|
Blog > Komentarze do wpisu
Chwała naszego oręża
czyli: nach Osten!
Prawdziwy Polaku, ty, coś w sztandary owinięty, co krzyżem ateistyczną
zarazę zwalczasz, królów naszych sławisz i wiesz, że od Dominikany do
Ziemi Ognistej my nic innego jak za naszą i waszą wolność legliśmy,
gołubczik ty moj, tak uż bros' eto, vied' jasno, szto ja russkij szpion,
avtor statii toże, a pro Janusza Tazbira i govorit' nie lz'a.
Natomiast resztę, malutką pozostałość tego ludu, zaciekawić mogą urywki
tekstu historyka Zbigniewa Wójcika
„Międzynarodowe położenie Rzeczypospolitej”
zamieszczonego w tomie „Polska XVII wieku” redakcją Janusza Tazbira
, wydanym
przez Wiedzę Powszechną w roku 1969.
[Rosja] u schyłku XVI wieku przeżywała wielki, wszechstronny
kryzys polityczny, społeczny i gospodarczy, kryzys, który był
przede wszystkim wynikiem systemu rządów Iwana Groźnego opartych
na opriczninie. Katastrofalny stan państwa pogłębiał dodatkowo
kryzys dynastyczny, jaki powstał na skutek wymarcia dynastii
Rurykowiczów.
Polskę w tym okresie na drogę wojny pchały
liczne przyczyny wewnętrzne. Mam tu na myśli
przede wszystkim silny wyż demograficzny i związany
z nim problem zbędnych ludzi w kraju, a następnie
zagadnienie żołnierzy rozpuszczonych po
rokoszu Zebrzydowskiego, z którymi nie bardzo
było wiadomo, co robić. Całą tę uciążliwą rzeszę
ludzi postanowiono skierować na podbój ziem rosyjskich,
w nich to bowiem jeden z publicystów
obozu dworskiego, Paweł z Palczowa Palczowski,
widział ziemię obiecaną dla Polaków.
[...]
Wiemy obecnie, że polityka popierania, a nawet
częściowego inspirowania obu fałszywych pretendentów
do tronu moskiewskiego, Dymitra Samozwańca I
i Dymitra Samozwańca II, spotkała się
z bardzo gwałtowną opozycją poważnej części
szlachty. Głosy sprzeciwu podnosiły się nie tylko
na sejmikach i sejmach, ale także w gronie senatorskim.
Historycy polscy, przede wszystkim Władysław Czapliński,
wskazali na wyż demograficzny,
zjawisko znane zresztą dość powszechnie w dziejach Europy
tego okresu, jako jeden z aspektów
genezy udziału Rzeczypospolitej w „wielkiej smucie”
moskiewskiej. Względne przeludnienie spowodowane
wyżem doprowadziło w Polsce do powstania problemu
„zbędnych rąk” wśród rzesz biedniejszej szlachty.
Proces ten pogłębiła dodatkowo
koncentracja majątków w rękach magnaterii,
w związku z czym zmniejszył się obszar ziemi stanowiącej
podstawę egzystencji biedniejszej szlachty.
Ten właśnie fakt zręcznie wykorzystano
w propagandzie wojennej przeciw Rosji, która
miała się stać ziemią obiecaną, terenem kolonizacji polskiej.
Głównym heroldem tej propagandy był stojący
na usługach dworu szlachcic, wspomniany już przez
nas Palczowski; poglądy swoje i niewątpliwie
swych mocodawców wyłożył w broszurze Kolęda
moskiewska, wydanej w Krakowie w roku 1605.
Autor zwraca się w niej zarówno do młodzi szlacheckiej,
której jest za dużo i dla której nie ma
chleba w domu, jak i do tych szlacheckich żołnierzy,
którzy brali udział w wojnie domowej po stronie
rokoszan Zebrzydowskiego, i dla których po
klęsce zabrakło właściwie miejsca w kraju. „Jeśliś
tedy, bracie – woła do nich Palczowski – utracił,
jeśliś dlatego odmiany jakiej w ojczyźnie pragnął,
tam do Moskwy jedź, nabędziesz tam majętności
i inszych bogactw wiele... a rozrodziliśmy się;
tamże jedźmy, będziemy tam mieli kędy rozprzestrzeniać się,
a jeszcze na gruntach dziwnie urodzajnych.”
Autor w swej broszurze bez żadnych
niedomówień wychwala ówczesny kolonializm europejski,
zachwyca się między innymi podbojem
Indii Zachodnich (Ameryki), barwnie maluje nieprzebrane
bogactwa, które czekają na śmiałków
w podbijanych krajach. Apoteoza ekspansji jest
mu potrzebna po to, by wreszcie odkryć swe najważniejsze
karty. „A nam jak najsnadniej do państwa moskiewskiego
przyjść – woła Palczowski –
a niż inszym do tamtych Indów, każdy to baczyć
może. A dostawszy tego moglibyśmy też potężnością
i bogactwy i każdym narodom i królestwom
w chrześcijaństwie porównać.”
Te ostatnie słowa, jak i w ogóle cała treść broszury skłania do ostrożnego wprawdzie postawienia kwestii, czy owe słynne dymitriady i ingerencja Polski w wewnętrzne spory rosyjskie na początku XVII wieku nie były po prostu swoistą odmianą polskiego kolonializmu. Zdajemy sobie sprawę, iż termin kolonializm nie jest może w tym przypadku adekwatny. Jedno natomiast nie ulega wątpliwości, że w oczach Palczowskiego i jego mocodawców, a zapewne i czytelników, podbój państwa moskiewskiego miał być tym samym, co zdobycie Meksyku czy Peru przez Hiszpanów lub Syberii przez Rosjan. Jeżeli więc konfrontujemy opinie i poglądy, nie wahajmy się przeto postawić i takiego problemu – czy istniały próby stworzenia polskiego kolonializmu na początku XVII wieku i czy wojna polsko-rosyjska w tym okresie może być uznana za taką próbę? poniedziałek, 30 sierpnia 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2010/08/30 03:47:31
Niestety, ach, niestety. W tej chwili nie bardzo mogę zerknąć do archiwów bloga, ale parę razy przypominałem tym, którzy i tak wiedzieć o tym nie chcą, o rojeniach Ligi Morskiej i Kolonialnej. Nawet tu, na Brazylię, były zakusy :) Ale o tak zacnej książce naszego podróżnika nie wiedziałem.
2010/08/30 03:54:09
O ile pamietam, ksiazka owa, wydana luksusowo, byla finansowana przez Lige Morska i Kolonialna. "Wydane sumptem..." itd
2010/08/30 03:59:44
2010/08/30 04:27:51
Zajrzałem ("na wszelki wypadek") do estantevirtual i widzę, że mają po portugalsku wydanie z 1943 "Dywizjonu 303"...
Gość: Wiesiek, ici2.internetdsl.tpnet.pl
2010/08/30 19:33:19
Czy to jest wydanie w którym nie ma prawdziwych nazwisk i fotografii polskich lotników ?
Bo wydania wojenne były właśnie takie. Nazwiska bohaterów ukrywano by w Kraju okupant nie represjonował ich rodzin. W Portugalii, czy Brazylii też Abwehra działała. Stąd i moje pytanie. Jesienią 44-go a może w 45-tym (?) czytałem "303 -ci" w wydaniu konspiracyjnym ( było takie ostrożnie kolportowane pod okupacją), bez fotografii i prawdziwych nazwisk. |
|
Oczywiscie, po wojnie ksiazka nie ukazala sie, natomiast ukazaly sie rozne odpryski w postaci neutralnych ksiazek podrozniczych.
Wiec jak marzenia kolonialne byly w 20 wieku, to calkiem prawdopodbne ze prototyp Fiedlera istnial w wieku 17.