|
Blog > Komentarze do wpisu
Dziś medium nie ma lekko
Świetnych blogów bezlitośnie analizujących mechanizmy pseudonauk i różnych
odmian paranauk nie brak nam w blogosferze – choć nie kolekcjonuję
linek do nich to nawet tu, w kolumnie po prawej stronie, są odesłania do
paru pięknych przykładów. Są prowadzone przez dobrych specjalistów i nie
zrównałbym im jakością gdybym chciał robić konkurencyjne wpisy. Proszę więc
potraktować przytoczony poniżej krótki cytat z eseju Stanisława Lema
O poznaniu pozasmysłowym (z tomiku „Rozprawy i szkice”) jako
sentymentalny powrót do tekstów Mistrza, przywołany lekturą książki
jego syna, Tomasza Lema „Awantury na tle powszechnego ciążenia”.
Niewykluczone, że zbierze mi się na parę słów i o tej książce, a także na
jakieś późniejsze cytaty z uroczych „Dyktand”, które z pewnością
były improwizacjami. Przyznajmy, że nie każdy polonista potrafi takie teksty
na dyktanda lekkim ruchem płetwy komponować:
W starym młynie skrzypiało, chrzęściło i piszczało. Diabli młynarza brali. Pierwszy, wraziwszy mu widły w krzyże, ciągnął. Drugi, zagryzłszy młynarzową, doduszał kocura, który mu ogon nadgryzł i czoło podrapał. Czart trzeci wziął młynarza na rogi, lecz spróchniały róg trzasnął, a zmieszany diabeł musiał pomagać sobie kozikiem.
Ale te rozkosze na kiedy indziej. Dzisiaj wzorcowo spokojna uwaga Stanisława
Lema o chwale i upadku mediumizmu.
Na przełomie [poprzedniego] wieku święcił triumfy mediumizm. Były media tak sławne jak Eusapia Palladino, z pochodzenia wieśniaczka włoska, która na seansach skupiała wokół siebie naukowe sławy czasu i doprowadziła do konwersji na okultystyczne przekonania paru bodaj świetnych uczonych. Potem zdemaskowano ją w oszustwach, lecz nie straciła od tego wszystkich zwolenników, wierni utrzymywali bowiem, że oszukiwała tylko gdy słabły jej przyrodzone umiejętności, ażeby nie rozczarować uczestników seansu. Jak widać, volenti non fit iniuria. Ale nie w tym pointa anegdoty. Media życzyły sobie gęstego mroku, a właściwie były tu jedynie rzecznikami zjaw i fenomenów ektoplazmatycznych, które nie chciały przy świetle doprowadzić stolików do wirowania ani wykonywać tysiąca innych zagadkowych czynności, dokładnie skatalogowanych w bezliku protokołów. Na argumentację racjonalną – że światło jest wąskim wycinkiem widma elektromagnetycznego, i jeśli nie szkodzą zjawiskom promienie podczerwone byle kaflowego pieca, to nie mogą im też zaszkodzić promienie wysyłane przez lampę – fenomeny nie odpowiadały, uparcie tkwiąc na zajętych pozycjach. Cóż się z nimi stało w końcu? Toż były ich, jak powiedziałem, literalnie tysiące, a przy tym większości tajemniczych objawów seansowych nie udało się rozszyfrować jako mistyfikacji. Zaszła rzecz dość trywialnie śmieszna: wynaleziono mianowicie noktowizory oraz inne urządzenia do widzenia w mroku i od tego wynalazku wszystkim mediom ich dar jakby ręką odjął. piątek, 04 czerwca 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
2010/06/04 08:47:41
Bardzo fajne. Ale argumentacja o nieszkodliwości światła o krótszej fali ("jeśli nie szkodzą zjawiskom promienie podczerwone byle kaflowego pieca, to nie mogą im też zaszkodzić promienie wysyłane przez lampę") bzdurna, bo analogicznie można sądzić, że jeśli światło widzialne nie szkodzi, to i ultrafiolet nie będzie. A jednak ultrafiolet szkodzi, przynajmniej ludziom. Jak ktoś nie wierzy, niech sobie pospawa elektrycznie bez maski czy okularów.
Poza tym schyłek mediumizmu nastąpił wcześniej niż pojawienie się noktowizorów, jedną z przyczyną było wynalezienie ciekawszych rozrywek (kino, radio, psychoanaliza). en.wikipedia.org/wiki/History_of_Spiritism 2010/06/04 16:06:04
@rysberlin: kłopoty zaczęły się w XIXw. gdy Georg Cantor dobrał się do nieskończoności i napłodził ich tak wiele a tak zajmujących, że omnicośtamość badać zaczęto zupełnie niezależnie od jej ewentualnego nośnika. Krótko mówiąc, ukradziono Bogu jego najcenniejszy atrybut. Przed napyszczeniem na Cantora, że był Żydem, warto przypomnieć, że poprzedni złodziej, od ognia, był Grekiem, ale cholera wie, może Grek to też rodzaj Żyda.
Pisać o książce... Wiesz, coś mi się widzi, że się wymsknę jakimś dobrym cytatem. Bo rzecz jest napisana tak jasno i tak zgrabnie, że mądre jej objaśnianie przetworzy objaśniacza na półgłówka. Już Michał Babilas, wysyłając mi książkę, zapowiedział, że to zupełny ewenement, bo syn ani nie odgrywa się na sławnym ojcu, ani nie pokrywa go warstwą spiżu. Bardzo cenna lektura. @kwik: jak Ci się to bardzo często zdarza (zrobisz się zarozumiały czy już jesteś?) masz cholerną rację. I jeszcze raz rozwodzi się vero z ben trovato. Uwagę kończącą się nawiasem z trzema przykładami będę musiał trochę sobie przemyśleć, bo choć zabawna w formie, jest ona narodowo wyzwoleńcza w treści (takimi słowami kiedyś się doceniało wewnętrzne walory argumentu), ale "schyłek" nie był "zanikiem". Opowiadał mi Bolesław Gleichgewicht (gdy go wypytywałem o jego mistrza, w końcu miał z nim kurs logiki z dobrze zdanym egzaminem), że Jan Łukasiewicz miewał w domu sesje tańczących stolików i rozmów z duchami, a bywali tam różni bardzo sławni ludzie z intelektualnej elity RpII. Podana przez Ciebie linka do kardecyzmu i spirytyzmu jest rzetelna w opisie brazylijskiej sytuacji - książki psychografowane przez Chico Xavier są w wielu kioskach i księgarniach (wstyd wyznać ale i w moich uniwersyteckich), a oficjalne liczby o wyznawcach doktryny spokojnie przemnożyłbym przez 2 a może i 3, bo największe wyrwy czyni ona w KK, a tam nie wypada przyznawać się, że w niedzielę od 9 do 10 jest się katolikiem (católico apostólico romano), a przez resztę tygodnia spirytystą. 2010/06/04 18:15:32
No właśnie byłem ciekaw czy to prawda z Brazylią. A Chico X ma całkiem mocne hasło w naszej Wikipedii, miał nawet przyjemność z duchem Marilyn Monroe:
pl.wikipedia.org/wiki/Chico_Xavier I mniejsza o technikę, ale 400 książek - to jest dopiero prawdziwy pisarz. Niech się Łysiak schowa. 2010/06/04 19:52:51
Dwa razy patrzono na mnie tak intensywnie jak na raroga, że do dziś to pamiętam. Gdy w pierwszych tygodniach w Brazylii w jakimś barze skomentowałem: "ładny głos, jak się nazywa ten piosenkarz?" - usłyszałem "Roberto Carlos", ale równie dobrze kelner mógł zemdleć ze zdumienia, że jest na świecie ktoś o tym wymiarze niewiedzy. I gdy w połowie lat 90-tych wysiadłem na stacji autobusowej w Uberabie, Minas Gerais, szedłem do centrum, by szukać hotelu, wzdłuż ciągnącej się na parę kilometrów spokojnej kolejki tak zróżnicowanych typów ludzkich, że nie potrafiłem domyślić się na co tym wczesnym świtem oni czekają. Spytałem przechodnia i odpowiedział mi pytaniem czy nigdy nie słyszałem o Chico Xavier (SZIko szaWIER). Słyszałem, a nawet kojarzyłem sobie z Uberabą, ale nie o 7 rano i nie z tą niesamowitą kolejką. Była tam, mówiono mi, dzień w dzień, 365 dni w roku, za wyjątkiem lat przestępnych.
2010/06/04 20:09:29
Chico Xavier nie jest brazylijskim rekordzistą. W roku 1992 chirurg José Carlos Ryoki Inoue podpisał pierwszy raz swoim prawdziwym nazwiskiem (po zmęczeniu 39 pseudonimów) swoją tysięczną książkę. Zaczął pisać w 1967 r. (mając 21 lat), więc jak łatwo się doliczyć, parł w rytmie ponad 3 książek miesięcznie. Romanse, historie wojenne, policyjne, anything. Potem troszkę się pohamował, ale z dorobkiem (wypiskiem?) rzędu 1100 książek mógłby wziąć paru Łysiaków za czeladników. Nie na darmo uważa się tutaj, że nasi Japończycy są lepsi od oryginalnych.
2010/06/04 22:35:42
Ryoki Inoue, muszę zapamiętać. Czuję, że w Polsce cieszyłby się sporym powodzeniem.
2010/06/05 07:12:45
Zwodowi potępiacze okultyzmu (strasznie zadowoleni ze swego "racjonalizmu") nie całkiem łapia, że seanse spirytualistyczne były wspaniała towarzyska zabawą. Sam w koncu osobiście mogłem rozmawiać (poprzez talerzyk) z Poincare. Dowiedziałem się -- jeszcze jako student -- czy pewna teoria fizyki jest poprawna. Nie powiem jaka i czy tak, bo to w końcu dość prywatna rozmowa była.
Gość: rysberlin, 194.64.224.3*
2010/06/05 10:41:03
ha, ha, ha, moze nie medium, ale.............czestochowa.gazeta.pl/czestochowa/1,35271,7975444,Pytania_z_Jasnej_Gory__Czy_powodzie_w_Polsce_powoduja.html
brakuje mi wiary czy co........ 2010/06/05 10:45:45
Spirytualizm ma w Europie Wschodniej starą, bogatą tradycję i niewątpliwie olbrzymie zasługi dla życia towarzyskiego. Dzięki temu udało mu się przetrwać - krótkotrwały na szczęście - okres błędów i wypaczeń, kiedy to określone kręgi do rangi spirytualnej podniosły również duchy, media i inne ektoplazmy. Nie sprowadziło to jednak na manowce prawdziwych spirytualistów, dobrze wiedzących, że duchowi spirytualizmu znacznie bliższa jest woda brzozowa, niż gadająca galareta.
Najlepszym dowodem na wyższość spirytualizmu tradycyjnego nad mediumicznym jest fakt, że wynalezienie noktowizorów odebrało zdolności mediom, natomiast w żaden sposób nie wpłynęło na dar spożywania procentów, właściwy wyznawcom jedynej prawidłowej doktryny spirytualnej! 2010/06/07 00:32:31
W listopadzie zeszłego roku byłem świadkiem debaty z udziałem wysłannika Polskiego Towarzystwa Studiów Spirytystycznych, pana ewidentnie zakochanego w Xavieru (jak to się odmienia?). Dowodem paranormalnych zdolności Chico Xaviera miało być owe 400 książek, nawet nie to co zawierają, ale już sam fakt napisania aż tylu! Szkoda że wtedy nie wiedziałem o panu Inoue. Z drugiej strony cieszę się, że wśród tych ludzi nie jest to powszechna wiedza, strach pomyśleć jakim czarnoksiężnikiem być musiał. 1100 robi wrażenie.
2010/06/07 01:12:49
@szmerybajery: trudne pytanie z tą odmianą. To mój częsty problem. Gdybym mógł, nie odmieniałbym, gdybym musiał, może wziąłbym tu "Xavierze". Ach, gdyby widmo polonistów przepełnionych regułkami nie wisiało nad człowiekiem...
|
|
p.s. napisz cos prosze o ksiazce pana Tomasza (sam przy czytaniu bawilem sie swietnie)