Słowa w ordynku. Słowa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja słów w stali i w wodzie. Odbicia słowne i zwidy. Ład i gładkość. Spazmy i erupcje. Kojący wpływ soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówiąc. Ostatnie słowo. Na początku był skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak Gombrowiczowi nagroda się podwoiła

Przyjemną stroną czytania o skandalach w innych krajach jest refleksja, że u nas nie ma takich rzeczy. Oczywiście milej by było gdyby skandalik był nowy, ale stare też bywają niezłe. Ten jest odnaleziony w Variach Witolda Gobrowicza, w artykule Pisarz i pieniądze, sprzed 41 lat, ostatnim napisanym (a raczej: podyktowanym) przez pisarza.

Aha, skąd to przekonanie, że u nas takich zajść nie ma? No bo przecież co roku jest przyznawanie Nike, a o czymś podobnym u nas nigdy nie piszą.

[...] książki moje, po trudnej walce, jako że nie byłem popierany przez nikogo i nikt nie miał żadnego interesu w narzucaniu mnie publiczności, i tak się przebiły. Wtedy dopiero przedstawiono moją kandydaturę do Międzynarodowej Nagrody Literatury. Było to w 1965 roku. Nagrodę – 10.000 dolarów – przyznawało jury międzynarodowe, złożone z krytyków wybranych przez wydawców, którzy ją ufundowali. Przewodniczącym jury była pani Mary McCarthy.

Muszę wyznać że dyskusje silnie powierzchowne, w których mieszały się dziesiątki nazwisk, były nader przygnębiające. Być koniem wyścigowym albo dojną krową przedstawionymi do orderu jest trochę upokarzające. Ale naprawdę zirytowałem się dopiero, kiedy, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, przeczytałem w gazetach opinię pani Mary McCarthy, która oświadczyła niewinnie, że z mojej książki Pornografia nie mogła przeczytać niczego prócz początku, ponieważ zbyt ją to nudziło.

Nieprzeczytanie książki jest, rzecz jasna, jednym ze sposobów osądzenia jej. Uważam jednak że w wypadku przewodniczącego jury jest to lekka przesada. Jak to? Wie że moja książka jest zła nie czytając jej? Wyznam że postawa ta wydała mi się nieuczciwa.

Straciłem nagrodę dzięki jednemu głosowi na rzecz Saul Bellow'a. Gdyby więc pani McCarthy przeczytała moją książkę, co było jej obowiązkiem, zarobiłbym być może 10.000 dolarów.

Ale w dwa lata później, w roku 1967 moje oburzenie przeciw pani McCarthy przekształciło się w uznanie i podziw. Nagroda została podwojona i oto dzięki szczęśliwej opozycji pani McCarthy stałem się właścicielem 20.000 zamiast 10.000 dolarów. Obrady jury przysporzyły mi innego rodzaju sławy, jako że jeden z uczestników jury powiedział mniej więcej tak: „Dla mnie Gombrowicz jest zagadką. Chciałbym go poznać. Być może jest on homoseksualistą, impotentem, onanistą, albo urządza on orgie „à la polonaise”. Oczywiście przemówienie to ogłoszone zostało w prasie i dotarło za pośrednictwem radia wszędzie, tak że kiedy przechodziłem w Vence przez plac, młoda nouvelle vague siedząca w kawiarni komentowała: „Oto homoseksualista impotent który urządza orgie!” Przepraszam za tę historyjkę nieco rubaszną. Opowiedziałem ją, żeby wykazać do jakiego stopnia ton dzisiejszej krytyki staje się brutalny i nieodpowiedzialny.

Nagrody zawsze połączone są z inną sprawą, straszliwie nieprzyjemną: z reklamą. Nie łatwo to uprzytomnić komuś, kto nigdy nie został poddany męczeństwu bycia sądzonym, obniżanym, dyskwalifikowanym, fałszowanym przez dziennikarzy piszących w pośpiechu, znudzonych czytaniem (którzy zresztą prawie nigdy nie czytają). Taka krytyka was klasyfikuje, przyczepia wam etykietkę, odbiera wam całą świeżość, jedyną prawdziwą rację bytu. Krytyka jest po to żeby utopić delikatną osobowość artysty w zgiełku wydawnictw, w fabrykowaniu, w produkcji.

poniedziałek, 07 czerwca 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/06/07 10:22:11
Co ciekawe, owa pani nie przeczytała także nagrodzonej książki Bellowa (Herzoga). Wspomina angielski producent programów telewizyjnych:

In the 1970s I produced a quiz called (by its deviser, Brigid Brophy) Take It Or Leave It and renamed by one of its regular guests, John Betjeman, as "Money For Jam". John Metcalfe read out a paragraph, Robert Robinson chaired, and four panellists got down to guessing the author. That was the trigger for a discussion of the merits of the book and the author. It could be treacherous. A few weeks after Saul Bellow had won the Prix Formentor, I chose a suitable passage from his work - a gift, I thought, to Mary McCarthy, who had been one of the judges, and to John Gross, who had written brilliantly about Bellow. Alas, what the prix judges had described as an unmistakable prose voice failed the recognition test. Some rather embarrassing guesses were punted.

www.guardian.co.uk/books/2007/jul/28/featuresreviews.guardianreview1
-
2010/06/07 12:58:52
Piękne.

Oj, wiesz, o co mi chodzi :)
-
Gość: tadekkuranda, dynamic-87-105-140-36.ssp.dialog.net.pl
2010/06/09 13:50:43
Upokarzające jest zarówno być jurorem jak i uczestnikiem konkursu. Byłem i jednym, i drugim, więc wiem o czym mówię. Jednak uczestnik konkursu więcej ma argumentów żeby stać się malkontentem.
-
2010/06/09 17:19:16
No, juror ma wynagrodzenie z prawdopodobieństwem bliższym 1.