|
Blog > Komentarze do wpisu
Widelec matematyczny
Je¶æ mo¿na bez widelca. Ale z nim jako¶ schludniej. I porêczniej.
Matematyka istnia³a przez wiele wieków bez swoich widelców. Nie u¿ywa³a s³ów funkcja, zbiór, równowa¿no¶æ – ale
pojêæ u¿ywa³a, owszem. Z pewno¶ci± ja¶niejsze uchwycenie o co chodzi³o
w ró¿nych wywodach, wyra¿one lepszej jako¶ci s³ownictwem, przyczyni³o siê
do tworzenia lepszych wyników – a i w drug± stronê to bieg³o, wielo¶æ
i jako¶æ wyników mog³a ³atwiej dotrzeæ do specjalistów i laików dziêki
lepszej jako¶ci s³ownictwa.
Ale sprawiaj±ce wra¿enie magii przeskakiwanie nad
pojêciowymi dolinami i górami zawsze przynosi niemi³y efekt –
rozplenienie siê magików jêzyka, wierz±cych, ¿e to têdy droga do raju.
W wielu dziedzinach ludzkich trudów mo¿esz dojrzeæ to zjawisko –
odkrycie znaczenia chwili ciszy w muzyce zrodzi³o stada teoretyków
usypiaj±cych s³uchaczy minutowymi pakietami ciszy; lewicowych i prawicowych
zbawicieli ¶wiata wierz±cych, ¿e narzucenie pewnej grupie ludzi stosownie
niemi³ej etykietki naprawi ekonomiê, etykê oraz politykê; menad¿erów
dodaj±cych do znanych z Rzymu zasad administracyjnych japoñskie s³owa
kan – kon – kun, w wierze, ¿e wtedy firma zab³y¶nie na gie³dzie.
Itp, itd.
To samo zdarzy³o siê w matematyce. Wielkie szczê¶cie, ¿e skoñczy³o siê
paplanie o aglomeracjach i o miejscach geometrycznych oraz agregatach, a
wesz³o s³owo zbiór – ale czêsto sta³o siê elementem niezrozumia³ej
liturgii i zamiast byæ broni± obronn± przeciw mêtniactwu sta³o siê
uzbrojeniem w s³u¿bie nudy. Albo... mo¿e zechcesz stworzyæ test z³o¿ony
z trójek s³ów jako¶ tam powi±zanych prosz±c, by trójki maj±ce jakie¶
powi±zania zosta³y postawione przy sobie; i wmontuj tam dwie trójki,
jedna to bêdzie (funkcja, argument, warto¶æ) a druga – (zale¿no¶æ,
przyczyna, skutek). Przypuszczam, ¿e nierozumienie sensu oklepywanej
przez lata w szkole funkcji przez wiêksz± czê¶æ spo³eczeñstwa natychmiast
ujawni siê tym, ¿e ma³o kto powi±¿e sobie te zestawy.
Najokropniej rzecz wygl±da gdy wchodzi na scenê relacja równowa¿no¶ci.
Wtedy staje siê jasne, ¿e widelec jest bardzo dobry gdy siê poka¿e parê
razy jak go u¿ywaæ, natomiast wbicie go ofiarze w g³owê nie przynosi
po¿±danych efektów.
A rzecz jest w bardzo naturalnym pojêciu, którego u¿ywamy bezustannie.
Odró¿nianie i klasyfikowanie s± w¶ród najwa¿niejszych procesów
przebiegaj±cych w naszych g³owach. Uniknê ewentualnych pytañ technicznych
psychologów przenosz±c siê do ¶wiata informatyki: w s³ynnej trzytomowej
The Art of Computer Programming Knutha ca³y trzeci tom jest oddany tematowi
Sorting and Searching – sortowanie i odszukiwanie.
Jak roz³o¿yæ na szuflady stos wszystkich posiadanych ubrañ? Wiele osób skojarzy ró¿ne szuflady z ró¿nymi czê¶ciami cia³a: tu skarpetki, tam koszule,
gdzie indziej czapki, jeszcze szuflada majtek... Albo rozdzielmy do pude³ek
ca³± kolekcjê monet zebranych po ¶wiecie: tu Maroko, tam Rosja, Anglia...
Ale mo¿na te¿ je rozdzieliæ zupe³nie inaczej: warto¶ciami na nich wybitymi,
1, 2, 3, 5, 10, 20, 25, 50. Lub na jeszcze inne sposoby.
Gdzie nie zerkniesz, s± jakie¶ klasyfikacje: ksi±¿ki – mo¿e skupione na
rega³ach typem literatury? Jêzykiem? Wymiarem?
Jak te wszystkie zjawiska uj±æ takim opisem, który zatrzyma to, co wa¿ne? Mówi±c o zbiorach i podzbiorach sprawa staje siê dziecinnie prosta. Rozbijamy jaki¶ zbiór na czê¶ci, na podzbiory. ¯aden z podzbiorów nie jest
pusty, nie ma szuflady na getry je¶li nie mam ich w domu. Nie ma pude³ka na
monety nosz±ce cyfrê 4. Ani pó³ki na ¶redniowieczn± nowozelandzk±
literaturê. To pierwsza wa¿na cecha rozbicia. Druga to gwarancja, ¿e nic nie
zosta³o na pod³odze. Ka¿dy ciuch znalaz³ swoj± szufladê, ka¿da moneta –
swoje pude³ko, ka¿da ksi±¿ka – swoje miejsce na regale. A trzecia
polega na tym, ¿e
ka¿dy obiekt le¿y w jednym miejscu i nie skacze miêdzy pude³kami czy
szufladkami. Czapka nie bywa czasami butem, 2 grosze nie staj± siê w
bezksiê¿ycowe noce piêciogroszówk±. Koniec, za³atwione. Relacja
równowa¿no¶ci to efekt pewnego pomys³u na podzia³ ca³ego rozwa¿anego kawa³ka
¶wiata.
Nawiasem, gdy wdajê siê w rozwa¿ania nad tym kawa³kiem, nic innego mnie nie
interesuje, tylko on. Mo¿e dlatego utar³o siê w¶ród matematyków u¿ywanie w
tym wypadku s³owa uniwersum? Brzmi to nieco patetycznie i czasami jest
zastêpowane s³owem przestrzeñ, ale z dwojga z³ego wolê uniwersum, bo
przestrzeñ zbyt usilnie sugeruje jakie¶ geometryczne rozwa¿ania, a mogê
w³a¶nie wdawaæ siê w klasyfikacjê gwarowych wyra¿eñ u¿ywanych przez kibiców
pi³karskich. A czemu nie trzymaæ siê prostego s³owa zbiór? Dla unikniêcia
aliteracji. Pos³uchaj tylko: zbiór roz³±cznych podzbiorów mego zbioru...
Po jednym razie uszy bol±. A je¶li umówiæ siê, ¿e zbiór z³o¿ony jedynie
z podzbiorów (np. zbiór gwo¼dzi podzielony na grupki wedle wymiarów) nazwiemy rodzin± podzbiorów, aliteracja jest wyeliminowana. Mamy uniwersum rozbite na rodzinê podzbiorów.
I ¿ycie by³oby piêkne i proste ale jest tu pewne ale. Nie chodzi o tê nazwê
partycja, bo ³atwo domy¶limy siê, ¿e to synonim podzia³u. Ani nawet o u¿ycie
dla szufladek czy pude³ek terminu klasy równowa¿no¶ci (czemu klasy a nie
dru¿yny albo armie?), choæ co¶ zaczyna siê w ¿o³±dku przewracaæ gdy wchodzi
na scenê Wielki Formalista i nastaje, ¿e ten ca³y proces jest abstrakcyjny
i dlatego te klasy maj± siê nazywaæ klasami abstrakcji, wszystkie szuflady
(pude³ka, pó³ki) to przestrzeñ ilorazowa (ilorazowa??? aha, bo dzielimy) i w
dodatku co¶ ³aduje o zasadzie abstrakcji (pod koniec wyja¶niê co to za
dziwad³o) – chodzi mi o powa¿niejsze, nie zwi±zane z nazewnictwem
problemy.
Specjalista natychmiast zmartwi siê s³ysz±c, ¿e nie mówimy o elementach ale
o rodzinach podzbiorów z³o¿onych z elementów, bo – powie on – bêd±
k³opoty z kwantyfikowaniem po podzbiorach. Bo to jest co¶ zupe³nie innego
ni¿ u¿ywanie zwyk³ych kwantyfikatorów, inna, nieelementarna logika. (Przy
okazji, je¶li przyjdzie ci do g³owy czytaæ mnie na g³os, b³agam, nie
akcentuj logiki na ¶rodkowej sylabie. Ja nawet po pijanemu tego bym nie
zrobi³. Ale je¶li ukradniesz mi tekst i pod nim siê podpiszesz to ju¿ twoja
sprawa jak to czytasz). A je¶li nie jeste¶ specjalist± i nie chcesz s³yszeæ
o kwantyfikowaniu po podzbiorach, to wyja¶niê ci inny k³opot, który szybciej ujawnia swoj± z³owrog± gêbê.
Wyobra¼my sobie, ¿e kto¶ ma sto ponumerowanych o³ówków i dzieli je wedle
jakiego¶ pomys³u. Je¶li bêdê chcia³ sprawdziæ czy istnieje w u¿ytym rozbiciu
podzbiór zawieraj±cy tylko o³ówki z numerami 99 i 100, przy braku szczê¶cia
sprawdzanie mo¿e potrwaæ d³u¿ej ni¿ ¿ycie na Ziemi, bo mo¿e siê zdarzyæ, ¿e
podzbiór {99,100} jest czwartym od koñca sprawdzanym (pozwól, ¿e o³ówek
zast±piê jego numerem). Dlaczego czwartym? Zbiór pusty odpada. A zbiory
maj±ce po jednym elemencie, {99} i {100} by³yby dwoma z ostatnich do
sprawdzenia. Czyli mog³o by siê zdarzyæ, ¿e przed trafieniem zrobi³bym...
bagatela, 2100-4 prób. Czemu tak du¿o? A bo ten zbiór o³ówków
ma 2100 podzbiorów. To jest naprawdê du¿o i lepiej nie my¶l o tym
bo mo¿e skrêciæ cz³owieka lepiej ni¿ voodoo.
Gdybym dzia³a³ na poziomie elementów, w najgorszym razie zrobi³bym 99 prób.
Czy setny o³ówek jest razem z pierwszym? Z drugim? Z trzecim? I tak dalej.
Jak opowiedzieæ bajkê „rozk³ad uniwersum” w jêzyku elementów, nic
nie mówi±c o podzbiorach? Genialnie prosto. Kto na to wpad³ by³
czarodziejem, nie gorszym od Gödla, który wymy¶li³ numerowanie zdañ.
Mam uniwersum X i je¶li p oraz r s± w jednym pude³ku (s± tu sobie równowa¿ne, czyli s± w relacji, któr± oznaczê literk± E), zapiszê to tak: pEr. Otó¿ wymóg, ¿e dla ka¿dego t w X mam tEt to zrêczny sposób na powiedzenie, ¿e ka¿dy element jest w jakim¶ pude³ku, nic nie zosta³o zapomniane. Jak zagwarantowaæ, ¿e mam w pude³kach prawdziwe podzbiory?
¯±daniem, ¿e dla ka¿dej pary elementów p, r zachodzi co¶ takiego: je¶li pEr
to tak¿e rEp. Dziwne, ale to ¶wietnie dzia³a. A jak to powiedzieæ, ¿e
pude³ka s± roz³±czne, nie maj± wspólnych elementów? Jeszcze ciekawiej:
gdyby p, r by³y w jakim¶ pude³ku oraz r, s te¿ by³y w jakim¶ pude³ku, to
by³o by to jedno i to samo pude³ko! Czyli wymagam dla jakiejkolwiek trójki
elementów p,r,s z X: je¶li pEr oraz rEs to pEs.
Teraz oblepimy te wymogi nazwami: zwrotno¶æ, przemienno¶æ, przechodnio¶æ.
Zamiast przemienno¶ci czasami mówi siê o symetrii.
Wspomniana zasada abstrakcji to stwierdzenie (no tak, twierdzenie), ¿e
je¶li mam te trzy wymogi, to ca³y zbiór X jest podzielony na roz³±czne
kawa³ki.
A teraz pobiegaj po Sieci i sprawd¼, ¿e dziesi±tki, setki ¼róde³ zaczynaj±
od wbicia widelca w g³owê, od ¿±dania, by¶ zapamiêta³ owe trzy wymogi, potem
by¶ utrwali³ sobie przeró¿ne ¶liczne terminy – a czasami, je¶li nie
zapomn± o co tam chodzi³o to nawet ³askawie zostanie wyja¶nione, ¿e
rozbijasz jaki¶ zbiór zgodnie z pewnym pomys³em na klasyfikacjê jego
elementów.
Czemu to siê robi w taki sposób? Aaa, jest powa¿na przyczyna, która
wszystko wyja¶nia.
Bo to jest tak robione ju¿ od kilkudziesiêciu lat.
Nie martw siê, matematyka nie zabrania byæ szczê¶liwym. Matematyka nie jest okrutna, to niektórzy matematycy ... e tam, pomówmy o czym¶ innym. niedziela, 25 kwietnia 2010, andsol-br
TrackBack
Komentarze
5-grid
2010/04/25 04:43:07
Strasznie m±cisz, andsolu, wyja¶niaj±c. Ale tego m±cenia strasznie mi ostatnio brakuje.
2010/04/25 05:03:25
Inn± technik± ucieczki jest z lekka siê zapiæ. Ale, koniecznie, z cudzoziemcem. Który nie s³ucha wiadomo¶ci.
2010/04/26 00:14:19
Ciekawy felieton o podzbiorach widelców wbitych w g³owê. Zachodzê w ni± o co tu chodzi.
Drogi Andsolu -- mo¿e skróæ to nieco (nie o g³owê) a przebrnê. 2010/04/26 00:53:40
@je-ko: odpowied¼ trzyczê¶ciowa.
1. Koniecznie. Pewne niby-filozoficzne uwagi, ¿e tak w humanistyce jak w matematyce itp, znikn±, a raczej przenios± siê do jednego jedynego wstêpu, gdy (je¶li) zbiorê wszelkie te eseiki do jednej ca³o¶ci. Gdy cztery strony streszcz± siê do dwóch, bêdzie mo¿na przeczytaæ nie zauwa¿aj±c biegu czasu. 2. Niekoniecznie. To nie jest adresowane do fachowców, znaj±cych rzecz i przyzwyczajonych do kondensacji. Rytm czytelniczy u prawnika czy historyka oraz u fizyka czy logika jest zupe³nie odmienny, przyzwyczajenie u tego pierwszego do powoli wznosz±cej siê fali argumentacji staje siê wymogiem. 3. Dla wiedz±cego o co chodzi, wyja¶nienie o co tu chodzi: przekazywanie w dydaktyce ca³ego cyklu historycznego jak tworzono pojêcia nie jest sensowne, ale jeszcze gorsze jest pokazywanie na pocz±tku koñcowego wyniku, bo to zmniejsza szanse pojêcia prostych intuicji. 2010/04/27 03:47:44
..."Hulaj dusza! hulaj!" - wo³a. ¦mieszy, tumani, przestrasza"
Z okazji tego wpisu zajrza³em do wikipedii - có¿ ciekawego podaje pod has³em "abstrakcja". Jak zwykle, przejrza³em i wersjê polsk±, i angielsk±. Tak, andsolu - ów cytat z wieszcza - to nie o Tobie, ani nie o Twojej notce (sorry). To o wikipedii.pl w temacie abstrakcji. A¿eby jednak by³o o Twej notce, to przypomnê nasze stare niezgadzanie siê na temat "przeniesienia". W skrócie, ja twierdzi³em, ¿e koncepty i intuicje w jednej dziedzinie wytworzone i zakorzenione, dadz± siê przenie¶æ w inna. Ty zas w±tpi³e¶, mniej lub bardziej stanowczo. A teraz co? Nic, tylko wyra¿asz wiarê w mo¿no¶æ przeniesienia. ¯e co cz³owiek doskonale rozumie, czy to w ¿yciu codziennym, czy to w dziedzinie swej ekspertyzy (czy idzie o skarpetki, czy zakupy, czy hobby, czy pisanie wierszy)- da siê przenie¶æ na logicznie równowa¿ne konteksty innych dziedzin, w szczególno¶ci matematyki. Dla odmiany, moja wiara w przeniesienia siê zachwia³a (zazwyczaj sie zachwiewa pod koniec semestru). 2010/04/27 04:55:49
Tumani, indeed.
Najwa¿niejsze, ¿e suma wiary w ¶wiecie jest zachowana na pewnym poziomie. Nie jestem pewien jak to tam jest z przenosinami, ale jaka¶ forma my¶lenia per analogiam chyba istnieje, wiêc do¶æ banalne przyk³ady z³a nie powinny wprowadziæ wiele do niewinnych g³ów... U Ciebie mia³em refleksje na temat, ale nie chce mi siê pisaæ. Nadoie³o. I ma³o dobrej woli w temacie. U Ciebie j± widzê, ale na ogó³ ludzie maj± tezy a nie chêæ poznania rzeczywisto¶ci. A do takich zabaw to ja wolê plastelinê. 2010/04/27 13:44:04
Nie, nie chodzi o analogie. Jeszcze raz - chodzi o logiczn± równowa¿no¶æ, izomorfizm ze wszystkim gwizdkami i ¶wiate³kami.
Na przyk³ad, "klasami abstrakcji" - dok³adnie nimi - ka¿dy pos³uguje siê na codzieñ, i czyni to czêsto sprawnie. Czy¿ nie taki by³ jeden z wyd¼wiêków Twej notatki? Ergo, klasy abstrakcii nie s± abstraktem (na mocy definicji ad hoc mówi±cej, i¿ nic codziennego jest abstrakcyjnego). 2010/04/28 01:31:05
O matematyce to ja wiele m±drego (niestety) nie powiem, ale od jakiego¶ czasu usi³ujê odtworzyæ, gdzie czyta³am cudn± anegdotê o tym, jak to która¶ cesarzowa czy cesarzówna bizantyjska (stawia³abym na Annê Komnenê) nie by³a siê w stanie nadziwiæ, ¿e wys³annicy którego¶ tam zachodniego króla czy wrêcz cesarza nie znali widelców, ¿arli palcami i nie mogli siê nadziwiæ, czemu bizantyjczycy tak sobie utrudniaj± ¿ycie ;)
2010/04/28 02:17:11
Za wyd¼wiêki, tichy, odpowiedzialno¶æ mam niewielk±, ja dostarczam nuty. A zrêczne zawik³anie chyba wyrasta z tej definicji ad hoc mówi±cej, i¿ nic codziennego jest abstrakcyjnego. Poetycko rozgrywasz dwuznaczno¶æ s³owa "abstrakcyjne". No wiêc widelec jest abstrakcyjny, bo raz s³u¿y do ziemniaka, a raz do mielonego - uzytki (codzienne) nie s± wpisane w jego konstrukcjê, jest on oderwany, ¿e tak powiem, od ziemniaka czy marchewki. I do tego zmierzam tu i tam i owam, immer wieder, ¿e wrzucenie paru s³ów o genezie trudnych terminów w rzeczy samej, opó¼nia bieg do centralnego twierdzenia, ale u³atwia zrozumienie celu wycieczki.
Oczywi¶cie "parê s³ów" mog³o by byæ mnie rozlaz³e ni¿ u mnie i nie bêdê p³aka³ je¶li mi poobcinasz to i tamto, o ile oczywi¶cie nie bêdzie to co¶, do czego jestem od dziecka bardzo przywi±zany. |
|