S³owa w ordynku. S³owa w ataku i w obronie. Pomieszane. Refrakcja s³ów w stali i w wodzie. Odbicia s³owne i zwidy. £ad i g³adko¶æ. Spazmy i erupcje. Koj±cy wp³yw soku z passion fruit. Od rzeczy i do rzeczy. Krótko mówi±c. Ostatnie s³owo. Na pocz±tku by³ skowyt.
Blog > Komentarze do wpisu
Spacerkiem po wymiarach (1)

Linki do czê¶ci 2 oraz czê¶ci 3.

Powtórzê komentarz Krzysztofa Nawratka, wyja¶niaj±cy moje odej¶cie od niematematyki albo od bardzo elementarnej matematyki na tym blogu:

andsol: moja ¿ona twierdzi, ¿e masz moralny obowi±zek wyt³umaczyæ laikom co to znaczy ¿e: „ka¿da trójwymiarowa zwarta i jednospójna rozmaito¶æ topologiczna bez brzegu jest homeomorficzna ze sfer± trójwymiarow±”

(rozumiem s³owo „trójwymiarowa” i domy¶lam siê znaczenia s³owa „homeomorficzna”, reszta jest dla mnie kompletnie niezrozumia³a...)

W gazetach, nagle przyci±gniêtych do sfer, mo¿na odnale¼æ takie zwroty:

To centralny problem zarówno matematyki, jak i fizyki, poniewa¿ wi±¿e siê z pytaniem, jaki jest kszta³t Wszech¶wiata.

Wzruszaj±ce i poruszaj±ce. Brzmi prawie tak dumnie jak fraza o matematyce królowej nauk. I gdyby ten blog mia³ nazwê „Migotanie metafizyki” móg³bym dorzuciæ wiele wznios³ych uwag w tym stylu. Ale to jest „Migotanie s³ów”. Wiêc do roboty, na prostszym poziomie.

Na pocz±tku by³o s³owo. I s³owo nazywa³o rzecz, albo akcjê, albo stan, i dobrze by³o. Wiêcej powiem, by³ Raj. Ale z powodu jednego trudnego do wymówienia s³owa: „jab³ko” ludzie i s³owa zeszli na Ziemiê i zrobi³ siê ba³agan. Bo rzeczy i stany zaczê³y siê mno¿yæ i samych owadów zrobi³o siê ko³o miliona gatunków – i kto by spamiêta³ ich nazwy. Wiêc zaczê³o siê lepienie rzeczy w grupy i kategorie i zespo³y i aglomeraty i s³owo mog³o tyle rzeczy znaczyæ, ¿e a¿ strach.

I w ci±gu ca³ego naszego pobytu na Ziemi, jaka by nie by³a nasza spo³eczno¶æ, jêzyk i kultura, zawsze bawili¶my siê s³owami. Zagadki, rebusy, psujki s³owne i dwuznaczniki, a¿ do wymy¶lenia obrazków w konserwach to by³y nasze najmilsze rozrywki. Pojawi³y siê nawet dwa zawody na pe, pytie wyja¶niaj±ce co trudne s³owa znaczy³y i poeci, pokazuj±cy niedostrzegalne nitki wi±¿±ce s³owa i rzeczy.

Wyra¼nie widaæ dwa kierunki zabawy. Rzuciæ s³owo i odkryæ wszystko co ono mo¿e znaczyæ. ¦wietny przyk³ad, przerobiony przez ka¿dego z nas w dzieciñstwie, to s³owo „zwierz”. Na pocz±tku pasowa³o co mia³o cztery ³apy i ogon. Potem dosz³y ryby i ptaki. Wiêkszo¶æ z nas zgodzi³a siê w pewnym momencie, ¿e cz³owiek to te¿ zwierz. A potem dosz³y ogórki morskie czyli strzykwy, rozgwiazdy i krewetki i nawet roztocza.

O jednomy¶lno¶æ w tej zabawie bywa trudno, na przyk³ad „demokracja” ma ponad 200 znaczeñ tak odmiennych, ¿e nie ma sensu u¿ywanie tego s³owa.

W drug± stronê, od rzeczy czy stanu do s³ów, te¿ nie ma gwarancji, ¿e pójdzie g³adko. Na przyk³ad co¶ w kim¶ siê rusza i on mówi, ¿e to jego ura¿one uczucia religijne a inni mówi±, ¿e takiego czego¶ nie ma. Ale zabawê w opisanie tak dok³adne czego¶, o czym my¶lisz, w niewielu s³owach (powiedzmy: dwudziestu) chyba wszyscy znaj±. Pytam zdaniami kroj±cymi rzeczywisto¶æ na dwie czê¶ci, wewn±trz ogrodzenia i poza nim, ty odpowiadasz „tak” lub „nie” i po 20 pytaniach prawie zawsze mogê doj¶æ do czego¶, o co ci chodzi³o. To siê nazywa charakteryzacj± obiektu.

Mo¿e wydawaæ siê, ¿e s³owa matematyki s± najprostsze do scharakteryzowania. Wszyscy widz± obiekty tak samo, nie ma ciemnych interesów sk³aniaj±cych do oszukiwania czy przeci±gania publiki na swoj± stronê, wiêc wszyscy patrz± z nadziej± na matematykê: tu bêdzie jasno, prosto i wyra¼nie.

A zabawa psuje siê od samego pocz±tku. Co to jest „punkt”? Kropka, owszem, ale jak du¿a i w jakim kolorze? Wiêc skoro powiedziano, ¿e punkt to jest co¶, co nie ma wymiarów, to sprawa nie jest dobra. Bo od takiej definicji, jak j± potraktowaæ serio, idzie siê szybko do psychiatry. Niewykluczone, ¿e to matematyka zrodzi³a ten zawód.

Bardzo powoli idê do hipotezy Poincarégo? Wiem, ale wa¿ny nie jest po¶piech, ale ¿eby nie zanudziæ.

Wiêc biorê dwie formy tak elementarne jak odcinek i okr±g. Pierwsza to kawa³ek prostej miêdzy dwoma ró¿nymi punktami, a prosta spada z nieba, czyli nie definiuje siê jej. Jest i ju¿. Do zrobienia drugiej muszê mieæ punkt i d³ugo¶æ jakiego¶ odcinka i biorê wszystkie punkty na p³aszczy¼nie maj±ce tê sam± odleg³o¶æ od pocz±tkowego punktu, a mierz±c± w³a¶nie tyle co owa wybrana d³ugo¶æ. Formy bardzo ró¿ne, ale gdybym mia³ tylko jeden wymiar i ¿y³bym w jedej z nich, czy móg³bym wiedzieæ gdzie jestem? Czyli: jak odró¿niæ odcinek od okrêgu nie dziêki odmiennemu po³o¿eniu na p³aszczy¼nie ale dziêki jakim¶ wewnêtrznym cechom?

Je¶li odcinek ma koñce (choæ jeden z nich), sprawa jest prosta: ¿yj±c w okrêgu zawsze mogê poruszaæ siê w obie strony. Ka¿dy punkt jest wewnêtrzny. A z koñca odcinka (z jego brzegu) w jedn± ze stron nie mogê siê ruszyæ.

Ale je¶li wzi±³em odcinek bez jego brzegu, czym go odró¿niê od okrêgu? Jak blisko bym nie by³ od (wyrzuconego) brzegu, zawsze mogê poruszyæ siê „troszeczkê” w obie strony, czyli i tu ka¿dy punkt jest wewnêtrzny. Ale w³a¶nie tu jest s³aba strona odcinka, mogê zrobiæ w nim nieskoñczenie wiele ma³ych (coraz mniejszych) kroków i nie zbli¿am siê do jego punktu, a do wyrzuconego uprzednio brzegu. A w okrêgu nie ma tej przykro¶ci. Okr±g nie ma k³opotów z brzegiem, bo nie ma brzegu!

Szybko pojawia siê szansa naprawienia trudno¶ci, czyli nowego zawik³ania sytuacji. Przecie¿ mog³em wzi±æ odcinek „nieskoñczony”, czyli ca³± prost±. Ona te¿ nie ma brzegu. Z tym k³opotem poradzê sobie wprowadzaj±c wymóg, ¿eby wszystko rozgrywa³o siê na jakiej¶ kartce. Mo¿e byæ baaaardzo du¿a, ale we wszystkich kierunkach musi byæ ograniczona. Wiêc powiedzmy, ¿e my¶limy tylko o formach zwartych, czyli takich, które mieszcz± siê wewn±trz jakiego¶ (byæ mo¿e du¿ego) ko³a i zawieraj± swój brzeg. Ten brzeg mo¿e byæ pusty, czyli po ludzku mówi±c, nie ma go.

I w tej chwili wydaje siê, ¿e mamy spokój z jednowymiarowymi tworami na p³aszczy¼nie: s± dwa zwarte modele, odcinek z brzegiem albo okr±g. Wszelkie inne „podobne” formy uto¿samiamy z nimi, czyli nie martwi nas lekkie deformowanie.

Dla Jasia Wywrotka, który lubi psuæ proste obrazki, spore jest tu pole do dzia³ania. We¼mie on odcinek bez brzegu, zagnie z jednej strony do góry i w prawo, z drugiej w dó³ i w lewo, przybli¿y dwa (nieistniej±ce) koñce do ¶rodkowego punktu odcinka i dostanie (niezlepion±) kokardkê czyli le¿±c± ósemkê, symbol nieskoñczono¶ci. I powie: a masz tu zbiór zwarty, ani odcinek, ani okr±g.

Zamiast zbiæ szczeniaka, z godno¶ci± powiemy: „a, lemniskata...” Dobrze jest u¿yæ m±dre s³owo, by usadziæ laika. A chodzi o kokardkê. Na wyspie Lemnos (nie tylko Lesbos zas³ynê³a z dzia³alno¶ci swoich mieszkanek) panie robi³y kokardy, tak ³adne i tyle ich, ¿e sprzedawa³y je po ca³ym ¶wiecie czyli w ca³ej Grecji. I dla uczczenia tego w XVIII wieku pan Bernoulli nazwa³ tê formê lemniskat±. No wiêc lemniskata jest zwarta, ale nie jest jednowymiarowa. W jednym punkcie ma krzy¿owanie siê odcinków i to zjawisko eliminuje j± z komórki s³ownej, w której ¿yj± zbiory zwarte i jednowymiarowe.

Ale Ja¶ Wywrotek ma energie niespo¿yte i wraca na p³aszczyznê z dwoma okrêgami. Z³o¶liwie szczerzy zêby i nie mamy lepszego wyj¶cia ni¿ przyja¼nie poklepaæ go po plecach, podziêkowaæ i powiedzieæ: „w istocie mamy jeszcze dodatkowe wymaganie, ¿e figura nie mo¿e byæ zapakowana bez rozrywania do dwóch osobnych pude³ek. Musi byæ spójna.

Czasami mówi siê: „³ukowo spójna” lub „drogowo spójna” („pathwise connected”). Rzecz w tym, ¿e je¶li w figurze wybiorê sobie jakie¶ dwa punkty, to zdo³am od jednego do drugiego przej¶æ ³ukiem (odcinkiem, byæ mo¿e zakrzywionym) ca³kowicie le¿±cym wewn±trz figury. I miêdzy dwoma kopiami okrêgu takiego przej¶cia nie ma. A Jasiu pomóg³ w u¶ci¶leniu naszego wys³owienia: ka¿dy jednowymiarowy zwarty i spójny zbiór bez brzegu jest podobny do jednowymiarowej sfery czyli do okrêgu.

Oczka siê klej±? Nie ma problemu. Ani po¶piechu. Reszta przyjdzie jutro. Zosta³y jeszcze tylko dwa wymiary, z krótk± dygresj± na wy¿sze od 3.

niedziela, 28 marca 2010, andsol-br
TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Go¶æ: Kot Mordechaj, 79-66-75-242.dynamic.dsl.as9105.com
2010/03/28 16:12:20
Trawie pierwszy odcinek i czekam na cd.
So far, so good - I think? :twisted:
-
2010/03/28 16:59:49
I tak trzymaæ (w pazurkach)! Zreszt±, koty s± odwa¿ne, a z k³êbkami maj± wielowiekowe relacje.
-
Go¶æ: rysberlin, dslb-088-073-065-242.pools.arcor-ip.net
2010/03/28 18:12:05
przeczytalem dwa razy,i ponowie te czynnosc.....(wezwe syna do pomocy)
-
2010/03/28 18:25:17
dzieki Andsol! strasznie lubiê gdy s³owa i frazy staj± siê dla mnie zrozumia³e, reszta to betka ;)
-
2010/03/29 18:07:53
Krzysztof
a co tu jest niezrozumia³ego :)

Rysiu
nie anga¿uj M³odego , sam jeste¶ m³ody... dopiero wczoraj skonczy³e¶ 18 lat
-
2010/03/29 18:39:56
@nietoperzyca: ach, to wyja¶nia sk±d ta jego energia na brykam fikam... Rysiu, skoro tak, to mów mi babciu.
-
2010/03/29 22:25:52
Andsol
to tylko jedna z tajemnic "brykacza" resztê nie zdradzê nawet na torturach :)
Przeczyta³am z zaciekawieniem Twój wpis "Sztuka obra¿ania" , jedno tylko siê nie zgadza (¿e takie rzeczy s± normalne gdy spotyka siê logik i matematyk) Jesli spotyka sie osoba , która uwielbia matematyka z osob± ktora uwielbia logike matematyczna , zawsze sie dogadaj± , ale jeszcze lepiej by by³o gdyby matematyk spotka³ sie z pasjonatem logiki zarowno matematycznej jak i filozoficznej to dopiero widok , warte ogladania w pierwszej kolejnosci a potem s³uchania .
szkoda ,ze nie mam czasu by czêsciej zagladaæ , poczytam sobie w wolnych chwilach ( je¶li nadejd± ) Twoje wpisy odnosnie matematyki .Pozdrawiam
ps. co¶ mi sie zdaje ,ze jeste¶ mieszank± matematyka z humanist±
-
2010/03/30 00:09:49
Znaczit, czto-nibud' w rodie Bobika, gumanisticzeskoj sobaki?

Za wizytê dziêki, dla sta³ych go¶ci jest sok z maracujá (z cierpiêtnicy, ale nie wierz nazwie).
-
2010/03/30 05:18:41
Jak to dobrze, ¿e nikt siê nie pyta, co to jest "³uk".

A swoj± drog±, pojêciem podstawowym (³atwiejszym) jest "niespójno¶æ"., raczej ni¿ "spójno¶æ".

Ale przeczy to naszemu poczuciu porz±dku - zdanie "zbiór spójny to taki, co nie jest niespójny" wyrzucimy do kosza, a zdanie "zbiór niespójny to taki, co nie jest spójny" przyho³ubimy (wraz ze wszystkimi tego straszliwymi konsekwencjami, których by zdanie do kosza wyrzucone nie powodowa³o).
-
2010/03/30 05:36:50
tichy, z ³ukiem musia³bym po prostu powiedzieæ prawdê, ale muszê pamiêtaæ, ¿e system trawienny wiêkszo¶ci interlokutorów ¼le reaguje na s³owo "funkcja". My¶lê, ¿e dopiero pod koniec pierwszego roku u¶wiadomi³em sobie, ¿e ci±gi to s± funkcje; z pewno¶ci± wszyscy mog± poj±æ, ¿e jedna z dopuszczalnych interpretacji "drogi" czy "³uku" to funkcja, ale czy maj± czas na przyswojenie sobie (sami z siebie, bez nacisku ani gro¼by egzaminu) tego pojêcia tak g³êboko, by go chêtnie u¿ywaæ?

A intuicyjno¶æ czy nieintuicyjno¶æ pojêæ i jak je wprowadzaæ to temat - rzeka. Pojêcie geodezyjnej dla górala to betka, ale u cz³owieka z nizin wizualizacja jednak wymaga pewnego wysi³ku... Gdy mówiê tutaj o gliding reflexion nie u¿ywam przyk³adu (do którego zachêca Coxeter) ze ¶ladami kroków na ¶niegu - bo z oczywistych przyczyn wprowadza to tu w nastrój ksiê¿ycowy i nierealny - ale o ¶ladach na pla¿y zmoczonej jeszcze po odp³ywie. My¶lê, ¿e tragedi± podrêczników jest usi³owanie dotarcia do wszystkich, czyli uniwersalno¶æ. A tylko do pewnego stopnia to jest dobry pomys³.

Wiêc niespójno¶æ jako baza mo¿e jest lepsza dla pesymistów? :)