mekce Lenina. Nie wiem, czy Staszek zmyślał, czy to była jego projekcja czy prawda, ale pewne jest to, że cały promieniał i promieniował. No więc na stacji Poronin(o), gdzie pośród góralskich chałup stał pomnik Lenina wylądowali aktorzy. Siedmiu z nich było ucharakteryzowanych na postać Lenina. Mieli chodzić pośród przygodnych górali szwendających się po wiosce i nagabywać po "leninowsku", zadzieżgać z ludem znajomość, rozdawać bonbony, i takie tam. SIEDMIU LENINÓW! Wspaniała wizja! Cóż za genialny umysł wykombinował tak wspaniałą celebrę. Siedmiu Leninów zeszło z cokołów by bratać się z prostym ludem i zasiewać wiarę w idee komunizmu. Fantastyczne!
Jeśli ktoś to pamięta z innego objawienia o czym tu opowiedziałem , to niech tu dopowie, bo ja trochę musiałem pozmyślać żeby to miało sens.
No więc MO zwinęło wszystkich Leninów na polecenie sekretarza Partii, który tłumaczył swoją decyzję nie "nakazem z góry" ale tym, że czas, miejsce i organizatorów się powinno wyznaczyć, oraz zgłosić i zatwierdzić przez odpowiednie czynniki - mieć zgodę. Aktorzy zgody nie mieli ani też zatwierdzonego scenariusza, więc MO też poszła na taki sam żywioł. Trochę mi to zapachniało strachem przed chyba panującą wówczas jeszcze epidemią ukąszenia heglowskiego - takiej ideologicznej wścieklizny. Której komuniści się bali jak diabeł święconki.
Trochę mi to też przypomina spory Nibypolaków pod krzyżem. Fantastyczne jest również to, że wszyscy odgrywają swoje role jak należy, jak na "Weselu". Osoby dramatu pojawiają się na scenie i gadają ile wlezie.
Grunt żeby aktorstwo w narodzie nie zginęło a władza przesunęła się w stronę mediów. Potem się będzie nieznacznie podnosiło ceny biletów.
Ale co ja gadam, co ja gadam?
-
2010/08/20 12:42:43
@cmss: no i trudność... Zgadza się z gośćmi czy nie, gospodarz powinien zrozumieniem ich pozycji docenić ich dobrą wolę, że przybyli i dodali swoją uwagę. Ale jeśli gospodarz nic a nic nie rozumie o co chodzi? A nieprzyzwyczajony do udawania, że wszystko w porządku...

@Tadek: coś Ty taki wojowniczy we wczorajszym wydaniu? Najgorsze, że w Twoim ujęciu "antyklerykalizm" to jakieś prawie spaczenie? Słuchaj, jak kler mądry,to słucham z przyjemnością i pytam o różne rzeczy. Wcale często to się mi zdarzyło. Jak kler jest taki jakim go widać w cytatach (autoryzowanych), to antyklerykalizm jest niepisanym niezbędnikiem myślącego człowieka.

Czy muszę malować tekst na zielono, żebyś wiedział kiedy sobie kpię?

Co do Leninów, czy to stamtąd Lellini ściągnął swoją ideę filmu "7 1/2"?
-
2010/08/20 20:36:21
@andsol
Fakt, masz prawo sobie poblogować i nic mi do tego.
Spontaniczne było, wybacz.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-87-105-184-146.ssp.dialog.net.pl
2010/08/20 22:46:19
Andsolu, ja wojowniczy? Ja słabszych, starszych, kobiet i dzieci nie biję, więc Tobą pożartować, pospierać się wypada, boś intelektualny mocarz nad mocarze i zawsze masz świętą rację. Kudy mi tam do Twych argumentów armii z moim erystycznym rapierkiem od dziecięcych wprawek?
Ja tylko chciałem, a propos kleru, wyrazić swoje zdziwienie z powodu jego społecznego wynaturzenia i niezłomnego przekonania o swoim duchowym i moralnym przewodnictwie świadczącym o braku respektu i skromności. Ty prawidłowo zioniesz niechęcią do tej kasty i też takie Twoje prawo, ale też moje prawo dostrzegać Twoją niezręczność w używaniu argumentów. A mowa nasza niechaj będzie prosta, tak, tak, nie, nie. No tak, właściwie to teraz można by powiedzieć, że kler do wiary pasuje jak pięść do nosa. Wolałbym powiedzieć, że cały kler mam w dupie i nie chce mi się nawet o tym gadać, jednak kiedy widzę, że ludzie Boga się nie boją biorąc sobie kler za autorytet, to rzeczywiście rozum się we mnie gotuje i strzymać nie umiem coby się nie odezwać.
To trochę jak w tym dowcipie o Zefliku, najtwardszym górniku z kopalni Bytom. Kiedy miał przyjechać do Bytomia arcymistrz wagi ciężkiej niemieckiego boksu. Nasi chcieli pokazać, że nie ułomki i Zeflika namówili żeby stanął przeciw Niemcowi na ringu. Przed walką trener mu mówi: Ty, ale żebyś ino do piątej rundy strzymoł, to już bedzie sukces. No bo wiesz to arcymiszcz! Mocarz nad mocarze. Szczymiesz?
- Szczymom, co mom nie szczymać? Obojętnie odpowiada Zeflik jakby nie rozumiał o co chodzi.
Walka się rozpoczęła i Niemiec okłada biednego Zeflika, wali jak w worek, a Zeflik nic, tylko się zaparł nogami i przyjmuje wszystkie ciosy. Stoi jak cielę na środku ringu. Gong, jeden, drugi trzeci i piąty a Zeflik stoi jak skała. Niemiec się już słania z wyczerpania tym podskakiwaniem i pakowaniem ciosów w Zeflika. Zeflik znowu w rogu po gongu.
Trener mu mówi: ty, już dziewionto runda, jużeśmy im pokazali, ale chopy patrzą a ty nic. Weź go chociaż raz szturchnij.
- A mogę, przecież to arcymiszcz? Odpowiada Zeflik z nadzieją w głosie.
- No jasne, przeca to ma być walka! Błaga zrozpaczony trener.
- No to jak mogę, to teraz nie szczymię, i jak prasnę tego pajaca...
-
2010/08/21 02:34:42
@cmss: ależ ja nawet nie wiem czy mam coś do wybaczania, bo nie rozumiem tego, co mówisz. No, ostatni wpis rozumiem, w nieco condescending tone kontrasygnujesz moje prawo do blogowania, ale dla odmiany nie rozumiem czemu zamiast tonu wyższości nie wyłożysz Twoich argumentów, czego by one nie dotyczyły...

@Tadek: zastanowiłem się czemu nie powtórzyłbym za Tobą, że cały kler mam w dupie - nawet dawno, dawno temu, gdy żyłem w Polsce i miałem opinie dużo ostrzejsze niż teraz, do tego stopnia antyklerykalizmu nie dochodziłem (no tak, wtedy duża część polskiego kleru miała zupełnie inną twarz i inną mowę...) Doszedłem do łatwego wniosku, że różnica między nami głównie bierze się z mojej znajomości kleru brazylijskiego - całkiem sporo księży i mnichów spotkałem nim Teologia Wyzwolenia jeszcze nie została rozgromiona. Potrafisz sobie wyobrazić trudność mentalną i uczuciową człowieka wrzącego od antykomunizmu gdy spotyka ludzi mówiących o sobie z dumą "jestem komunistą" - a potem opowiadają o swoich ścieżkach, na wsi, na faweli, w więzieniach. A potem rozmawia z księżmi, którzy nie mówią,że są komunistami, ale tak dziwnie podobnie ich ewangelia brzmi... Ale zawsze, tak w Polsce jak i w Brazylii, umiałem poruszać się wśród "zwykłych" ludzi, nie mam oporów przed jedzeniem przy stole ludzi z faweli, z obozowiska ruchu "bez ziemi", czy kiedyś tych z pegieeru. I empatia pomogła mi zrozumieć fakty, zasłonięte teoriami i pokryte lakierem słów. Empatia, której nie miał (mimo codziennego zaśpiewu o bliźnich i o miłości do nich) "nasz" papież. Mój on nie był. On był tych od "porządku publicznego", od dygnitarzy i od najbardziej skostniałych biskupów.

Nigdy nie zapomniałem o tym innym, dziś rozproszonym po parafiach z zadupia klerze - i dlatego nie mam globalnych, całościowych potępień. Wierzą (albo i nie) w jakieś dziwne dla mnie rzeczy, wykonują absurdalne rytuały, ale komuś są potrzebni, są uczciwi i choć są pognębieni przez hierarchię, są w zgodzie ze swoją wizją Chrystusa, chodzącego pieszo wśród biedaków.
-
2010/08/21 11:44:31
A'propos papieża - humanizm.free.ngo.pl/papiez.pdf . Ze strony Towarzystwa Humanistycznego.
-
Gość: TadekKuranda, dynamic-78-8-135-239.ssp.dialog.net.pl
2010/08/21 17:44:08
Andsolu, masz rację. Nawet wśród kleru, purpuratów można znaleźć porządnych, mądrych ludzi.
-
2010/08/30 02:53:59
Eeee tam, Tereso, zmarnowany czas. Pan Roman Kotliński daje wywiad dziennikarce ze swojego własnego przedsiębiorstwa? No i co on tam ma do powiedzenia, czego tysiące ludzi (którzy księżmi nie byli) nie mówią i piszą na codzień? Oczekiwałbym przynajmniej jakichś konkretów, nazwisk, wyraźnych faktów - a tu gadanie o hipokryzji. Hipokryzja nie jest karalna, a zarzucanie jej komuś można łatwo odbić prostym zwrotem "to nieprawda!"

On chyba nadal jest zakochany w Kościele, że się od niego nie potrafi odlepić. A może nic więcej nie ma do powiedzenia?